<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>glissando</title>
	<atom:link href="http://glissando.pl/wp/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://glissando.pl/wp</link>
	<description>Magazyn o muzyce współczesnej</description>
	<lastBuildDate>Tue, 14 Feb 2012 11:41:35 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>Patronujemy: Rok Johna Cage&#8217;a &#8211; program na luty</title>
		<link>http://glissando.pl/wp/2012/02/patronujemy-rok-johna-cagea-program-na-luty/</link>
		<comments>http://glissando.pl/wp/2012/02/patronujemy-rok-johna-cagea-program-na-luty/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 14 Feb 2012 11:40:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Filip</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://glissando.pl/wp/?p=1687</guid>
		<description><![CDATA[Techne i technika. Elektronika, aleatoryzm. 18.02.2012 (sobota) / Studio Radia Lublin, ul. Obrońców Pokoju 2 / godz. 19.00 Ogłoszenie konkursu na twórczą interpretację utworów Johna Cage’a Koncerty: John Cage Imaginary Landscape No. 4, Krzysztof Knittel O tym, czego nie ma Wykonawcy: uczniowie Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. Karola Lipińskiego w Lublinie, dyr. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;"><strong><a href="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/john.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1688" title="john" src="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/john-159x300.jpg" alt="" width="159" height="300" /></a>Techne i technika. Elektronika, aleatoryzm.</strong></p>
<p style="text-align: left;">18.02.2012 (sobota) / Studio Radia Lublin, ul. Obrońców Pokoju 2 / godz. 19.00<br />
Ogłoszenie konkursu na twórczą interpretację utworów Johna Cage’a<br />
Koncerty:<br />
John Cage <em>Imaginary Landscape No. 4</em>, Krzysztof Knittel <em>O tym, czego nie ma</em><br />
Wykonawcy: uczniowie Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. Karola Lipińskiego w Lublinie, dyr. Krzysztof Knittel (Polska)<br />
<em>wind child Index</em> - eRikm (Francja), dieb13 (Austria)</p>
<p style="text-align: left;">Wstęp wolny na koncerty.</p>
<p style="text-align: left;">19.02.2012 (niedziela) / Radio Centrum – 98,2 FM / godz.17.00<br />
Audycja o Johnie Cage’u.<br />
Prowadzenie: Tomek Kowalewicz, Goście: Hubert Wińczyk, Piotr Tkacz (Polska)</p>
<p style="text-align: left;">20.02.2012 (poniedziałek)/ Radio Lublin &#8211; 102,2 FM / godz.20.00<br />
Performance radiowy. Audycja o Johnie Cage’u.<br />
Prowadzenie: Grażyna Lutosławska, Goście: Hubert Wińczyk, Piotr Tkacz (Polska)</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Ogłoszenie konkursu na interpretację/parafrazę utworów Johna Cage’a.</strong><br />
Kurator: Michał Mendyk</p>
<p style="text-align: left;">Przedmiotem konkursu jest współczesna interpretacja/parafraza wybranych utworów Johna Cage&#8217;a. Konkurs ma charakter otwarty – mogą w nim wziąć udział zarówno muzycy profesjonalni, jak i osoby działające na polu improwizacji bez warsztatu akademickiego. Istotnym elementem konkursu jest wyłonienie utworów, które będą prezentowały oryginalność i „świeże” spojrzenie na muzyką współczesną i jednocześnie będą pokazywały aktualność i atrakcyjność dorobku Johna Cage’a poza hermetycznymi kręgami akademickimi. Chcemy, by konkurs zainspirował współczesnych polskich artystów reprezentujących różne gatunki i dyscypliny do rozwijania jego idei. Konkurs będzie promowany na łamach mediów lokalnych i ogólnopolskich.</p>
<p style="text-align: left;">Nadesłane prace będzie oceniać jury, w skład którego wejdzie kurator oraz zaproszeni przez niego specjaliści w dziedzinie muzyki współczesnej, improwizacyjnej oraz twórczości Johna Cage’a. W drodze konkursu wyłoniony zostanie jeden zwycięzca, który otrzyma nagrodę pieniężną. Nagrodzony utwór zostanie zaprezentowany na koncercie finałowym we wrześniu 2012 roku.</p>
<p style="text-align: left;"><strong>„O tym, czego nie ma”</strong> – Krzysztof Knittel (Polska)</p>
<p style="text-align: left;">Czy najlepszą analizą jakiejś kompozycji jest napisanie wariacji na jej temat? Tego nikt nie wie na pewno, dopóki sam nie spróbuje. Tematy i forma nowej kompozycji będą zaczerpnięte z <em>Imaginary Landscape No. 4</em> Cage&#8217;a oraz z mojego własnego solowego utworu <em>free for MacWin</em>. A mottem jest zdanie Cage&#8217;a z jego wykładu o komunikacji: „ co jest bardziej muzyczne &#8211; ciężarówka przejeżdżająca obok fabryki czy ciężarówka przejeżdżająca obok szkoły muzycznej?”</p>
<p style="text-align: left;"><strong><em>wind child Index</em></strong>- eRikm (Francja), dieb13 (Austria)</p>
<p style="text-align: left;">John Cage jest ich babcią, zaś Africa Bambaata jest ich dziadkiem. ERikm i dieb13 od lat artystycznie wykorzystują gramofony w studio i na żywo w trakcie występów przed publicznością. Programowo stawiają sobie wyzwania, stale eksperymentując z materią dźwiękową &#8211; uprzednio nagraną, odtworzoną z płyty czy też zremiksowaną na nowo podczas sonicznego performansu, który staje się wysokooktanowym spotkaniem historii muzyki i apercepcji zachodzącej pomiędzy szelakiem, którym pokryte są stare płyty gramofonowe, a cyfrowym samplingiem. W trakcie wykonania <em>wind child Index</em> duet zrobi to co zwykle, bo ich muzyka nie istniałaby bez Cage’a. Tym razem jednak zrobią to jeszcze lepiej …</p>
<p style="text-align: left;"><strong>Performance radiowy. Audycja o Johnie Cage’u.</strong> &#8211; Hubert Wińczyk (Polska), Piotr Tkacz (Polska)</p>
<p style="text-align: left;">Audycja poświęcona twórczości Johna Cage’a. Obok próby przybliżenia słuchaczom sylwetki amerykańskiego kompozytora i czytania wybranych fragmentów jego pism, goście podejmą się wykonania niezdeterminowanych partytur Cage&#8217;a przy użyciu urządzeń i instrumentów elektronicznych. Całość pomyślana jako próba refleksji nad rolą i znaczeniem technologii oraz mediów w procesie tworzenie, odbiorze i rozpowszechnianiu muzyki, zwłaszcza tej zwanej awangardową.</p>
<p style="text-align: left;"><em><a href="www.johncageyear.pl">www.johncageyear.pl</a></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://glissando.pl/wp/2012/02/patronujemy-rok-johna-cagea-program-na-luty/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>2011: Back in Black &#8211; Kamil Antosiewicz</title>
		<link>http://glissando.pl/wp/2012/02/2011-back-in-black-kamil-antosiewicz/</link>
		<comments>http://glissando.pl/wp/2012/02/2011-back-in-black-kamil-antosiewicz/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Feb 2012 12:50:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Filip</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://glissando.pl/wp/?p=1665</guid>
		<description><![CDATA[O black metalu wiele osób mówi, jeszcze więcej go nienawidzi, ale tak naprawdę mało kto go słucha. Co dziwi, bo w mniej kontrowersyjnych formach jest on powoli oswajany przez mainstream. Pitchfork trzyma rękę na pulsie, black metal wszedł na indie-salony już kilka lat temu, wraz z przychylnymi recenzjami Xasthura. W tym roku także nie zabrakło [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>O black metalu wiele osób mówi, jeszcze więcej go nienawidzi, ale tak naprawdę mało kto go słucha. Co dziwi, bo w mniej kontrowersyjnych formach jest on powoli oswajany przez mainstream. <em>Pitchfork</em> trzyma rękę na pulsie, black metal wszedł na indie-salony już kilka lat temu, wraz z przychylnymi recenzjami Xasthura. W tym roku także nie zabrakło go w podsumowaniach. Wprawdzie na Kongresie Kultury to jeszcze Aphex Twin „remiksował” Pendereckiego a kilka lat wcześniej na innym festiwalu Scanner podawał rękę Salvatorre Sciarrino (interesujące, że w obu wypadkach zaproszono artystów wypalonych, którzy od dekady, a może i dekad, nie zaproponowali nic interesującego), ale już na OFF-festivalu prezentowało się Liturgy, wydane z resztą przez jedną z największych niezależnych wytwórni – Thrill Jockey. Liturgy w poniższym podsumowaniu nie ma – nie dlatego, że to już „mainstream” black metalu. Trochę nie ma sensu wyważać otwartych drzwi, recenzując po raz kolejny ich, skądinąd dobrą, płytę. Po prostu, jak zwykle, najciekawsze rzeczy w black metalu wydarzyły się na obrzeżach, z dala od blasku fleszy. I tak zapewne zostanie, bo wątpliwe, by spętany polityczną poprawnością świat kuratorów i łowców ministerialnych dotacji zechciał podawać oficjalnie rękę „kumplom Nergala”. Poniżej subiektywny przegląd wartościowych, dziwnych i moim zdaniem istotnych płyt black metalowych z 2011 roku. Jasne, można było pisać jeszcze o kosmicznej black-prog psychodelii Njiqahdda i ich pokrewnych projektach, drążyć post-rockowe skrzydło Cascadian black metalu, dodać dla kontrastu jakąś płytę z super intensywnym black noisem Sutekh Hexen lub Wold czy wreszcie dorzucić zwykłą, solidnie ortodoksyjną, black metalową płytę. Musiałbym zająć połowę numeru „Glissanda” – a i tak byłoby mało. Rozpiętość stylistyczna pokazuje tylko, że black metal to obecnie jeden z najbardziej żywych odłamów muzyki rockowej. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego artykułu uda się złapać w czarne sidła paru neofitów.</p>
<p><a href="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/o36931161.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1666" title="o3693116" src="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/o36931161-300x300.jpg" alt="" width="300" height="300" /></a>Lugubrum<br />
<em>Face Lion Face Oignon</em><br />
Aphelion Productions</p>
<p>Black metal i poczucie humoru oficjalnie się wykluczają, ale w przypadku Lugubrum możemy chyba mówić o udanym zespoleniu. Belgowie wplatają humor w swoją muzykę niezwykle subtelnie, od 1992 roku tworząc szalone mariaże stylów, których nie pozazdrościliby surrealiści, kreślący swoje <em>cadavres exquis</em>. Lugubrum przybierają tak różne maski, że niemożliwe staje się rozszyfrowanie intencji scenicznych i źródeł tej żonglerki konwencjami. Może to wynik inspiracji (zdecydowanie nie interesuje ich black metal wyrażający się w przynależności do „sceny”), a może przyczyn należy szukać gdzie indziej. Dość, że zabawa sprawia im przyjemność – spontaniczność, z jaką sięgają po nietypowe instrumenty i budują z ich pomocą skomplikowane diabelskie miniatury, nie jest udawana. Myślę, że uprawnione jest postawienie ich obok krajan z Univers Zero czy Francuzów z Art Zoyd – zespołów tworzących podwaliny awangardy progresywnego rocka.<br />
Z płyty na płytę Lugubrum odchodzą od klasycznej black metalowej surowizny, sięgając po drodze po dość nieprawdopodobne środki. Mieliśmy więc saksofon, banjo, plemienną muzykę z Konga. Teraz idą krok dalej. Tytuł ostatniej płyty to propozycja stanięcia twarzą w twarz z lwem i cebulą. Nie trzeba czekać, aż rozpoczną się partie grane na grzebieniu (!) w <em>Jaffa</em>. Od pierwszych taktów gitary wiadomo, że Lugubrum będą wplatali muzyczne ornamenty i epigrafy według sobie tylko znanego klucza. Na tej bastardyzacji klasycznych formuł – jazz-rockowych, post-punkowych, country &amp; western itd., na dysonansach i przekształceniach, budowane jest napięcie w dalszej części albumu. W systemie estetycznym o hierarchicznych regułach, jakim jest black metal, takie radykalne „odrzucenie reguł bez ich pogwałcenia” jest nieczęste, zatem <em>Face Lion Face Oignon</em> słusznie zasługuje na wyróżnienie. Tym bardziej, że jest to album w którym proporcje pomiędzy eksperymentem a przystępnością, wulgarnością i finezją, zwariowanym punk-country a nieprzyjemnym i opętanym wokalem, są ewenementem na skalę światową.</p>
<p><iframe width="500" height="375" src="http://www.youtube.com/embed/bQvUMiGEc5Y?fs=1&#038;feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p><a href="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/o3743726.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1667" title="o3743726" src="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/o3743726-300x300.jpg" alt="" width="300" height="300" /></a>Jute Gyte<br />
<em>Impermanence</em><br />
Jeshimoth Entertainment</p>
<p>Spośród wielu udanych epifanii ducha maszyn za pośrednictwem black metalowej estetyki tylko kilka można zaliczyć do udanych, wśród nich chociażby niedokończoną (w chwili pisania tego tekstu) trylogię francuskiego Blut Aus Nort (<em>777 – Sects</em>, <em>777 – The Desanctification</em>, i zapowiadaną na 2012 rok <em>777 – Cosmosophy</em>). Podobieństw pomiędzy Jute Gyte i Blut Aus Nort jest kilka (oba zespoły są jednoosobowe, w obu słychać echo postmodernistycznego braku hamulców w sięganiu po rozmaite estetyki, oba na swój sposób osadzone są w progresywnych poszukiwaniach), ale równie wiele je różni. Przy całym rozmachu ostatniego albumu Blut Aus Nord jednak to Impermanence Adama Kalmbacha zasługuje w tym miejscu na wzmiankę. Opowieść rozgrywająca się w ponurym, dystopicznym krajobrazie przyszłości rozpoczyna się w miejscu, w którym King Crimson wznieśli się na szczyty swoich mocy twórczych – mam na myśli <em>Red</em> z 1974 roku. 7 monstrualnie pogmatwanych utworów wyprodukowano w manierze odległej od black metalowych stereotypów. Potężny bas dominuje nad gitarami, te zaś osadzone są w niższych rejestrach niż na większości leśno-jaskiniowych produkcji. Chociaż nie brakuje tu momentów szybkich i agresywnych, na Impermanence króluje przede wszystkim dysonans i nagłe zmiany tempa, jednak bez przesadnej technicznej ekwilibrystyki. Kalmbach jest kompetentny, nie tylko na poziomie odliczania metrum ze stoperem (to zadanie ułatwia mu fakt, że perkusję zastępuje automat), ale również w pisaniu mechanicznych hymnów i wydobywaniu z siebie dość niezwykłych krzyków. To metal niesłychanie skondensowany i bezkompromisowy. Chciałoby się dodać przedrostek „post-”, gdyby nie fakt, że stał się on dzisiaj oznaką przewidywalnego „progresu” przy użyciu błahych środków stylistycznych.</p>
<p><iframe width="500" height="375" src="http://www.youtube.com/embed/JKHBzDf7vdg?fs=1&#038;feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p><a href="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/boot.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-1668" title="boot" src="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/boot.jpg" alt="" width="300" height="298" /></a>Botanist<br />
<em>I: The Suicide Tree / II: A Rose From The Dead</em><br />
tUMULt</p>
<p>Zlokalizowana na Zachodnim Wybrzeżu wytwórnia tUMULt pieczołowicie dokumentuje niszowe zjawiska muzyczne dla wymagających. Dwupłytowy debiut jednoosobowego projektu Botanist z San Francisco doskonale pasuje do katalogu, w którym znajdziemy m.in. płyty Thuja czy Acid Mothers Temple, cyfrowe reedycje limitowanych 7” wydawanych przez ostatnich 20 lat przez niemiecką Drone Records, uszkodzone noise-popowe electro Black Bug czy black metal tak niemożliwie przesterowany, że w informacji prasowej sama wytwórnia porównuje go do nagrań Philipa Jecka. Nikogo nie powinno zdziwić więc, że <em>I: The Suicide Tree&#8230;</em> jest radykalnym manifestem muzycznym. W warstwie ideologicznej skierowanym przeciwko ludzkości, pisanym jednak z pro-ekologicznej perspektywy. Człowiek jest wirusem toczącym Ziemię, a jedynym ratunkiem dla naszej planety jest nasz skrajne odosobnienie, w którym winniśmy doczekać końca homo sapiens i tryumfu zielonego królestwa przyrody. Wszystko to ma się zapewne dokonać w towarzystwie niebywałej muzyki Botanist, wykonywanej na cymbałach i perkusji, bez użycia gitar i instrumentów elektrycznych, ale z pełną werwą i awangardowym zacięciem. Sięgnięcie po instrument goszczący głównie na festiwalach folkowych opłaciło się, chociaż większość osób, z którymi rozmawiałem, miała problem z wytrwaniem przy głośnikach. Moim zdaniem to jednak bardzo udana, świetnie napisana, choć bez wątpienia dziwaczna i wyczerpująca płyta. 40 utworów (tak!), z których najkrótszy ma dziewięć sekund a najdłuższy niecałe pięć i pół minuty emanuje niepokojącą aurą. Cymbały, o tembrze przypominającym klawesyn, tylko pozornie mają płaskie i jednowymiarowe spektrum brzmieniowe. Artykulacji jest tu bez liku, raz brzmią one podobnie do gitary, innym razem jak zatrważające dzwony. Gęsto tkane tremola zlewają się w rezonujący, metaliczny dron i w kulminacyjnych momentach eksplodują, podkreślając dramaturgię. Chrapliwy, syczący, a jednocześnie gadzi głos lidera pasuje świetnie do tej leśnej, zbutwiałej muzyki. Balansująca pomiędzy kuriozum, diabelskim chichotem, a rewolucyjnym ekspresjonizmem, płyta Botanist popycha black metal w nieznane strony.</p>
<p><iframe width="500" height="375" src="http://www.youtube.com/embed/f5eMKTBE_Oc?fs=1&#038;feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p><a href="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/ded.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1673" title="GD30OB2-N.cdr" src="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/ded-300x297.jpg" alt="" width="300" height="297" /></a>Dead Reptile Shrine<br />
<em>The Sun Of Circles and Wood</em><br />
Weird Forest</p>
<p>„(&#8230;) świat bezkręgowych larw,<br />
skąd odrywa się bezkresna noc<br />
bezużytecznych insektów:<br />
wszy,<br />
pchły,<br />
pluskwy,<br />
komary,<br />
pająki,<br />
tworzy się<br />
tylko dlatego, że ciało zawsze<br />
traciło z głodu<br />
swą pierwotną spoistość<br />
i traci z powodu powiewów,<br />
z powodu gór,<br />
z powodu bandaży,<br />
z powodu nieskończonych teorii<br />
czarne i gorzkie dymy<br />
gniewu<br />
swej energii”</p>
<p>Tak podsumował kondycję ludzką w roku swojej śmierci Antonin Artaud w swoim manifeście Teatru Okrucieństwa. Poszukiwania ożywczych mitów, które miałyby pomóc podnieść nas z upadku, popchnęły go w stronę praktyki pierwotnych rytuałów, alchemii słowa i, ostatecznie, obłąkania. Owe demoniczne, „szalone złudzenia bycia w świecie”, jak pisał Artaud, to zwierciadło w którym odbija się muzyka fińskiego zespołu Dead Reptile Shrine. Tutaj zatraca się granica między atonalnością a prymitywizmem, psychodelią a maligną. Ich nowa płyta to gigantyczny (132 minuty) hołd nieukierunkowanej, amuzycznej, pierwotnej energii, której strumienie skupiają się w krótkich erupcjach. Pozbawione szkieletu konstrukcyjnego rozumianego jako następstwo zwrotki i refrenu, a często nawet i rytmicznego porządku, utwory zebrane na <em>The Sun Of Circles and Wood</em> mają powab wyimków z ponurego rytuału, formą przypominający jam session w siarce i smole. Abstrakcyjny i duszny w swojej aurze materiał przypomina manierą no-wave’owy noise, dochodzący tym razem ze zbrukanego krwią i sperma katafalku – hałas i dysonans są tu uprawnionym środkiem ekspresji, niewiele jest riffów, solówek i tego, co wszyscy nazywają muzyką rockową. Płyta Finów jest jednoznacznie teatralna w swojej nadekspresji, jednak bez sięgania po oczywiste środki (nie ma tu akustycznych interludiów, ckliwych klawiszy, damskich, eterycznych śpiewów i bombastycznych sampli). Utwory w rodzaju <em>Nuclear Cult</em> przywołują na myśl studyjne zabawy The Residents, <em>Summer Forest’s Magic</em> mają wiele wspólnego z psychodelicznym folkiem z wytwórni Jewellered Antler czy Digitalis, a zdecydowanie rytmiczne, podlane post-punkowym sosem <em>Horned Moon God</em> to hołd dla zespołów takich, jak Bathory czy Venom w postmodernistycznym stylu charakterystycznym dla fińskiej sceny metalowej. Równie wciągający, co ponury i chory świat Dead Reptle Shrine wyróżnia się na tle jednakowych, gatunkowych kalkomanii i pokazuje, że aby być „kvlt” nie trzeba korzystać z odpowiedników fotoszopa w muzyce.</p>
<p><iframe width="500" height="375" src="http://www.youtube.com/embed/asJUtZ6vld8?fs=1&#038;feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p><a href="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/pesto.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1674" title="pesto" src="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/pesto-300x300.jpg" alt="" width="300" height="300" /></a>Peste Noire<br />
<em>L&#8217;ordure à l&#8217;état pur</em><br />
La Mesnie Herlquin</p>
<p>Jak wiele zebranych w tym podsumowaniu albumów, tak i zeszłoroczny koncept-album Peste Noire wymyka się jednoznacznym ocenom i zasługuje na miano dzieła totalnego. Epicka i na wskroś francuska [sic! – red.] (nie tylko w warstwie tekstowej, ale i muzycznej) płyta stanowi doskonały przykład na to, jak pojemnym gatunkiem może być black metal. Peste Noire sięgają bez oporów po francuski szanson, hardcore punk, rozbudowaną sekcję dętą, stopy z Rolandów TR-808, polkę i ska, bzyczącą produkcję, za którą równie dobrze mógłby być odpowiedzialny Steve Albini, wielokrotnie łącząc to wszystko w niebezpośredni sposób ze średniowiecznymi inspiracjami, co było i pozostaje ich znakiem rozpoznawczym. W tym klimacie, a jednocześnie naładowany szczegółami jak perwersyjny, rokokowy ornament, album ten tryska pomysłami i jest kompletnym zaprzeczeniem prymitywizmu. Zadziwiające, że podczas każdej z tych wycieczek wciąż czuje się, że Francuzi grają chropowaty black metal i noszą podczas koncertów corpsepainty. Trudno o tym zapomnieć także dzięki wyjącym wilkom, odgłosom przeładowywania broni i dość przejmującym wokalom Famine’a, które, niezależnie od podkładów, snują się między klasycznym black metalowym shriekiem a histerycznym opętaniem Lindy Blair z filmu <em>Egzorcysta</em>. Długie, wręcz bardzo długie utwory (mają kolejno 10, 8, 20, 2 i 9 minut) są napisane świetnie i nawet, jeśli mogą razić kalejdoskopowym natłokiem klimatów, nigdy nie zamieniają się w efekciarski misz-masz. Dwudziestominutowy <em>J’avais rêvé du nord</em> mógłby stać się czarnym wzorcem dla przyszłych pokoleń scenarzystów, którzy chcieliby zekranizować jakieś płótna Delacroix – jest w nim zarówno zapach bagietek, jak i kopcących pochodni, a od nadmiaru narodowej dumy, która nieuchronnie prowadzi tu do oczyszczającej agresji aż w nim kipi. To odważna, energetyczna propozycja, pełna zaskakujących zwrotów i świadectwo talentu ocierającego się o geniusz.</p>
<p><iframe width="500" height="281" src="http://www.youtube.com/embed/YA25vs4c2vs?fs=1&#038;feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p><a href="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/circle.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1675" title="circle" src="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/circle-280x300.jpg" alt="" width="280" height="300" /></a>Circle Of Ouroborous<br />
<em>Eleven Fingers</em><br />
Handmade Birds</p>
<p>Prawdopodobnie najmniej ortodoksyjna płyta w tym i tak mało ortodoksyjnym zestawieniu. <em>Eleven Fingers</em> ma w sobie jednak najwięcej zimna. Fiński zespół, który niegdyś zajmował się mniej lub bardziej klasycznym black metalem, podryfował kilka lat temu w stronę sennego shoegaze’u, post-punka i eterycznego death rocka. Recenzenci ze sklepu Aquarius Records z San Francisco celnie spostrzegli, że tak brzmiałby black metal, gdyby zabrał się do niego Ariel Pink. Istotnie, <em>Eleven Fingers</em> gra z pamięcią i uruchamia pokłady wspomnień niczym pełnoprawne wydawnictwo z nurtu „hypnagogicznego popu”. Wyprane z sopranów brzmienie jest organiczne, a wyblakłe gitary, dochodzące z zaświatów, przeistaczają się w plamy o różnych odcieniach szarości, brzmią jak syntezator zsamplowany z telewizyjnego dramatu, zarejestrowanego na starej taśmie VHS wiele dekad temu. Circle Of Ouroborous zrezygnowali z agresywnych wokali – i to odróżnia ich od np. Xasthura, który dzięki podobnej manierze zwrócił na siebie uwagę krytyków, którzy szerokim łukiem obchodzili do tej pory black metal. Ta bardzo instrospektywna i posępna jednak płyta mogłaby ukazać się w latach 80. Dziwaczny, niepokojąco wciągający łącznik pomiędzy zimną falą, psychodelią a black metalem.</p>
<p><iframe width="500" height="375" src="http://www.youtube.com/embed/3EuYri03DpY?fs=1&#038;feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p><a href="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/o3303352.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1676" title="o3303352" src="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/o3303352-300x269.jpg" alt="" width="300" height="269" /></a>Krallice<br />
<em>Diotima</em><br />
Profound Lore</p>
<p>Krallice dla wielu ortodoksyjnych metalowców pozostanie zespołem powołanym przez muzycznych outsiderów, którzy bezczelnie weszli z 6-strunowym basem i 12-strunową gitarą Warr w obcą im estetykę i przerobili ją na swoją modłę. Jak zwykle tego typu uprzedzenia mówią więcej o osobach ferujących podobne wyroki niż o samym zjawisku otwierania się gatunku na rozmaite wpływy. Ostatecznie, podobnie jak do goszczącego na zeszłorocznym OFF-festivalu Liturgy, do Krallice przylgnęła etykieta „hipsterskiego” zespołu. Mick Barr i Collin Marston to jednak muzycy związani bardziej z kręgami pogmatwanego, matematycznego avant-rocka niż lanserskimi imprezami – nic więc dziwnego, że Diotima zdecydowanie wyróżnia się na tle większości black metalowych produkcji bezkompromisowością. Trzonem ich potężnych, monumentalnych utworów są pogmatwane, dysonansowe gitary Barra i Marstona, rozpisane na tak wiele głosów, że wymagają wsparcia sesyjnego gitarzysty podczas koncertów. Z tych szesnastkowych tremolowych gęstwin, osnutych na dziwnych, nieparzystych metrach, częstokroć trudno wyłuskać pojedyncze riffy, stąd też zwykle czytelna emocjonalność black metalu zyskuje na <em>Diotimie</em> inny wymiar intensywności. Immanentne cechy gatunku – iście wagneriański rozmach i konfrontacja z absolutem – nic nie tracą dzięki tym zabiegom – co więcej, wchodzą wręcz na trudny do przeskoczenia poziom. Krallice robią to wszystko ze swobodą rzadko spotykaną u muzyków równie sprawnych technicznie, dzięki temu tak wymagająca pozycja jak <em>Diotima</em> nie nudzi, najwyżej obezwładnia nadmiarem energii. Absolutny klasyk, nawet jeśli daje się odczuć pewien spadek formy w porównaniu do poprzednich płyt.</p>
<p><iframe width="500" height="375" src="http://www.youtube.com/embed/JwgbmwtQGFw?fs=1&#038;feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p><a href="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/3397164.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1680" title="3397164" src="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/3397164-215x300.jpg" alt="" width="215" height="300" /></a>Ash Borer<br />
<em>Ash Borer</em><br />
Pesanta Urfolk</p>
<p>Blackgaze, czyli black metal czerpiący z post-rocka i shoegaze’u, brzmi najczęściej jak karykatura ekstatycznych crescend, które wypełniają dowolną płytę Mono, Mogwai czy Godspeed You! Black Emperor. Te same środki stylistyczne, zredukowane do minimum, okrojone wskutek nieporadności instrumentalistów, robią w czarnym anturażu wrażenie nieporadnej kalki. Niektórzy łapią jednak właściwy balans pomiędzy tymi skrajnie różnymi tradycjami – i do nich należy zespół Ash Borer, zakwalifikowany przez krytyków do sceny Cascadian (od będącego odpowiednikiem Gór Skandynawskich gór pasma Cascadian Range w stanie Oregon). Już pierwsze dema i EP-ki, jak choćby split z Fell Voices, zdradzały, że Amerykanie wyrosną na poważnego gracza na black metalowej scenie. I tak się w istocie stało. Ich debiutancki longplej, wydany w mikroskopijnym nakładzie 150 egzemplarzy, może służyć za wzorzec organicznego black metalu wyrosłego na punkowej energii i post-rockowej pracy gitar. Z post-rocka Ash Borer przeszczepił strategię budowania napięcia, przeplatając wolne, często akustyczne interludia z dramatycznymi erupcjami agresywnych blastów i, nawet jak na standardy black metalu, nieludzkich wokali. Zamykający album <em>My Curse Was Raised in the Darkness Against a Doomsday Silence</em> to utwór o proporcjach Generała Shermana – największego, najszerszego i najstarszego drzewa na świecie, rosnącego od ok. 2700 lat w Sequoia National Park w Kaliforni. Niesamowity to monolit, przywołujący na myśl mityczne starcia żywiołów u zarania dziejów. Ash Borer przypomina nam, że niewiele trzeba, by kultura ustąpiła naturze. W końcu wszyscy jesteśmy zwierzętami, ale niewielu udało się na tej kanwie osnuć (black metalowe) arcydzieło.</p>
<p><iframe width="500" height="281" src="http://www.youtube.com/embed/-__KabtK0Rg?fs=1&#038;feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p><a href="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/o3072358.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-1682" title="o3072358" src="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/02/o3072358.jpg" alt="" width="300" height="300" /></a>De Magia Veterum<br />
<em>The Divine Antithesis</em><br />
Transcendental Creations</p>
<p>To raptem jeden z projektów niezwykle płodnego Holendra ukrywającego się pod pseudonimem Mories. Nie wyczerpuje on jego tegorocznej dyskografii (do której dodać można zeszłoroczne wydawnictwa: krążek wydany przez jego macierzysty zespół Gnaw Their Tongues, płytę pod szyldem Aderlating oraz zupełnie nowy projekt Cloak of Altering, w którym zderzył międzygwiezdny black metal z pierwiastkiem symfonicznym), ale przy tak monstrualnym outpucie artystycznym trzeba gdzieś powiedzieć „stop” – inaczej zdominowałby on to podsumowanie.<br />
W De Magia Veterum Mories jak zwykle obsługuje wszystkie instrumenty, w tym wypadku są to gitary, bas, syntezator i automat perkusyjny. Niech nikogo nie zwiedzie instrumentarium. <em>The Divine Athitesis</em> to jedna z niewielu płyt rockowych, która pod względem energii kinetycznej dorównuje takim kolosom, jak <em>Nailed</em> w wykonaniu Cecil Taylor Quartet czy najbardziej nasyconym dziełom Francisco Guerrero, Ligetiego bądź Xenakisa. Ów soundtrack do jakiegoś niepojętego misterium jest tak skondensowany, że balansuje na granicy groteski. Tutaj tryumf odnosi technika, a białkowe formy życia zamieniają się w plazmę z każdym kolejnym utworem. Mechaniczna perkusja nabija przejścia w nadludzkim tempie i nikt nie sili się na udawanie, że za bębnami siedzi człowiek. Ziarna riffów mnożą się w okamgnieniu, czego nie powstydziłby się sam Conlon Nancarrow – kompozytor, którego utwory pisane były wprost na pianolę z pominięciem czynnika ludzkiego. Dzika, okrutna płyta, niepozwalająca na chwilę wytchnienia, wciąga i obezwładnia nie tylko techniką (która, nawet jeśli fascynuje, to zwykle trzyma nas na dystans). Tak mógłby brzmieć ostatni akt dramatu, gdy w sekundę po śmierci dostrzegamy, że światełko w tunelu oddala się co raz bardziej i bardziej, i że otwiera się przed nami najczarniejsza czeluść bez dna, bez czasu, bez końca.</p>
<p><iframe width="500" height="375" src="http://www.youtube.com/embed/k3DG1YB2rLE?fs=1&#038;feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p>Kamil Antosiewicz</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://glissando.pl/wp/2012/02/2011-back-in-black-kamil-antosiewicz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie 2011 roku &#8211; Lubomir Grzelak</title>
		<link>http://glissando.pl/wp/2012/02/podsumowanie-2011-roku-lubomir-grzelak/</link>
		<comments>http://glissando.pl/wp/2012/02/podsumowanie-2011-roku-lubomir-grzelak/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 04 Feb 2012 19:09:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Filip</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://glissando.pl/wp/?p=1649</guid>
		<description><![CDATA[Rok dwa tysiące jedenasty przyniósł ogromną ilość ciekawych wydawnictw, które ukazały się na kasetach magnetofonowych. Nośnik ten z pewną nieśmiałością od około dwa tysiące dziesiątego powraca do łask i przysposabia sobie coraz szersze grono odbiorców. Pokrótce przedstawię trzy wytwórnie, które moim zdaniem bardzo dobrze spisały sie w zeszłym roku i zasługują na większą uwagę. BRAVE [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Rok dwa tysiące jedenasty przyniósł ogromną ilość ciekawych wydawnictw, które ukazały się na kasetach magnetofonowych. Nośnik ten z pewną nieśmiałością od około dwa tysiące dziesiątego powraca do łask i przysposabia sobie coraz szersze grono odbiorców. Pokrótce przedstawię trzy wytwórnie, które moim zdaniem bardzo dobrze spisały sie w zeszłym roku i zasługują na większą uwagę.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>BRAVE MYSTERIES</strong><br />
BRAVE MYSTERIES to label solidnie prowadzony przez Nathaniela Rittera i Claya Ruby’ego z Wisconsin, USA od 2010 roku. W ciemno biorę właściwie wszystko, co chłopaki wypuszczają.Ostatnio były to przede wszystkim taśmy <strong>Love Cult</strong> (duo z Pietrozawodska odpowiedzialne też za kasetową wytwórnię <strong>Full Of Nothing Records</strong>), <strong>FWY!</strong>, <strong><a href="http://glissando.pl/wp/2011/11/burial/">Burial Hex</a></strong>, <strong>Rain Drinkers</strong>, <strong>Spettro Family</strong> czy <strong>Kinit Her</strong>. Projekty utrzymane w ezoterycznej i okultystycznej atmosferze dronu, rytualnego ambientu i neo-folku, elegancko wydane i kopiowane w znakomitej jakości. Przypadną do gustu zarówno neopoganom, brudnym wikingom, jak i romantycznym studentkom leśnictwa.</p>
<p style="text-align: justify;">http://vimeo.com/26138008</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>FULL OF NOTHING</strong><br />
FULL OF NOTHING to niewielka, „sypialniana” (czyli robiona w domu, nie mylić z &#8222;pościelową&#8221;) wytwórnia <em>DIY </em>z Karelii, malowniczej republiki wchodzącej w skład Federacji Rosysjkiej. Prowadzona przez Iwana i Anję, działających też jako muzyczny projekt <strong>Love Cult</strong>. Od 2010 wydają projekty głównie z Rosji i Finlandii. Miłe, ciepłe drony i leśne okołofolkowe eksperymenty. Z zeszłorocznych koniecznie trzeba sprawdzić split <strong>Ous Mal</strong> z <strong>Bedroom Bear</strong>, idelany jako tło do romantycznych przytulanek, psychodeliczną improwizację <strong>Suburban Howl</strong> i taśmę <strong>Polypus Acephalous</strong>, folkową, nastrojową i idealną do słuchania podczas jazdy na rowerze po mieście. Świergoty, szmery i fujarki uprzyjemnią nam każdą podróż.</p>
<p style="text-align: justify;">http://vimeo.com/30266965</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>GIFT TAPES</strong><br />
GIFT TAPES to label z Seattle wydający muzykę, którą sami określają jako <em>synth-o-riffic</em>. W praktyce są to psychodeliczne, elektroniczne pejzaże i wesołe eksperymenty syntezatorowe. W 2011 wypuścili bardzo ciekawe, modnie futurystyczne nagranie <strong>Matta Carlsona</strong>. Gdyby Rosie z Jetsonów, miała kiedykolwiek wydać solową płytę, pewnie brzmiałaby ona podobnie. Na uwagę zasługują także delikatne i mroczne zarazem brzmienia <strong>Spare Death Icon</strong> i urokliwe, syntezatorowe plumki <strong>Million Mists</strong>.</p>
<p style="text-align: justify;">http://vimeo.com/20181778</p>
<p style="text-align: justify;">Lubomir Grzelak, <a href="http://sangoplasmo.com/">Sangoplasmo Records</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://glissando.pl/wp/2012/02/podsumowanie-2011-roku-lubomir-grzelak/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podsumowania 2011 roku &#8211; Krzysztof R. Wojciechowski</title>
		<link>http://glissando.pl/wp/2012/01/podsumowania-2011-roku-krzysztof-r-wojciechowski/</link>
		<comments>http://glissando.pl/wp/2012/01/podsumowania-2011-roku-krzysztof-r-wojciechowski/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Jan 2012 16:40:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Filip</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://glissando.pl/wp/?p=1642</guid>
		<description><![CDATA[Jak zwykle w tym okresie przeglądam listy z podsumowaniami płyt roku i jak zwykle nie dostrzegam na nich większości swoich faworytów. Nie silę się specjalnie na oryginalność, a mój gust jest na tyle eklektyczny, że nie wydaje mi się, żeby mój wybór &#8211; prócz neofolku oczywiście &#8211; podyktowany był faktem, że poruszam się tylko po [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jak zwykle w tym okresie przeglądam listy z podsumowaniami płyt roku i jak zwykle nie dostrzegam na nich większości swoich faworytów. Nie silę się specjalnie na oryginalność, a mój gust jest na tyle eklektyczny, że nie wydaje mi się, żeby mój wybór &#8211; prócz neofolku oczywiście &#8211; podyktowany był faktem, że poruszam się tylko po jakiejś określonej niszy. Mam cichą nadzieję, że to w jakiś sposób czyni moje podsumowania cennymi dla innych miłośników muzyki.</p>
<p>Rok obrodził w kilka znakomitych wznowień i wykopalisk. W Polsce mieliśmy serię z muzyką ze <strong>Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia</strong>, na świecie drugą płytę <strong>Ursuli Bogner</strong> (czy tam <a href="http://www.residentadvisor.net/news.aspx?id=9846">Jelinka</a> - bo autentyczność tych nagrań jest dyskusyjna), odkopaną płytę <strong>Beach Boysów</strong> i boks z &#8211; niezwykle cennymi chyba tylko dla żelaznych fanów artysty &#8211; wczesnymi nagraniami <strong>Johna Faheya</strong>. Z interesujących wznowień warto zanotować wydany w mikroskopijnym nakładzie zbiór czerech płyt wciąż niedocenionego <strong>Tora Lundvalla</strong>, reedycje <strong>Throbbing Gristle</strong> i wydane ponownie z okazji setnych urodzin nagrania <strong>Roberta Johnsona</strong>. Dziwi mnie, że z okazji Roku Johnsonowskiego nie widziałem dużego poruszenia w internetowych mediach &#8211; był wpis na blogu u <a href="http://polifonia.blog.polityka.pl/2011/05/09/sto-lat-bohatera">Bartka Chacińskiego</a> i nic poza tym. To bardzo smutne, że dziennikarze muzyczni prześcigają się w analizowaniu &#8222;fenomenu Lady Gagi&#8221;, a zapominają o tak fundamentalnych artystach jak Johnson.</p>
<p><strong>Sol Invictus &#8211; <em>The Cruelest Month</em></strong></p>
<p>Neofolk – obserwowany przeze mnie latami nurt, z którym jestem jako recenzent kojarzony zyskał w końcu na popularności w naszym kraju. Jeśli idzie o koncerty, działo się dość dużo. Zaczęło się od quasi-festiwalowej inicjatywy pod szyldem <a href="http://rekopisznalezionywarkham.blogspot.com/2011/04/soundwave-irfan-of-wand-and-moon-matt.html">Soundvawe </a>- gdzie sprowadzono Of Wand and the Moon i Sieben. Tego roku mieliśmy też szansę zobaczyć w Polsce dwa filary sceny &#8211; Current 93 i Death in June. Oba koncerty, mimo, że nie były do końca udane, to na pewno nie zaszkodziły legendarnemu statusowi tych zespołów. Rok obył się jednak bez wybitnych płyt. Wiele osób obserwujących gatunek stwierdziłoby pewnie, że wydarzeniem roku jest monumentalny tryptyk luksemburskiego projektu Rome. Ja jednak, jeśli miałbym wskazać jedną płytę, to sugerując się ilością odsłuchów wyłoniłbym nagrany przy dużym udziale Andrew Kinga najnowszy album Sol Invictus &#8211; <em>The Cruelest Month</em>. W czasach, gdy dwaj wspomniani wcześniej ojcowie nurtu chętnie odchodzą od typowej dla nich stylistyki &#8211; dronują, bądź śpiewają piosenki w duchu <em>neoweimarskiego</em> kabaretu &#8211; Sol Invictus gra wzorcowy neofolk. Robi to szczerze, autentycznie i przy okazji pokazuje, że rzekomo wyczerpana formuła, może się dalej sprawdzać. XXI wiek słychać chyba tylko w realizacji &#8211; dość sonicznej i zimnej, która świetnie współgra z tematyką płyty.</p>
<p><strong>Death Grips &#8211; <em>Exmilitary</em></strong></p>
<p>Od jakiegoś czasu coraz więcej pobrzmiewa u mnie hip hopu. Złapałem bakcyla w 2010, gdy wszyscy słuchali Gonjasufi i rewelacyjnej płyty Gilla Scotta-Herona. W tym roku, dzięki Tylerowi Okonmie, znanemu jako Taylor, The Creator, poszukujący hip-hop otarł się o mainstream i zagościł w odtwarzaczach wielu osób nie związanych z gatunkiem. W tym całym medialnym zamieszaniu wokół &#8222;chorego nastolatka&#8221; przeszła niezauważenie warta odnotowania płyta (czy raczej kaseta, bo taki jest jedyny fizyczny nośnik tego wydawnictwa) stylistycznie zbliżonego projektu &#8211; Death Grips. Jest to rzecz przede wszystkim dużo bardziej udana od strony muzycznej i w tej warstwie nie będąca wcale daleko od niektórych dokonań Nurse With Wound &#8211; gdyby tylko okrasić je siarczystym bitem. W szczytowych momentach płyta brzmi jak porażająca autentycznością, postapokaliptyczna halucynacja kojarząca się z odczłowieczonym tripem po dopalaczach. Ten rok będzie mi się zdecydowanie kojarzył z zaczynającym się od monologu Charlesa Mansona znakomitym <em>Beware</em>. Dla mnie to najciekawszy głos eksperymentalnego hip-hopu od czasu kolaboracji Dälek/Faust .</p>
<p><iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/uqcTVVUFnKQ" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p><strong>Jacaszek &#8211; <em>Glimmer</em></strong> i <strong>Bionulor &#8211; <em>Sacred Mushroom Chant</em></strong></p>
<p>Podobał mi się ostatni Tim Hacker, ale nie tak bardzo jak powinien. Również Alva Noto przykuł mnie tylko na chwilę, a o Biosphere zapomniałem niemal w momencie premiery. Mając w pamięci <em>IBM 1401 &#8211; A User&#8217;s Manual</em> Johanna Johannssona, wielkie zachwyty nad przesłodzonym albumem duetu A Winged Victory for the Sullen wydają mi się niezrozumiałe. Możliwe, że w jakiś sposób po prostu mijam się z tą płytą. Te wszystkie &#8211; co tu ukrywać &#8211; duże zawody nie oznaczają, że w rejonach poszukującej muzyki elektronicznej nie znalazłem nic dla siebie. Pisząc w początkach roku o albumie Bionulor &#8211; <em>Sacred Mushroom Chant</em> &#8211; wiedziałem, że znajdzie się on w tym rankingu. Płyta została ostatecznie przyjęta zdecydowanie chłodniej niż debiut, ale osobiście uważam, że nie ma się czego wstydzić. Natomiast nowy Jacaszek nie zawiódł chyba nikogo i jak zwykle trzyma wysoki poziom. Co prawda z <em>Pentral</em> spędziłem więcej czasu, ale nie znalazłem w tym roku nic, co mogłoby w tej kategorii z <em>Glimmer</em> konkurować. Zazwyczaj nie słucham zbyt wiele polskiej muzyki, tym bardziej nobilitujący wydaje mi się fakt, że te dwa albumy stoją tak wysoko w moim zestawieniu. Oby przyszły rok był pod tym względem równie udany. Obecnie są to dla mnie dwa filary nie tylko polskiej elektroakustyki, ale polskiej muzyki w ogóle. Jest co eksportować.</p>
<p><strong>Matt Elliott &#8211; <em>Broken Man</em></strong></p>
<p>Dla mnie Matt Eliott był jednym z największych bohaterów minionej dekady. Zaczynając przygodę z jego muzyką od tej płyty, ktoś mógłby powiedzieć, że jest to po prostu ponure songwriterstwo. Ale byłoby to znaczne uproszczenie. Eliott przez lata związany był z muzyką elektroniczną (trip-hopem, IDM) i nagrywał pod kilkoma szyldami ( między innymi w AMP i w solowym projekcie Third Eye Fundation). Jako doświadczony twórca i producent w zaczął eksperymentować z estetyką francuskiego chansonu i folkiem &#8211; ze wskazaniem na wschodnioeuropejski. Deliryczne narracje, przywodzące na myśl raczej Wysockiego, niż Nicka Drake&#8217;a, przywracają muzyce coś, co utraciła zdominowana przez kulturę anglosaską. Bogate aranże &#8211; od smyczków, przez bałałajki, spotęgowane efektem wykorzystania studia jako instrumentu &#8211; wytworzyły wręcz apokaliptyczny efekt &#8211; i nie mam tu na myśli neofolku, a trąby anielskie z Ewangelii św. Jana. Swoją trylogią Songs konsekwentnie rozwijał ten styl, który ostateczną formę przybiera właśnie na Broken Man. Dla mnie to najlepsza płyta tego roku. Nie dlatego, że jest przełomowa, a dlatego, że będę do niej wracał i za dziesięć, i za dwadzieścia lat. O ile wcześniej mnie ta muzyka w końcu nie zabije&#8230; ale jak śpiewa Eliott, &#8222;co nas nie zabije, to nas wzmocni&#8221;. Biorąc pod uwagę to, że od pierwszych części trylogii każda następna płyta niesie ze sobą taki bagaż emocjonalny, że można byłoby go porównać chyba tylko z Closer, to wydaje mi się, że Elliott musi już być jak Stalin.</p>
<p>Krzysztof Ryszard Wojciechowski &#8211; twórca <a href="http://rekopisznalezionywarkham.blogspot.com/">Rękopisu znalezionego w Arkham</a>. Na co dzień współpracuje z Kolorowymi Zeszytami i Magazynem Muzycznym Apostazja. Jego teksty można przeczytać również na łamach Dwutygodnika i w transgresyjnym piśmie Ulvhel.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://glissando.pl/wp/2012/01/podsumowania-2011-roku-krzysztof-r-wojciechowski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Patronujemy: trasa koncertowa HATI &amp; PURE (PRSZR)</title>
		<link>http://glissando.pl/wp/2012/01/patronujemy-trasa-koncertowa-hati-pure-prszr/</link>
		<comments>http://glissando.pl/wp/2012/01/patronujemy-trasa-koncertowa-hati-pure-prszr/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Jan 2012 11:43:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Filip</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://glissando.pl/wp/?p=1638</guid>
		<description><![CDATA[27.01, Warszawa, CSW Zamek Ujazdowski, Strefa Monotype 04 (+ Arturas Bumsteinas, Dariusz Kociński), g. 19.00, bilety 15 zł 29.01, Toruń, Lizard King, ul. Kopernika 3, g. 19.00, bilety 10 zł 01.02, Berlin, CTM.12 &#8211; Festival for Adventurous Music and Related Arts, Berghain Kantine (+ Cut Hands, Haxan Cloak), g. 19.00 PRSZR to wspólny projekt austriackiego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>27.01, Warszawa, <a href="www.csw.art.pl ">CSW Zamek Ujazdowski, Strefa Monotype 04</a> (+ Arturas Bumsteinas, Dariusz Kociński), g. 19.00, bilety 15 zł</p>
<p>29.01, Toruń, <a href="http://lizardking.pl/city.php/pl/4/imprezy">Lizard King</a>, ul. Kopernika 3, g. 19.00, bilety 10 zł</p>
<p>01.02, Berlin, <a href="www.ctm-festival.de">CTM.12 &#8211; Festival for Adventurous Music and Related Arts</a>, Berghain Kantine (+ Cut Hands, Haxan Cloak), g. 19.00</p>
<p><a href="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/01/PRSZR_Collage2websize.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1639" title="PRSZR_Collage2websize" src="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/01/PRSZR_Collage2websize-300x161.jpg" alt="" width="300" height="161" /></a>PRSZR to wspólny projekt austriackiego artysty dźwięku mieszkającego w Berlinie znanego jako PURE (Peter Votava) oraz muzyków z duetu HATI (Rafał Iwański i Rafał Kołacki). PURE tworzy na polu abstrakcyjnej muzyki elektronicznej, wydał kilkanaście płyt w tak zasłużonych dla eksperymentalnej muzyki wytwórniach jak Mego, Staalplaat czy Cronica Electronica, wielokrotnie występował w Europie i Ameryce. Muzycy znani z HATI opierają się na brzmieniu instrumentów akustycznych, zagrali kilkaset koncertów w Europie i USA, współpracując z tak znakomitymi muzykami jak Z&#8217;EV, John Zorn, Robert Curgenven czy Sławomir Ciesielski (ex Republika). Trio artystów jako PRSZR ma na koncie kilka wspólnych koncertów w 2008 i 2009 r. zagranych w Niemczech oraz na II CoCArt Music Festival. Na początku 2012 r. nakładem szwajcarskiej wytwórni Hinterzimmer Records ukaże się album zarejestrowany latem 2009 r. w specjalnie zaaranżowanym studio w lofcie pod Berlinem. PRSZR prezentuje premierowy program muzyczny łączący dwie skrajne domeny: elektroniczną i akustyczną. 27 stycznia trio zagra w Warszawie w CSW Zamek Ujazdowski, a 1 lutego pojawią się na prestiżowym 12. Trans Mediale Festival w Berlinie. Płyta PRSZR będzie promowana w kilku miastach Europy na trasie koncertowej wiosną 2012 r.</p>
<p><a href="http://www.pure.test.at/?page=160 "> Audio &amp; video</a> <a href="www.myspace.com/hatitah">PRSZR</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://glissando.pl/wp/2012/01/patronujemy-trasa-koncertowa-hati-pure-prszr/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Niemieckojęzyczne Glissando &#8211; nr #19</title>
		<link>http://glissando.pl/wp/2012/01/niemieckojezyczne-glissando-nr-19/</link>
		<comments>http://glissando.pl/wp/2012/01/niemieckojezyczne-glissando-nr-19/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 20 Jan 2012 17:59:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Filip</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://glissando.pl/wp/?p=1632</guid>
		<description><![CDATA[Tego jeszcze nie było! „Glissando“ debiutuje w Europie. I dodaje kolor. I kartę usb z muzyką. Pierwszy front otwieramy w Niemczech, ojczyźnie nowej muzyki, gdzie – wedle Tomasza Manna – niemowlaki owijane są w papier nutowy. Dzięki wsparciu Instytutu Adama Mickiewicza w ramach programu Polska Music (stąd piękny czerwony panton 1788c) prezentujemy obszerną panoramę najmłodszych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/01/19-okladka-nie-finalna.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1633" title="19-okladka nie finalna" src="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/01/19-okladka-nie-finalna-212x300.jpg" alt="" width="212" height="300" /></a></p>
<p>Tego jeszcze nie było! „Glissando“ debiutuje w Europie. I dodaje kolor. I kartę usb z muzyką. Pierwszy front otwieramy w Niemczech, ojczyźnie nowej muzyki, gdzie – wedle Tomasza Manna – niemowlaki owijane są w papier nutowy. Dzięki wsparciu Instytutu Adama Mickiewicza w ramach programu Polska Music (stąd piękny czerwony panton 1788c) prezentujemy obszerną panoramę najmłodszych rodzimych kompozytorów. W otwierających 6 esejach czołowi polscy krytycy opisują różne<br />
aspekty muzyki ich rówieśników: od ogólnego wstępu (Maciej Jabłoński), przez wątki postmodernizmu (Daniel Cichy), opery (Monika Pasiecznik), tradycji (Marcin Krajewski), sonoryzmu (Iwona Lindstedt) po tajemnicze podwójne kodowanie (Jan<br />
Topolski). 10 twórców obecnych w „Glissandzie” 19/2011 poprzez wywiady to: Paweł Mykietyn, Cezary Duchnowski, Wojciech Ziemowit Zych, Sławomir Kupczak, Marcin Stańczyk, Dobromiła Jaskot, Jagoda Szmytka, Wojtek Blecharz, Karol Nepelski i Andrzej Kwieciński; z kolei Paweł Hendrich, Ewa Trębacz i Sławomir Wojciechowski postanowili napisać teksty autorskie. Z kolei 12 wykonawców prezentuje się poprzez zdjęcia i portfolio: Orkiestra Muzyki Nowej, an_ARCHE NewMusicEnsemble, Kwartludium, Kwadrofonik, Neo Quartet, The Roentgen Connection, Phonos ek mechanes, Elettrovoce, Małgorzata Walentynowicz, Anna Kwiatkowska, Mikołaj Pałosz und Maciej Frąckiewicz. Co jednak najistotniejsze, wszyscy oni spotykają się na 25 utworach zamieszczonych na dizajnerskim pendrajwie w bezstratnym formacie .flac i kompresji .mp3. Całość zamyka mapa &#8211; plakat z najważniejszymi polskimi festiwalami nowej muzyki. „Glissando” 19/2011 będzie rozesłane do wszystkich subskrybentów prestiżowych „MusikTexte”, a następnie promowane i sprzedawane na festiwalach takich, jak: MaerzMusik w Berlinie, Musikprotokoll i Wiener Festwochen w Austrii, Donaueschinger Tage für Neue Musik oraz na wybranych imprezach / punktach. Ale to nie wszystko – szykuje się numer anglojęzyczny&#8230;</p>
<p>///</p>
<p>Das heißt eine Prämiere! „Glissando“ debütiert in Europa. Mit Farbe. Und mit USB-Karte mit der Musik. Mit der Unterstützung von Adam-Mickiewicz-Institut (deswegen schöner roter Panton 1788c) stellen wir eine breite Panorama der jüngsten hiesigen KomponistInnen vor. Als die Eröffnung kommen 6 Essays von prominenten polnischen Musikkritikern, die Musik ihren XXXXX beschreiben: von allgemeinen Einführung (Maciej Jabłoński), durch Schwerpunkte wie Postmoderne (Daniel Cichy), Oper (Monika Pasiecznik), Tradition (Marcin Krajewski), Sonorismus (Iwona Lindstedt) bis zu geheimnissvolle Doppelkodierung (Jan Topolski). 10 KomponistInnen in Interviews in „Glissando” 19/2011 sind: Paweł Mykietyn, Cezary Duchnowski, Wojciech Ziemowit Zych, Sławomir Kupczak, Marcin Stańczyk, Dobromiła Jaskot, Jagoda Szmytka, Wojtek Blecharz, Karol Nepelski i Andrzej Kwieciński; andereseits Paweł Hendrich, Ewa Trębacz  i Sławomir Wojciechowski, die entschieden sich selbst Texte schreiben. Danach 12 InterpretInnen stellen sich durch Fotos und Portfolio vor: Orkiestra Muzyki Nowej, an_ARCHE NewMusicEnsemble, Kwartludium, Kwadrofonik, Neo Quartet, The Roentgen Connection, Phonos ek mechanes, Elettrovoce, Małgorzata Walentynowicz, Anna Kwiatkowska, Mikołaj Pałosz und Maciej Frąckiewicz. Was bleibt am wichtigsten, dass sie alle auf Design-Pendrive sich treffen in 25 Musikstücken in losen .flac und .mp3 Kompression. Dazu kommt in der Ende eine Posterkarte mit den wichtigsten polnischen Musikfestivals. „Glissando” 19/2011 wird an alle Abonnente der „MusikTexte” geschickt werden, sowieso verbreitet und verkauft an Festivals wie MaerzMusik in Berlin, Musikprotokoll und Wiener Festwochen in Österreich, Donaueschinger Tage für Neue Musik und anderen Orte. Doch ist das nicht alles – eine englische Ausgabe ist unterwegs&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://glissando.pl/wp/2012/01/niemieckojezyczne-glissando-nr-19/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rok Johna Cage&#8217;a &#8211; program na styczeń</title>
		<link>http://glissando.pl/wp/2012/01/rok-johna-cagea-program-na-styczen/</link>
		<comments>http://glissando.pl/wp/2012/01/rok-johna-cagea-program-na-styczen/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 20 Jan 2012 17:25:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Filip</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://glissando.pl/wp/?p=1627</guid>
		<description><![CDATA[ODKRYCIA I WYNALAZKI &#8211; EDUKACJA MUZYCZNA CAGE’A 17-19 stycznia 2012 / Wydział Artystyczny UMCS, ul. Kraśnicka 2a Warsztaty muzyczne z Magdą Mayas (Niemcy) 20 stycznia (piątek) / Radio Lublin, ul. Obrońców Pokoju 2 godz. 20:00 Magda Mayas (Niemcy) &#8211; koncert na fortepian preparowany 21 stycznia (sobota) 2012 / Radio Lublin, ul. Obrońców Pokoju 2 godz.19:00 [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>ODKRYCIA I WYNALAZKI &#8211; EDUKACJA MUZYCZNA CAGE’A</strong></p>
<p>17-19 stycznia 2012 / Wydział Artystyczny UMCS, ul. Kraśnicka 2a<br />
Warsztaty muzyczne z <strong>Magdą Mayas</strong> (Niemcy)</p>
<p>20 stycznia (piątek) / Radio Lublin, ul. Obrońców Pokoju 2<br />
godz. 20:00 <strong>Magda Mayas</strong> (Niemcy) &#8211; koncert na fortepian preparowany</p>
<p>21 stycznia (sobota) 2012 / Radio Lublin, ul. Obrońców Pokoju 2<br />
godz.19:00 audioLogie. akustyczna muzyka preparowana &#8211; koncerty</p>
<p><strong>Ruth Barberan</strong> (Hiszpania), <strong>Ilia Belorukov</strong> (Rosja), <strong>Konrad Chyl</strong> (Polska), <strong>Robin Hayward</strong> (Wielka Brytania), <strong>Patryk Lichota</strong> (Polska), <strong>Alfredo Costa Monteiro</strong> (Portugalia/Hiszpania), <strong>Mikołaj Pałosz</strong> (Polska), <strong>Luca Venitucci</strong> (Włochy)</p>
<p>22-24 stycznia 2012 / Ośrodek Rozdroża, Krakowskie Przedmieście 39<br />
Warsztaty muzyczne z <strong>Alfredo Costa Monteiro</strong> (Portugalia/Hiszpania)</p>
<p>Wstęp wolny na wszystkie wydarzenia.</p>
<p><strong>Magda Mayas</strong> &#8211; pianistka i kuratorka. Rozwinąwszy technikę gry na wnętrzu fortepianu, koncentruje się na poszukiwaniu nowych możliwości dźwiękowych instrumentu, wprowadzając rozbudowane techniki gry, wzmacniając i preparując dźwięk jako składową abstrakcji, jednocześnie skupiając się na fizyczności zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych części fortepianu. <em>Warsztaty będą skoncentrowane na fortepianie preparowanym – jego historii oraz na tym, jaką rolę pełnił John Cage w tej dziedzinie. Wysłuchamy również szerokie spektrum technik fortepianu preparowanego i zbadamy wnętrze fortepianu własnymi metodami.</em> Magda Mayas</p>
<p>Specjalna edycja serii <strong>audioLogie </strong>poświęcona jednemu z wynalazków kompozytora Johna Cage’a – preparacji instrumentów. Preparacje zastosowane przez Cage’a w „Sonatas and Interludes for Prepared Piano” otworzyły nowe możliwości dźwiękowej ekspresji. Idea preparacji na stałe weszła do katalogu środków awangardowej muzyki współczesnej i muzyki free improv. Instrument preparowany staje się dźwiękowym narzędziem – służy konstruowaniu brzmień oraz budowaniu nowych sposobów grania, które wykraczają poza uznane ramy stylistyczne. W ramach audioLogii przewidziane są koncerty improwizowane w oparciu o preparacje instrumentów w różnych konfiguracjach &#8211; duo, trio, octet. Do udziału w koncertach zaproszono artystów doskonale poruszających się w obszarze muzyki improwizowanej. Kurator: Konrad Chyl</p>
<p>Warsztaty dotyczą konkretnych aspektów dźwięku jako faktury, dynamiki, tworzywa, ciszy i niezmienności. Każde pytanie, które zostanie postawione przez uczestników warsztatów będzie poddane pod dyskusję jako wspólne zagadnienie podczas analizy formy, dźwięków i kontekstów.</p>
<p><strong>Rok Johna Cage’a &#8211; Lublin 2012<br />
<a href="http://johncageyear.pl"> www.johncageyear.pl</a></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://glissando.pl/wp/2012/01/rok-johna-cagea-program-na-styczen/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie 2011 roku &#8211; Marek J. Sawicki</title>
		<link>http://glissando.pl/wp/2012/01/podsumowanie-2011-roku-marek-j-sawicki/</link>
		<comments>http://glissando.pl/wp/2012/01/podsumowanie-2011-roku-marek-j-sawicki/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 19 Jan 2012 17:29:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Filip</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://glissando.pl/wp/?p=1613</guid>
		<description><![CDATA[Bohaterzy w wodorostach &#8211; 2011 Dwanaście miesięcy roku 2011 nie było łaskawe dla niezależnych wytwórni z dwóch powodów. Po pierwsze: kryzys i idące z tym koszty paliwa oraz wytwarzania płyt pociągnęły za sobą wzrost cen albumów przy jednoczesnym spadku ich nakładów. Właściciele niezależnych labeli coraz częściej porzucali winyle na rzecz tańszego w produkcji nośnika CD, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Bohaterzy w wodorostach &#8211; 2011</strong></p>
<p>Dwanaście miesięcy roku 2011 nie było łaskawe dla niezależnych wytwórni z dwóch powodów. Po pierwsze: kryzys i idące z tym koszty paliwa oraz wytwarzania płyt pociągnęły za sobą wzrost cen albumów przy jednoczesnym spadku ich nakładów. Właściciele niezależnych labeli coraz częściej porzucali winyle na rzecz tańszego w produkcji nośnika CD, a także stopniowo obniżali ilości zamówione w tłoczni. Po drugie, pojawiły się efekty zmiany mentalności odbiorców muzyki. Jak dało się zaobserwować poprzednimi laty, coraz mniej młodych miłośników niezależnego grania jest jednocześnie kolekcjonerami płyt. Muzyka odbierana jest obecnie najczęściej z pominięciem nośników fizycznych, fakt jej &#8222;posiadania&#8221; jest coraz bardziej <em>pass</em><em><em>é</em></em>. W efekcie coraz rzadziej przeglądane są katalogi niezależnych wytwórni. 2011, przy wszystkich wymienionych powyżej trudnościach, był jednocześnie rokiem nieznanych bohaterów &#8211; wspaniałych <em>outsiderów</em> poświęcających czas i pieniądze dla udostępnienia swej twórczości na kawałkach plastiku paru setkom entuzjastów gotowych za nie zapłacić. Jako jeden ze wspomnianych słuchaczy-frajerów czuję się w obowiązku, by wyróżnić artystów tworzących muzykę, która jest warta swojej ceny w tych niewesołych ekonomicznie czasach.</p>
<p><strong><a href="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/01/Total-Control.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1617" title="Total Control" src="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/01/Total-Control-300x300.jpg" alt="" width="300" height="300" /></a>Total Control</strong></p>
<p>Gdybym był zmuszony podać tytuł najlepszego albumu tego roku, wskazałbym na <em>Henge Beat.</em> Jest on zwieńczeniem inspiracji Mikey&#8217;a Younga i dwóch muzyków zespołu UV Race europejską zimną falą lat 80. (nawet okropna okładka tu nie odstaje). Wcześniej projekt ten, Total Control, była inicjatywą, w ramach której muzycy wydawali krótkie, mniej lub bardziej udane, eksperymenty gitarowo-klawiszowe. Natomiast ich pierwszy LP to rzecz doskonale zagrana, znakomicie dopracowana i świetnie poukładana. Co zabawne, Total Control odnoszą sukces nie tyle dzięki wierności estetyce synth-punku, co łamaniu jego konwencji. Piosenka &#8222;Carpet Rash&#8221; powinna znaleźć się na wszelkich składankach zbierających najlepsze kawałki tego roku.</p>
<p><strong>United Waters</strong></p>
<p>Trudno uwierzyć, że Brian Sullivan, wcześniej tworzący ciężki noise rock w ramach duetu Mouthus mógłby wydać album tak cichy. Delikatny, medytacyjny wręcz <em>Your First Ever River</em> jest jednym z najlepszych ujęć poetyki lat 70., a jednocześnienowoczesnej psychodelii. Sullivan nie bawi się w dekonstrukcję konwencji, lecz po prostu przedstawia muzykę liczącą sobie czterdzieści lat w sposób nowoczesny &#8211; ciepłe, pulsujące analogowe brzmienia i delikatne, deklamowane wokale. Rzecz tym bardziej znakomita, że by ją docenić nie trzeba słuchania krytycznego. Kawałki United Waters brzmią równie znakomicie podczas letniej drzemki w hamaku, jak i późnym zimowym wieczorem w pustym mieszkaniu.</p>
<p><strong><a href="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/01/gg-king.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1616" title="gg king" src="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/01/gg-king-300x300.jpg" alt="" width="300" height="300" /></a>GG King</strong></p>
<p>Najlepszy solowy album punkowy od czasu <em>Blood Visions </em>Jay&#8217;a Retarda. Greg King nie musiał nikomu nic udowadniać &#8211; przemawia za nim cała twórczość garażowych &#8222;celebrytów&#8221; &#8211; The Carbonas – zespołu, którego był członkiem. A jednak na <em>Esoteric Lore</em> GG King nie gra standardów. Metalicznie brzmiący punk z psychodelicznymi tekstami to dość duże odstępstwo od standardowego <em>garage punku</em>, zwłaszcza, jeśli LP przetykany jest dziwacznymi wstawkami w rodzaju spowolnionych sampli hip-hopowych, a całość kończy się motywem gitarowym granym do odgłosów gwałtownej burzy. Ale to tylko dodatki. Najważniejsze, że King doskonale zna poetykę punk rocka. Tytuł pieśni miłosnej zostaje zredukowany do jednego słowa: &#8216;Want&#8217; i składa się ze wciąż powtarzanego refrenu, przetykanego pojedynczymi wersami. Średnie punkrockowe tempo &#8222;Walls Closing In&#8221; w przeciągu dwóch wirtuozerskich sekund zmienia się w ultraszybki hardcore. <em>Esoteric Lore</em> jest pełen takich momentów.</p>
<p><strong>Estrogen Highs</strong></p>
<p>Ich drugi LP, <em>Friends &amp; Relative</em>s ukazał się w ostatnich dniach grudnia 2010, dzięki czemu umknął uwadze większości krytyków podsumowujących ten rok. Bardzo niesłusznie, była to jedna z najlepszych płyt zeszłego roku. W 2011 ukazały się jego dwa dopełnienia: dwunastocalowa EPka <em>Cycles</em> oraz &#8222;siódemka&#8221; <em>For All I Know</em>. Rzecz niesamowita &#8211; Estrogen Highs zrezygnowali z miejscami agresywnego <em>no-fi</em> (&#8222;bardziej <em>lo-fi</em> niż <em>lo-fi</em>&#8221; – red.<em>) </em>na rzecz estetyki DIY. Estrogen Highs w przeciągu ostatnich czternastu miesięcy nagrali i wydali kilkadziesiąt piosenek i wszystkie są znakomite. W ich brzmieniu mieszczą się zarówno delikatne, 11-minutowe suity, jak i cover jednego z najbardziej nihilistycznych kawałków <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Flipper_(band)">Flippera</a>. Niesamowity zespół, wprost nie mogę się doczekać ich wydawnictw w 2012.</p>
<p><strong><a href="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/01/pheromoans.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1618" title="pheromoans" src="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/01/pheromoans-300x201.jpg" alt="" width="300" height="201" /></a>Pheromoans</strong></p>
<p>Albumy tej czwórki (czasem piątki) Anglików brzmią, jakby zespół nagrywał swoje pierwsze próby. Ich piosenki mają luźną formę. Trudno stwierdzić, czy są zbudowane wokół dwudźwiękowych post-punkowych <em>riffów</em>, momentami nierównej perkusji czy strumienio-świadomościowym wersom Russela Walkera, wokalisty zespołu. Zresztą, w tego typu DIY nie ma to wielkiego znaczenia, wystarczy przypomnieć sobie granie The Homosexuals czy Country Teasers. Pheromoans jednak nie kierują się w stronę antagonizowania wszystkiego wokół siebie, ale skrzętnie nagrywają i rozpowszechniają swą radośnie naiwną twórczość &#8211; w 2011 wydali dwie siedmiocalówki, kasetę, trzy dwunastocalowe EPki i dwa albumy długogrające. W zorientowaniu się w ich twórczości nie pomaga fakt, że wspomniane EPki trwają dłużej niż oba LP. Nigdy nie zapomnę, jak Russel Walker wyraził szczere zdziwienie faktem, że ktoś w Polsce słucha ich płyt, kiedy spytałem go o singiel z Savoury Days, wytwórni zespołu.</p>
<p><strong>Amerykański punk</strong></p>
<p>Co zabawne, w 2011 było stosunkowo niewiele potężnych punkowych singli, choć właśnie siedmiocalówka jest formatem wiodącym w tym gatunku prym. Najbardziej wyróżniały się &#8222;siódemki&#8221; Women in Prison z Teksasu i Crazy Spirit z Nowego Jorku. Popularność tych drugich była tak duża, że problemem jest znalezienie jakiejkolwiek kopii z ich nagraniami. Natomiast najciekawsze długogrające płyty były zasługą czterech zespołów (z pominięciem solowego debiutu GG Kinga). <strong>Rational Animals</strong> wskrzesili twórczość Black Flag, ich gitarzysta jest prawdopodobnie najlepszym obecnie reprezentantem swojego fachu grającym punk rocka. <strong>Condominium</strong>, pomimo odżegnywania się od jakichkolwiek artystycznych zapędów, ponownie połączyli hardcore punk z awangardą. <strong>Brain F</strong><span style="color: #000000;"><strong>≠</strong></span><strong> </strong> (znani też jako Brain Flannel) fantastycznie połączyli estetykę dźwięku totalnego spod znaku Jay&#8217;a Retarda z punkiem garażowym. Całości znakomitych punkowych albumów dopełnia pierwsze studyjne wydawnictwo <strong>Homostupids</strong> z Cleveland &#8211; ich album kończył się nową wersją kawałka &#8222;Sea Wolf&#8221; śpiewaną przez kilkuletnie córki gitarzysty. Trzeba przyznać, że przesłuchanie tej płyty nie będzie zmarnowaniem czasu.</p>
<p><strong>Antypody</strong></p>
<p>Australia i Nowa Zelandia są najlepszymi antidotum na jakikolwiek pozornie niezależny zespół z okładki &#8222;Rolling Stone&#8221; lub &#8222;NME&#8221;. W tym roku wyróżnienie należy się, prócz wspomnianego wcześniej Total Control, zespołom wydającym w mikrowytwórniach. Spośród nich najwięcej szczęścia miało trio <strong>Kitchen&#8217;s Floor</strong> &#8211; ich LP ukazał się pod szyldem zawsze solidnego Siltbreeze (wersja CD wyszła na niewielkim australijskim Bedroom Suck). <em>Look Forward To Nothing</em> to jeden z najsmutniejszych albumów tego roku, nagrany jednocześnie z brakiem jakiejkolwiek egzaltacji. Duet <strong>Native Cats</strong> z Nowej Zelandii przebił w każdym aspekcie swój debiut wydając <em>Process Praise</em> &#8211; minimalistyczny i chłodny post-punk w dusznej, miejskiej estetyce. W wakacje ukazał się także, zupełnie bez fanfar, jedyny album zespołu <strong>Divorced</strong>. Piszę &#8222;jedyny&#8221; ponieważ Divorced był trwającym zaledwie miesiąc projektem pięciorga australijskich muzyków, chcących nagrać tylko kilka sesji najprostszego punk rocka. Wydany własnym sumptem <em>Separation Anxiety </em>jest zapisem jednogodzinnego pobytu w studiu i jednocześnie trzeciej próby zespołu. Punkowość sięgająca zenitu. Ten pośpiesznie nagrany i wydany album broni się sam.</p>
<p><strong>Chris Schlarb i Danny Paul Grody</strong></p>
<p>Schlarb nagrał ścieżkę dźwiękową do gry komputerowej traktującej o czarnej kulce przemierzającej ekran (<em>NightSky</em>), a Grody wydał album inspirowany fizycznymi właściwościami światła (<em>In Search of Light</em>). Obaj muzycy sięgnęli po akustyczne instrumentarium i obaj wydali dzieła odbiegające od ich głównych muzycznych dokonań. Schlarb jest jazzmanem specjalizującym się w długich kompozycjach. W <em>NightSky</em> zaczął eksperymentować z miniaturami odtwarzanymi w losowej kolejności, pomiędzy którymi komputer losowo wplata momenty ciszy. Grody natomiast, odbiegając od noir-post-rocka tworzonego w ramach The Drift, stworzył album składający się ze spokojnych motywów gitarowo-klawiszowych. Nie jestem pewien, czy jest to kwestia wspomnianej odmienności, czy po prostu materiał obu muzyków okazał się tak przekonujący.</p>
<p><strong>Human Eye</strong></p>
<p><em>They Came From The Sky</em> to majstersztyk psych-punku. Timmy Vulgar (po rozwiązaniu Clone Defects, dwóch płytach, kilku singlach Human Eye) wreszcie nagrał album oddający koncertową wirtuozerię jego zespołu &#8211; rzecz ciężką i jednocześnie niezwykle zabawną. Dźwięki wysokie są tu podkręcone do granic możliwości, przestery kompletnie zniekształcają standardowe brzmienie gitar, perkusista próbuje imitować tornado, a Vulgar jak zwykle śpiewa o podrywaniu marsjańskich królowych i dantejskich scenach wprost z filmów klasy B. Można nazwać to eskapizmem, ale w obecnym czasie mieszkańcom Detroit pozostało już tylko pisanie piosenek o inwazji kosmitów.</p>
<p><strong>Obowiązkowe wznowienia starszych płyt:</strong></p>
<p>Fungus Brains &#8211; <em>Ron Pistos Real World</em> (Load)</p>
<p>Nothing People &#8211; <em>Late Night</em> CD (S-S)</p>
<p>Cheater Slicks &#8211; <em>Our Food Is Chaos</em> LP+7&#8221; (Almost Ready)</p>
<p>Tyvek &#8211; <em>Fast Metabolism</em> LP (M&#8217;Ladys)</p>
<p>Axemen &#8211; <em>Three Virgins, Three Versions, Three Visions</em> 2LP (Siltbreeze)</p>
<p>The Index &#8211; <em>Black Album + Red Album + Yesterday &amp; Today</em> (Lion Productions)</p>
<p>Annette Peacock &#8211; <em>I&#8217;m The One</em> (Ironic)</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Marek J. Sawicki, <a href="http://tableau.jogger.pl/">blogger</a>, prowadzi audycję we wrocławskim Radio.Sitka.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://glissando.pl/wp/2012/01/podsumowanie-2011-roku-marek-j-sawicki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Popsumowanie 2011 roku &#8211; Wojtek Zrałek-Kossakowski</title>
		<link>http://glissando.pl/wp/2012/01/popsumowanie-2011-roku-wojtek-zralek-kossakowski/</link>
		<comments>http://glissando.pl/wp/2012/01/popsumowanie-2011-roku-wojtek-zralek-kossakowski/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Jan 2012 18:37:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Filip</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://glissando.pl/wp/?p=1602</guid>
		<description><![CDATA[MUZYKA 2011 Ten subiektywny wybór nie dotyczy płyt samych w sobie, a bardziej płyt jako reprezentacji pewnych zjawisk, tego, co w polskiej muzyce się dzieje i z czego należy się cieszyć. Kolejność jest oczywiście nie przypadkowa, a alfabetyczna. &#160; 1. Kwartludium, Kwartludium DUX 2011 Druga płyta zespołu Kwartludium, który od 9 lat pokazuje, że polska [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div><strong>MUZYKA 2011</strong></div>
<div>Ten subiektywny wybór nie dotyczy płyt samych w sobie, a bardziej płyt jako reprezentacji pewnych zjawisk, tego, co w polskiej muzyce się dzieje i z czego należy się cieszyć. Kolejność jest oczywiście nie przypadkowa, a alfabetyczna.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>1.</div>
<div>Kwartludium, <em>Kwartludium</em></div>
<div>DUX 2011</div>
<div>Druga płyta zespołu Kwartludium, który od 9 lat pokazuje, że polska muzyka współczesna zwana poważną istnieje i ma się dobrze. Ta płyta to kolejny dowód na to, że młode polskie kompozytorki i młodzi polscy kompozytorzy: Wojtek Blecharz, Paweł Hendrich, Dobromiła Jaskot, Sławomir Wojciechowski, by wspomnieć te i tych, których utwory się na tej płycie pojawiają i dodać jeszcze te i tych, których utwory Kwartludium również grywa: m.in. Jan Duszyński, Aleksandra Gryka, Aleksander Kościów, Jagoda Szmytka, Wojciech Ziemowit Zych stanowią bardzo wyrazistą „szkołę” (można pokusić się o takie sformułowanie?) i mogą nas jeszcze niejednokrotnie miło zaskoczyć.</div>
<div>Młodzi polscy kompozytorzy: Wojtek Blecharz, Paweł Hendrich, Dobromiła Jaskot, Sławomir Wojciechowski, by wspomnieć te i tych, których utwory się na tej płycie pojawiają i dodać jeszcze te i tych, których utwory Kwartludium również grywa: m.in. Jan Duszyński, Aleksandra Gryka, Aleksander Kościów, Jagoda Szmytka, Wojciech Ziemowit Zych stanowią bardzo wyrazistą „szkołę” (można pokusić się o takie sformułowanie?) i mogą nas jeszcze niejednokrotnie miło zaskoczyć. Ta płyta jest na to kolejnym dowodem.</div>
<div>Warto też zwrócić uwagę na to, że Kwartludium to zespół świetnych muzyków i warto też zwracać uwagę na inne, realizowane poza zespołem projekty Michała Górczyńskiego, Pawła Nowickiego, Piotra Nowickiego i Dagny Sadkowskiej.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>2.</div>
<div>Profesjonalizm <em>Chopin Chopin Chopin</em></div>
<div>Lado ABC 2011</div>
<div>Nawet nie dlatego, że jest to po prostu bardzo dobra płyta. A naprawdę jest. Niech będzie to laurka dla wszystkich tu zaangażowanych: Marcina Maseckiego, 2/3 zespołu Levity, Kamila Szuszkiewicza, Michała Górczyńskiego, Tomka Dudy wraz „z rodzinami”, czyli muzykami skupionymi wokół wytwórni takich jak Lado ABC i Slowdown Records. Niech to będzie laurka dla coraz prężniejszego i coraz ciekawszego środowiska.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div><a href="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/01/pres01.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1606" title="pres01" src="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/01/pres01-300x270.jpg" alt="" width="300" height="270" /></a>3.</div>
<div>a) <em>Zeitkratzer plays PRES</em></div>
<div>b) Bohdan Mazurek, <em>Sentinel Hypothesis</em></div>
<div>c) <em>PRES Revisited, Józef Patkowski in memoriam</em></div>
<div>Seria płyt Bôłt Records poświęcona Studiu Eksperymentalnemu Polskiego Radia</div>
<div>Od jakże dawna mówiło się i mówiło, że to taka wielka nasza duma narodowa to Studio Eksperymentalne Polskiego Radia. Że Chopin, że Szymanowski, że Lutosławski i że Studio właśnie. Tylko, że niewiele z tego, słusznego skądinąd, mówienia, do tej pory wynikało, oprócz wydanego w 2009 roku monograficznego czteropłytowego wydawnictwa poświęconego Eugeniuszowi Rudnikowi. Na szczęście po 54 latach od powstania Studia znakomita wytwórnia Bôłt Records postanowiła nie tylko przypomnieć klasyczne już utwory kompozytorów ze Studiem związanych: Krzysztofa Knittla, Bohdana Mazurka, Krzysztofa Pendereckiego, Eugeniusza Rudnika, Bogusława Schaeffera, ale także poprosić o bardzo interesujące ich interpretacje przedstawicieli sceny muzyki improwizowanej i tzw. nowej: Phila Durranta, Mikołaja Pałosza, Eddie&#8217;go Prévosta, Macieja Śledzieckiego, Johna Tilbury&#8217;ego i zespołu Zeitkratzer.</div>
<div>Natomiast o kolejnej świetnej serii tejże wytwórni „Populista Presents” tutaj nie wspomnę. W miesiącu grudniu zrobił to już zachodni magazyn muzyczny „The Wire”. I dobrze.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>Postscriptum</div>
<div>Alex Ross, <em>Reszta jest hałasem</em></div>
<div>Państwowy Instytut Wydawniczy 2011</div>
<div>Może nie jest to książka najlepsza, ale na pewno jest to książka ważna. Mimo, że miejscami drażni i trudno czasem zgodzić się z autorem jeśli chodzi o przykłady i idee, to „Słuchając XX wieku”, bo taki podtytuł nosi dzieło Rossa, może nie tylko przyczynić się do popularyzacji muzyki współczesnej (pojętej bardzo szeroko), ale i sprowokować ożywczą i jakże nam potrzebną o niej dyskusję. Książka wprowadza bowiem język nadal w Polsce mało obecny: język opisujący muzykę w konkretnych kategoriach społecznych i politycznych. I choćby dlatego <em>Reszta jest hałasem</em> jest książką na tej ziemi bardzo ważną.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>Wojtek Zrałek-Kossakowski, &#8222;Krytyka Polityczna&#8221;</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://glissando.pl/wp/2012/01/popsumowanie-2011-roku-wojtek-zralek-kossakowski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie 2011 roku &#8211; Łukasz Warna-Wiesławski</title>
		<link>http://glissando.pl/wp/2012/01/podsumowanie-2011-roku-lukasz-warna-wieslawski/</link>
		<comments>http://glissando.pl/wp/2012/01/podsumowanie-2011-roku-lukasz-warna-wieslawski/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Jan 2012 18:22:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Filip</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://glissando.pl/wp/?p=1594</guid>
		<description><![CDATA[Koncerty Swans i Current 93 Dwie legendy, choć darzone przeze mnie olbrzymim szacunkiem, sercu najbliższe nigdy nie były. Występy na żywo, odpowiednio w Barcelonie (na festiwalu Primavera) i Katowicach (przy okazji katowickiego OFF-Festiwalu), okazały się być jednak wydarzeniami o sile mogącej zmienić życie. Pierwszy z nich &#8211; piękny w swojej brutalności i kolosalności dźwięków. Drugi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Koncerty Swans i Current 93</strong></p>
<p>Dwie legendy, choć darzone przeze mnie olbrzymim szacunkiem, sercu najbliższe nigdy nie były. Występy na żywo, odpowiednio w Barcelonie (na festiwalu Primavera) i Katowicach (przy okazji katowickiego OFF-Festiwalu), okazały się być jednak wydarzeniami o sile mogącej zmienić życie. Pierwszy z nich &#8211; piękny w swojej brutalności i kolosalności dźwięków. Drugi &#8211; w szaleństwie; pełen wzruszających momentów oraz sporego dystansu do siebie.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Panda Bear – Tomboy</strong></p>
<p>Oczekiwania po niesamowitym <em>Person Pitch</em> miałem olbrzymie, ale, szczęśliwie, Noah Lennox, wsparty produkcyjnymi zdolnościami Petera Kembera, stworzył zupełnie nowe i równie fascynujące brzmienie. <em>Tomboy</em> to album bardzo rytmiczny, zakorzeniony głęboko w muzyce tanecznej, choć, jak twierdzi autor, zainspirowany raczej muzyką rockową, jej żywiołowością i pasją przekładającą się na muzykę osobistą, emocjonalną, uderzającą na zupełnie innej płaszczyźnie. Choć słyszę w tych utworach bardziej Wolfganga Voigta niż Nirvanę, a wokale rozkosznie zlewają się w przesłodki, harmonijny ozdobnik &#8211; zamazując nieco przekaz &#8211; to jednak nie zaprzeczę, że mechaniczność zapętlonych motywów ułożona jest z sercem.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><object width="100%" height="81" classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="https://player.soundcloud.com/player.swf?url=http%3A%2F%2Fapi.soundcloud.com%2Ftracks%2F17731500" /><embed width="100%" height="81" type="application/x-shockwave-flash" src="https://player.soundcloud.com/player.swf?url=http%3A%2F%2Fapi.soundcloud.com%2Ftracks%2F17731500" allowscriptaccess="always" /> </object> <span><a href="http://soundcloud.com/paw-tracks/afterburner">Afterburner</a> by <a href="http://soundcloud.com/paw-tracks">Paw Tracks</a></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><strong>Unsound Festival</strong></span></p>
<p>Krakowska impreza po raz kolejny przyciągnęła imponujących muzyków, prezentując zarówno najświeższych artystów ze sceny klubowej, niszowych twórców wydających na limitowanych kasetach i winylach oraz klasyków, którzy mieli olbrzymi wpływ na dzisiejszą muzykę. Znakomicie dobrany i przemyślany line-up zaowocował ośmioma dniami praktycznie bez słabych koncertów, a nieliczne wpadki były efektem podjęcia przez muzyków artystycznego ryzyka. Najbardziej pamiętne momenty to żywiołowy występ <strong>LA Vampires</strong> łączących kalifornijską psychodelię z pełnym pasji house&#8217;em i disco, niemiecki techno walec <strong>Kassem Mosse</strong>, chłodna perfekcja <strong>Chrisa i Cosey</strong>, w których twórczości słychać zalążki większości mroczniejszych form elektroniki i porywający live act <strong>Machinedruma</strong>, który był fuzją tego co najświeższe w coraz bardziej inspirującej się brzmieniami z Chicago muzyce garage.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Tim Hecker – Ravedeath, 1972</strong></p>
<p>Tegoroczna płyta Tima Heckera jest chyba najbardziej intensywną i emocjonalną w jego karierze. Chłodne, pulsujące tony <em>Ravedeath, 1972</em> natychmiastowo odnoszą mnie do rewelacyjnego koncertu z Krakowa, a to(dla mnie) stawia ten materiał na szczycie dokonań Kanadyjczyka, jak i w rankingu tegorocznych płyt. Po prostu piękna muzyka.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Śmierć Trish Keenan</strong></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;">Nigdy wcześniej jeszcze nie wstrząsnęła mną śmierć żadnego muzyka. Co jakiś czas żegnamy bardziej lub mniej ważne postacie, ale do żadnej z nich nie miałem tak osobistego stosunku, jak do twórczości Broadcast. Będzie mi wyjątkowo brakować nowych produkcji obdarzonych eterycznym wokalem Trish.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/01/r111.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1596" title="r111" src="http://glissando.pl/wp/wp-content/uploads/2012/01/r111-300x300.jpg" alt="" width="300" height="300" /></a></p>
<p><strong>Rustie – Glass Swords</strong></p>
<p>W nowej elektronice naprawdę trudno się połapać. Wszystko łączy się ze wszystkim, gatunki mutują, powracają zza grobu&#8230; <em>Glass Swords</em> jest krążkiem, który dobrze oddaje ducha czasu. Mieszają się na nim dubstep z r&amp;b, trance z hip-hopem, prog-rock z muzyką gier wideo. Ten kocioł podkreślony jest niezwykle płaskim, głośnym i rozbuchanym brzmieniem, co przekłada się na salwy maksymalistycznych wybuchów elektronicznej papki. Bardzo zajmujące i sprawiające olbrzymią przyjemność zjawisko.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Polska muzyka</strong></p>
<p>W tym roku, jak w żadnym innym wcześniej, podobała mi się ogromna liczba polskich wydawnictw. Dorobiliśmy się świetnej i bardzo aktualnej muzyki elektronicznej, na której prym wiodą garage&#8217;owe <strong>Concrete Cut</strong> i hiphopowe <strong>U Know Me</strong>. EP-ki <strong>Deama</strong> i <strong>0311</strong> czy LP <strong>Galusa</strong> w niczym nie odstają od zachodnich produkcji. Dobrze ma się hałaśliwy indie rock, stojący w opozycji do nabierającej coraz większej popularności sentymentalnej i rozmemłanej sceny piosenkowej, co pokazały świetne płyty <strong>Plum</strong> i <strong>Psychocukru</strong>. Rewelacją okazał się trudny do zaszufladkowania debiut <strong>kIRk</strong>, zręcznie łączący ciężką elektronikę z jazzem. Świetnie radził sobie również nasz pop, zarówno ten artystyczny <strong>Julii Marcel</strong>, komercyjny <strong>Mariny</strong>, jak i będący gdzieś na wpół tych dwóch stylistyk <strong>Izy Lach</strong>. Najlepszą lokalną pozycją jest dla mnie jednak album <strong>Piętnastki</strong>, projektu <strong>Piotra Kurka</strong>, który zamknął IDM-owe skomplikowanie w pełnych emocji folkowych reminiscencjach rustykalnego dzieciństwa.</p>
<p>Łukasz Warna-Wiesławski, <a href="http://niezalcodzienny.pl">niezalcodzienny.pl</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://glissando.pl/wp/2012/01/podsumowanie-2011-roku-lukasz-warna-wieslawski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

