Patronujemy: Rok Johna Cage’a – program na luty

14 lutego, 2012
Nowości

Techne i technika. Elektronika, aleatoryzm.

18.02.2012 (sobota) / Studio Radia Lublin, ul. Obrońców Pokoju 2 / godz. 19.00
Ogłoszenie konkursu na twórczą interpretację utworów Johna Cage’a
Koncerty:
John Cage Imaginary Landscape No. 4, Krzysztof Knittel O tym, czego nie ma
Wykonawcy: uczniowie Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. Karola Lipińskiego w Lublinie, dyr. Krzysztof Knittel (Polska)
wind child Index - eRikm (Francja), dieb13 (Austria)

Wstęp wolny na koncerty.

19.02.2012 (niedziela) / Radio Centrum – 98,2 FM / godz.17.00
Audycja o Johnie Cage’u.
Prowadzenie: Tomek Kowalewicz, Goście: Hubert Wińczyk, Piotr Tkacz (Polska)

20.02.2012 (poniedziałek)/ Radio Lublin – 102,2 FM / godz.20.00
Performance radiowy. Audycja o Johnie Cage’u.
Prowadzenie: Grażyna Lutosławska, Goście: Hubert Wińczyk, Piotr Tkacz (Polska)

Ogłoszenie konkursu na interpretację/parafrazę utworów Johna Cage’a.
Kurator: Michał Mendyk

Przedmiotem konkursu jest współczesna interpretacja/parafraza wybranych utworów Johna Cage’a. Konkurs ma charakter otwarty – mogą w nim wziąć udział zarówno muzycy profesjonalni, jak i osoby działające na polu improwizacji bez warsztatu akademickiego. Istotnym elementem konkursu jest wyłonienie utworów, które będą prezentowały oryginalność i „świeże” spojrzenie na muzyką współczesną i jednocześnie będą pokazywały aktualność i atrakcyjność dorobku Johna Cage’a poza hermetycznymi kręgami akademickimi. Chcemy, by konkurs zainspirował współczesnych polskich artystów reprezentujących różne gatunki i dyscypliny do rozwijania jego idei. Konkurs będzie promowany na łamach mediów lokalnych i ogólnopolskich.

Nadesłane prace będzie oceniać jury, w skład którego wejdzie kurator oraz zaproszeni przez niego specjaliści w dziedzinie muzyki współczesnej, improwizacyjnej oraz twórczości Johna Cage’a. W drodze konkursu wyłoniony zostanie jeden zwycięzca, który otrzyma nagrodę pieniężną. Nagrodzony utwór zostanie zaprezentowany na koncercie finałowym we wrześniu 2012 roku.

„O tym, czego nie ma” – Krzysztof Knittel (Polska)

Czy najlepszą analizą jakiejś kompozycji jest napisanie wariacji na jej temat? Tego nikt nie wie na pewno, dopóki sam nie spróbuje. Tematy i forma nowej kompozycji będą zaczerpnięte z Imaginary Landscape No. 4 Cage’a oraz z mojego własnego solowego utworu free for MacWin. A mottem jest zdanie Cage’a z jego wykładu o komunikacji: „ co jest bardziej muzyczne – ciężarówka przejeżdżająca obok fabryki czy ciężarówka przejeżdżająca obok szkoły muzycznej?”

wind child Index- eRikm (Francja), dieb13 (Austria)

John Cage jest ich babcią, zaś Africa Bambaata jest ich dziadkiem. ERikm i dieb13 od lat artystycznie wykorzystują gramofony w studio i na żywo w trakcie występów przed publicznością. Programowo stawiają sobie wyzwania, stale eksperymentując z materią dźwiękową – uprzednio nagraną, odtworzoną z płyty czy też zremiksowaną na nowo podczas sonicznego performansu, który staje się wysokooktanowym spotkaniem historii muzyki i apercepcji zachodzącej pomiędzy szelakiem, którym pokryte są stare płyty gramofonowe, a cyfrowym samplingiem. W trakcie wykonania wind child Index duet zrobi to co zwykle, bo ich muzyka nie istniałaby bez Cage’a. Tym razem jednak zrobią to jeszcze lepiej …

Performance radiowy. Audycja o Johnie Cage’u. – Hubert Wińczyk (Polska), Piotr Tkacz (Polska)

Audycja poświęcona twórczości Johna Cage’a. Obok próby przybliżenia słuchaczom sylwetki amerykańskiego kompozytora i czytania wybranych fragmentów jego pism, goście podejmą się wykonania niezdeterminowanych partytur Cage’a przy użyciu urządzeń i instrumentów elektronicznych. Całość pomyślana jako próba refleksji nad rolą i znaczeniem technologii oraz mediów w procesie tworzenie, odbiorze i rozpowszechnianiu muzyki, zwłaszcza tej zwanej awangardową.

www.johncageyear.pl

2011: Back in Black – Kamil Antosiewicz

8 lutego, 2012
Nowości

O black metalu wiele osób mówi, jeszcze więcej go nienawidzi, ale tak naprawdę mało kto go słucha. Co dziwi, bo w mniej kontrowersyjnych formach jest on powoli oswajany przez mainstream. Pitchfork trzyma rękę na pulsie, black metal wszedł na indie-salony już kilka lat temu, wraz z przychylnymi recenzjami Xasthura. W tym roku także nie zabrakło go w podsumowaniach. Wprawdzie na Kongresie Kultury to jeszcze Aphex Twin „remiksował” Pendereckiego a kilka lat wcześniej na innym festiwalu Scanner podawał rękę Salvatorre Sciarrino (interesujące, że w obu wypadkach zaproszono artystów wypalonych, którzy od dekady, a może i dekad, nie zaproponowali nic interesującego), ale już na OFF-festivalu prezentowało się Liturgy, wydane z resztą przez jedną z największych niezależnych wytwórni – Thrill Jockey. Liturgy w poniższym podsumowaniu nie ma – nie dlatego, że to już „mainstream” black metalu. Trochę nie ma sensu wyważać otwartych drzwi, recenzując po raz kolejny ich, skądinąd dobrą, płytę. Po prostu, jak zwykle, najciekawsze rzeczy w black metalu wydarzyły się na obrzeżach, z dala od blasku fleszy. I tak zapewne zostanie, bo wątpliwe, by spętany polityczną poprawnością świat kuratorów i łowców ministerialnych dotacji zechciał podawać oficjalnie rękę „kumplom Nergala”. Poniżej subiektywny przegląd wartościowych, dziwnych i moim zdaniem istotnych płyt black metalowych z 2011 roku. Jasne, można było pisać jeszcze o kosmicznej black-prog psychodelii Njiqahdda i ich pokrewnych projektach, drążyć post-rockowe skrzydło Cascadian black metalu, dodać dla kontrastu jakąś płytę z super intensywnym black noisem Sutekh Hexen lub Wold czy wreszcie dorzucić zwykłą, solidnie ortodoksyjną, black metalową płytę. Musiałbym zająć połowę numeru „Glissanda” – a i tak byłoby mało. Rozpiętość stylistyczna pokazuje tylko, że black metal to obecnie jeden z najbardziej żywych odłamów muzyki rockowej. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego artykułu uda się złapać w czarne sidła paru neofitów.

Lugubrum
Face Lion Face Oignon
Aphelion Productions

Black metal i poczucie humoru oficjalnie się wykluczają, ale w przypadku Lugubrum możemy chyba mówić o udanym zespoleniu. Belgowie wplatają humor w swoją muzykę niezwykle subtelnie, od 1992 roku tworząc szalone mariaże stylów, których nie pozazdrościliby surrealiści, kreślący swoje cadavres exquis. Lugubrum przybierają tak różne maski, że niemożliwe staje się rozszyfrowanie intencji scenicznych i źródeł tej żonglerki konwencjami. Może to wynik inspiracji (zdecydowanie nie interesuje ich black metal wyrażający się w przynależności do „sceny”), a może przyczyn należy szukać gdzie indziej. Dość, że zabawa sprawia im przyjemność – spontaniczność, z jaką sięgają po nietypowe instrumenty i budują z ich pomocą skomplikowane diabelskie miniatury, nie jest udawana. Myślę, że uprawnione jest postawienie ich obok krajan z Univers Zero czy Francuzów z Art Zoyd – zespołów tworzących podwaliny awangardy progresywnego rocka.
Z płyty na płytę Lugubrum odchodzą od klasycznej black metalowej surowizny, sięgając po drodze po dość nieprawdopodobne środki. Mieliśmy więc saksofon, banjo, plemienną muzykę z Konga. Teraz idą krok dalej. Tytuł ostatniej płyty to propozycja stanięcia twarzą w twarz z lwem i cebulą. Nie trzeba czekać, aż rozpoczną się partie grane na grzebieniu (!) w Jaffa. Od pierwszych taktów gitary wiadomo, że Lugubrum będą wplatali muzyczne ornamenty i epigrafy według sobie tylko znanego klucza. Na tej bastardyzacji klasycznych formuł – jazz-rockowych, post-punkowych, country & western itd., na dysonansach i przekształceniach, budowane jest napięcie w dalszej części albumu. W systemie estetycznym o hierarchicznych regułach, jakim jest black metal, takie radykalne „odrzucenie reguł bez ich pogwałcenia” jest nieczęste, zatem Face Lion Face Oignon słusznie zasługuje na wyróżnienie. Tym bardziej, że jest to album w którym proporcje pomiędzy eksperymentem a przystępnością, wulgarnością i finezją, zwariowanym punk-country a nieprzyjemnym i opętanym wokalem, są ewenementem na skalę światową.

Jute Gyte
Impermanence
Jeshimoth Entertainment

Spośród wielu udanych epifanii ducha maszyn za pośrednictwem black metalowej estetyki tylko kilka można zaliczyć do udanych, wśród nich chociażby niedokończoną (w chwili pisania tego tekstu) trylogię francuskiego Blut Aus Nort (777 – Sects, 777 – The Desanctification, i zapowiadaną na 2012 rok 777 – Cosmosophy). Podobieństw pomiędzy Jute Gyte i Blut Aus Nort jest kilka (oba zespoły są jednoosobowe, w obu słychać echo postmodernistycznego braku hamulców w sięganiu po rozmaite estetyki, oba na swój sposób osadzone są w progresywnych poszukiwaniach), ale równie wiele je różni. Przy całym rozmachu ostatniego albumu Blut Aus Nord jednak to Impermanence Adama Kalmbacha zasługuje w tym miejscu na wzmiankę. Opowieść rozgrywająca się w ponurym, dystopicznym krajobrazie przyszłości rozpoczyna się w miejscu, w którym King Crimson wznieśli się na szczyty swoich mocy twórczych – mam na myśli Red z 1974 roku. 7 monstrualnie pogmatwanych utworów wyprodukowano w manierze odległej od black metalowych stereotypów. Potężny bas dominuje nad gitarami, te zaś osadzone są w niższych rejestrach niż na większości leśno-jaskiniowych produkcji. Chociaż nie brakuje tu momentów szybkich i agresywnych, na Impermanence króluje przede wszystkim dysonans i nagłe zmiany tempa, jednak bez przesadnej technicznej ekwilibrystyki. Kalmbach jest kompetentny, nie tylko na poziomie odliczania metrum ze stoperem (to zadanie ułatwia mu fakt, że perkusję zastępuje automat), ale również w pisaniu mechanicznych hymnów i wydobywaniu z siebie dość niezwykłych krzyków. To metal niesłychanie skondensowany i bezkompromisowy. Chciałoby się dodać przedrostek „post-”, gdyby nie fakt, że stał się on dzisiaj oznaką przewidywalnego „progresu” przy użyciu błahych środków stylistycznych.

Botanist
I: The Suicide Tree / II: A Rose From The Dead
tUMULt

Zlokalizowana na Zachodnim Wybrzeżu wytwórnia tUMULt pieczołowicie dokumentuje niszowe zjawiska muzyczne dla wymagających. Dwupłytowy debiut jednoosobowego projektu Botanist z San Francisco doskonale pasuje do katalogu, w którym znajdziemy m.in. płyty Thuja czy Acid Mothers Temple, cyfrowe reedycje limitowanych 7” wydawanych przez ostatnich 20 lat przez niemiecką Drone Records, uszkodzone noise-popowe electro Black Bug czy black metal tak niemożliwie przesterowany, że w informacji prasowej sama wytwórnia porównuje go do nagrań Philipa Jecka. Nikogo nie powinno zdziwić więc, że I: The Suicide Tree… jest radykalnym manifestem muzycznym. W warstwie ideologicznej skierowanym przeciwko ludzkości, pisanym jednak z pro-ekologicznej perspektywy. Człowiek jest wirusem toczącym Ziemię, a jedynym ratunkiem dla naszej planety jest nasz skrajne odosobnienie, w którym winniśmy doczekać końca homo sapiens i tryumfu zielonego królestwa przyrody. Wszystko to ma się zapewne dokonać w towarzystwie niebywałej muzyki Botanist, wykonywanej na cymbałach i perkusji, bez użycia gitar i instrumentów elektrycznych, ale z pełną werwą i awangardowym zacięciem. Sięgnięcie po instrument goszczący głównie na festiwalach folkowych opłaciło się, chociaż większość osób, z którymi rozmawiałem, miała problem z wytrwaniem przy głośnikach. Moim zdaniem to jednak bardzo udana, świetnie napisana, choć bez wątpienia dziwaczna i wyczerpująca płyta. 40 utworów (tak!), z których najkrótszy ma dziewięć sekund a najdłuższy niecałe pięć i pół minuty emanuje niepokojącą aurą. Cymbały, o tembrze przypominającym klawesyn, tylko pozornie mają płaskie i jednowymiarowe spektrum brzmieniowe. Artykulacji jest tu bez liku, raz brzmią one podobnie do gitary, innym razem jak zatrważające dzwony. Gęsto tkane tremola zlewają się w rezonujący, metaliczny dron i w kulminacyjnych momentach eksplodują, podkreślając dramaturgię. Chrapliwy, syczący, a jednocześnie gadzi głos lidera pasuje świetnie do tej leśnej, zbutwiałej muzyki. Balansująca pomiędzy kuriozum, diabelskim chichotem, a rewolucyjnym ekspresjonizmem, płyta Botanist popycha black metal w nieznane strony.

Dead Reptile Shrine
The Sun Of Circles and Wood
Weird Forest

„(…) świat bezkręgowych larw,
skąd odrywa się bezkresna noc
bezużytecznych insektów:
wszy,
pchły,
pluskwy,
komary,
pająki,
tworzy się
tylko dlatego, że ciało zawsze
traciło z głodu
swą pierwotną spoistość
i traci z powodu powiewów,
z powodu gór,
z powodu bandaży,
z powodu nieskończonych teorii
czarne i gorzkie dymy
gniewu
swej energii”

Tak podsumował kondycję ludzką w roku swojej śmierci Antonin Artaud w swoim manifeście Teatru Okrucieństwa. Poszukiwania ożywczych mitów, które miałyby pomóc podnieść nas z upadku, popchnęły go w stronę praktyki pierwotnych rytuałów, alchemii słowa i, ostatecznie, obłąkania. Owe demoniczne, „szalone złudzenia bycia w świecie”, jak pisał Artaud, to zwierciadło w którym odbija się muzyka fińskiego zespołu Dead Reptile Shrine. Tutaj zatraca się granica między atonalnością a prymitywizmem, psychodelią a maligną. Ich nowa płyta to gigantyczny (132 minuty) hołd nieukierunkowanej, amuzycznej, pierwotnej energii, której strumienie skupiają się w krótkich erupcjach. Pozbawione szkieletu konstrukcyjnego rozumianego jako następstwo zwrotki i refrenu, a często nawet i rytmicznego porządku, utwory zebrane na The Sun Of Circles and Wood mają powab wyimków z ponurego rytuału, formą przypominający jam session w siarce i smole. Abstrakcyjny i duszny w swojej aurze materiał przypomina manierą no-wave’owy noise, dochodzący tym razem ze zbrukanego krwią i sperma katafalku – hałas i dysonans są tu uprawnionym środkiem ekspresji, niewiele jest riffów, solówek i tego, co wszyscy nazywają muzyką rockową. Płyta Finów jest jednoznacznie teatralna w swojej nadekspresji, jednak bez sięgania po oczywiste środki (nie ma tu akustycznych interludiów, ckliwych klawiszy, damskich, eterycznych śpiewów i bombastycznych sampli). Utwory w rodzaju Nuclear Cult przywołują na myśl studyjne zabawy The Residents, Summer Forest’s Magic mają wiele wspólnego z psychodelicznym folkiem z wytwórni Jewellered Antler czy Digitalis, a zdecydowanie rytmiczne, podlane post-punkowym sosem Horned Moon God to hołd dla zespołów takich, jak Bathory czy Venom w postmodernistycznym stylu charakterystycznym dla fińskiej sceny metalowej. Równie wciągający, co ponury i chory świat Dead Reptle Shrine wyróżnia się na tle jednakowych, gatunkowych kalkomanii i pokazuje, że aby być „kvlt” nie trzeba korzystać z odpowiedników fotoszopa w muzyce.

Peste Noire
L’ordure à l’état pur
La Mesnie Herlquin

Jak wiele zebranych w tym podsumowaniu albumów, tak i zeszłoroczny koncept-album Peste Noire wymyka się jednoznacznym ocenom i zasługuje na miano dzieła totalnego. Epicka i na wskroś francuska [sic! – red.] (nie tylko w warstwie tekstowej, ale i muzycznej) płyta stanowi doskonały przykład na to, jak pojemnym gatunkiem może być black metal. Peste Noire sięgają bez oporów po francuski szanson, hardcore punk, rozbudowaną sekcję dętą, stopy z Rolandów TR-808, polkę i ska, bzyczącą produkcję, za którą równie dobrze mógłby być odpowiedzialny Steve Albini, wielokrotnie łącząc to wszystko w niebezpośredni sposób ze średniowiecznymi inspiracjami, co było i pozostaje ich znakiem rozpoznawczym. W tym klimacie, a jednocześnie naładowany szczegółami jak perwersyjny, rokokowy ornament, album ten tryska pomysłami i jest kompletnym zaprzeczeniem prymitywizmu. Zadziwiające, że podczas każdej z tych wycieczek wciąż czuje się, że Francuzi grają chropowaty black metal i noszą podczas koncertów corpsepainty. Trudno o tym zapomnieć także dzięki wyjącym wilkom, odgłosom przeładowywania broni i dość przejmującym wokalom Famine’a, które, niezależnie od podkładów, snują się między klasycznym black metalowym shriekiem a histerycznym opętaniem Lindy Blair z filmu Egzorcysta. Długie, wręcz bardzo długie utwory (mają kolejno 10, 8, 20, 2 i 9 minut) są napisane świetnie i nawet, jeśli mogą razić kalejdoskopowym natłokiem klimatów, nigdy nie zamieniają się w efekciarski misz-masz. Dwudziestominutowy J’avais rêvé du nord mógłby stać się czarnym wzorcem dla przyszłych pokoleń scenarzystów, którzy chcieliby zekranizować jakieś płótna Delacroix – jest w nim zarówno zapach bagietek, jak i kopcących pochodni, a od nadmiaru narodowej dumy, która nieuchronnie prowadzi tu do oczyszczającej agresji aż w nim kipi. To odważna, energetyczna propozycja, pełna zaskakujących zwrotów i świadectwo talentu ocierającego się o geniusz.

Circle Of Ouroborous
Eleven Fingers
Handmade Birds

Prawdopodobnie najmniej ortodoksyjna płyta w tym i tak mało ortodoksyjnym zestawieniu. Eleven Fingers ma w sobie jednak najwięcej zimna. Fiński zespół, który niegdyś zajmował się mniej lub bardziej klasycznym black metalem, podryfował kilka lat temu w stronę sennego shoegaze’u, post-punka i eterycznego death rocka. Recenzenci ze sklepu Aquarius Records z San Francisco celnie spostrzegli, że tak brzmiałby black metal, gdyby zabrał się do niego Ariel Pink. Istotnie, Eleven Fingers gra z pamięcią i uruchamia pokłady wspomnień niczym pełnoprawne wydawnictwo z nurtu „hypnagogicznego popu”. Wyprane z sopranów brzmienie jest organiczne, a wyblakłe gitary, dochodzące z zaświatów, przeistaczają się w plamy o różnych odcieniach szarości, brzmią jak syntezator zsamplowany z telewizyjnego dramatu, zarejestrowanego na starej taśmie VHS wiele dekad temu. Circle Of Ouroborous zrezygnowali z agresywnych wokali – i to odróżnia ich od np. Xasthura, który dzięki podobnej manierze zwrócił na siebie uwagę krytyków, którzy szerokim łukiem obchodzili do tej pory black metal. Ta bardzo instrospektywna i posępna jednak płyta mogłaby ukazać się w latach 80. Dziwaczny, niepokojąco wciągający łącznik pomiędzy zimną falą, psychodelią a black metalem.

Krallice
Diotima
Profound Lore

Krallice dla wielu ortodoksyjnych metalowców pozostanie zespołem powołanym przez muzycznych outsiderów, którzy bezczelnie weszli z 6-strunowym basem i 12-strunową gitarą Warr w obcą im estetykę i przerobili ją na swoją modłę. Jak zwykle tego typu uprzedzenia mówią więcej o osobach ferujących podobne wyroki niż o samym zjawisku otwierania się gatunku na rozmaite wpływy. Ostatecznie, podobnie jak do goszczącego na zeszłorocznym OFF-festivalu Liturgy, do Krallice przylgnęła etykieta „hipsterskiego” zespołu. Mick Barr i Collin Marston to jednak muzycy związani bardziej z kręgami pogmatwanego, matematycznego avant-rocka niż lanserskimi imprezami – nic więc dziwnego, że Diotima zdecydowanie wyróżnia się na tle większości black metalowych produkcji bezkompromisowością. Trzonem ich potężnych, monumentalnych utworów są pogmatwane, dysonansowe gitary Barra i Marstona, rozpisane na tak wiele głosów, że wymagają wsparcia sesyjnego gitarzysty podczas koncertów. Z tych szesnastkowych tremolowych gęstwin, osnutych na dziwnych, nieparzystych metrach, częstokroć trudno wyłuskać pojedyncze riffy, stąd też zwykle czytelna emocjonalność black metalu zyskuje na Diotimie inny wymiar intensywności. Immanentne cechy gatunku – iście wagneriański rozmach i konfrontacja z absolutem – nic nie tracą dzięki tym zabiegom – co więcej, wchodzą wręcz na trudny do przeskoczenia poziom. Krallice robią to wszystko ze swobodą rzadko spotykaną u muzyków równie sprawnych technicznie, dzięki temu tak wymagająca pozycja jak Diotima nie nudzi, najwyżej obezwładnia nadmiarem energii. Absolutny klasyk, nawet jeśli daje się odczuć pewien spadek formy w porównaniu do poprzednich płyt.

Ash Borer
Ash Borer
Pesanta Urfolk

Blackgaze, czyli black metal czerpiący z post-rocka i shoegaze’u, brzmi najczęściej jak karykatura ekstatycznych crescend, które wypełniają dowolną płytę Mono, Mogwai czy Godspeed You! Black Emperor. Te same środki stylistyczne, zredukowane do minimum, okrojone wskutek nieporadności instrumentalistów, robią w czarnym anturażu wrażenie nieporadnej kalki. Niektórzy łapią jednak właściwy balans pomiędzy tymi skrajnie różnymi tradycjami – i do nich należy zespół Ash Borer, zakwalifikowany przez krytyków do sceny Cascadian (od będącego odpowiednikiem Gór Skandynawskich gór pasma Cascadian Range w stanie Oregon). Już pierwsze dema i EP-ki, jak choćby split z Fell Voices, zdradzały, że Amerykanie wyrosną na poważnego gracza na black metalowej scenie. I tak się w istocie stało. Ich debiutancki longplej, wydany w mikroskopijnym nakładzie 150 egzemplarzy, może służyć za wzorzec organicznego black metalu wyrosłego na punkowej energii i post-rockowej pracy gitar. Z post-rocka Ash Borer przeszczepił strategię budowania napięcia, przeplatając wolne, często akustyczne interludia z dramatycznymi erupcjami agresywnych blastów i, nawet jak na standardy black metalu, nieludzkich wokali. Zamykający album My Curse Was Raised in the Darkness Against a Doomsday Silence to utwór o proporcjach Generała Shermana – największego, najszerszego i najstarszego drzewa na świecie, rosnącego od ok. 2700 lat w Sequoia National Park w Kaliforni. Niesamowity to monolit, przywołujący na myśl mityczne starcia żywiołów u zarania dziejów. Ash Borer przypomina nam, że niewiele trzeba, by kultura ustąpiła naturze. W końcu wszyscy jesteśmy zwierzętami, ale niewielu udało się na tej kanwie osnuć (black metalowe) arcydzieło.

De Magia Veterum
The Divine Antithesis
Transcendental Creations

To raptem jeden z projektów niezwykle płodnego Holendra ukrywającego się pod pseudonimem Mories. Nie wyczerpuje on jego tegorocznej dyskografii (do której dodać można zeszłoroczne wydawnictwa: krążek wydany przez jego macierzysty zespół Gnaw Their Tongues, płytę pod szyldem Aderlating oraz zupełnie nowy projekt Cloak of Altering, w którym zderzył międzygwiezdny black metal z pierwiastkiem symfonicznym), ale przy tak monstrualnym outpucie artystycznym trzeba gdzieś powiedzieć „stop” – inaczej zdominowałby on to podsumowanie.
W De Magia Veterum Mories jak zwykle obsługuje wszystkie instrumenty, w tym wypadku są to gitary, bas, syntezator i automat perkusyjny. Niech nikogo nie zwiedzie instrumentarium. The Divine Athitesis to jedna z niewielu płyt rockowych, która pod względem energii kinetycznej dorównuje takim kolosom, jak Nailed w wykonaniu Cecil Taylor Quartet czy najbardziej nasyconym dziełom Francisco Guerrero, Ligetiego bądź Xenakisa. Ów soundtrack do jakiegoś niepojętego misterium jest tak skondensowany, że balansuje na granicy groteski. Tutaj tryumf odnosi technika, a białkowe formy życia zamieniają się w plazmę z każdym kolejnym utworem. Mechaniczna perkusja nabija przejścia w nadludzkim tempie i nikt nie sili się na udawanie, że za bębnami siedzi człowiek. Ziarna riffów mnożą się w okamgnieniu, czego nie powstydziłby się sam Conlon Nancarrow – kompozytor, którego utwory pisane były wprost na pianolę z pominięciem czynnika ludzkiego. Dzika, okrutna płyta, niepozwalająca na chwilę wytchnienia, wciąga i obezwładnia nie tylko techniką (która, nawet jeśli fascynuje, to zwykle trzyma nas na dystans). Tak mógłby brzmieć ostatni akt dramatu, gdy w sekundę po śmierci dostrzegamy, że światełko w tunelu oddala się co raz bardziej i bardziej, i że otwiera się przed nami najczarniejsza czeluść bez dna, bez czasu, bez końca.

Kamil Antosiewicz

Podsumowanie 2011 roku – Lubomir Grzelak

4 lutego, 2012
Nowości

Rok dwa tysiące jedenasty przyniósł ogromną ilość ciekawych wydawnictw, które ukazały się na kasetach magnetofonowych. Nośnik ten z pewną nieśmiałością od około dwa tysiące dziesiątego powraca do łask i przysposabia sobie coraz szersze grono odbiorców. Pokrótce przedstawię trzy wytwórnie, które moim zdaniem bardzo dobrze spisały sie w zeszłym roku i zasługują na większą uwagę.

BRAVE MYSTERIES
BRAVE MYSTERIES to label solidnie prowadzony przez Nathaniela Rittera i Claya Ruby’ego z Wisconsin, USA od 2010 roku. W ciemno biorę właściwie wszystko, co chłopaki wypuszczają.Ostatnio były to przede wszystkim taśmy Love Cult (duo z Pietrozawodska odpowiedzialne też za kasetową wytwórnię Full Of Nothing Records), FWY!, Burial Hex, Rain Drinkers, Spettro Family czy Kinit Her. Projekty utrzymane w ezoterycznej i okultystycznej atmosferze dronu, rytualnego ambientu i neo-folku, elegancko wydane i kopiowane w znakomitej jakości. Przypadną do gustu zarówno neopoganom, brudnym wikingom, jak i romantycznym studentkom leśnictwa.

http://vimeo.com/26138008

FULL OF NOTHING
FULL OF NOTHING to niewielka, „sypialniana” (czyli robiona w domu, nie mylić z „pościelową”) wytwórnia DIY z Karelii, malowniczej republiki wchodzącej w skład Federacji Rosysjkiej. Prowadzona przez Iwana i Anję, działających też jako muzyczny projekt Love Cult. Od 2010 wydają projekty głównie z Rosji i Finlandii. Miłe, ciepłe drony i leśne okołofolkowe eksperymenty. Z zeszłorocznych koniecznie trzeba sprawdzić split Ous Mal z Bedroom Bear, idelany jako tło do romantycznych przytulanek, psychodeliczną improwizację Suburban Howl i taśmę Polypus Acephalous, folkową, nastrojową i idealną do słuchania podczas jazdy na rowerze po mieście. Świergoty, szmery i fujarki uprzyjemnią nam każdą podróż.

http://vimeo.com/30266965

GIFT TAPES
GIFT TAPES to label z Seattle wydający muzykę, którą sami określają jako synth-o-riffic. W praktyce są to psychodeliczne, elektroniczne pejzaże i wesołe eksperymenty syntezatorowe. W 2011 wypuścili bardzo ciekawe, modnie futurystyczne nagranie Matta Carlsona. Gdyby Rosie z Jetsonów, miała kiedykolwiek wydać solową płytę, pewnie brzmiałaby ona podobnie. Na uwagę zasługują także delikatne i mroczne zarazem brzmienia Spare Death Icon i urokliwe, syntezatorowe plumki Million Mists.

http://vimeo.com/20181778

Lubomir Grzelak, Sangoplasmo Records

Podsumowania 2011 roku – Krzysztof R. Wojciechowski

25 stycznia, 2012
Nowości

Jak zwykle w tym okresie przeglądam listy z podsumowaniami płyt roku i jak zwykle nie dostrzegam na nich większości swoich faworytów. Nie silę się specjalnie na oryginalność, a mój gust jest na tyle eklektyczny, że nie wydaje mi się, żeby mój wybór – prócz neofolku oczywiście – podyktowany był faktem, że poruszam się tylko po jakiejś określonej niszy. Mam cichą nadzieję, że to w jakiś sposób czyni moje podsumowania cennymi dla innych miłośników muzyki.

Rok obrodził w kilka znakomitych wznowień i wykopalisk. W Polsce mieliśmy serię z muzyką ze Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia, na świecie drugą płytę Ursuli Bogner (czy tam Jelinka - bo autentyczność tych nagrań jest dyskusyjna), odkopaną płytę Beach Boysów i boks z – niezwykle cennymi chyba tylko dla żelaznych fanów artysty – wczesnymi nagraniami Johna Faheya. Z interesujących wznowień warto zanotować wydany w mikroskopijnym nakładzie zbiór czerech płyt wciąż niedocenionego Tora Lundvalla, reedycje Throbbing Gristle i wydane ponownie z okazji setnych urodzin nagrania Roberta Johnsona. Dziwi mnie, że z okazji Roku Johnsonowskiego nie widziałem dużego poruszenia w internetowych mediach – był wpis na blogu u Bartka Chacińskiego i nic poza tym. To bardzo smutne, że dziennikarze muzyczni prześcigają się w analizowaniu „fenomenu Lady Gagi”, a zapominają o tak fundamentalnych artystach jak Johnson.

Sol Invictus – The Cruelest Month

Neofolk – obserwowany przeze mnie latami nurt, z którym jestem jako recenzent kojarzony zyskał w końcu na popularności w naszym kraju. Jeśli idzie o koncerty, działo się dość dużo. Zaczęło się od quasi-festiwalowej inicjatywy pod szyldem Soundvawe - gdzie sprowadzono Of Wand and the Moon i Sieben. Tego roku mieliśmy też szansę zobaczyć w Polsce dwa filary sceny – Current 93 i Death in June. Oba koncerty, mimo, że nie były do końca udane, to na pewno nie zaszkodziły legendarnemu statusowi tych zespołów. Rok obył się jednak bez wybitnych płyt. Wiele osób obserwujących gatunek stwierdziłoby pewnie, że wydarzeniem roku jest monumentalny tryptyk luksemburskiego projektu Rome. Ja jednak, jeśli miałbym wskazać jedną płytę, to sugerując się ilością odsłuchów wyłoniłbym nagrany przy dużym udziale Andrew Kinga najnowszy album Sol Invictus – The Cruelest Month. W czasach, gdy dwaj wspomniani wcześniej ojcowie nurtu chętnie odchodzą od typowej dla nich stylistyki – dronują, bądź śpiewają piosenki w duchu neoweimarskiego kabaretu – Sol Invictus gra wzorcowy neofolk. Robi to szczerze, autentycznie i przy okazji pokazuje, że rzekomo wyczerpana formuła, może się dalej sprawdzać. XXI wiek słychać chyba tylko w realizacji – dość sonicznej i zimnej, która świetnie współgra z tematyką płyty.

Death Grips – Exmilitary

Od jakiegoś czasu coraz więcej pobrzmiewa u mnie hip hopu. Złapałem bakcyla w 2010, gdy wszyscy słuchali Gonjasufi i rewelacyjnej płyty Gilla Scotta-Herona. W tym roku, dzięki Tylerowi Okonmie, znanemu jako Taylor, The Creator, poszukujący hip-hop otarł się o mainstream i zagościł w odtwarzaczach wielu osób nie związanych z gatunkiem. W tym całym medialnym zamieszaniu wokół „chorego nastolatka” przeszła niezauważenie warta odnotowania płyta (czy raczej kaseta, bo taki jest jedyny fizyczny nośnik tego wydawnictwa) stylistycznie zbliżonego projektu – Death Grips. Jest to rzecz przede wszystkim dużo bardziej udana od strony muzycznej i w tej warstwie nie będąca wcale daleko od niektórych dokonań Nurse With Wound – gdyby tylko okrasić je siarczystym bitem. W szczytowych momentach płyta brzmi jak porażająca autentycznością, postapokaliptyczna halucynacja kojarząca się z odczłowieczonym tripem po dopalaczach. Ten rok będzie mi się zdecydowanie kojarzył z zaczynającym się od monologu Charlesa Mansona znakomitym Beware. Dla mnie to najciekawszy głos eksperymentalnego hip-hopu od czasu kolaboracji Dälek/Faust .

Jacaszek – Glimmer i Bionulor – Sacred Mushroom Chant

Podobał mi się ostatni Tim Hacker, ale nie tak bardzo jak powinien. Również Alva Noto przykuł mnie tylko na chwilę, a o Biosphere zapomniałem niemal w momencie premiery. Mając w pamięci IBM 1401 – A User’s Manual Johanna Johannssona, wielkie zachwyty nad przesłodzonym albumem duetu A Winged Victory for the Sullen wydają mi się niezrozumiałe. Możliwe, że w jakiś sposób po prostu mijam się z tą płytą. Te wszystkie – co tu ukrywać – duże zawody nie oznaczają, że w rejonach poszukującej muzyki elektronicznej nie znalazłem nic dla siebie. Pisząc w początkach roku o albumie Bionulor – Sacred Mushroom Chant – wiedziałem, że znajdzie się on w tym rankingu. Płyta została ostatecznie przyjęta zdecydowanie chłodniej niż debiut, ale osobiście uważam, że nie ma się czego wstydzić. Natomiast nowy Jacaszek nie zawiódł chyba nikogo i jak zwykle trzyma wysoki poziom. Co prawda z Pentral spędziłem więcej czasu, ale nie znalazłem w tym roku nic, co mogłoby w tej kategorii z Glimmer konkurować. Zazwyczaj nie słucham zbyt wiele polskiej muzyki, tym bardziej nobilitujący wydaje mi się fakt, że te dwa albumy stoją tak wysoko w moim zestawieniu. Oby przyszły rok był pod tym względem równie udany. Obecnie są to dla mnie dwa filary nie tylko polskiej elektroakustyki, ale polskiej muzyki w ogóle. Jest co eksportować.

Matt Elliott – Broken Man

Dla mnie Matt Eliott był jednym z największych bohaterów minionej dekady. Zaczynając przygodę z jego muzyką od tej płyty, ktoś mógłby powiedzieć, że jest to po prostu ponure songwriterstwo. Ale byłoby to znaczne uproszczenie. Eliott przez lata związany był z muzyką elektroniczną (trip-hopem, IDM) i nagrywał pod kilkoma szyldami ( między innymi w AMP i w solowym projekcie Third Eye Fundation). Jako doświadczony twórca i producent w zaczął eksperymentować z estetyką francuskiego chansonu i folkiem – ze wskazaniem na wschodnioeuropejski. Deliryczne narracje, przywodzące na myśl raczej Wysockiego, niż Nicka Drake’a, przywracają muzyce coś, co utraciła zdominowana przez kulturę anglosaską. Bogate aranże – od smyczków, przez bałałajki, spotęgowane efektem wykorzystania studia jako instrumentu – wytworzyły wręcz apokaliptyczny efekt – i nie mam tu na myśli neofolku, a trąby anielskie z Ewangelii św. Jana. Swoją trylogią Songs konsekwentnie rozwijał ten styl, który ostateczną formę przybiera właśnie na Broken Man. Dla mnie to najlepsza płyta tego roku. Nie dlatego, że jest przełomowa, a dlatego, że będę do niej wracał i za dziesięć, i za dwadzieścia lat. O ile wcześniej mnie ta muzyka w końcu nie zabije… ale jak śpiewa Eliott, „co nas nie zabije, to nas wzmocni”. Biorąc pod uwagę to, że od pierwszych części trylogii każda następna płyta niesie ze sobą taki bagaż emocjonalny, że można byłoby go porównać chyba tylko z Closer, to wydaje mi się, że Elliott musi już być jak Stalin.

Krzysztof Ryszard Wojciechowski – twórca Rękopisu znalezionego w Arkham. Na co dzień współpracuje z Kolorowymi Zeszytami i Magazynem Muzycznym Apostazja. Jego teksty można przeczytać również na łamach Dwutygodnika i w transgresyjnym piśmie Ulvhel.

Patronujemy: trasa koncertowa HATI & PURE (PRSZR)

23 stycznia, 2012
Nowości

27.01, Warszawa, CSW Zamek Ujazdowski, Strefa Monotype 04 (+ Arturas Bumsteinas, Dariusz Kociński), g. 19.00, bilety 15 zł

29.01, Toruń, Lizard King, ul. Kopernika 3, g. 19.00, bilety 10 zł

01.02, Berlin, CTM.12 – Festival for Adventurous Music and Related Arts, Berghain Kantine (+ Cut Hands, Haxan Cloak), g. 19.00

PRSZR to wspólny projekt austriackiego artysty dźwięku mieszkającego w Berlinie znanego jako PURE (Peter Votava) oraz muzyków z duetu HATI (Rafał Iwański i Rafał Kołacki). PURE tworzy na polu abstrakcyjnej muzyki elektronicznej, wydał kilkanaście płyt w tak zasłużonych dla eksperymentalnej muzyki wytwórniach jak Mego, Staalplaat czy Cronica Electronica, wielokrotnie występował w Europie i Ameryce. Muzycy znani z HATI opierają się na brzmieniu instrumentów akustycznych, zagrali kilkaset koncertów w Europie i USA, współpracując z tak znakomitymi muzykami jak Z’EV, John Zorn, Robert Curgenven czy Sławomir Ciesielski (ex Republika). Trio artystów jako PRSZR ma na koncie kilka wspólnych koncertów w 2008 i 2009 r. zagranych w Niemczech oraz na II CoCArt Music Festival. Na początku 2012 r. nakładem szwajcarskiej wytwórni Hinterzimmer Records ukaże się album zarejestrowany latem 2009 r. w specjalnie zaaranżowanym studio w lofcie pod Berlinem. PRSZR prezentuje premierowy program muzyczny łączący dwie skrajne domeny: elektroniczną i akustyczną. 27 stycznia trio zagra w Warszawie w CSW Zamek Ujazdowski, a 1 lutego pojawią się na prestiżowym 12. Trans Mediale Festival w Berlinie. Płyta PRSZR będzie promowana w kilku miastach Europy na trasie koncertowej wiosną 2012 r.

Audio & video PRSZR

Niemieckojęzyczne Glissando – nr #19

20 stycznia, 2012
Nowości

Tego jeszcze nie było! „Glissando“ debiutuje w Europie. I dodaje kolor. I kartę usb z muzyką. Pierwszy front otwieramy w Niemczech, ojczyźnie nowej muzyki, gdzie – wedle Tomasza Manna – niemowlaki owijane są w papier nutowy. Dzięki wsparciu Instytutu Adama Mickiewicza w ramach programu Polska Music (stąd piękny czerwony panton 1788c) prezentujemy obszerną panoramę najmłodszych rodzimych kompozytorów. W otwierających 6 esejach czołowi polscy krytycy opisują różne
aspekty muzyki ich rówieśników: od ogólnego wstępu (Maciej Jabłoński), przez wątki postmodernizmu (Daniel Cichy), opery (Monika Pasiecznik), tradycji (Marcin Krajewski), sonoryzmu (Iwona Lindstedt) po tajemnicze podwójne kodowanie (Jan
Topolski). 10 twórców obecnych w „Glissandzie” 19/2011 poprzez wywiady to: Paweł Mykietyn, Cezary Duchnowski, Wojciech Ziemowit Zych, Sławomir Kupczak, Marcin Stańczyk, Dobromiła Jaskot, Jagoda Szmytka, Wojtek Blecharz, Karol Nepelski i Andrzej Kwieciński; z kolei Paweł Hendrich, Ewa Trębacz i Sławomir Wojciechowski postanowili napisać teksty autorskie. Z kolei 12 wykonawców prezentuje się poprzez zdjęcia i portfolio: Orkiestra Muzyki Nowej, an_ARCHE NewMusicEnsemble, Kwartludium, Kwadrofonik, Neo Quartet, The Roentgen Connection, Phonos ek mechanes, Elettrovoce, Małgorzata Walentynowicz, Anna Kwiatkowska, Mikołaj Pałosz und Maciej Frąckiewicz. Co jednak najistotniejsze, wszyscy oni spotykają się na 25 utworach zamieszczonych na dizajnerskim pendrajwie w bezstratnym formacie .flac i kompresji .mp3. Całość zamyka mapa – plakat z najważniejszymi polskimi festiwalami nowej muzyki. „Glissando” 19/2011 będzie rozesłane do wszystkich subskrybentów prestiżowych „MusikTexte”, a następnie promowane i sprzedawane na festiwalach takich, jak: MaerzMusik w Berlinie, Musikprotokoll i Wiener Festwochen w Austrii, Donaueschinger Tage für Neue Musik oraz na wybranych imprezach / punktach. Ale to nie wszystko – szykuje się numer anglojęzyczny…

///

Das heißt eine Prämiere! „Glissando“ debütiert in Europa. Mit Farbe. Und mit USB-Karte mit der Musik. Mit der Unterstützung von Adam-Mickiewicz-Institut (deswegen schöner roter Panton 1788c) stellen wir eine breite Panorama der jüngsten hiesigen KomponistInnen vor. Als die Eröffnung kommen 6 Essays von prominenten polnischen Musikkritikern, die Musik ihren XXXXX beschreiben: von allgemeinen Einführung (Maciej Jabłoński), durch Schwerpunkte wie Postmoderne (Daniel Cichy), Oper (Monika Pasiecznik), Tradition (Marcin Krajewski), Sonorismus (Iwona Lindstedt) bis zu geheimnissvolle Doppelkodierung (Jan Topolski). 10 KomponistInnen in Interviews in „Glissando” 19/2011 sind: Paweł Mykietyn, Cezary Duchnowski, Wojciech Ziemowit Zych, Sławomir Kupczak, Marcin Stańczyk, Dobromiła Jaskot, Jagoda Szmytka, Wojtek Blecharz, Karol Nepelski i Andrzej Kwieciński; andereseits Paweł Hendrich, Ewa Trębacz i Sławomir Wojciechowski, die entschieden sich selbst Texte schreiben. Danach 12 InterpretInnen stellen sich durch Fotos und Portfolio vor: Orkiestra Muzyki Nowej, an_ARCHE NewMusicEnsemble, Kwartludium, Kwadrofonik, Neo Quartet, The Roentgen Connection, Phonos ek mechanes, Elettrovoce, Małgorzata Walentynowicz, Anna Kwiatkowska, Mikołaj Pałosz und Maciej Frąckiewicz. Was bleibt am wichtigsten, dass sie alle auf Design-Pendrive sich treffen in 25 Musikstücken in losen .flac und .mp3 Kompression. Dazu kommt in der Ende eine Posterkarte mit den wichtigsten polnischen Musikfestivals. „Glissando” 19/2011 wird an alle Abonnente der „MusikTexte” geschickt werden, sowieso verbreitet und verkauft an Festivals wie MaerzMusik in Berlin, Musikprotokoll und Wiener Festwochen in Österreich, Donaueschinger Tage für Neue Musik und anderen Orte. Doch ist das nicht alles – eine englische Ausgabe ist unterwegs…

Rok Johna Cage’a – program na styczeń

20 stycznia, 2012
Nowości

ODKRYCIA I WYNALAZKI – EDUKACJA MUZYCZNA CAGE’A

17-19 stycznia 2012 / Wydział Artystyczny UMCS, ul. Kraśnicka 2a
Warsztaty muzyczne z Magdą Mayas (Niemcy)

20 stycznia (piątek) / Radio Lublin, ul. Obrońców Pokoju 2
godz. 20:00 Magda Mayas (Niemcy) – koncert na fortepian preparowany

21 stycznia (sobota) 2012 / Radio Lublin, ul. Obrońców Pokoju 2
godz.19:00 audioLogie. akustyczna muzyka preparowana – koncerty

Ruth Barberan (Hiszpania), Ilia Belorukov (Rosja), Konrad Chyl (Polska), Robin Hayward (Wielka Brytania), Patryk Lichota (Polska), Alfredo Costa Monteiro (Portugalia/Hiszpania), Mikołaj Pałosz (Polska), Luca Venitucci (Włochy)

22-24 stycznia 2012 / Ośrodek Rozdroża, Krakowskie Przedmieście 39
Warsztaty muzyczne z Alfredo Costa Monteiro (Portugalia/Hiszpania)

Wstęp wolny na wszystkie wydarzenia.

Magda Mayas – pianistka i kuratorka. Rozwinąwszy technikę gry na wnętrzu fortepianu, koncentruje się na poszukiwaniu nowych możliwości dźwiękowych instrumentu, wprowadzając rozbudowane techniki gry, wzmacniając i preparując dźwięk jako składową abstrakcji, jednocześnie skupiając się na fizyczności zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych części fortepianu. Warsztaty będą skoncentrowane na fortepianie preparowanym – jego historii oraz na tym, jaką rolę pełnił John Cage w tej dziedzinie. Wysłuchamy również szerokie spektrum technik fortepianu preparowanego i zbadamy wnętrze fortepianu własnymi metodami. Magda Mayas

Specjalna edycja serii audioLogie poświęcona jednemu z wynalazków kompozytora Johna Cage’a – preparacji instrumentów. Preparacje zastosowane przez Cage’a w „Sonatas and Interludes for Prepared Piano” otworzyły nowe możliwości dźwiękowej ekspresji. Idea preparacji na stałe weszła do katalogu środków awangardowej muzyki współczesnej i muzyki free improv. Instrument preparowany staje się dźwiękowym narzędziem – służy konstruowaniu brzmień oraz budowaniu nowych sposobów grania, które wykraczają poza uznane ramy stylistyczne. W ramach audioLogii przewidziane są koncerty improwizowane w oparciu o preparacje instrumentów w różnych konfiguracjach – duo, trio, octet. Do udziału w koncertach zaproszono artystów doskonale poruszających się w obszarze muzyki improwizowanej. Kurator: Konrad Chyl

Warsztaty dotyczą konkretnych aspektów dźwięku jako faktury, dynamiki, tworzywa, ciszy i niezmienności. Każde pytanie, które zostanie postawione przez uczestników warsztatów będzie poddane pod dyskusję jako wspólne zagadnienie podczas analizy formy, dźwięków i kontekstów.

Rok Johna Cage’a – Lublin 2012
www.johncageyear.pl

Podsumowanie 2011 roku – Marek J. Sawicki

19 stycznia, 2012
Nowości

Bohaterzy w wodorostach – 2011

Dwanaście miesięcy roku 2011 nie było łaskawe dla niezależnych wytwórni z dwóch powodów. Po pierwsze: kryzys i idące z tym koszty paliwa oraz wytwarzania płyt pociągnęły za sobą wzrost cen albumów przy jednoczesnym spadku ich nakładów. Właściciele niezależnych labeli coraz częściej porzucali winyle na rzecz tańszego w produkcji nośnika CD, a także stopniowo obniżali ilości zamówione w tłoczni. Po drugie, pojawiły się efekty zmiany mentalności odbiorców muzyki. Jak dało się zaobserwować poprzednimi laty, coraz mniej młodych miłośników niezależnego grania jest jednocześnie kolekcjonerami płyt. Muzyka odbierana jest obecnie najczęściej z pominięciem nośników fizycznych, fakt jej „posiadania” jest coraz bardziej passé. W efekcie coraz rzadziej przeglądane są katalogi niezależnych wytwórni. 2011, przy wszystkich wymienionych powyżej trudnościach, był jednocześnie rokiem nieznanych bohaterów – wspaniałych outsiderów poświęcających czas i pieniądze dla udostępnienia swej twórczości na kawałkach plastiku paru setkom entuzjastów gotowych za nie zapłacić. Jako jeden ze wspomnianych słuchaczy-frajerów czuję się w obowiązku, by wyróżnić artystów tworzących muzykę, która jest warta swojej ceny w tych niewesołych ekonomicznie czasach.

Total Control

Gdybym był zmuszony podać tytuł najlepszego albumu tego roku, wskazałbym na Henge Beat. Jest on zwieńczeniem inspiracji Mikey’a Younga i dwóch muzyków zespołu UV Race europejską zimną falą lat 80. (nawet okropna okładka tu nie odstaje). Wcześniej projekt ten, Total Control, była inicjatywą, w ramach której muzycy wydawali krótkie, mniej lub bardziej udane, eksperymenty gitarowo-klawiszowe. Natomiast ich pierwszy LP to rzecz doskonale zagrana, znakomicie dopracowana i świetnie poukładana. Co zabawne, Total Control odnoszą sukces nie tyle dzięki wierności estetyce synth-punku, co łamaniu jego konwencji. Piosenka „Carpet Rash” powinna znaleźć się na wszelkich składankach zbierających najlepsze kawałki tego roku.

United Waters

Trudno uwierzyć, że Brian Sullivan, wcześniej tworzący ciężki noise rock w ramach duetu Mouthus mógłby wydać album tak cichy. Delikatny, medytacyjny wręcz Your First Ever River jest jednym z najlepszych ujęć poetyki lat 70., a jednocześnienowoczesnej psychodelii. Sullivan nie bawi się w dekonstrukcję konwencji, lecz po prostu przedstawia muzykę liczącą sobie czterdzieści lat w sposób nowoczesny – ciepłe, pulsujące analogowe brzmienia i delikatne, deklamowane wokale. Rzecz tym bardziej znakomita, że by ją docenić nie trzeba słuchania krytycznego. Kawałki United Waters brzmią równie znakomicie podczas letniej drzemki w hamaku, jak i późnym zimowym wieczorem w pustym mieszkaniu.

GG King

Najlepszy solowy album punkowy od czasu Blood Visions Jay’a Retarda. Greg King nie musiał nikomu nic udowadniać – przemawia za nim cała twórczość garażowych „celebrytów” – The Carbonas – zespołu, którego był członkiem. A jednak na Esoteric Lore GG King nie gra standardów. Metalicznie brzmiący punk z psychodelicznymi tekstami to dość duże odstępstwo od standardowego garage punku, zwłaszcza, jeśli LP przetykany jest dziwacznymi wstawkami w rodzaju spowolnionych sampli hip-hopowych, a całość kończy się motywem gitarowym granym do odgłosów gwałtownej burzy. Ale to tylko dodatki. Najważniejsze, że King doskonale zna poetykę punk rocka. Tytuł pieśni miłosnej zostaje zredukowany do jednego słowa: ‘Want’ i składa się ze wciąż powtarzanego refrenu, przetykanego pojedynczymi wersami. Średnie punkrockowe tempo „Walls Closing In” w przeciągu dwóch wirtuozerskich sekund zmienia się w ultraszybki hardcore. Esoteric Lore jest pełen takich momentów.

Estrogen Highs

Ich drugi LP, Friends & Relatives ukazał się w ostatnich dniach grudnia 2010, dzięki czemu umknął uwadze większości krytyków podsumowujących ten rok. Bardzo niesłusznie, była to jedna z najlepszych płyt zeszłego roku. W 2011 ukazały się jego dwa dopełnienia: dwunastocalowa EPka Cycles oraz „siódemka” For All I Know. Rzecz niesamowita – Estrogen Highs zrezygnowali z miejscami agresywnego no-fi („bardziej lo-fi niż lo-fi” – red.) na rzecz estetyki DIY. Estrogen Highs w przeciągu ostatnich czternastu miesięcy nagrali i wydali kilkadziesiąt piosenek i wszystkie są znakomite. W ich brzmieniu mieszczą się zarówno delikatne, 11-minutowe suity, jak i cover jednego z najbardziej nihilistycznych kawałków Flippera. Niesamowity zespół, wprost nie mogę się doczekać ich wydawnictw w 2012.

Pheromoans

Albumy tej czwórki (czasem piątki) Anglików brzmią, jakby zespół nagrywał swoje pierwsze próby. Ich piosenki mają luźną formę. Trudno stwierdzić, czy są zbudowane wokół dwudźwiękowych post-punkowych riffów, momentami nierównej perkusji czy strumienio-świadomościowym wersom Russela Walkera, wokalisty zespołu. Zresztą, w tego typu DIY nie ma to wielkiego znaczenia, wystarczy przypomnieć sobie granie The Homosexuals czy Country Teasers. Pheromoans jednak nie kierują się w stronę antagonizowania wszystkiego wokół siebie, ale skrzętnie nagrywają i rozpowszechniają swą radośnie naiwną twórczość – w 2011 wydali dwie siedmiocalówki, kasetę, trzy dwunastocalowe EPki i dwa albumy długogrające. W zorientowaniu się w ich twórczości nie pomaga fakt, że wspomniane EPki trwają dłużej niż oba LP. Nigdy nie zapomnę, jak Russel Walker wyraził szczere zdziwienie faktem, że ktoś w Polsce słucha ich płyt, kiedy spytałem go o singiel z Savoury Days, wytwórni zespołu.

Amerykański punk

Co zabawne, w 2011 było stosunkowo niewiele potężnych punkowych singli, choć właśnie siedmiocalówka jest formatem wiodącym w tym gatunku prym. Najbardziej wyróżniały się „siódemki” Women in Prison z Teksasu i Crazy Spirit z Nowego Jorku. Popularność tych drugich była tak duża, że problemem jest znalezienie jakiejkolwiek kopii z ich nagraniami. Natomiast najciekawsze długogrające płyty były zasługą czterech zespołów (z pominięciem solowego debiutu GG Kinga). Rational Animals wskrzesili twórczość Black Flag, ich gitarzysta jest prawdopodobnie najlepszym obecnie reprezentantem swojego fachu grającym punk rocka. Condominium, pomimo odżegnywania się od jakichkolwiek artystycznych zapędów, ponownie połączyli hardcore punk z awangardą. Brain F (znani też jako Brain Flannel) fantastycznie połączyli estetykę dźwięku totalnego spod znaku Jay’a Retarda z punkiem garażowym. Całości znakomitych punkowych albumów dopełnia pierwsze studyjne wydawnictwo Homostupids z Cleveland – ich album kończył się nową wersją kawałka „Sea Wolf” śpiewaną przez kilkuletnie córki gitarzysty. Trzeba przyznać, że przesłuchanie tej płyty nie będzie zmarnowaniem czasu.

Antypody

Australia i Nowa Zelandia są najlepszymi antidotum na jakikolwiek pozornie niezależny zespół z okładki „Rolling Stone” lub „NME”. W tym roku wyróżnienie należy się, prócz wspomnianego wcześniej Total Control, zespołom wydającym w mikrowytwórniach. Spośród nich najwięcej szczęścia miało trio Kitchen’s Floor – ich LP ukazał się pod szyldem zawsze solidnego Siltbreeze (wersja CD wyszła na niewielkim australijskim Bedroom Suck). Look Forward To Nothing to jeden z najsmutniejszych albumów tego roku, nagrany jednocześnie z brakiem jakiejkolwiek egzaltacji. Duet Native Cats z Nowej Zelandii przebił w każdym aspekcie swój debiut wydając Process Praise – minimalistyczny i chłodny post-punk w dusznej, miejskiej estetyce. W wakacje ukazał się także, zupełnie bez fanfar, jedyny album zespołu Divorced. Piszę „jedyny” ponieważ Divorced był trwającym zaledwie miesiąc projektem pięciorga australijskich muzyków, chcących nagrać tylko kilka sesji najprostszego punk rocka. Wydany własnym sumptem Separation Anxiety jest zapisem jednogodzinnego pobytu w studiu i jednocześnie trzeciej próby zespołu. Punkowość sięgająca zenitu. Ten pośpiesznie nagrany i wydany album broni się sam.

Chris Schlarb i Danny Paul Grody

Schlarb nagrał ścieżkę dźwiękową do gry komputerowej traktującej o czarnej kulce przemierzającej ekran (NightSky), a Grody wydał album inspirowany fizycznymi właściwościami światła (In Search of Light). Obaj muzycy sięgnęli po akustyczne instrumentarium i obaj wydali dzieła odbiegające od ich głównych muzycznych dokonań. Schlarb jest jazzmanem specjalizującym się w długich kompozycjach. W NightSky zaczął eksperymentować z miniaturami odtwarzanymi w losowej kolejności, pomiędzy którymi komputer losowo wplata momenty ciszy. Grody natomiast, odbiegając od noir-post-rocka tworzonego w ramach The Drift, stworzył album składający się ze spokojnych motywów gitarowo-klawiszowych. Nie jestem pewien, czy jest to kwestia wspomnianej odmienności, czy po prostu materiał obu muzyków okazał się tak przekonujący.

Human Eye

They Came From The Sky to majstersztyk psych-punku. Timmy Vulgar (po rozwiązaniu Clone Defects, dwóch płytach, kilku singlach Human Eye) wreszcie nagrał album oddający koncertową wirtuozerię jego zespołu – rzecz ciężką i jednocześnie niezwykle zabawną. Dźwięki wysokie są tu podkręcone do granic możliwości, przestery kompletnie zniekształcają standardowe brzmienie gitar, perkusista próbuje imitować tornado, a Vulgar jak zwykle śpiewa o podrywaniu marsjańskich królowych i dantejskich scenach wprost z filmów klasy B. Można nazwać to eskapizmem, ale w obecnym czasie mieszkańcom Detroit pozostało już tylko pisanie piosenek o inwazji kosmitów.

Obowiązkowe wznowienia starszych płyt:

Fungus Brains – Ron Pistos Real World (Load)

Nothing People – Late Night CD (S-S)

Cheater Slicks – Our Food Is Chaos LP+7” (Almost Ready)

Tyvek – Fast Metabolism LP (M’Ladys)

Axemen – Three Virgins, Three Versions, Three Visions 2LP (Siltbreeze)

The Index – Black Album + Red Album + Yesterday & Today (Lion Productions)

Annette Peacock – I’m The One (Ironic)

 

Marek J. Sawicki, blogger, prowadzi audycję we wrocławskim Radio.Sitka.

Popsumowanie 2011 roku – Wojtek Zrałek-Kossakowski

16 stycznia, 2012
Nowości
MUZYKA 2011
Ten subiektywny wybór nie dotyczy płyt samych w sobie, a bardziej płyt jako reprezentacji pewnych zjawisk, tego, co w polskiej muzyce się dzieje i z czego należy się cieszyć. Kolejność jest oczywiście nie przypadkowa, a alfabetyczna.

 

1.
Kwartludium, Kwartludium
DUX 2011
Druga płyta zespołu Kwartludium, który od 9 lat pokazuje, że polska muzyka współczesna zwana poważną istnieje i ma się dobrze. Ta płyta to kolejny dowód na to, że młode polskie kompozytorki i młodzi polscy kompozytorzy: Wojtek Blecharz, Paweł Hendrich, Dobromiła Jaskot, Sławomir Wojciechowski, by wspomnieć te i tych, których utwory się na tej płycie pojawiają i dodać jeszcze te i tych, których utwory Kwartludium również grywa: m.in. Jan Duszyński, Aleksandra Gryka, Aleksander Kościów, Jagoda Szmytka, Wojciech Ziemowit Zych stanowią bardzo wyrazistą „szkołę” (można pokusić się o takie sformułowanie?) i mogą nas jeszcze niejednokrotnie miło zaskoczyć.
Młodzi polscy kompozytorzy: Wojtek Blecharz, Paweł Hendrich, Dobromiła Jaskot, Sławomir Wojciechowski, by wspomnieć te i tych, których utwory się na tej płycie pojawiają i dodać jeszcze te i tych, których utwory Kwartludium również grywa: m.in. Jan Duszyński, Aleksandra Gryka, Aleksander Kościów, Jagoda Szmytka, Wojciech Ziemowit Zych stanowią bardzo wyrazistą „szkołę” (można pokusić się o takie sformułowanie?) i mogą nas jeszcze niejednokrotnie miło zaskoczyć. Ta płyta jest na to kolejnym dowodem.
Warto też zwrócić uwagę na to, że Kwartludium to zespół świetnych muzyków i warto też zwracać uwagę na inne, realizowane poza zespołem projekty Michała Górczyńskiego, Pawła Nowickiego, Piotra Nowickiego i Dagny Sadkowskiej.

 

2.
Profesjonalizm Chopin Chopin Chopin
Lado ABC 2011
Nawet nie dlatego, że jest to po prostu bardzo dobra płyta. A naprawdę jest. Niech będzie to laurka dla wszystkich tu zaangażowanych: Marcina Maseckiego, 2/3 zespołu Levity, Kamila Szuszkiewicza, Michała Górczyńskiego, Tomka Dudy wraz „z rodzinami”, czyli muzykami skupionymi wokół wytwórni takich jak Lado ABC i Slowdown Records. Niech to będzie laurka dla coraz prężniejszego i coraz ciekawszego środowiska.

 

3.
a) Zeitkratzer plays PRES
b) Bohdan Mazurek, Sentinel Hypothesis
c) PRES Revisited, Józef Patkowski in memoriam
Seria płyt Bôłt Records poświęcona Studiu Eksperymentalnemu Polskiego Radia
Od jakże dawna mówiło się i mówiło, że to taka wielka nasza duma narodowa to Studio Eksperymentalne Polskiego Radia. Że Chopin, że Szymanowski, że Lutosławski i że Studio właśnie. Tylko, że niewiele z tego, słusznego skądinąd, mówienia, do tej pory wynikało, oprócz wydanego w 2009 roku monograficznego czteropłytowego wydawnictwa poświęconego Eugeniuszowi Rudnikowi. Na szczęście po 54 latach od powstania Studia znakomita wytwórnia Bôłt Records postanowiła nie tylko przypomnieć klasyczne już utwory kompozytorów ze Studiem związanych: Krzysztofa Knittla, Bohdana Mazurka, Krzysztofa Pendereckiego, Eugeniusza Rudnika, Bogusława Schaeffera, ale także poprosić o bardzo interesujące ich interpretacje przedstawicieli sceny muzyki improwizowanej i tzw. nowej: Phila Durranta, Mikołaja Pałosza, Eddie’go Prévosta, Macieja Śledzieckiego, Johna Tilbury’ego i zespołu Zeitkratzer.
Natomiast o kolejnej świetnej serii tejże wytwórni „Populista Presents” tutaj nie wspomnę. W miesiącu grudniu zrobił to już zachodni magazyn muzyczny „The Wire”. I dobrze.

 

Postscriptum
Alex Ross, Reszta jest hałasem
Państwowy Instytut Wydawniczy 2011
Może nie jest to książka najlepsza, ale na pewno jest to książka ważna. Mimo, że miejscami drażni i trudno czasem zgodzić się z autorem jeśli chodzi o przykłady i idee, to „Słuchając XX wieku”, bo taki podtytuł nosi dzieło Rossa, może nie tylko przyczynić się do popularyzacji muzyki współczesnej (pojętej bardzo szeroko), ale i sprowokować ożywczą i jakże nam potrzebną o niej dyskusję. Książka wprowadza bowiem język nadal w Polsce mało obecny: język opisujący muzykę w konkretnych kategoriach społecznych i politycznych. I choćby dlatego Reszta jest hałasem jest książką na tej ziemi bardzo ważną.

 

Wojtek Zrałek-Kossakowski, „Krytyka Polityczna”

Podsumowanie 2011 roku – Łukasz Warna-Wiesławski

16 stycznia, 2012
Nowości

Koncerty Swans i Current 93

Dwie legendy, choć darzone przeze mnie olbrzymim szacunkiem, sercu najbliższe nigdy nie były. Występy na żywo, odpowiednio w Barcelonie (na festiwalu Primavera) i Katowicach (przy okazji katowickiego OFF-Festiwalu), okazały się być jednak wydarzeniami o sile mogącej zmienić życie. Pierwszy z nich – piękny w swojej brutalności i kolosalności dźwięków. Drugi – w szaleństwie; pełen wzruszających momentów oraz sporego dystansu do siebie.

 

Panda Bear – Tomboy

Oczekiwania po niesamowitym Person Pitch miałem olbrzymie, ale, szczęśliwie, Noah Lennox, wsparty produkcyjnymi zdolnościami Petera Kembera, stworzył zupełnie nowe i równie fascynujące brzmienie. Tomboy to album bardzo rytmiczny, zakorzeniony głęboko w muzyce tanecznej, choć, jak twierdzi autor, zainspirowany raczej muzyką rockową, jej żywiołowością i pasją przekładającą się na muzykę osobistą, emocjonalną, uderzającą na zupełnie innej płaszczyźnie. Choć słyszę w tych utworach bardziej Wolfganga Voigta niż Nirvanę, a wokale rozkosznie zlewają się w przesłodki, harmonijny ozdobnik – zamazując nieco przekaz – to jednak nie zaprzeczę, że mechaniczność zapętlonych motywów ułożona jest z sercem.

 

Afterburner by Paw Tracks

Unsound Festival

Krakowska impreza po raz kolejny przyciągnęła imponujących muzyków, prezentując zarówno najświeższych artystów ze sceny klubowej, niszowych twórców wydających na limitowanych kasetach i winylach oraz klasyków, którzy mieli olbrzymi wpływ na dzisiejszą muzykę. Znakomicie dobrany i przemyślany line-up zaowocował ośmioma dniami praktycznie bez słabych koncertów, a nieliczne wpadki były efektem podjęcia przez muzyków artystycznego ryzyka. Najbardziej pamiętne momenty to żywiołowy występ LA Vampires łączących kalifornijską psychodelię z pełnym pasji house’em i disco, niemiecki techno walec Kassem Mosse, chłodna perfekcja Chrisa i Cosey, w których twórczości słychać zalążki większości mroczniejszych form elektroniki i porywający live act Machinedruma, który był fuzją tego co najświeższe w coraz bardziej inspirującej się brzmieniami z Chicago muzyce garage.

 

Tim Hecker – Ravedeath, 1972

Tegoroczna płyta Tima Heckera jest chyba najbardziej intensywną i emocjonalną w jego karierze. Chłodne, pulsujące tony Ravedeath, 1972 natychmiastowo odnoszą mnie do rewelacyjnego koncertu z Krakowa, a to(dla mnie) stawia ten materiał na szczycie dokonań Kanadyjczyka, jak i w rankingu tegorocznych płyt. Po prostu piękna muzyka.

 

Śmierć Trish Keenan

Nigdy wcześniej jeszcze nie wstrząsnęła mną śmierć żadnego muzyka. Co jakiś czas żegnamy bardziej lub mniej ważne postacie, ale do żadnej z nich nie miałem tak osobistego stosunku, jak do twórczości Broadcast. Będzie mi wyjątkowo brakować nowych produkcji obdarzonych eterycznym wokalem Trish.

 

Rustie – Glass Swords

W nowej elektronice naprawdę trudno się połapać. Wszystko łączy się ze wszystkim, gatunki mutują, powracają zza grobu… Glass Swords jest krążkiem, który dobrze oddaje ducha czasu. Mieszają się na nim dubstep z r&b, trance z hip-hopem, prog-rock z muzyką gier wideo. Ten kocioł podkreślony jest niezwykle płaskim, głośnym i rozbuchanym brzmieniem, co przekłada się na salwy maksymalistycznych wybuchów elektronicznej papki. Bardzo zajmujące i sprawiające olbrzymią przyjemność zjawisko.

 

 

 

 

Polska muzyka

W tym roku, jak w żadnym innym wcześniej, podobała mi się ogromna liczba polskich wydawnictw. Dorobiliśmy się świetnej i bardzo aktualnej muzyki elektronicznej, na której prym wiodą garage’owe Concrete Cut i hiphopowe U Know Me. EP-ki Deama i 0311 czy LP Galusa w niczym nie odstają od zachodnich produkcji. Dobrze ma się hałaśliwy indie rock, stojący w opozycji do nabierającej coraz większej popularności sentymentalnej i rozmemłanej sceny piosenkowej, co pokazały świetne płyty Plum i Psychocukru. Rewelacją okazał się trudny do zaszufladkowania debiut kIRk, zręcznie łączący ciężką elektronikę z jazzem. Świetnie radził sobie również nasz pop, zarówno ten artystyczny Julii Marcel, komercyjny Mariny, jak i będący gdzieś na wpół tych dwóch stylistyk Izy Lach. Najlepszą lokalną pozycją jest dla mnie jednak album Piętnastki, projektu Piotra Kurka, który zamknął IDM-owe skomplikowanie w pełnych emocji folkowych reminiscencjach rustykalnego dzieciństwa.

Łukasz Warna-Wiesławski, niezalcodzienny.pl

Podsumowanie 2011 roku – Piotr Tkacz

11 stycznia, 2012
Nowości

 

Wystarczająco trudno jest wybrać te kilkanaście najlepszych, najciekawszych wydawnictw, więc już od jakiegoś czasu nie utrudniam sobie zadania dodatkowo i nie próbuję nawet układać ich w porządku – przyznawać „miejsca”. Płyty ułożone są jedynie w kolejności, w jakiej je usłyszałem. Tak przedstawia się pierwsza osiemnastka:

Demdike Stare Tryptych

Egyptrixx Bible Eyes

seria Bôłtu poświęcona Studiu Eksperymentalnemu Polskiego Radia

Cornelius Cardew The Great Learning

Ballady i Romanse Zapomnij

Anne-James Chaton Evénements 09

MIMEO Wigry

Sigha I Am Apathy, I Am SubmissionThe Politics of Dying

Tommy Four Seven Primate

Kreng Grimoire

LOL Me Me

Piętnastka Dalia

Anstam Dispel Dances

Mark Fell Periodic orbits of a dynamic system related to a knot

Taku Unami / Takahiro Kawaguchi Teatro Assente

Ayshay WARN-U

Fatima Al Qadiri Genre-Specific Xperience

Zomby Dedication

Tym samym sposobem uporządkowana jest kolejna siedemnastka:

Anne-James Chaton / Andy Moor – Transfer/1: Departures, Transfer/2: Princess in a Car

Ekoplekz Fountain Square EP, Memowrekz

Kevin Drumm / Jérôme Noetinger / Robert Piotrowicz Wrestling

Mark Fell Manitutshu

Instra:mental Resolution 653

Boddika You Tell Me / Breezin, Electron / Underground

Nicolas Jaar Space Is Only Noise

Orphan101 Propa / Disemble, Into You EP, Junker EP, Under the Radar EP

Call Back The Giants The Rising

Nettle El Resplandor: The Shining in Dubai

Sculpture Toad Blinker

Werner Dafeldecker / Axel Dörner / Sven-Åke Johansson Des Kreis des Gegenstandes

Byetone Symeta

The Necks Mindset

Das Racist Relax

Eliane Radigue Transamorem – Transmortem

Kevin Parks / Alice Hui-Sheng Chang Confessions of a Middle School Guidance Counselor

Pozwolę sobie zacząć od albumów, które oficjalnie ukazały się w 2010, ale, z tego co wiem, były dostępne dopiero w 2011. Czyli od Bôłtowych płyt z dorobkiem Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia (o których pisałem tutaj) i „The Great Learning”. W serii SEPRowej (czy też z angielska: PRESowej) ukazał się monograficzny album Bohdana Mazurka, kompilacja, gdzie oryginałom towarzyszyły reinterpretacje oraz płyta, na której swoje wersje kompozycji zaproponował zeitkratzer. Nagle okazuje się, parafrazując piosenkę T.Love, że „każdy chce grać PRES”, nie tylko ansambl Reinholda Friedla, ale też John Tilbury, Phil Durrant czy Eddie Prévost. Podobnie jak w przypadku The Great Learning (pierwsze wydane kompletne wykonanie tego utworu) Bôłtowi należałyby się brawa za samą incjatywę. Ale nie tylko dobre chęci można tutaj chwalić – także efekty: świetna jakość nagrań, ciekawe teksty w książeczkach, cieszące oko opakowanie.

W dużej mierze re-edycją jest Tryptych Demdike Stare, na którym zebrane są albumy duetu z 2010 (Forest of Evil, Liberation Through Hearing i Voices of Dust). Jednak każdy z nich uzupełniony nowymi kawałkami i dzięki temu mamy oficjalnie nowe wydawnictwo, które z czystym sumieniem mogę umieścić w zestawieniu za 2011. Tak czy inaczej: ich pomysł na połączenie etnicznych sampli, post-industrialnej atmosfery i technowych stelaży wydaje mi się bardzo interesujący.

W kwestii inspiracji muzyką etniczną głos zabrał też (w końcu!) projekt Nettle, któremu więcej uwagi poświęciłem już kiedyś.

Nieco zaskakująco dla mnie w tym podsumowaniu kilka płyt z piosenkami. Ballady i Romanse przede wszystkim za teksty, choć umiarkowany rozwój muzyczny też im pomógł. Nicolas Jaar okazał się idealny na letnie wieczory, ale potem już mnie przystawał do aury. Żeby posłużyć się tym zużytym recenzenckim chwytem: Space Is Only Noise to bardziej zapowiedź tego, czego należy od niego oczekiwać w przyszłości. Das Racist, bardziej spójnie i mainstreamowo, ale wciąż błyskotliwie i dowcipnie (tekstowo, jak i dźwiękowo). Egyptrixx, a konkretnie dwie piękne piosenki z członkami duetu Trust.

Ale Bible Eyes to nie tylko (a w zasadzie w mniejszości) piosenki, to też chyba krążek, którego w 2011 słuchałem najwięcej. Wynika to z dwóch powiązanych ze sobą cech: niesamowicie chwytliwych motywów oraz pomysłowości w ich rozwijaniu i wplataniu w bogate, choć nie przesadzone, aranże. Ten album to również nietypowa symbioza „dużego” brzmienia i poczucia przytulności.

Jeśli rozciągnąć rozumienie piosenki, to zmieściłbym w nim kolejnych dwóch, zupełnie różnych, artystów. Bo czy Evénements 09 Chatona, to nie piosenki, które w czasach ogólnego przyspieszenia i nadmiaru, hipnotyzują nas idealnym rozwiązaniem: refren i zwrotka naraz? Na Genre-Specific Xperience Fatima Al Qadiri umiejętnie pastiszuje kilka stylów tzw. muzyki tanecznej kwestionując dyktat spójności stylistycznej a jednocześnie prowokując do zasępienia się nad rzeczywistą ich odrębnością i iluzją „rozwoju”. Jako Ayshay przekracza tabu sięgając do tradycji islamskiego śpiewu religijnego i ubierając w nowatorską formę dziecięce poczucie przerażenia nią. Całościowo: jedno z odkryć roku.

O ile obecność Anne-Jamesa Chatona w katalogu Raster-Noton może zaskakiwać (ale przecież nie tak wielce), to Symeta Byetone’a jest w zasadzie konsekwentnym rozwijaniem estetyki tej wytwórni. W kontekście tradycji labelu ciekawie funkcjonuje Dedication Zomby’ego wypuszczona przez 4AD. Wydaje się, że w jakimś sensie jest to album nagrany dla konkretnego wydawcy, ale nie zmienia to faktu, że najbardziej spójny, najbardziej osobisty, własny, materiał od dawna (może nawet od EPki dla Hyperdub z 2008). Mam wrażenie, że Zomby przetrawił już wszystkie inspiracje (które zawsze chętnie chłonął) i teraz nawet, kiedy otwarcie posiłkuje się pewnymi schematami gatunkowymi, to robi to oryginalnie (jakkolwiek paradoksalnie by to nie było), we właściwy tylko sobie sposób.

Swoistość brzmienia, wyjątkowość wizji – to pierwsze hasła jakie przychodzą mi do głowy w związku z działalnością Anstama. Na Dispel Dances jawi się jako artysta, który nie boi się przesady (czasem wręcz barokowej), lubujący się w testowaniu wytrzymałości swoich utworów przez dokładanie zaskakujących elementów i stosowanie niespodziewanych zwrotów akcji.

Na zgłębianiu siły prostoty skupiają się z kolei Tommy Four Seven i Sigha – dwóch Anglików, którzy przywrócili mi wiarę w techno. Pierwszy znudził się standardową paletą barw tego gatunku i swój Primate zbudował w całości z przetworzonych nagrań dźwięków otoczenia. Dwie EPki Sigha to ukoronowanie jego drogi – stopniowego odcinania dubstepowych korzeni i eksplorowania mrocznych technoidalnych podziemi. Jedno z wydawnictw ukazało się nakładem jego własnej Our Circula Sound, którą za wcześnie oceniać, ale jeśli utrzyma taki stosunek ilości do jakości, to na koniec tego roku będzie o czym mówić.

Gdybym miał typować najlepiej radzące sobie w 2011 wytwórnie, to, oprócz Bôłtu, powinienem wspomnieć o Nonplus+ Records. Przedsięwzięcie prowadzone przez duet Instra:mental (osobno znani jako Jon Convex i Boddika) praktycznie nie miało w mijającym roku wpadki (przyzwoite single i epki Actressa, Lowteca, Kassema Mosse’a). Oprócz Resolution 653 – albumu ambitnego, pomyślanego z rozmachem (choć może ciut za długiego), wrzucającego nas w świat nieco cyberpunkowy, na uwagę zasługują też Me Me LOL – retro-futurystyczny, stylowy, ale wiarygodny, meteor znikąd oraz singiel Boddiki.

Ten ostatni ma według mnie pewien problem z nadprodukcją i choć jego pomysły są ciekawe, to słuchane w masie nieco tracą. Na szczęście Boddika szuka nowych ujść dla swojego talentu, choćby współpracując z Joy’em O. Żaden z ich wspólnych utworów nie został jeszcze wydany, ale ja słyszałem je już wielokrotnie. Tutaj dochodzimy do ważnego dla mnie źródła aktualnej muzyki, mianowicie Rinse FM. To londyńskie radio, w którym programy prowadzą najciekawsi przedstawiciele sceny dubstepowej i tego, co z niej wyrosło. Swego czasu nie było dnia, żeby Swims Joy’a O i Boddiki nie pojawiło się na antenie. Prawie zawsze można go usłyszeć w comiesięcznym programie Swamp 81 (które materiał niedługo wypuści oficjalnie). Inne audycje, których słuchałem regularnie i które zawsze przynosiły wiele świeżych dźwięków i wrażeń to te prowadzone przez Onemana, Zinca, Bok Boka i L-Visa 1990, BenaUFO. Do tego należy dorzucić zastępstwa i/lub gościnne występy, krótka lista powinna zawierać następujących: Horsepower Productions, DJ Rashad, Coki, Sigha, Pearson Sound.

Na granicy nadprodukcyjności balansuje Orphan101, choć właśnie wzięte razem i tak słuchane jego tegoroczne produkcje dają portret artysty, który pracuje w określonym, wąskim obszarze, ale z wyczuciem eksploruje zawarte w nim możliwości i sonduje odnogi. Gdyby potworek językowy „dubstepno” (sugerujący łączenie dubstepu i techno) się przyjął, to w odniesieniu do tego Bristolczyka można by go śmiało używać.

Powoli opuszczając parkiet natykamy się na Marka Fella, który kontynuuje świetną passę z 2010 choćby dwoma wzmiankowanymi wyżej płytami dla eMego. Fell to jeden z tych twórców, którzy dają mi wiele do myślenia, choć na razie do żadnych konkluzji wiążących jeszcze nie doszedłem. Co by współgrało z jego intencjami – podobno w którymś z wywiadów powiedział, że chciałby, żeby jego muzyka była dla słuchacza niczym koan. Jego poczynania tłumaczę sobie teraz następująco: to, co słyszymy to już nie dekonstrukcja (ta miała miejsce albo na dawniejszych wydawnictwach albo w ogóle tylko w głowie Fella), tylko rekonstrukcja korzystając z klocków, podstawowych jednostek, materiałów, które zostały wcześniej wyszczególnione. Zastanawia mnie też (zapewne celowe) odejście od tego „genre-specific xperience” towarzyszącego całej bass music, czy w ogóle może muzyce klubowej, tzn. brak dołów, odebranie tej zmysłowej przyjemności zanurzenia się w niskich częstotliwościach.

Wydawnictwa Piętnastki, Sculpture’a, Ekoplekza i Call Back The Giants jakoś tworzą całość w mojej głowie, choćby tylko w zagrodzie z tabliczką „analogowość”. Właśnie w tej kolejności układają się w łańcuch postępującej deformacji rytmów, melodii i struktur. Piętnastka Piotra Kurka, przez moją koleżankę określona jako dźwięki z filmu o przygodach plastelinowych krasnali, jest rzeczą najbardziej wprost. Urokliwe, zgrzebne motywy znajdują oparcie w wyraźnych, na szczęście nie uproszczonych, rytmach, sugerują muzykę folkową z nieistniejącego (już albo jeszcze) kraju. Nie wiadomo, jakie obyczaje w nim panują, ale życie na pewno toczy się radośnie. Przy okazji chcę polecić niedawne Heat, które mniej rozświetloną dróżką wiedzie nas zaraz za granicę, na pewien oniryczny płaskowyż.

Sculpture być może po raz kolejny ogrywa te same sztuczki, ale ja ciągle daję się nabrać, tutaj przeczytacie dlaczego. Tam też trochę więcej o Call Back The Giants. Tutaj chciałbym wspomnieć, że to również jedno z osiągnięć innej niezawodnej wytwórni – Kye prowadzonej przez Grahama Lambkina, która w tym roku wydała m.in. kolejne elektro-akustyczne kompozycje Moniek Darge czy perwersyjną muzykę salonową Idea Fire Company. Z industrialnie nadpsutym dubem Ekoplekza mam tylko jeden problem: 18 minut EPki to za mało, a a 114 minut Memowrekz to jednak za dużo.

Kreng to jeden z niewielu mieszkańców niepokojącego śródziemia modern classical/dark ambient/dźwiękowa depresja, który jest w stanie mnie do siebie przekonać. Już jego pierwszy album zwiastował, że trochę o co innego mu chodzi, jednak można było zarzucać mu, że jedyną sztuką jaką prezentuje jest sprawne dobieranie mówionych wstawek. Tym razem ograniczył ten zabieg, co pozwoliło mu tylko rozwinąć skrzydła. Dzięki temu dostajemy niezbity dowód na to, że „nastrojowość” nie wyklucza spójności formy i wyczucia dramaturgii, a budowanie narracji nie oznacza popadania w ilustracyjność.

Z roku na rok coraz mniej w moich podsumowaniach płyt z muzyką improwizowaną (choć na żywo cieszy mnie ona tak samo jak kiedyś), jednak 2011 przyniósł kilka znaczących pozycji i w tej dziedzinie. Przede wszystkim Wigry MIMEO (znów Bôłt, do spółki z Monotype), rejestracja koncertu i mimo, że byłem na nim, to płytę udaje mi się docenić jako dzieło autonomiczne, w oderwaniu od tamtego wydarzenia, bez porównywania, co świadczy o jej wielkiej sile. Noetingera, którego w składzie super-grupy w Wigrach zabrakło, pojawia się na krótkim ale bardzo treściwym winylu w towarzystwie Drumma i Piotrowicza. W kontrze do tego elektronicznego tria można słuchać całkowicie akustycznego składu Dafeldecker / Dörner / Johansson. Oba wydawnictwa łączy rzucenie nowego światła na kwestię wirtuozerii albo wzniesienie jej na wyższy poziom, gdzie okazuje się, że mistrzowskie opanowanie wybranego instrumentarium nie musi prowadzić do pustych popisów.

Zaskakujące (bo stworzone przez mało znanych muzyków) są Confessions of a Middle School Guidance Counselor – powiew świeżości w lekko zatęchłym pokoiku redukcjonistycznej improwizacji. Każdy może sam się przekonać, legalnie ściągając stąd.

Ze sceną improwizowaną są zwyczajowo łączeni Taku Unami i Takahiro Kawaguchi, ale ich niezwykła wyprawa do Teatro Assente, to raczej nietypowe słuchowisko. Próba sportretowania miejsca, odnalezienia ale i uszanowania jego specyfiki, która może trochę kojarzyć się z Good Bye, Dragon Inn Tsai Ming-lianga. Jednocześnie pośród, pozornie, czystych nagrań terenowych i drobnych wydarzeń dziejących się „po prostu”, mamy kilka zdecydowanych interwencji autorskich, tak żebyśmy nie zapomnieli, że słuchamy czegoś zakomponowanego.

Płyty Eliane Radigue i The Necks (o których tutaj) pojawiły się w zestawieniu, bo nawet ich „pomniejsze” dokonania są wciąż lepsze niż kilkadziesiąt (jeśli nie kilkaset) albumów, które słyszałem w zeszłym roku. Jak zwykle można narzekać na klęskę urodzaju, żeby się streszczać zakończę to podsumowanie jeszcze jedną listą. Listą albumów również wartych poświęcenia im czasu:

Lionel Marchetti Une Saison

Akita / Gustafsson / O’Rourke One Bird Two Bird

Ferran Fages Pèl Nord

Wojtek Bąkowski Nieautoryzowana biografia Ziemniaka Ziemka

A Quaint Freud The Daily Lee Roy Reuben

Dalglish Benacah Drann Deachd

Richard Youngs I Dream Of Mezzanine / Cloudplanes

Cut Hands Afro Noise I

Idea Fire Company Music From The Impossible Salon

997 Pieśni masowe na zespół świetlicowy

Düsseldorf 1989-1993

Zbigniew Karkowski & Julien Ottavi Argosh

The Ames Room Bird Dies

Bee Mask Elegy for beach friday

Valerio Tricoli / Thomas Ankersmit Forma II

Piotr Kurek Heat

Palm Wine, DJ/rupture / Maga Bo Dreamachine / Beyond Digital Mix

Frédéric Blondy / DJ Lenar play Mauricio Kagel Ludwig van

Shabazz Palaces Black Up

Andy Stott Passed Me By

Toshimaru Nakamura / John Butcher Dusted machinery

Alessandro Bosetti Coaxial

Jérôme Noetinger / Will Guthrie Face Off

Kassem Mosse Enoha EP

Perspektiven/Perspektywy: Muzyka ze studiów eksperymentalnych w Kolonii i Warszawie dzisiaj

9 stycznia, 2012
Nowości

Projekt “PERSPEKTIVEN / PERSPEKTYWY” poświęcony jest muzyce elektronicznej powstającej w latach 60-tych równolegle w dwóch ośrodkach muzyki eksperymentalnej – kolońskim studiu WDR Elektronische Musik Studio oraz warszawskim Studiu Eksperymentalnym Polskiego Radia. Ten początkowy okres rozwoju technologii studyjnej charakteryzował się wieloma eksperymentami, które stanowią dziś podstawowe metody tworzenia większości otaczającej nas muzyki.

Chcemy przypomnieć historię tych nieco zapomnianych eksperymentów używając ich przeciwko nim samym. Tak jak kompozytorzy i reżyserzy dźwięku dekomponowali i remiksowali nagrany materiał, tak też i my chcemy dokonać dekompozycji i remiksu ich twórczości. Czyli zapytać o możliwe scenariusze kontynuowania tej tradycji. Bardziej niż pogoń za kolejnymi innowacjami technicznymi, interesują nas nowe sposoby słuchania muzyki, które powstały wraz z ówczesną muzyką elektroniczną. W jaki sposób można rozwijać owe sposoby dzisiaj?

Program skonstruowany jest w taki sposób, aby wyartykułować owe pytania zarówno teoretycznie (dyskusja, prezentacja partytur) jak i praktykcznie (prezentacja oryginalnych nagrań oraz ich nowych, często przearanżowanych wersji). Organizatorem jest Satelita – kolektyw muzyczno-kuratorski z Kolonii we współpracy z 4.99 z Warszawy, wydawcą archiwalnych nagrań ze Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia oraz ich nowych wersji. Po koncercie będzie można nabyć zeszłoroczne i najnowsze płyty z serii Polish Radio Experimental Studio.

Eugeniusz Rudnik – Dixi (wyk. Mikołaj Pałosz)

PROGRAM (19.01.2012, czwartek, CSW Zamek Ujazdowski – Laboratorium)

19.00: Wykład / Prezentacja (nagrania archiwalne, partytury, remiksy)

20.00: Muzyka elektroniczna na taśmę
- Bogusław Schaeffer, Symfonia elektroniczna (nowa realizacja: Wolfram)
- Eugeniusz Rudnik, niepublikowane kompozycje
- Eugeniusz Rudnik, Miniatury (remiks: DJ Lenar)

21.00: Muzyka elektroniczna na instrumenty
- Eugeniusz Rudnik, Dixi (wykonanie: Mikołaj Pałosz, wiolonczela)
- Johannes Fritsch, Fabula Rasa (wykonanie: Maciej Śledziecki, gitara / Marion Wörle, laptop)
- György Ligeti, Continuum (wykonanie: Philip Zoubek, fortepian)
- György Ligeti, Artikulation (wykonanie: Mikołaj Pałosz, wiolonczela / Maciej Śledziecki, gitara / Philip Zoubek, fortepian)
- Bohdan Mazurek, Esperienza (wykonanie: DJ Lenar, gramofon /  Mikołaj Pałosz, wiolonczela / Maciej Śledziecki, gitara / Philip Zoubek, fortepian / Marion Wörle, laptop)
Warszawa, 19 stycznia 2011, CSW Zamek Ujazdowski (Laboratorium)
Kolonia, czerwiec 2011, DQE Halle

Kuratorzy: Maciej Śledziecki i Marion Wörle (Kolonia) / Michał Libera (Warszawa)

szczegóły: www.patakaind.blogspot.com / www.z-a-m.eu

Axel Dörner solo oraz Peeping Tom, czyli relacja z drugiej edycji Art Of Improvisation Meeting, Wrocław, 26.11.2011

17 grudnia, 2011
Nowości

Druga edycja wrocławskiego Art Of Improvisation przyniosła nie lada wyzwanie. Nazwisko zaproszonej gwiazdy – Axela Dörnera wywołuje natychmiastowe skojarzenie z hasłem „redukcjonizm”, które brzmi groźnie zapewne nie tylko dla mnie. I chociaż tylko szczątkowo znam twórczość tego trębacza, a zawsze brakowało mi werwy, by poszukać teoretycznej podpory dla jego muzyki, wiedziałem, czego się spodziewać – sonorystyki na najwyższym poziomie; była to wystarczająca motywacja do pójścia na jego solowy koncert.

Pierwsze dźwięki wzbudziły jednak niepokój. Wyobraźcie sobie na scenie praktycznie nieruchomego muzyka ze specyficzną trąbką (jej wyjątkowość polegała na suwaku zbliżającym ją do mikropuzonu) w ustach, który w sposób absolutnie pozbawiony emocji wydobywa z instrumentu dźwięki krótkie, intensywne i treściwe, acz równocześnie chłodne i chropowate. Niby nic nowego, w końcu wielu, szczególnie młodych trębaczy (pokroju Petera Evansa, Nate’a Wooleya czy Tylora Ho Bynuma) korzysta z sonorystycznych możliwości swego instrumentu, Dörner jednak, z wyjątkową premedytacją, koncentrował się na samym dźwięku, ogołacając swój występ z jakiejkolwiek prawidłowości rytmiczno – melodycznej. I tak po około pięciu minutach zacząłem niecierpliwie wiercić się w fotelu, zupełnie zagubiony w tym braku jakiejkolwiek dramaturgii, emocji, melodii i rytmu, i pewnie wyszedłbym po wszystkim dalece zniesmaczony bądź to swoim nieprzygotowaniem, bądź Dörnerowskim konceptem, gdyby nie sprawdzony już na innych koncertach manewr – zamknięcie oczu. Bo w tym momencie wszystko, wbrew nastałej ciemności, stało się jasne, a Dörner objawił mi się niczym profesor wykładający ideę redukcjonizmu. Poczułem bowiem nagle jakąś dziwaczną więź, która połączyła z jednej strony nie muzyka, nie jego instrument, a właśnie sam czysty i nieskażony najmniejszym kontekstem dźwięk z jakąś nierozpoznaną partią mojego mózgu, zdecydowanie bardziej odpowiedzialną za intelekt niż emocje. I za tym przyszło zupełnie nowe uczucie satysfakcji – pojawia się ono zazwyczaj, gdy rozwiązujemy jakąś zagadkę lub pojmujemy coś wcześniej niezrozumiałego, i niczym Neo w Matrixie podłączony do maszyny transmitującej mu bezpośrednio do głowy bezlik danych, tak i ja z delikatnym uśmiechem czułem, jak Dörnerowskie bity i bajty, nieznanym mi do teraz łączem, łechcą zaniedbany fragment kory mózgowej, układając się w nową (sic!), acz przecież podstawową informację na temat istoty samego dźwięku i jego wpływu na słuchacza. Wystarczyło jednak, że na chwilę otwierałem oczy i natychmiast transfer się przerywał, jakby mój mózg tylko w warunkach stosownej deprywacji sensorycznej mógł przyswajać te dźwięki na właściwym poziomie. Potrzebowałem redukcji całego kontekstu, a Dörner doskonale wiedział, jak mi w tym pomóc. Sonorystyczność jego muzyki automatycznie wyłączała doświadczenie i skojarzenia, a statyczność sceniczna pozwalała odciąć się od wizualnej strony, czyli uciec od informacji o źródle dźwięku. W ten sposób mogłem absolutnie skoncentrowany tkwić w tym wirtualnym połączeniu i naprawdę dobrze mi było w tej muzycznej przestrzeni, gdzieś na granicy świadomości. Dopiero gdy dźwięk ustał ( jakże doskonale wiedziałem, kiedy zaistniała cisza nie była kolejną pauzą, tylko końcem utworu!)  uświadomiłem sobie, jak wielki kunszt trzeba posiadać, jak bogatą wiedzę i talent, aby – trzymając się swych surowych założeń – nie przerwać połączenia ze słuchaczem fałszywą nutą (w tym przypadku uruchamiającą skojarzenie), zgubną repetycją czy też zbyt długą pauzą.
W drugim utworze Dörner kontynuował realizację swej muzycznej idei, tyle że tym razem na gruncie elektroakustycznym. Trąbka, za pomocą specjalnych mikrofonów i różnych elektronicznych nakładek, stała się w większej części kontrolerem do obsługi generatora szumów, dronów i pisków, tkwiącego – w stojącym do tej pory bezużytecznie – laptopie i tylko czasem służyła muzykowi w konwencjonalny sposób. Zadziwiające, że ta estetyczna przemiana zupełnie nie wpłynęła na charakter interakcji między mną a pojawiającymi się dźwiękami.

Po około półgodzinnej przerwie na scenie pojawił się kwartet Peeping Tom, w którego skład, oprócz Dörnera, wchodzą: kontrabasista Joel Grip, saksofonista Pierre-Antoine Badaroux oraz perkusista Antonin Gerbal i zgodnie z zapowiedziami już od pierwszych dźwięków zaproponował nam podróż do połowy lat 50. ubiegłego stulecia. Przy założeniu, że artyści grali dokładnie ten sam materiał, co na promowanej płycie, z wkładki tejże dowiadujemy się, że wybrane i przerobione kompozycje pochodzą z repertuaru takich twórców bebopu, jak Herbie Nichols, Elmo Hope czy George Wellington. Z bardziej znanych postaci Peeping Tom inspirował się Jackie MacLeanem, Fatsem Navarro czy Budem Powellem. W wielu przypadkach przegląd, który nam zaoferowano, świadczył o dokonaniu przez zespół naprawdę przemyślanej selekcji pod kątem wyszukania kompozycyjnych perełek, bardzo szybko okazało się jednak, że ich potencjał miał być wykorzystany w dość nieoczekiwany sposób – jako baza dla zespołowej, bardzo chłodnej, intelektualnej i improwizowanej dekonstrukcji. Muzycy, dysponując niepodważalnym warsztatem instrumentalnym, bawili się tymi kompozycjami niczym czterech chłopców klockami lego – raz budując zamek, za chwile burząc go i układając coś zupełnie innego, skrojonego bardziej na miarę naszych czasów, a rezultat wielokrotnie, wbrew bebopowym korzeniom, estetycznie zbliżał się do uwspółcześnionej wersji colemanowskiego kwartetu.
O ile Dörner solo zaproponował redukcję kontekstu, tak tym razem byliśmy świadkami zespołowego, dość perfidnego jego unicestwiania i szczerze powiem, że intencja ta nie przypadła mi do gustu. Czułem się trochę jak widz filmów Von Triera, który w czasie seansu jest coraz bardziej uprzedmiotowiany i modelowany według autorytarnej i mocno narcystycznej koncepcji twórcy. Peeping Tom, bazując bowiem na naszych skojarzeniach i przyzwyczajeniach dotyczących jazzu lat 50., rozpędzał swoją wewnętrzną maszynerię, by po chwili studzić i nas, i siebie, a co najważniejsze – cały ten proces odbywał się poprzez modyfikację bardzo subtelnych detali. Nie było istotne, co grają, tylko jak grają, ponieważ praktycznie nie zmieniając charakteru rytmiczno-melodycznego, muzycy (szczególnie wybitnie wyrachowany i świetny technicznie perkusista) potrafili ofiarować nam bluesa tylko po to, by za chwilę nam go tym brutalniej odebrać. I może byłoby to naprawdę świetne, takie  intelektualne „Funny Games”, gdyby nie fakt, że materiałem wyjściowym była muzyka prezentująca skrajnie przeciwne, poniekąd aintelektualne, za to bardzo emocjonalne założenia. Przez to zamiast zabawy otrzymałem tylko zwykły pastisz, który, niestety, jako formuła, po 15 minutach się wyczerpał.

Marcin Kiciński, autor bloga Impropozycja

Maja Baczyńska „Marzenia senne człowieka współczesnego”

23 listopada, 2011
Nowości

12 listopada 2011 roku w kościele ewangelicko-augsburskim św. Trójcy w Warszawie odbył się niezwykły koncert – prapremiera „Messy dell’Uomo Moderno” na dwa kwartety smyczkowe, chór i perkusję, i zarazem portret kompozytorski Kamila Staszowskiego. „Messa dell’Uomo Moderno” to po polsku „Msza Człowieka Współczesnego” i wydaje się, że jest to dla niej odpowiedni tytuł. To muzyka współczesna czerpiąca z wielu gatunków muzycznych i odwołująca się do najróżniejszych tradycji kulturowych, lecz w kontekście jej właściwego przesłania stanowi to w pełni uzasadniony zabieg artystyczny. W gruncie rzeczy „Msza Człowieka Współczesnego” to symbol współczesności wraz z całą jej „kulturową mozaiką”. To również muzyczny portret współczesnego człowieka, pozostającego pod ostrzałem kultury obrazkowej, dorastającego na wszystkim, co tylko przyniesie życie. Bowiem w gruncie rzeczy życie człowieka współczesnego nabiera cech wielkiej podróży bez względu na to, czy mamy na myśli wędrówki wirtualne, czy rzeczywiste przemierzanie świata.

Jaki tak naprawdę jest człowiek współczesny? Być może właśnie taki, jak „Messa dell’Uomo Moderno” Kamila Staszowskiego – obciążony bagażem dokonań wszystkich poprzednich epok, inspirujący się wszystkim naraz, gdyż wszystko i naraz jest zwykle na wyciągnięcie ręki.
Sam autor „Messy…”, Kamil Staszowski, mówi: „Trudno mi mówić o konkretnych inspiracjach: inspiruje mnie to wszystko, co mnie otacza, fascynuje mnie świat w nieskończonej ilości odsłon. Grafiki Muchy, secesja, neogotyk, ale także pop-art, mainstream i pójście pod prąd”. Kamil Staszowski to człowiek niezwykle wszechstronny, gdyż jest nie tylko kompozytorem, ale także pianistą i organistą, a w swoim życiorysie ma za sobą również epizody dyrygenckie. Ponadto Kamil Staszowski to laureat licznych nagród muzycznych i literackich (m.in.: Stypendysta Prezesa Rady Ministrów, Marszałka Województwa Śląskiego, Śląski Talent Roku 2004, stypendysta Idyllwild Arts Summer Academy – Kalifornia, USA).

Jak doszło do powstania „Messy dell’Uomo Moderno”? Do powstania utworu przyczyniło się kilka czynników. Z jednej strony Kamil Staszowski – jak każdy kompozytor studiujący na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina – był zobowiązany do uwieńczenia roku akademickiego jakąś nową kompozycją, z drugiej strony był gorąco namawiany przez obecnego doktoranta UMFC, Leszka Lorenta, do napisania utworu, w którym istotną rolę odgrywałaby perkusja. Ponadto o zrealizowaniu dużego projektu z udziałem chóru rozmawiał wówczas z dyrygentką chóru Varsoviae Regii Cantores, Joanną Malugą. Młody twórca podszedł do tego zadania niezwykle poważnie, pisząc utwór spełniający zarazem trzy powyższe kryteria – „Msza Człowieka Współczesnego” stała się kompozycją wieńczącą kolejny rok akademicki, utworem ze znaczącą rolą perkusji i zarazem całkiem sporych rozmiarów dziełem chóralno-instrumentalnym.
„Pragnąłbym mieć możliwość przedstawienia utworu Messa dell’Uomo Moderno szerokiemu kręgowi odbiorców, ludziom współczesnym, niekoniecznie będącym sympatykami muzyki artystycznej. Chciałbym pokazać, że przeżycie muzyczne może być uniwersalne. Utwór nadaje się do wykonania szczególnie we wnętrzach sakralnych” – mówi Kamil Staszowski.

Co sprawia, że „Msza Człowieka Współczesnego” nabiera wydźwięku uniwersalnego? Czy sięganie do różnych technik kompozytorskich i tradycji kulturowych? Czy postmodernistyczne brzmienie, sprawiające, że harmonie i melodie ukryte w dziele są zwyczajnie – mówiąc językiem potocznym – „przyjemne dla ucha”? Messa dell’Uomo Moderno w naturalny sposób łączy tradycję ze współczesnością, można wręcz powiedzieć, że podejmuje próbę odnalezienia miejsca tradycji we współczesnym świecie.
Utwór nawiązuje wprawdzie do formy mszalnej, ale w dość swobodny, a zarazem niekonwencjonalny sposób. W kompozycji Kamila Staszowskiego możemy odnaleźć m.in. elementy mszy trydenckiej – Missale Romanum, 1962 (choćby poprzez wykorzystanie tekstu liturgicznego). Messę dell’Uomo Moderno cechują także nowoczesne, charakterystyczne dla muzyki XX-wiecznej i nowej brzmienia i harmonie (m.in. operowanie glissandami) oraz nietypowe instrumentarium. Przede wszystkim nieczęsto się zdarza by niemal równorzędnym partnerem dla chóru – obok podwójnego kwartetu smyczkowego – była multiperkusja (m.in. czelesta, dzwony rurowe, tom-tomy, tam-tamy, kotły, gongi, wibrafon). Ponadto jeszcze rzadziej spotykane jest zapisanie w partyturze partii instrumentalnych również dla chóru, tymczasem w niektórych partiach Mszy Człowieka Współczesnego wokaliści odpowiadają za dodatkowe efekty dźwiękowe (m.in. dzięki użyciu rainmakerów), a nawet stają się formotwórczym czynnikiem rytmicznym (np. poprzez ostinato w simantrach, na których grają chórzyści). Zarówno rainmakery, jak i simantry odnoszą do korzeni cywilizacji i, w gruncie rzeczy, jest to rezultat świadomie osiągany przez kompozytora. Sama Messa dell’Uomo Moderno, pomimo swej repetytywnej formy, wydaje się być mistyczną podróżą w czasie – rozpoczyna się słowami „Dona nobis pacem”, kończy zaś tą samą melodią śpiewaną bez słów. Czyżby zatem kryło się w tym osobiste spostrzeżenie młodego twórcy i przesłanie, jakoby historia duchowości była jedynie tą samą opowieścią wyrażaną różnymi słowami i na różne sposoby?

Zazwyczaj prezentacja twórczości młodych twórców odbywa się przy okazji koncertów zbiorowych, na których słuchacz ma możliwość zapoznać się z pewnego rodzaju kompozytorską „galerią osobowości”. Na najrozmaitszych festiwalach muzyki nowej koncerty portretowe są z reguły zarezerwowane dla twórców starszego pokolenia, a nie dla kompozytorów jeszcze studiujących. Oczywiście, można by się spierać, czy prezentacja jednego jedynego utworu o sporych rozmiarach pozwala na pełną ocenę twórczości danego twórcy. Z pewnością nie – forma wokalno-instrumentalna, nawiązująca do mszy to tylko jedna z możliwości, po jaką może sięgnąć młody kompozytor. Jednakże w przypadku Mszy człowieka współczesnego odbiorca mógł być zarazem obserwatorem inspiracji, którymi kierował się Kamil Staszowskimi, gdyż jak zostało to już wspomniane, Messa dell’Uomo Moderno to utwór odważnie czerpiący z różnych stylów i tradycji muzycznych. Sam kompozytor w rozmowie źródeł swojej inspiracji upatruje we wszystkim, co w jakiś sposób na różnych płaszczyznach jest mu bliskie, m.in. w twórczości Reicha, Glassa, Mykietyna, Góreckiego, Szymanowskiego, Fauré, Bacha, Pärta, Scelsiego, a nawet w utworach twórców muzyki techno i w melodiach charakterystycznych dla Bliskiego Wschodu.
W związku z tym prawykonanie Mszy Człowieka Współczesnego mogłoby się stać zarzewiem dyskusji na temat eklektyzmu w muzyce współczesnej.
Czy rzeczywiście eklektyzmu? A może odwagi w eksperymentowaniu, sięganiu po różne wzorce i – wreszcie – poszukiwaniu piękna? Messa dell’Uomo Moderno wydaje się wychodzić z tej batalii zwycięsko – opowieść o człowieku współczesnym i jego świecie daje twórcy wiele swobody, jeśli jego muzyczna wypowiedź ma być rzeczywiście szczera i autentyczna.

Parę słów o formie „Mszy Człowieka Współczesnego. W kościele św.Trójcy została ona poprzedzona swoistego rodzaju preludium i wprowadzeniem do właściwej części koncertu – utworem Alter Ego na dwa kwartety smyczkowe. W okrągłym kościele przy pl. Małachowskiego, znanym ze swojej akustyki i dużego pogłosu, postmodernistyczne harmonie rozpłynęły się słodkim i rzewnym brzmieniem, pomimo dość mrocznego, sonorystycznego i „dudniącego” początku. Nastrój oczekiwania podsycała malownicza gra świateł, które zmieniały się w zależności od nastroju danej frazy muzycznej, zarówno podczas wykonania Alter Ego, jak i już na samej Messie dell’Uomo Moderno.
W chwili, gdy na scenę wyszedł chór, było już wiadomo, że zaraz wydarzy się coś szczególnego, nie tylko dlatego, że tytuł dzieła brzmi intrygująco, a samo prawykonanie było zapowiadane od dawna, ale również dlatego, że wykonania obszernych rozmiarów form wokalno-instrumentalnych autorstwa studentów kompozycji UMFC to rzadkość na polskim rynku muzycznym, a gdy już do nich dochodzi, to zwykle okazują się jednorazowymi epizodami.
Utwór rozpoczęła prośba o pokój – „dona nobis pacem”, której reminiscencja miała miejsce również po wieńczącym kompozycję greckim „kyrie”, stanowiąc klamrę spinającą wszystkie następujące po sobie motywy w spójną całość. Messa dell’Uomo Moderno to utwór jednoczęściowy, aczkolwiek wykorzystujący różne teksty liturgiczne m.in. wspomniane wyżej formuła, a także: „emitte lucem et veritatem tuam”, „popule meus”, „confiteor” (jedyna wykorzystany w całości), „amen”. Ta ostatnia wydaje się być najważniejsza dla całej kompozycji. Fragment jej poświęcony jest utrzymany w technice imitacyjnej i, co charakterystyczne, uporczywie powraca, jak gdyby niezależnie od następujących po sobie myśli muzycznych. Jak twierdzi sam twórca, swoistą oś energetyczną stanowi motoryczne, repetetywne i śmiało korzystające z techniki kanonu „emitte lucem et veritatem tuam”. Szczególnym fragmentem jest z kolei wypowiedziane przez głosy męskie „popule meus quid fecit tibi” („Ludu mój, cóżem ci uczynił”), potraktowane jako ostinato i kontrapunkt dla swobodnej recytacji tenorowej o lekkim zabarwieniu dramatycznym.
Messę dell’Uomo Moderno jako całość cechuje: repetytywność i praca motywiczna, nawiązywanie do konstrukcji i symboli mszalnych (nie zachowując jednak kolejności klasycznej mszy), ukryte inspiracje różnymi technikami kompozytorskimi (m.in. minimalem, polichóralnością, estetyką typową dla muzyki Bliskiego Wschodu, a nawet pewnymi rozwiązaniami harmonicznymi i melodycznymi nasuwającymi skojarzenia z muzyką techno), a przede wszystkim metaforyczność.

Na czym polega metaforyczność Mszy Człowieka Współczesnego? Przejawia się ona w paropoziomowej symbolice poszczególnych jej partii oraz w samym tytule i ogólnej koncepcji („cofanie się” w porządku części mszalnych oraz w historycznej kolejności tradycji kulturowych). Np. wykonywane przez chór szumy na początku utworu nawiązują do szumu morza („a Duch Boży unosił się ponad wodami”), ale jednocześnie mogą symbolizować wiatr (nasuwający skojarzenia z Duchem Świętym) oraz pewną nieokreśloność, z której wyłonią się dźwięczne brzmienia czelesty. Z kolei inspiracje bliskowschodnie poniekąd wiążą się z historią chrześcijaństwa i w ogóle religii – Bliski Wschód to kolebka cywilizacji judeochrześcijańskiej. Warto nadmienić, że wykorzystywane przez chór simantry były używane w klasztorach Wschodu jako instrumenty wzywające do modlitw. Oczywiście historia i symbolika simantry jest znacznie bardziej rozbudowana – m.in. patriarcha Antiochii Teodor Balsamon uznawał ją za symbol różnic pomiędzy Wschodem a Zachodem, a w Europie południowo-wschodniej, za czasów panowania Imperium Osmańskiego, była traktowana jako ekwiwalent dzwonów (wówczas zakazanych). Sam kompozytor o simantrach wypowiada się w ten sposób: „Wygrywane na simantrach rytmy w Kyrie przypominają dźwięk kołatek w Wielki Piątek, a gdy na koniec grają wszystkie naraz, nasuwają skojarzenia z przybijaniem gwoździ do Krzyża”.

Ktoś po koncercie powiedział, że dostrzega w Mszy Człowieka Współczesnego dążenie do harmonii w chaosie świata. Ktoś inny, że po zakończeniu utworu czekał jeszcze na puentę.
Jaka może być puenta? Kamil Staszowski po prawykonaniu powiedział: „Muzyka jest jak marzenie senne… a w tym utworze jest ukazana jakby wrażliwość człowieka współczesnego”. Oby przekaz ten nie wymagał nigdy żadnej puenty, oby częściej w przestrzeni Warszawy odbywały się prawykonania utworów młodych studentów i absolwentów kompozycji.

Sprostowanie

22 listopada, 2011
Nowości, Numer: 18 (18) / 2011, Numer: 18 (18) / 2011

Drodzy Czytelnicy,

W ostatnim numerze „Glissanda” wkradły się błędy w artykułach: Nowe mapy czasu – Krzysztof Gutfrański w rozmowie z Johnem Grzinichem i Hybrydowe notacje Daniela Muzyczuka i Agnieszki Pindery.

Przepraszamy Autorów i Czytelników, artykuł w pełnej wersji prezentujemy poniżej.

 

kliknij tutaj

Patronujemy: Festiwal Audio Art w Krakowie

21 listopada, 2011
Nowości

Kilka late temu Marek Chołoniewski określił swój Festiwal Audio Art hipernormalnym i superzwyczajnym odcinając się od nakręcającego się od lat wyścigu o prymat najlepszych wydarzeń artystycznych, walcząc konsewentnie o stabilną pozycję alternatywnego, eksperymentalnego, niszowego, ekskluzywnego festiwalu zawierającego wyłąznie premierowe prezentacje sztuki audio art z całego świata.
Konsewentny w swych założeniach prezentacji wyrafinowanych form sztuki dźwiękowej w zestawieniu z bardziej tradycyjnymi gatunkami, z wyróżnieniem improwizacji jako szczególnej metody twórczej i zestawianiu form koncertu z performancem i instalacją dźwiękową festiwal odbywa się corocznie od 1993 roku, poprzedzony serią audio art
zainicjowaną w Galerii Krzysztofory występem Phila Niblocka w 1985 roku, ta z kolei była naturalną konsekwencją comiesięcznej akcji koncertowej Muzyki Centrum działającej co miesiąc 13-go od czerwca 1977 roku w Galerii Krzysztofory, a także wielu innych przetrzeniach Krakowa, Polski i wielu krajów Europy, Azji i obydwu Ameryk.

19 edycja Festiwalu Audio Art we wrzesniu i drugiej połowie listopada 2011 r. zawiera 39 zdarzeń/projektów, wśród nich szczególnie wiele instalacji dźwiękowych.

Dwa niezwykłe wydarzenia, będące prologiem tegorczonego festiwalu odbyły się we wrześniu b.r.: 14 września w Bunkrze Sztuki wystąpił wybitny skrzypek, dyrygent i kompozytor z Nowego Jorku Todd Reynolds ze swoim najnowszym albumem Outborough.

10 dni później na Wiśle pod Wawelem 24 września wykonany został Koncert na 2 statki i 100 syren Christofa Schlaegera, będący kolejną mocną akcją artystyczną festiwalu w publicznej przestrzeni miasta. Koncert odbył się w ramach projektu Tam Tam, Rok Polski, Pólnocnej Nadrenii/Westfalii 2011-2012.

Część edukacyjna, towarzysząca festiwalowi od lat odbywać się będzie przede wszystkim w Studio Muzyki Elektroakustycznej Akademii Muzycznej w Krakowie. Dodatkowo od tego roku festiwal jest częścią europejskiej sieci sztuki dźwiękowej Resonance, a także częścią projektu sound exchange, od którego rozpocznie się tegoroczny festiwal.

Pełny program festiwalu znajdą państwo na stronie: www.audio.art.pl. Na festiwalu wystąpią między innymi: Kim Cascone, Simon Phillips, Josef Klammer, Dafna Napthali i Kacper Ziemianim.

Patronujemy: Festiwal C3 (ClubContemporaryCLASSICAL)

17 listopada, 2011
Nowości

Historia zachodniej muzyki klasycznej zna wiele przykładów kompozytorów czerpiących inspiracje z muzyki popularnej, dając tym samym impuls do jej dalszego rozwoju. W epoce renesansu powstawały msze oparte na popularnej melodii „L’homme armé”. Współczesnych kompozytorów takich jak Bartók, Janáček, Ligeti i Strawiński inspirowała muzyka ludowa i jazzowa. Zjawisko to trwa nadal. W ostatnich latach powstały znakomite dzieła, które są przykładem łączenia współczesnej muzyki poważnej i muzyki elektronicznej czy klubowej – począwszy od muzyki techno o prostej strukturze po muzykę eksperymentalną i ambientową. Wydarzenia prezentujące współczesną muzykę poważną w przestrzeni klubów cieszą się coraz większą popularnością. Jednak koncerty te mają często niewiele wspólnego z najnowszymi trendami muzycznymi. Wręcz przeciwnie – muzyka poważna i klubowa egzystują obok siebie, kontakt jest minimalny i powierzchowny – podczas gdy obie te sfery mogłyby pełnymi garściami czerpać jedna od drugiej, zyskując wiele na kreatywnej wymianie i powołując dzięki niej nowe zjawiska w sztuce. To właśnie ten obszar – spotkania tego co klasyczne i klubowe – oraz wynikające z niego nowe formy i zjawiska muzyczne są przedmiotem zainteresowania Festiwalu C3 – Club Contemporary Classical. Festiwalu, który prezentuje muzykę współczesną inspirowaną elektroniczną muzyką klubową, jak również te zjawiska muzyczne, które tworzą szarą strefę pomiędzy gatunkami: współczesną muzyką poważną i muzyką elektroniczną.

Ta szara strefa bywa często przestrzenią niezwykłej kreatywności i innowacyjności, dzięki powszechnemu dostępowi do najnowszych osiągnięć technologii oraz rosnącemu wpływowi muzyki elektronicznej. W 2009 roku Festiwal C3 po raz pierwszy stał się międzynarodową platformą spotkania i wymiany dla twórców, których muzyka przekracza granice gatunków i form. Spotkanie nastąpiło we właściwym czasie i, dzięki klubowi Berghain, we właściwym miejscu. Pierwsza edycja C3 zwróciła uwagę na niepodważalną artystyczną wartość tych innowacyjnych poszukiwań, przedstawiając wiele z nich, w takim kontekście, po raz pierwszy. Wydarzenie odgrywa niebagatelną rolę w łączeniu twórców i środowisk, powoli odmieniając postrzeganie muzycznego środowiska akademickiego, który dotąd jawiło się jako niezdobyta twierdza.

W 2011 Festiwal C3 odbywać się będzie w trzech miastach: Berlinie, Essen i Gdańsku, w każdym z nich przygotowano unikalny program, wynikający ze specyfiki danej lokalizacji. Nowe spojrzenie na to co zastane, z wykorzystaniem współczesnych środków – to podejście łączy lokalizacje Festiwalu C3 oraz prezentowaną tam muzykę. Powstałe w poprzemysłowych budynkach kluby (Berghain, Radialsystem, Welterbe Zollverein) i dawny niemiecki kościół protestancki (Kościół Św. Jana w Gdańsku) są dobrym przykładem stwarzania nowych możliwości w dotąd opuszczonych miejscach.

W dniach 1-3 grudnia w Gdańsku odbędzie się pierwsza polska edycja Festiwalu C3. Jej kuratorem jest Michał Jacaszek. W ciągu 3 dni festiwalu będziemy świadkami kilku unikatowych koncertów: Sebastian Meissner z zespołem Kwartludium zreinterpretują utwory zespołów z amerykańskiej wytwórni SST (Sonic Youth, Dinosaur Jr itp.); Nemezis wykona utwory Pawła Mykietyna; Zaitkratzer zaprezentuje program składających się z dwóch części – pierwsza poświęcona Studiu Eksperymentalnemu Polskiego Radia, druga Terre’emu Thaemlitzowi. Dokładny program i opisy koncertów znajdują się na stronie festiwalu - http://c3festival.de/.

Patronujemy: 7th Mózg Festival

10 listopada, 2011
Nowości

Międzynadorowy Festiwal Muzyki Współczesnej i Sztuk Wizualnych, „Mozg Festival“ jest sztandarowym projektem Stowarzyszenia Artystycznego „Mózg“, esencją tego, czym od prawie 18 lat zajmuje się grupa osób tworzących „Mózg“, miejsce powołane do życia przez i dla ludzi zajmujących się i interesujących sztuką niezależną, sztuką traktowaną jako narzędzie poznania. Doborowi artystów biorących udział w projekcie przyświeca jedna główna idea – sztuka prezentowana na festiwalu musi być autorska, oryginalna, zawierać znamiona wybitnej.
Mówiąc o muzyce współczesnej, w przypadku tego festiwalu, nie mamy wyłącznie na myśli tej wywodzącej się z klasyki muzyki poważnej, ale tę tworzoną obecnie – muzykę, która może mieć swoje korzenie zarówno w klasyce, jazzie, wszystkich odmianach rocka, muzyce elektronicznej, czy eksperymentalnej. Podczas festiwalu wystąpią muzycy tacy jak: Steve Bernstein, Clayton Thomas, Jean-Luc Guinnet,Will Guthrie czy noise rockowy zespół Ed Wood. Mówiąc o sztukach wizualnych, mamy na myśli zarówno performance art, video art, instalacje wizualne i audiowizualne, jak również malarstwo, fotografię, teatr czy film. Także w tym wypadku użyć by można określenia ‘współczesne sztuki wizualne, czyli pozostające w związku z tradycją, ale tworzone teraz, w odniesieniu do obecnej rzeczywistości zarówno w świecie sztuki (współczesne techniki czy środki wyrazu), jak i współczesnych zagadnień społecznych.
„Mózg festival“ jest projektem lokalnym o randze międzynarodowej. Nie jest i nigdy nie będzie propozycją rozrywki dla masowej publiczności, to propozycja intelektualna dla wrażliwej grupy odbiorców. Festiwal to nie tylko prezentacje artystów, to także warsztaty, spotkania, wieczory muzyki improwizowanej. Podczas tegorocznej edycji festiwalu sztuki wizualne prezentowane będą w „Mózgu“, przestrzeniach na zewnątrz budynków, a także w Domu Mody „Drukarnia“. Główne działania muzyczne odbędą się na scenie Teatru Polskiego. Pełny program i lista artystów występujących na festiwalu, znajduję się na jego stronie internetowej.

Patronujemy: II Edycja Art of Improvisation meeting

8 listopada, 2011
Nowości

25 listopada, o godz. 20.00 w Centrum Kultury AGORA odbędzie się jednodniowy meeting z cyklu ART OF IMPROVISATION. Listopadowy AOI jest kontynuacją międzynarodowego projektu poświęconego sztuce improwizacji, którego pomysłodawcą jest muzyk Dawid Frydryk. Pierwsza edycja miała miejsce w czerwcu  2011 r., z udziałem m.in. prawdziwych mistrzów europejskiego free jazzu - Schlippenbach Trio.

Jesienna odsłona AOI to preludium do letniego festiwalu, który –  oprócz projektów stricte muzycznych – wypełnią interdyscyplinarne działania oparte o improwizację.
Idea, która przyświeca AOI to myśl Billa Dixona – jednego z pionierów free jazzu: „Jeżeli nie ma w muzyce rozwoju emocjonalnego, nie ma kreatywności, nic nas w niej nie porywa. Wydaje mi się, iż w obecnych  czasach powinno być dobitnie powiedziane, że powielanie jest tylko powielaniem, a najlepsza nawet kopia pozostaje tylko kopią (…)”.                                                                               

W listopadzie, na jedynym koncercie w Polsce,  w niepowtarzalną podróż do świata improwizowanych dźwięków wprowadzi nas barwny francusko-niemiecko-szwedzki kwartet PEEPING TOM w składzie:

Axel Dörner / trąbka,
Pierre-Antoine Badaroux / saksofon,
Joel Grip / kontrabas,
Antonin Gerbal / perkusja.

Zespół czerpie inspirację z energetycznego bebopu. Ich koncerty to energia w najczystszej postaci. Grają dynamicznie i innowacyjnie. Bawiąc się dźwiękami udowadniają, że jazz jest wciąż żywą kreacją.

Swoją muzyką obdarzają ludzi w miejscach, w których ten rodzaj ekspresji jest rzadkością – grali m.in. w zapomnianym kościele w Pirenejach czy też w igloo w północnej Szwecji. Ich świeże, kreatywne oraz spontaniczne podejście do muzyki zaowocowało współpracą z wybitnymi artystami, m.in. Evanem Parkerem, Alanem Silvą, Davidem Stackenäsem oraz Svenem-Ake Johanssonem.
Poza koncertem kwartetu PEEPING TOM, wieczór uświetni występ solo gwiazdy berlińskiej sceny free improv – Axela Dörnera  – niemieckiego trębacza i kompozytora, wirtuoza i innowatora, znanego ze swoich fenomenalnych występów na żywo. Dörner to wszechstronny muzyk światowego formatu. Jego szerokie spektrum działań muzycznych oscyluje zarówno wokół bebopu, free jazzu, free improv, jak i muzyki elektronicznej, przybierając nawet formę performance.  Wykształcił nowatorski, wyjątkowy sposób gry na trąbce. W późnych latach 90., podobnie jak Radu Malfatti, John Butcher oraz Franz Hautzinger, rozwinął odmienny “język” swojego instrumentu, skupiając się na brzmieniu własnego oddechu.  Jest laureatem prestiżowej nagrody jazzowej SWR-Jazzpreis, inicjatorem i członkiem wielu znaczących międzynarodowych projektów muzycznych.  Współpracuje z wieloma wymitnymi artystami, m.in. z Chicago (Ken Vandermark, Fred Lonberg-Holm, Michael Zerang), Tokio (Otomo Yoshihide, Sashiko M, Nakamura Toshimaru) Sidney (Jim Denley), Berlina (Sven-AkeJohansson, Alexander von Schlippenbach).

Termin: 25 listopada, godz.20.00
Bilety: przedsprzedaż: 15 PLN, w dniu koncertu: 20 PLN.
Sprzedaż:  od 31 października: sieć TicketPro/EMPIK/Media Markt/Saturn/ od 4 listopada:
w Centrum Kultury AGORA Organizator: Centrum Kultury AGORA, ul. Serbska 5a, 51-111 Wrocław, www.ckagora.pl

Patronujemy: Burial Hex w Cafe Mięsna

7 listopada, 2011
Nowości

Szesnastego listopada, w poznańskiej Cafe Mięsna wystąpi Clay Ruby z Wisconsin. Ruby od około 2004 roku,  pod pseudonimem Burial Hex, tworzy wyjątkowo trudno klasyfikowalną i unikatową mieszankę dźwiękową, w której power electronics przeplata się z inspiracjami Tangerine Dream, a toporne dźwięki organów z transowym minimal techno. Wydał już dziesiątki albumów, współpracował z takimi projektami jak Zola Jesus, Sylvester Anfang II, Kinit Her czy Oath.

Oprócz Burial Hex wystąpią:
SLEEP SESSIONS(Kielce, PL)
Właściciel wytwórni Somnolent Shelter Records, w której ukazują się wydawnictwa z pogranicza harsh noise i muzyki eksperymentalnej. Jako solowy projekt, Sleep Sessions aktywnie funkcjonuje od 2005 roku prezentując cut-up harsh noise z najwyższej półki.
PRZEMEK SANECKI (Oborniki Śląskie, PL)
Interdyscyplinarny artysta bez sprecyzowanego medium. Członek Grupy KOT i IOA. Zaprezentuje szamański noise.

DJ LUTTO LENTO (Wrocław, PL)
Artysta dźwiękowy, didżej i założyciel kasetowej wytwórni Sangoplasmo records. Jego sety didżejskie składają się z mocno spowolnionych, pokrojonych i zdeformowanych, znanych utworach muzyki pop, rap i r&b.

16.11.2011
drzwi 19:00
start 20:00

Zapraszamy: Miya Masaoka i jej goście na Chłodnej 25

3 listopada, 2011
Bez kategorii, Nowości

Wieczór improv w starym stylu: jeden raz, bez prób, bez przygotowań – kilka krótkich setów w różnych konfiguracjach!

Miya Masaoka jest artystką zajmującą się improwizacją i sound-artem. Znana jest przede wszystkim z niekonwencjonalnej gry na koto. Wyzwalając je z tradycyjnej roli w muzyce japońskiej, zaproponowała nowe techniki instrumentalne takie jak gra smyczkiem a także połączenie z szeregiem elektronicznych manipulacji rozszerzających zakres brzmieniowy. Jest także konstruktorką laserowego koto. Od kilkunastu lat zajmuje się instalacjami dźwiękowymi nagłaśniając między innymi rośliny, owady a także procesy organiczne ludzkiego ciała. Regularnie współpracuje z Fredem Frithem (projekt Maybe Monday), Bang on a Can a także Pauline Oliveros, Ornettem Colemanem i wieloma innymi muzykami związanymi z nowojorską sceną downtown oraz kalifornijską Bay Area.

Do Warszawy przyjechała na rezydencję w ramach programu Artists-In-Residence Laboratory. Na Chłodnej 25 zagra z powołaną ad hoc grupą improwizatorów, wokalistów i twórców muzyki teatralnej a także możliwymi dodatkowymi gośćmi.

Chłodna 25
06.11.2011, godz. 20.00
wstęp: 20 zł

Miya Masaoka, koto, elektronika
+
Julia Kubica, skrzypce
Jacek Mazurkiewicz, kontrabas
Sean Palmer, głos
Julia Szproch, głos
+
goście

Na zachętę, zamieszczamy wywiad, przeprowadzony w 2004 roku przez Michała Liberę i Krzysztofa Trzewiczka.

Zacznijmy od samego instrumentu i jego tradycji…

Historia koto w Japonii sięga tysięcy lat wstecz. W jej ramach można wydzielić dwa nurty rozwoju. Pierwszy związany jest z plemieniem Ajnu, które zamieszkiwało obszary Japonii jeszcze zanim Japończycy przybyli tam z Półwyspu Koreańskiego. To u nich właśnie archeologowie odkryli pierwowzór koto, tankari. Drugie źródło historii koto związane jest z wpływami chińskimi na Półwyspie Koreańskim.

Na tym tle przez wieki zmieniał się kształt koto a także jego wygląd i praktyki wykonawcze. Jedna z ważniejszych form muzycznych związana z koto, którą miałam okazję studiować, nazywa się gagaku. Jej historia zaczyna się za czasów panowania dynastii Tang w Chinach. Ten rodzaj muzyki rozwijał się w wielu krajach azjatyckich m.in. w Indiach, Chinach, Korei, Wietnamie, Persji a także w Japonii. Do pewnego stopnia jej rozwój był uzależniony od konfucjanizmu. Była to muzyka odświętna: początkowo była grana przy okazji zmagań zapaśników, wyścigów konnych i temu podobnych. Ale w momencie, kiedy centrum gagaku przeniesione zostało do Korei muzyka ta przybrała formę muzyki dworskiej. Na przykład była często wykorzystywana do podkreślenia statusu arystokraty: kiedy pojawiał się w określonym miejscu grany był określony utwór. W Japonii natomiast gagaku przetrwało w jego najbardziej czystej formie.

Na orkiestrę gagaku składają się instrumenty strunowe, perkusyjne oraz dęte. Czasem mówi się o niej jako najstarszej muzyce orkiestrowej na świecie. Później muzyka ta stawała się coraz mocniej określona przez dwór – mieszkańcy dworu byli jedynymi, którzy mogli wykonywać ten rodzaj muzyki. Gagaku nie mogły się uczyć ani wykonywać kobiety i w ogóle zwykli ludzie. Więc było to coś na kształt zaklętego kręgu muzyki gagaku. Rodzina mojego nauczyciela – Togi Suyanogu – to ludzie, którzy jako pierwsi zaczęli uczyć gagaku poza nim. To właściwie Togi Suyanogu jest także odpowiedzialny za nauczanie gagaku ludzi spoza Japonii.

Czy rola koto była także określona pod względem kompozycyjnym w związku z tą sytuacją historyczną? Mam na myśli kompozycyjne reguły wykorzystania koto…

Oczywiście samo gagaku opiera się na bardzo określonych zasadach – w szczególności struktura rytmiczna całego utworu jest niezwykle ciekawa, ponieważ jest oparta raczej na łuku rytmicznym niż następstwie czasowym. Ale koto na pewno nie jest najważniejszym instrumentem w gagaku. Nawet kocioł, który odpowiedzialny jest po prostu za trzymanie podstawy rytmu jest istotniejszy. Koto ma pełnić raczej funkcje ornamentacyjne a także jest odpowiedzialne za pewne rozwiązania barwowe. Kolejnym ważnym instrumentem jest biwa, która w zespole zajmuje pozycję równoległą do koto. Biwa przypomina nieco lutnię i chińską pipę.

Więc takie są mniej więcej początki koto. Ale koto, które znamy dziś związane jest z jego tradycją ludową. Ta tradycja rozwinęła się później, po gagaku. To się właściwie wydarzyło na przestrzeni ostatnich sześciuset lat. Przez ten czas koto wychodziło z tradycji stricte religijnej i stawało się coraz bardziej związane z praktykami świeckimi i przeciętnymi ludźmi. Oczywiście pojawiły się bardzo różne szkoły grania na koto, mamy teraz różnych mistrzów koto… a kiedyś nie można było grać na koto jeśli nie było się ślepym. Mam więc dużo szczęścia, że urodziłam się dzisiaj – wtedy miałabym jeszcze wiele innych powodów, żeby nie grać na koto poza tym, że nie jestem ślepa…

Czy improwizacja jest częścią tradycji tego instrumentu?

W samej tradycji instrumentu improwizacji nie ma. Ale jestem pewna, że elementy improwizacji pojawiały się, kiedy ci pierwsi ludzie grali na koto. Poza tym wiele znanych utworów na koto, jak twierdzą historycy, wyewoluowało z wczesnych sposobów strojenia instrumentu. Wiele moich ulubionych utworów to utwory wywiedzione ze strojenia koto. Mają bardzo rzadką fakturę i naprawdę inaczej brzmią.

Jak zatem postrzega Pani możliwości wykorzystania koto jako instrumentu służącego improwizacji?

No coż, teraz kiedy można robić tyle rzeczy poza tradycją… To nad czym pracuję to przede wszystkim własny styl i własna technika, której przykładem jest używanie smyczka. Wydaje mi się, że tradycja koto jest już tak silna, że nie potrzeba jej specjalnej ochrony – być może są na świecie dwa lub trzy rodzaje muzyki, które są wykonywane przez dwie lub trzy osoby i taką muzykę trzeba chronić. Ale koto w tej chwili jest bardzo popularnym instrumentem w Japonii – jest takim japońskim fortepianem. Wiele osób ma koto, gra na koto i zna tradycję koto. Dlatego właśnie jest już dużo miejsca na improwizowanie i eksperymentowanie.

Odpowiedź na to pytanie cofa nas do waszych pierwszych pytań o kompozycję. To, co jest ciekawe w tych wszystkich zespołach opartych improwizacji to to, że role muzyków są wymienne – w różnych momentach, w różnych okolicznościach wszyscy możemy się zamienić rolą. Na pewno w zespole głos każdego muzyka jest wart tyle samo, co głos innego; nawet jeśli tworzy się bardzo różne tekstury. Definicja funkcji w zespole jest zupełnie różna niż w innych zespołach, gdzie ktoś trzyma rytm, inny prowadzi melodię i jeszcze może zagrać solówkę…

Ale w formach bardziej swobodnych – takich jak swobodna improwizacja – wszyscy w różnych momentach odgrywają różne lub podobne role. Każdy z nas wprowadza tekstury, które doprowadzą do innych wydarzeń czy przestrzeni dźwiękowych. Dlatego właśnie koto nie ma żadnej specyficznej roli w improwizacji – po prostu chodzi o możliwość wprowadzenia innych wysokości lub innych dźwięków, które mogłyby współbrzmieć z innymi instrumentami.

Czy można więc mówić o redefinicji roli koto we współczesnej muzyce improwizowanej?

Tak, powiedziałabym że tak. Ale myślę, że nie większej niż w przypadku wiolonczeli albo saksofonu. Ostatecznie wszystkie te instrumenty zostały stworzone w określonych tradycjach i w określonym repertuarze. A to wszystko zmieniło się zasadniczo przez improwizację.

Czy to, że używa Pani elektroniki ma służyć przedłużeniu, rozwinięciu samych możliwości koto, czy raczej manipulacji jego możliwościami?

Podchodzę do elektroniki przede wszystkim jako kompozytor i instrumentalista. Więc wydaje mi się, że chodzi mi bardziej – nawet przy występach z laptopami czy laserami – o przedłużenie instrumentu. W końcu używam wszystkich efektów wychodząc od samego dźwięku instrumentu – wszystko pochodzi z koto. Jest to sposób na przeniesienie dźwięków koto w zupełnie inny świat: filtrów, poziomów, gier… Poza tym chodzi oczywiście także o uwolnienie wyobraźni.

Ulrichsberg, 2004
Rozmawiali: Michał Libera, Krzysztof Trzewiczek

Patronujemy: Dodecaudion na konferencji Kultura 2.0

25 października, 2011
Nowości

Dodecaudion jest przestrzennym kontrolerem audiowizualnym, pozwalającym wykonywać
muzykę elektoniczną na żywo za pomocą gestów i ruchów całego ciała. Jednym z podstawowych założeń było stworzenie nowego interfejsu będącego opozycją dla tradycyjnych guzików i pokręteł które nie dają zbyt dużego pola do ruchowej ekspresji wykonawcy. Kontroler zbudowany jest na bazie otwartych technologii takich jak Arduino i Processing i udostępniany jest na otwartych licencjach Creative Commons i MIT. Dodecaudion stanowi esencję działań grupy panGenerator, będąc projektem na wskroś interdyscyplinarnym, wymagającym działań na polu projektowania formy, konstruowania układów elektorncznych, programowania, tworzenia dźwięku i muzyki oraz wizualizacji.

Kooncert składać się będzie z dwóch niezależnych części:

W pierwszej wystąpi duet Szymona Kaliski ( dodecaudion ) oraz Stefan Wesołowski
( skrzypce ) reprezentujący label Few Quiet People. Możemy spodziewać się
zanuzenia w melancholijnych dronowych brzmienaich zbudowanych na bazie glitchowych tekstur przeplatancyh akustycznymi frazami szkypiec. A wszystkiemu towarzyszyć będą generowane w czasie rzeczywistym, reaktywne wizualizacje napisane specjalnie na potrzeby tego wydarzenia.

W drugiej części wystąpi członek panGeneratora – Krzysztof Cybulski ( dodecaudion )
oraz perkusista grywający z czołówką polskiego jazzu – Damian Niewiński.
Z tego co zapowiadają muzycy, będzie rytmicznie i trochę groźnie.
Również i tej cześci towarzyszyć będą niestandardowe wizualizacje, stworzone dzięki generatywnym algorytmom.

Aby wziąc udział w wydarzeniu należy zarejestrować sie na stronie

http://kultura20.pl/Community/45,Strona,REJESTRACJA.html

Wstęp wolny.

Patronujemy: Konferencja „Kultura 2.0 – Świadomi mediów”

24 października, 2011
Nowości

Kultura 2.0 to termin zaproponowany przez Narodowy Instytut Audiowizualny, nawiązuje do powstania nowego obiegu kultury, kształtowanego przez doświadczenie korzystania z mediów cyfrowych oraz przez możliwości, jakie te media oferują. - Trudno dziś wyobrazić sobie proces kształcenia ograniczony do przysłowiowych: kredy, tablicy i pokrytych kurzem książek w bibliotece, a kulturę sprowadzoną do kapci w muzeum…. Wielość możliwości jakie dają Internet i nowoczesne technologie, jest niesamowita, ale może też wywoływać zagubienie. Doszliśmy do takiego punktu, w którym musimy zmienić sposób myślenia o różnorodności – mówi Michał Merczyński, Dyrektor Narodowego Instytutu Audiowizualnego.

Tegoroczna konferencja, odbywająca się pod hasłem „Świadomi mediów”, poświęcona będzie nowemu modelowi edukacji, w tym edukacji medialnej, kreowanemu przez instytucje kultury, ale także szkoły, biblioteki czy laboratoria wykorzystujące nowe media.

Zaproszeni do udziału w konferencji goście: przedstawiciele mediów, instytucji kultury, socjolodzy, artyści, animatorzy kultury, czy nauczyciele, wyróżniają się aktywnym udziałem w dziedzinie edukacji formalnej i nieformalnej, wdrażają nowe idee, szukają rozwiązań. To oni zobrazują stan edukacji medialnej w Polsce i zagranicą, podzielą się swoimi doświadczeniami i katalogami dobrych praktyk z zakresu nowoczesnej edukacji, a także zaprezentują projekty dotyczące edukacji filmowej. Zaproszeni goście będą szukali również odpowiedzi na pytanie czym jest edukacja medialna i zastanowią się w jaki sposób nowe technologie kształtują współczesne społeczeństwa oraz jaki mają wpływ na kontakty międzyludzkie.

Ramy teoretyczne konferencji wyznaczy dyskusja „Media: teoria stosowana” z udziałem przedstawicieli różnych dziedzin: edukacji, socjologii, czy antropologii, m.in. Andrew Burna, profesora edukacji medialnej z  University of London, Waldemara Kuligowskiego, antropologa z Uniwersytetu Adama Mickiewicza, czy Erica Jorisa, przedstawiciela grupy performerskiej CREW.

Kolejne dyskusje zogniskują się wokół zależności między społeczeństwem obywatelskim a edukacją medialną, swój punkt widzenia przedstawią nadawcy publiczni, zaś aktywiści i teoretycy będą rozmawiać o konkretnych rozwiązaniach możliwych do zastosowania w nowoczesnej edukacji, a także o kierunkach w których może się rozwijać system szkolnictwa. Udział w nich wezmą m.in. Juliusz Braun, prezes Telewizji Polskiej S.A., Bogusław Kisielewski, Dyrektor Generalny Kino Polska TV,  Krzysztof Luft z Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji,  Roei Amit z Institut National de l’audiovisuel (IN’A), Odile Chenevez z francuskiego Centrum Współpracy między Nauczycielami a Mediami Informacyjnymi (CLEMI), Dalida van Dessel, holenderski Instytut Sound&Vision oraz  Edwin Bendyk, dziennikarz i publicysta „Polityki”, Aleksandra Pezda dziennikarka „Gazety Wyborczej” i autorka książek, Alicja Pacewicz z Centrum Edukacji Obywatelskiej oraz przedstawiciele Ministerstwa Edukacji Narodowej i rządowego projektu „latop dla każdego ucznia”.

 

Część konferencji poświęcona rozwiązaniom praktycznym, będzie szczególnie inspirująca dla: nauczycieli, prowadzących warsztaty, przedstawicieli organizacji pozarządowych. Będą oni mogli wziąć udział w warsztatach dotyczących nowych mediów, poznają możliwości jakie stwarzają media i technologia w procesie edukacyjnym, proste i oryginalne sposoby ich wykorzystania na lekcjach, ale też zaprezentują własne autorskie projekty i pomysły podczas showcase’u pierwszego dnia Kultury 2.0.

Podczas gdy naukowcy będą dyskutować o systemach edukacyjnych i zmianach jakie przynoszą nowe technologie w rzeczywistości społecznej, grupa gimnazjalistów stworzy podręcznik obsługi Internetu dla osób starszych, a w Iluzjonie Filmoteki Narodowej odbędzie się projekcja, już kultowego filmu „Offscreen” Christoffera Boe’a – o reżyserze opętanym potrzebą dokumentowania swojego rozpadającego się małżeństwa. Obraz będzie wyświetlany w ramach projektu Eurocine27, po raz pierwszy goszczącego w Polsce, pokazującego wyjątkowość i rozpiętość europejskiej tradycji filmowej.

Kluczowym hasłem konferencji jest nowy, kształtowany przez technologie, model partycypacji w kulturze. Organizatorzy konferencji zadbali aby rozwijana przez akademików koncepcja uczestnictwa, wyszła poza warstwę teoretyczną i rozwinęła się w działaniu.

Zaplanowano cykl wydarzeń artystycznych i warsztatowych w specjalnie zaprojektowanej przestrzeni Poziomu 2.0, czyli pofabrycznej sali jednego z budynków siedziby Narodowego Instytutu Audiowizualnego przy ul. Wałbrzyskiej 3/5 w Warszawie.

Gościem specjalnym będzie performerska grupa CREW z Belgii, która zaprosi publiczność do spaceru po alternatywnych światach projektowanych w technologii 3D podczas performansu C.A.P.E. Brussels. Fundacja Form i Kształtów zachęci dzieci do poznania świata wirtualnych owadów i mówiących roślin, wszystko w designerskiej scenografii, która zdążyła już się stać znakiem rozpoznawczym organizacji. Świat dźwięków reprezentować będzie projekt Studio Eksperymentalne Reaktywacja, który swoje korzenie ma w słynnym Studiu Eksperymentalnym Polskiego Radia i grupa PanGenarator z producentem Hedoko prezentujący Dodecaudion, czyli przestrzenny instrument audiowizualny, który swoją formą wymusza żywą ekspresję u grającego. Publiczność będzie też mogła zdigitalizować prywatne kasety VHS czy rozłożyć książki na czynniki pierwsze i zobaczyć co się w niej kryje.

Ostatniego dnia konferencji odbędzie się gala finałowa 48H Film Project, międzynarodowego festiwalu filmowego dla młodych twórców z 81 krajów świata, po raz pierwszy odbywającego się w Polsce. Filmy laureatów będzie można zobaczyć na poziomie 2.0 w sobotę 29 października.

Wstęp na wszystkie wydarzenia Kultury 2.0 jest wolny, wymaga jednak wcześniejszej rejestracji na stronie:  www.kultura20.pl.

Patronujemy: Festiwal Laboratorium Myśli Muzycznej w Jeleniej Górze

24 października, 2011
Nowości

W Jeleniej Górze brakuje festiwalu muzycznego koncentrującego się na zjawiskach XX-wiecznej i najnowszej kultury muzycznej z obszaru muzyki klasycznej; brakuje festiwalu, który w sposób popularyzatorski, z silnym akcentem położonym na edukację muzyczną, prezentowałby współczesną kulturę muzyczną w jej różnorodnych odmianach. Mamy nadzieję, że festiwal na stałe wpisze się do kalendarza imprez artystycznych Jeleniej Góry, i że spotka się z Państwa zainteresowaniem.

Paweł Krzaczkowski i Sławomir Wieczorek – kurator festiwalu

Program

28.10.2011:

 

godz. 17.00 – Dyskusja wokół książki Bartosza Dąbrowskiego „Szymanowski. Muzyka jako autobiografia”.

W dyskusji udział wezmą: Paweł Krzaczkowski, Jakub Walczak, Krzysztof Stefański, prowadzi: Sławomir Wieczorek

 

godz. 19.00 – koncert:

1. Karol Szymanowski – Kwartet smyczkowy nr 1, op. 37

2. George Crumb – Black Angels na kwartet smyczkowy

3. Sławomir Kupczak – Upominek na kwartet smyczkowy i komputer (live electronics)*

 

29.10.2011:

 

godz. 17.00 Dyskusja pt. „Między ćwiartowaniem, a tłumaczeniem snów, czyli o krytyce muzycznej”.

W dyskusji udział wezmą: dr Maciej Jabłoński, Marcin Bogucki, Marcin Krajewski; prowadzi: Paweł Krzaczkowski

godz. 19.00 – koncert:

1. Magdalena Głocka – Na krawędzi księżyca na komputer – do tekstów Małgorzaty Hillar

2. Witold Szalonek – 1 + 1 + 1 + 1 na 1-4 instrumentów smyczkowych

3. Sławomir Kupczak – Raport na komputer (live electronics)** – do prozy Pawła Krzaczkowskiego pt. Raport; głosy: Irmina Babińska, Jacek Paruszyński

* Premiera

** Zamówienie Festiwalu Laboratorium Myśli Muzycznej

Wykonawcy:

Sławomir Kupczak – studiował we wrocławskiej Akademii Muzycznej: kompozycję u Jana Wichrowskiego i kompozycję komputerową u Cezarego Duchnowskiego i Stanisława Krupowicza. Uczestnik międzynarodowych kursów kompozytorskich oraz stypendysta Ministra Kultury, Fundacji Przyjaciół Warszawskiej Jesieni, Ernst von Siemens Musikstiftung, Stowarzyszenia Autorów ZAIKS, Zarządu Miasta Wrocławia. Jego utwory wykonywano na najważniejszych festiwalach w Polsce oraz Anglii, Irlandii, Francji, Niemczech, Szwajcarii, a także we Włoszech i na Ukrainie. Otrzymał IV lokatę na 53. Międzynarodowej Trybunie Kompozytorów Unesco w Paryżu oraz II nagrodę na Konkursie Młodych Kompozytorów im. Tadeusza Bairda w Warszawie. Tworzy na zamówienia festiwali, instytucji muzycznych oraz konkursów wykonawczych utwory kameralne, symfoniczne, elektroakustyczne, a także muzykę teatralną i filmową. Członek zespołu muzyki improwizowanej Phonos ek Mechanes.

Wrocław Modern Quartet:

Zuzanna Dzudzic-Karkulowska – skrzypce

Dorota Pindur – skrzypce

Ewa Hofman – altówka

Monika Łapka – wiolonczela

Kwartet smyczkowy Wrocław Modern Quartet istnieje od 2003 roku. Zespół
specjalizuje się w wykonawstwie muzyki współczesnej. Za swoje
interpretacje nagrodzony został w Międzynarodowym Konkursie Współczesnej
Muzyki Kameralnej w Krakowie oraz w Konkursie na interpretację
współczesnych kwartetów smyczkowych „KLANGBRUCKE” w Monachium. W
repertuarze kwartetu znajdują się zarówno dzieła uznanych, współczesnych
kompozytorów, jak i utwory debiutujących, młodych twórców. Zespół ma na
swoim koncie kilka prawykonań utworów wrocławskich kompozytorów. Wrocław
Modern Quartet koncertuje w kraju i za granicą, propagując muzykę
współczesną i wykorzystując interesujące rozwiązania multimedialne.

Organizator: Stowarzyszenie JAK – Jeleniogórska Alternatywa Kulturalna

Współorganizator: Filharmonia Dolnośląska w Jeleniej Górze

Partner organizacyjny: Laboratorium Myśli Muzycznej

Dofinansowano ze środków Miasta Jelenia Góra

W Warszawie rozpoczął się festiwal Ad Libitum + SIC!

19 października, 2011
Nowości

FESTIWAL AD LIBITUM + SIC!

6. Festiwal Muzyki Improwizowanej Ad Libitum i 5. Festiwal Improwizacji Tańca SIC!

CSW Zamek Ujazdowski, Warszawa

18 – 23 października, 2011

 

* 4 dni festiwalowe – 4 maratony improwizacji muzycznych, improwizacji grup tanecznych i solistów oraz wspólne spektakle/koncerty

* 5 dni warsztatów – 12 spotkań warsztatowych prowadzonych przez tancerzy i muzyków/kompozytorów

* 3 wykłady

* wystawa prac Henriego Chopina

 

Artyści 6. Festiwalu Muzyki Improwizowanej Ad Libitum i 5. Festiwalu Improwizacji Tańca SIC! spotkają się w Sali Laboratorium Centrum Sztuki Współczesnej we wspólnych improwizacjach – koncertach/spektaklach. Każdy z zaproszonych solistów i zespołów zaprezentuje ponadto swój własny program. Wystąpią: Daniel Almgren Recen, Company Blu, MAGPIE, Melba Kolektyw, Paolo Pandolfo, Mieczysław Litwiński, Krzysztof Knittel, POW Ensemble, Ensemble für Experimentelle Musik.

 Zapowiedzią festiwalu w dniu poprzedzającym jego główny, muzyczno-taneczny nurt będzie koncert w hołdzie Henriemu Chopinowi (1922-2008)Ciało jest fabryką dźwięków” – prezentacja unikalnej twórczości francuskiego awangardysty, pioniera poezji konkretnej/poezji dźwiękowej, a także utworów Stena Hansona i Johannesa Bergmarka – zaproszonych do prowadzenia 3 dniowego warsztatu-laboratorium. Efekty pracy zaprezentują wraz z biorącymi udział w warsztatach młodymi artystami polskiej sceny muzyki elektronicznej.

Festiwalowi towarzyszyć będą warsztaty w formule „master class” i warsztaty-laboratoria prowadzone przez tancerzy (w Centrum Łowicka) i muzyków/kompozytorów (w Galerii Laboratorium CSW), wystawa prac Henriego Chopina oraz wykłady Johannesa Bergmarka i Stena Hansona, bliskiego współpracownika Henriego Chopina, a także wykład dr filozofii Juliusza Grzybowskiego „O tym czy można być samemu na scenie”.

Wszystkie koncerty-maratony transmitowane będą on-line.

20.10. g. 19: koncert-maraton The Body Is the Sound Factory:
Johannes Bergmark [live electronics], Sten Hanson [tape music,
live electronics, gΠos], Henri Chopin [wideo-prezentacja]
21.10. g. 19: Ensemble für Experimentelle Musik;
MAGPIE [taniec]; Paolo Pandolfo [viola da gamba] + Daniel
AlmgrenRecen [taniec]
22.10. g. 19: Paolo Pandolfo [viola da gamba],
Mieczysław Litwiński [głos, cytra, skrzypce, harmonium, tar],
Krzysztof Knittel [harfa midi, iPhone, laptop]; Company Blu;
POW Ensemble + MAGPIE [taniec]
23.10. g.19: POW Ensemble; Daniel AlmgrenRecen,
Melba Kolektyw [taniec], DJ Lenar [elektronika]; Ensemble für
Experimentelle Musik + Company Blu [taniec]

Szczegółowy program na stronach: www.ad-libitum.pl, www.sic.waw.pl oraz www.facebook.com/FestiwalAdLibitum

Pokaz filmowy Glissanda w KinoLab: Decoder

10 października, 2011
Nowości
15 października, o godzinie 18:00 w warszawskim KinieLab odbędzie się pokaz filmu „Decoder” (1984) w reżyserii Muschy.
Film, osnuty na pomysałch Williama S. Burroughsa, opowiada historię muzyka (granego przez członka grupy Einsturzende Neubauten – FM Einheita), który postanawia wypowiedzieć wojnę wszechobecnemu muzakowi. Bohater wykorzystuje polityczny wymiar dźwięku i jego subwersyjne właściwości, by przeciwstawić się kulturze akustycznej opresji. Przestrzeń dźwiękowa staje się polem walki – a w pozostałych rolach występują między innymi Christiane F. („Dzieci z Dworca Zoo”), Genesis P-Orridge (Throbbing Gristle) i sam William S. Burroughs. A wszystko to w realiach Berlina lat 80.

Każdy, kto przed wejściem kupi nowy numer Glissanda, wchodzi za darmo, pozostali płacą 10 złotych za bilet. Pokaz połączony z prezentacją nowego numeru (o przestrzeni publicznej) i prezentacją nowych członków redakcji. Zapraszamy!

Avant Art Festival nadchodzi – między 29.09 a 8.10 we Wrocławiu

25 września, 2011
Nowości

Avant Art Festival to międzynarodowe prezentacje sztuki eksperymentalnej i awangardowej obejmujące oryginale i niebanalne zjawiska kulturalne. Na scenie AAF występują genetycy muzyki i sztuk performatywnych – odkrywcy i wynalazcy nowych hybrydycznych form, czerpiący garściami z wszelkich dostępnych poziomów, burzący przyzwyczajenia słuchaczy i widzów i na ich zgliszczach budujący nowe, zaskakujące odmiany, czasem wręcz nowe gatunki.
Po Avant Art Festival można spodziewać się wszystkiego.

W tym roku Avant Art ponownie zaskoczy. 4 edycja odbędzie się w dniach 29.09-02.10, 07-08.10.2011 r. pod hasłem Szwajcaria – będzie to pierwsza tak bogata w naszym kraju prezentacja sztuki tego regionu. Tradycyjnie, wystąpią także artyści ze sceny międzynarodowej.

Avant Art Festival jest z założenia świętem artystycznego eklektyzmu – eksperymenty w sztuce nie mają granic, liczy się jakość kreacji. Podczas AAF 2011 odbędą się spotkania z muzyką, teatrem i tańcem najwyższej próby.

Zaprezentuje się tu bezapelacyjna czołówka szwajcarskiej sztuki. STEPHANE VECCHIONE, perkusista kultowego zespołu Velma, wystąpi ze swoim oryginalnym performansem; grupa szaleńców MIR połączy w jedno wszystkie nurty lat 80. i 90.; OY zabierze w podroż wehikułem swojego niezwykłego głosu; DIMLITE wskaże nowe ścieżki współczesnej elektroniki; PAPIRO zdefiniuje na nowo, czym jest dźwiękowa awangarda; SUDDEN INFANT udowodni, że estetyka noise to nie tylko hałas; kolektyw REVERSE ENGINEERING pokaże mroczne zakamarki drapieżnego hip-hopu; SYG BAAS nada nowe znaczenie muzycznemu eklektyzmowi, a STROTTER INST, za pomocą samych adapterów, wykreuje nowe światy. Tancerka ALEXANDRA BACHZETZIS zaprosi do tanecznego eseju na temat współczesnej wizji kobiecości, magicy z grupy MINIMETAL wystąpią w dwóch odsłonach, a performerzy z projektu DAVIATION, korzystając ze specyfiki przestrzennej galerii BWA Awangarda, stworzą jej dźwiękowy obraz. Uzupełnieniem tej obszernej prezentacji pochodzących ze Szwajcarii artystów, będzie wspólny polsko-szwajcarski projekt taneczno-muzyczny IN BETWEEN: DANCE AND MUSIC DESTROYER – MAN BORN OUF OF M.A.D.D

Równie bogate i interesujące będą prezentacje sztuki międzynarodowej. Wybitny producent Kevin Martin wystąpi tu jako THE BUG, projekt prezentujący mroczne oblicze tanecznego parkietu, a rodzimi muzycy z 2g zaproszą na hipnotyzujący i transowy dźwiękowy rytuał.

Avant Art Festival to ważny głos w festiwalowym świecie sztuki i platforma prezentacji starannie wyselekcjonowanych artystów z różnych kręgów i środowisk. To odważne, międzynarodowe wydarzenie powołane zostało do życia przez Kostasa Georgakopulosa – muzyka, wydawcę, producenta i dyrektora artystycznego Sceny Muzycznej Nowe Horyzonty.

- Na festiwalu Avant Art trudno odnaleźć wykonawcę łatwego do zaszufladkowania. Chcemy zaskakiwać i dziwić, stawiać widza w opozycji do utartych schematów i klasycznego podejścia do sztuki. Można powiedzieć, że tradycją staje się tu odrzucenie tradycji, kanonem – łamanie kanonów, a konwencją – niekonwencjonalność. Stawiamy na różnorodność, wielogatunkowość i jesteśmy otwarci na wszystko, co oryginalne – komentuje Kostas Georgakopulos.

Więcej informacji na http://avantart.pl/

Nowe, pełnoletnie „Glissando” tuż, tuż…

26 sierpnia, 2011
Nowości

Rave’y na przedwojennej warszawskiej Pradze.
Ekologia akustyczna w komunistycznej podczerwieni.
Zupełnie nowa, dźwiękowa przestrzeń publiczna!
Pełnoletnie, osiemnaste „Glissando” już od 12 września w sprzedaży. A w nim:

Dariusz Brzostek ukaże niedole ulicznego improwizatora, Maksymilian Kapelański wyzna wiarę w R. Murray’a Schafera, dźwięki miasta nagra i zaprezentuje Krzysztof B. Marciniak, a niedawno zmarła Maryanne Amacher odsłoni w wywiadzie osobisty wymiar swoich dzieł. Przedstawiamy także manifest Kima Cascone, dźwiękową mikrohistorię warszawskiej Pragi w uszach Marii Szymańskiej, akustyczne oblicze sprzeciwu wobec PRL-u za sprawą tekstu Antoniego Michnika o Andrzeju Mitanie, a także wywiadu z Piotrem Koleckim z grupy Atman. Będą także Narzekające chóry Saary Liinamaa, postkolonialna interpretacja radia pod kuratelą Piotra Tkacza, pieśni stadionowe według Poli Trąbińskiej, jak i dywagacje Filipa Lecha na temat przejęcia władzy przez kolektyw Ultra-red. Zależności między bronią dźwiękową a Maksem Neuhausem przedstawi Jacek Plewicki, o Drugim Lecie Miłości opowie Łukasz Krajewski, swoją fenomenologię głosu przedstawi Brandon LaBelle, a Krzysztof B. Marciniak przeprowadzi wywiady m. in. z Dobromiłą Jaskot i Arturasem Bumšteinasem o związku ich pracy z pejzażem dźwiękowym. Przestrzenne zabawki dźwiękowe pokaże kolektyw panGenerator, Atau Tanaka opowie o koncepcji swojej twórczości – w wywiadzie i towarzyszącym mu artykule, zaś Raviv Ganchrow zastanowi się nad społecznym wymiarem swoich instalacji dźwiękowych. Poza tym „Glissando”nieustannie przygląda się młodym polskim twórcom. W kolejnej odsłonie wywiadów pod lupą znajdą się: multimedialna i gestualna twórczość Jagody Szmytki, badanie instrumentów i fonemów Wojtka Blecharza oraz filozofia, nagrania i impresje Marcina Stańczyka. Polecamy także relację z majowych warsztatów aXes, prezentuje ją Barbara Bogunia.

Czytaj dalej..

Muzyka na EUROPEJSKIM KONGRESIE KULTURY

24 sierpnia, 2011
Nowości

Już za 3 tygodnie we Wrocławiu rozpocznie się Europejski Kongres Kultury jedno z najważniejszych wydarzeń Polskiej Prezydencji. Przez cztery dni na terenach wrocławskiej Hali Stulecia, w scenografii przygotowanej specjalnie dla Kongresu przez mistrzowski skład autorów polskiego pawilonu na EXPO w Szanghaju, Borisa Kudličkę – scenografa Teatru Wielkiego Opery Narodowej oraz artystów z pracowni WWAA, zrealizowanych zostanie aż 100 wyjątkowych projektów. Do Wrocławia przyjedzie ponad 300 artystów, naukowców, filozofów i aktywistów. W programie również specjalne wydarzenia muzyczne: Aphex Twin oraz Jonn Greenwood z grupy Radiohead przedstawią swoje opracowania muzyki Krzysztofa Pendereckiego, „77 Million Drops” Briana Eno na wrocławską fontannę, cykl koncertów Scary Monsters and Super Creeps, których kuratorem jest Artur Rojek, warsztaty Sound Education And Social Chan, Kino Dźwięku i wiele, wiele innych.

Podczas Europejskiego Kongresu Kultury będzie miała również
miejsce premiera 18, pełnoletniego numeru magazynu Glissando poświęconego dźwiękowej przestrzeni publicznej.

Szczegółowy program EKK na stronie www.culturecongress.eu
oraz www.uwaganakulture.pl

WARSZAWSKA JESIEŃ o polityce!

18 sierpnia, 2011
Nowości

54. Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień” odbędzie się w dniach 16-24 września 2011 roku. Motywem przewodnim tegorocznej edycji będzie muzyka, która nie jest jedynie skupiona na sobie, lecz która otwiera się na otaczający świat, komentuje go, pragnie go zmieniać.

Usłyszymy szereg dzieł o charakterze dokumentalnym. Na przykład w koncercie inauguracyjnym kompozycję Strange News Rolfa Wallina z tekstem Josse de Pauwa, przeznaczoną na orkiestrę, aktora
i projekcję wideo i poruszającą problem dzieci-żołnierzy w Afryce. Tekst i warstwa wideo wykorzystują materiał reportażu telewizyjnego zrealizowanego w 2006 roku w Ugandzie i Kongu. Sopranistka Pia Freund oraz Plus Ensemble przedstawią monodram Lotty Wennäkoski λελελε Lelele. Autorką warstwy wizualnej – zdjęć i filmu wideo – jest Elina Brotherus.
W warstwie słownej kompozytorka wykorzystała autentyczne wypowiedzi kobiet uprowadzonych z Europy Wschodniej i sprzedanych na Zachód w celach prostytucji. W dziele Philla Niblocka The Movement of People Working tematem jest praca ludzkich rąk, jej powtarzalność, uporczywość, magia. Kompozycja ma formę koncertu-instalacji i wykorzystuje przestrzenną projekcję dźwięku elektronicznego oraz filmy prezentowane na trzech ekranach. W wykonaniu Neue Vocalsolisten zobaczymy Freizeitspektakel Hannesa Seidla i Daniela Koettera na głosy, elektronikę i instalację wideo, którego treścią jest zjawisko czasu wolnego we współczesnej kulturze. Zorka Wollny i Artur Zagajewski przygotowują oratorium uliczne z udziałem orkiestry i chóru mieszkańców Warszawy, rodzaj zakomponowanej manifestacji. Będzie to wielogłos obywateli, którzy czują się pomijani w społecznym dyskursie. Projekt powstaje we współpracy z Narodową Galerią Sztuki – Zachęta.

Czytaj dalej..

SACRUM-PROFANUM czyli minimalizm, Reich i Miłosz

15 sierpnia, 2011
Nowości

9. Festiwal Sacrum Profanum to święto amerykańskiego minimalizmu i 75. urodziny Steve’a Reicha – ikony gatunku. Na festiwal złożą się
4 projekty: Modern Classic – prezentujący muzykę Steve’a Reicha
i jego przyjaciół w mistrzowskich wykonaniach, Miłosz Sounds – przedstawiający nowe utwory inspirowane twórczością Czesława Miłosza stworzone przez kompozytorów polskich młodego pokolenia, Debuts – dedykowany młodym zespołom oraz Freak - tradycyjnie odbywający się w hali ocynowni, w którym udział potwierdzili Jonny Greenwood (Radiohead), Aphex Twin, Adrian Utley (Portishead), Will Gregory (Goldfrapp), Tom Verlaine, Leszek Możdżer, Envee i Pianohooligan. Gościem honorowym festiwalu będzie Steve Reich.

A na poszczególnych festiwalowych stoiskach będzie można znaleźć premierowy, 18 numer Glissanda!

Czytaj dalej..

III OGÓLNOPOLSKI ZJAZD STUDENTÓW MUZYKOLOGII w Poznaniu

30 maja, 2011
Nowości
Koło Naukowe Studentów Muzykologii UAM oraz Laboratorium Myśli Muzycznej zapraszają do udziału w III Ogólnopolskim Zjeździe Naukowym Studentów Muzykologii, który odbędzie się w Poznaniu, w dniach od 5 do 9 czerwca 2011 roku w siedzibie Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.
Gościem specjalnym Zjazdu będzie prof. Karol Berger ze Stanford University, który wygłosi wykład zatytułowany Kanon muzyczny, po którym przystąpimy do dyskusji, która będzie nosić tytuł Muzykologia w świetle współczesnej humanistyki.

Osoby zajmujące się organizacją zjazdu:
Adam Gibowski (adamgibowski@wp.pl)
Hania Winiszewska (winiszewska@hotmail.com)
Czytaj dalej..

X AXES X – Triduum muzyki nowej, Kraków 26-28 maja

27 maja, 2011
Nowości

 AXES to projekt o zasięgu międzynarodowym, którego głównym celem jest integracja środowisk artystycznych oraz wymiana myśli twórczej z różnych ośrodków muzycznych wschodniej, centralnej i zachodniej Europy. Jednostką odpowiedzialną za organizację X Axes X jest Akademia Muzyczna w Krakowie, która zaprasza do udziału w tym wydarzeniu instytucje akademickie z Budapesztu (Liszt Ferenc Zeneművészeti Egyetem), Bratysławy (Vysoka Škola Múzických Umění v Bratislave oraz Stuttgartu (Staatliche Hochschule für Musik und Darstellende Kunst Stuttgart), a także zespół muzyki współczesnej z Kijowa (Ensemble Nostri Temporis). W ramach projektu odbędą się – warsztaty kompozytorsko-wykonawcze dla studentów, prowadzone zarówno przez pedagogów uczelni partnerskich (wykłady, prezentacje utworów i konsultacje indywidualne), jak i przez zespół Nostri Temporis (prezentacja nowych technik wykonawczych, próby do koncertu) oraz zrealizowane jako efekt warsztatów – koncerty otwarte dla szerokiej publiczności, na których będą wykonane specjalnie napisane na tę okazję kompozycje studentów czterech uczelni biorących udział projekcie. Przewiduje się profesjonalne nagranie audio/video prezentowanych kompozycji w celach promocyjnych i archiwalnych. AXES oznacza w tłumaczeniu z języka angielskiego „osie” i w połączeniu z logo „X” wskazuje na spotkanie kompozytorów i wykonawców – jako punkt przecięcia się różnych tradycji, wpływów kulturowych i prądów twórczych. Toteż oprócz krajów środkowoeuropejskich (Polska, Słowacja, Węgry) w projekcie wezmą udział partnerzy z zachodniej (Niemcy) i wschodniej Europy (Ukraina). Wzajemna wymiana doświadczeo i perspektyw twórczych z pewnością wpłynie na rozwój młodych artystów-kompozytorów i zainspiruje środowiska akademickie, a promocja najnowszej muzyki w szerszych kręgach wpłynie na świadomośd odbiorców. W dzisiejszej rzeczywistości bowiem muzyka młodych kompozytorów rzadko ma realną szansę na wykonanie – zwłaszcza przez profesjonalnych muzyków. Niezwykle istotna będzie konfrontacja kompozytorów z wykonawcami, bazująca na doświadczeniu ukraioskiego zespołu Nostri Temporis w najnowszej muzyce oraz innowacyjnych technikach wykonawczych – zespół ten opracował unikalny 2

UCZESTNICY

Akademia Muzyczna w Krakowie
Dr hab. Wojciech Widłak II st. kwal.
Anna Zawadzka-Gołosz
Piotr Peszat (kompozycja:
Ogród ziemskich rozkoszy)
Michał Gronowicz (kompozycja: Subtilia)
Karol Nepelski (kompozycja:
Kwintet Somatyczny na flet, waltornię, skrzypce, wiolonczelę i fortepian)
Michał Jakub Papara (kompozycja:
Preludium)
Jarosław Płonka
Paulina Załubska
Renate Stivrina

Liszt Ferenc Zeneművészeti Egyetem w Budapeszcie
Gyula Fekete (wykład: Hungarian music, kompozycja:
Preludio
)
Árpád Solti (kompozycja :
Pulzations II
)
Máté Gergely Balogh ( kompozycja:
Ode to the Winter
_
Marcell Bencisk (kompozycja:
Consequently
for piano four hands)

Vysoka Škola Múzických Umění v Bratislave
Evgenij Irsai (wykład What- composition – IS – technique – This?, kompozycja:
Loansounds
)
Želislava Sojak (kompozycja:
I gledam ih, daleke moje reči
)
Peter Dan Ferenčík (kompozycja:
Aaah! Ioseph!
)

Staatliche Hochschule für Musik und Darstellende Kunst Stuttgart
Marina Khorkova (wykład: Correlations between natural multiphonics and multiphonics produced by preparations of the piano, kompozycja: Planes) Sophie Pope (kompozycja:
Starr (Transfixed)
)
Neil Thomas Smith (kompozycja:
What Clarity
)
Davor Branimir Vincze (kompozycja:
FINNISH PLEASANTRY(Yö)
)
 
Nostri Temporis Ensemble (Kijów)
Bohdan Sehin
Alexey Shmurak
Maksym Kolomiiets
Sonia Suldina
Olga Zhukova
Margaryta Khakimova
Sergiy Loginov
 

 

ART OF IMPROVISATION meeting

15 maja, 2011
Nowości

„Jeżeli nie ma w muzyce rozwoju emocjonalnego, nie ma kreatywności, nic nas w niej nie porywa. Wydaje mi się, iż w obecnych czasach powinno być dobitnie powiedziane, że powielanie jest tylko powielaniem, a najlepsza nawet kopia pozostaje tylko kopią (…)”.  Bill Dixon

Projekt poświęcony muzyce improwizowanej (free impro).
ART OF IMPROVISATION stwarza rzadką okazję prezentacji wybitnych artystów – międzynarodowych autorytetów awangardowej sceny muzyki improwizowanej  oraz znakomitych przedstawicieli wrocławskiego środowiska muzycznego. Projekt ukierunkowany jest w dużej mierze na koncerty premierowe wykonywane w nowo powstałych „składach”.

Dla koneserów free impro prawdziwym wydarzeniem będzie koncert mistrzów gatunku – legendarnego Schlippenbach Trio, tym razem w składzie: Alexander von Schlippenbach, Rudi Mahall, Paul Lovens.  ZAPRASZAMY!

  

Czytaj dalej..

A na KODY do Lublina!

1 maja, 2011
Nowości

„Co łączy kompozycję młodej modernistki Jagody Szmytki z wiosennym obrzędem kolędniczym konopielka, a co odmienne komponenty improwizacji Ivy Bittovej i Leszka Możdżera, środki dźwięków pianistki jazzowej Joanny Dudy z muzycznym doświadczeniem Ewy Grochowskiej - uczennicy wybitnego skrzypka wiejskiego Jana Gacy, postawę wnikliwego znawcy i rekonstruktora litewskich pieśni tradycyjnych Rytisa Ambrazeviciusa ze strukturami dźwiękowymi Antanasa Kucińskasa – kompozytora stosującego wobec materiału o historycznych konotacjach takie sposoby przekształceń jak samplowanie, zapętlanie i skrecze? Odpowiedzi na te pytania prowadzą ku historiom o człowieku opowiedzianych na KODACH z wielką uwagą dla muzycznej estetyki oraz z otwarciem na przestrzeń pomiędzy różnymi estetykami.”

Jan Bernad i Jerzy Kornowicz

Czytaj dalej..

Musica Electronica Nova – od 13 do 21 maja we Wrocławiu

1 maja, 2011
Nowości

Serdecznie zapraszamy wszystkich na odbywający się w dniach 13 – 21 maja we Wrocławiu festiwal MUSICA ELECTRONICA NOVA

Program festiwalu MEN 2011, podobnie jak struktura atomu,  jest zespołem cząstek elementarnych umieszczonych  na orbitach interpretacja/integracja/interakcja. Dźwięk, światło, obraz, ruch, przestrzeń i czas  współgrając ze sobą na ustalonych przez artystów zasadach tworzą,  za pomocą najnowszej techniki komputerowej, wielopoziomowe struktury dzieł.

Czytaj dalej..

Tylko do 3 maja – GLISSANDO BEZ KOSZTÓW WYSYŁKI

24 kwietnia, 2011
Nowości

Jeszcze tylko do 3 maja można zamówic Glissando bez kosztów wysyłki.
Od 4 maja 2011 do każdego zamówionego numeru trzeba będzie doliczyc
koszt jego wysyłki wg standartowego cennika Poczty Polskiej.
To ostatnia chwila aby skompletowac swoje ulubione numery bez dodatkowych opłat!

Zapraszamy do składania zamówień w naszym internetowym sklepie.

3 za 2

11 kwietnia, 2011
Nowości

3 za 2

Specjalnie na wiosnę Glissando przygotowało wyjątkową ofertę dla swoich czytelników.
Zbierz kolekcję swoich ulubionych Glissand.
Kup 3 numery archiwalne a najtańszy z nich otrzymasz gratis!
Promocja obejmuje numery: 4, 7, 8, 10-11, 12, 13-14, 15 i 16.
Już teraz złóż zamówienie na stronie http://glissando.pl/sklepq.php
wpisując w treści hasło: promocja kwietniowa.

UWAGA – Oferta ważna tylko do 21 kwietnia

Program KOMPOZYTOR-REZYDENT

4 kwietnia, 2011
Nowości

Z przyjemnością informujemy o rozpoczęciu realizacji zainicjowanego
i realizowanego przez Instytut Muzyki i Tańca programu „Kompozytor-rezydent”.

Program „Kompozytor-rezydent” nawiązuje do rozpowszechnionej w Europie i na świecie praktyki łączenia twórców z profesjonalnymi instytucjami muzycznymi. Adresowany jest do zawodowych zespołów orkiestrowych w Polsce i kompozytorów, którzy w momencie uruchomienia programu nie ukończyli 40. roku życia w danym roku kalendarzowym. Program polega na prezentacji dzieł wybranego twórcy podczas sezonu artystycznego danej instytucji muzycznej. Podstawową częścią programu jest zamówienie i prawykonanie jednej nowej kompozycji.

Czytaj dalej..

Mikrotonowy NOKTURN

29 marca, 2011
Nowości

Gdzie & Kiedy
29 marca, 23:15 – 00:00
PR 2 Polskiego Radia

Już w najbliższy wtorkowy wieczór niezwykła podróż po świecie mikrotonów.
Gościem w audycji Ewy Szczecińskiej będzie Jan Topolski.

Glissando poleca – ZGAS „Human Beatbox”

29 marca, 2011
Nowości

Jeden z czołowych polskich beatboxerów – Zgas postanowił wydać płytę z human beatboxem. Jest to pierwsza płyta umiejętnościowa na świecie. Nie znajdziesz tu loopów, nakładanych ścieżek, efektów gitarowych czy komputerowych. Płyta jest nagrana na tzw. Setkę, czyli tylko artysta kontra mikrofon. Pokazuje tu pełen zakres swoich możliwości ustno-manewrowo-beatboxowych. W zawartości posiada się kilka standardów artysty, które są często wykonywane na żywo takie jak: „The bomb”, „Animals” czy „3 tracks” pokazujący unikatową umiejętność
na skale światową zagrania 3 ścieżek ustami jednocześnie. Na płycie znajdują się również świeższe pomysły min.: „Potentiometr spin” lub „Turn on my computer” i  klasyczne jak np. „7 days”. Nie zabrakło również interpretacji coverów różnych utworów, które są oczywiście mocną stroną każdego beatboxera. Wciela się także w role perkusisty w numerze „Drums” i dj’a w utworze „Dj Zgas”. Jest to mieszanka wszelkich możliwości beatboxowych tworzonych jednymi ustami.

Płyta została nagrana w studiu domowym.
Będzie dostępna w wersji elektronicznej do ściągnięcia od 4 kwietnia tego roku na www.zgas.pl
A tym, którzy się niecierpliwią polecamy artykuł
Poza naśladownictwo – Zgas i TikTak o bitboksie  w najnowszym, 17 numerze Glissanda.

Glissando na CoCArt Music Festival

21 marca, 2011
Nowości

Gdzie & Kiedy
26 marca 2011
CSW „Znaki Czasu” w Toruniu
Pokój z kuchnią, godz. 12:00

Już w najbliższą sobotę, zapraszamy wszystkich na CoCArt Music Festival
i spotkanie z magazynem Glissando. O mikrotonach i hip-hopie opowie dwóch redaktorów: Jan Topolski i Jacek Plewicki. Promocja numeru połączona będzie z panelem dyskusyjnym: Nowy odbiorca sztuki we współczesnym uniwersum znaków. Chętni będą mogli nabyć archiwalne numery magazynu.

Zachęcamy również do udziału w innych wydarzeniach CoCArt Music Festival.
Warto również zajrzeć tutaj: www.csw.torun.pl/cocart

Czytaj dalej..

Spotkanie z Glissandem na konferencji ARS ELECTRONICA w Krakowie

19 marca, 2011
Nowości

Magazyn Glissando, Koło Naukowe Medioznawców UJ oraz Instytut Sztuk Audiowizualnych UJ zapraszają do udziału w 4. edycji konferencji naukowej Ars Electronica, tym razem poświęconej kulturze remiksu. Odbędzie się ona w dniach 24-25 marca w Krakowie.

Ars Electronica otworzy pole do dyskusji na temat praktyk kulturowych, które rozwinęły się wokół kategorii remiksu w dobie Web 2.0. Organizatorzy będą zastanawiać się nad – często pomijanymi w toku o rozważań o charakterze prawnym – zagadnieniami reprezentacji i autorstwa, kolektywnej kreatywności i zbiorowej inteligencji, taktyk amatorskich i fanowskich, nowych form produkcji kulturowej i polityki oporu oraz samą genealogią remiksu.
Ars Electronica: Remixed & Remastered

W programie konferencji również panel dyskusyjny z twórcami najnowszego numeru Glissanda – redaktorami Janem Topolskim i Jackiem Plewickim. Do tego opowieści o mikrotronach i hip-hopie. Chętni będą mogli również nabyć wybrane, archiwalne numery magazynu. 

Gdzie & Kiedy
25 marca 2011
Ars Electronica: Remixed & Remastered
Instytut Sztuk Audiowizualnych UJ
Kraków, ul. Łojasiewicza 4
godz. 15:10

Czytaj dalej..

PREZENTACJA 17. numeru „Glissanda” – 6 marca 2011 Nowy Wspaniały Świat

4 marca, 2011
Nowości
Nowy Wspaniały Świat, Warszawa
Niedziela, 6 marca
godz. 19:00

Prapemiera 17. numeru
Zapraszamy na spotkanie z nowym “Glissando”, znów pełnym odkryć! Tym razem tematami są hip-hop i mikrotony. Pierwszy wydaje Ci się oczywisty? Drugi zbyt szalony? Zmienisz zdanie, gdy sięgniesz po nasz 17. numer, a w nim, pierwsze w polskiej prasie prezentacje Juliána Carrillo, rosyjskiej muzyki mikrotonowej oraz rapera-szaleńca, Rammellzee. Ponadto wywiady z didżejami i bitbokserami, tłumaczenia manifestów, eseje i analizy.
W spotkaniu udział wezmą Jan Topolski i Jacek Plewicki.

godz. 20
Koncert
Osaka Vacuum: Ray M. Dickaty, Mikołaj Pałosz, Paweł Szpura.

Trio grające muzykę improwizowaną na saksofon, wiolonczelę i perkusję. W jego skład wchodzą jedni z najciekawszych przedstawicieli sceny improzwiowanej: Ray Dickaty (saksofon), Mikołaj Pałosz (wiolonczela) i Paweł Szpura (perkusja)

wstęp wolny!

Numer 17 (marzec 2011) – SPIS TREŚCI

24 lutego, 2011
Nowości

Numer 17. „Glissanda” już prawie gotowy! Premiera: 11 marca 2011 roku.

Na zachętę przedstawiamy artykuł Antoniego Beksiaka „Słyszę głosy” na temat bitboksowej rewolucji. Keep it real!

Poniżej spis treści i linki do artykułów:


Hip-hop

Złe, ale w dobrym sensie. Hip-hop a Notatki o kampie Susan Sontag
Sam Davies, tłum. Jagoda Dolińska

Narodziny hip-hopu z ducha disco
Damian Binkowski

Welcome to Terrordome – o Public Enemy
Agata Pyzik

„To po prostu nie brzmi autentycznie”. Żywa instrumentacja a puryzm hip-hopowy
Joseph G. Schloss, tłum. Krzysztof Rowiński

Pewna forma techniki – DJ Eprom i DJ Lenar o scratchingu
mod. Jacek Plewicki

Słyszę głosy
Antoni Beksiak

Remix utworów współczesnych na klarnet
Michał Górczyński

Poza naśladownictwo – Zgas i TikTak o bitboksie
mod. Jacek Plewicki

Rammellzee. Obrazuburczy panceryzm: hip hop i nowy porządek świata Jacek Plewicki

Podróż do indie (kontemplując fizykę roweru) – przejażdżka z Anticon Jakub Krawczyński

The Cornel West Theory
Janek Pytalski

Wat kyk jy?
Mateusz Szymczycha

Dälek – z brudu metafizyka
Maciej Smoczyński

Skażone frazą na motywach rapu
Jacek Plewicki

Mikrotony

Opisanie archicembalo
Nicola Vicentino, tłum. Jan Topolski

Wstęp do mikrotonowości
Ryszard Klisowski

Zaburzenie, błąd, improwizacja
Dariusz Brzostek

Petersburg/Piotrogród/Leningrad – stolica mikrotonowości
Ewelina Czarnik

Rosyjska muzyka mikrotonowa w latach 10.-20. XX wieku: teorie i praktyki
Lidia Ader, tłum. Ewelina Czarnik

Alois Hába – pomiędzy tradycją a nowoczesnością
Lubomír Spurný, tłum. Marta Skotnicka

Rewolucja Dźwięku 13. Wybrane fragmenty
Julián Carillo, tłum. Magda Kaźmierczak

Słowo lub dwa o stroju Harry’ego Partcha
Rudolf Rasch, tłum. Jan Topolski

Ligeti w perspektywie mikrotonowej
Marta Tabakiernik, Piotr Tabakiernik

Rewolucja dźwięków złożonych
Tristan Murail, tłum. Krzysztof Kwiatkowski

Stary winyl Muraila. „Mémoire/Érosion”
Mateusz Ryczek

Zakrzywione przestrzenie Caspara Johannesa Waltera
Tomasz Biernacki

Nowość wciąż może być inspirująca! O muzyce Enno Poppe słów kilka Magdalena Stochniol

Moje doświadczenia z mikrotonami
Martin Smolka, tłum. Anna Smolka i Jan Topolski

Tom Waits, czyli Tomek czeka
Tomasz Kamiński

Krzyk Niemena
Mariusz Gradowski

Sir Richard Bishop
Filip Lech

Inne

Feldman vs Beckett – słowa, dźwięki i inne niewypały
Paweł Krzaczkowski

Radiowy happening no. 2
John Cage, Morton Feldman, tłum. Krzysztof Rowiński

Bohdana Mazurka „Sentinel Hypothesis” czyli Uśpiony Rycerz
Bolesław Błaszczyk

PROMOCJA KSIĄŻKI IWONY LINDSTEDT o polskiej sonorystyce – 11.01.2011 Uniwersytet Warszawski

7 stycznia, 2011
Nowości

Serdecznie zapraszamy na spotkanie z dr Iwoną Lindstedt, poświęcone promocji jej habilitacyjnej książki „Sonorystyka w twórczości kompozytorów polskich XX wieku” połączone z dyskusją i koncertem – już we wtorek, 11 stycznia o 18:15 na Uniwersytecie Warszawskim.

Czytaj dalej..

NUMERY ARCHIWALNE

4 stycznia, 2011
Nowości

Uprzejmie informujemy, że nakład 1, 2, 3, 5-6 oraz 9 numeru Glissanda został wyczerpany. Bardzo nas to cieszy. Wszystkim wiernym czytelnikom serdecznie dziękujemy.

POLECAMY: Linia muzyczna Ha!art

3 stycznia, 2011
Nowości
Unikalna na polskim rynku seria wydawnicza – antologie o nowej muzyce współczesnej z Niemiec, Wielkiej Brytanii i USA pod redakcją i z udziałem autorów „Glissanda” – już w sprzedaży!

Czytaj dalej..

Ruszają prace nad „Glissandem” 17!

2 listopada, 2010
Nowości

Doceniając wszystkie ponaglenia i zapytania, właśnie zaczęliśmy prace nad kolejnym, 17. numerem „Glissanda”. Dwa główne tematy to: hip hop i mikrotony… Czytaj dalej..