Oramics: bohaterki dźwięku

11 sylwetek kobiet zajmujących się dźwiękiem w bardzo różnych odsłonach – od modularów przez technikę sceniczną po mastering. Poznajcie bohaterki naszego nowego cyklu!

Karolina Karnacewicz / Morgiana Hz

Oramics / 6 maja 2019

Karolina Karnacewicz aka Morgiana Hz – producentka, DJ-ka, turntablistka i performerka. Siła sprawcza „Emancypacji dźwiękiem”, połówka ogników.
: fraktalna mgła :: zdekonstruowana natura :: ekoseksualność :: manifest zmysłów :: cyfrowy mech :: geopoetyka :: krystaliczna sieć :: biofilia :: lizanie wiatru :: cud bliskości :: alchemia serc :: synergia antycznych zaklęć :: rozpuszczanie (się) w soczystej rozkoszy :: kwitnąca przyjemność :: rezonans między naturą a istnieniami :: dotyk dźwiękiem :: wibracje szeptów :

1. Czy pamiętasz moment, w którym zainteresowałaś się technologią/sprzętem, który jest ci obecnie najbliższy? Jak to się stało, że poszłaś tą ścieżką? Napisz kilka słów o tym, czym się zajmujesz.

Muzyka jest częścią mnie, nią oddycham, jest nieodłącznym elementem mojego życia od maleńkości. Swój pierwszy rejw, w lesie nad pobliskim jeziorem, zorganizowałam z bandą przyjaciół, gdy miałam zaledwie kilkanaście lat. Trochę fal się przelało, zanim zaczęłam grać. Już jako dziecko odznaczałam się dużą wrażliwością nie tylko na muzykę, ale przede wszystkim na otaczające mnie dźwięki. Rodzice puszczali mi bajki z płyt winylowych, pamiętam moją ekscytację tą magiczną maszynerią, gramofonem, radość z obcowania z nim, fizyczność związaną z przekładaniem płyt. Już wtedy coś zaiskrzyło i myślę, że to w dużej mierze ukształtowało moje hybrydowe sety – konstelacje.

Stale rozszerzam swoje „instrumentarium”, poszukuję nowych dróg ekspresji. Na zeszłorocznym HackLabie – laboratorium muzycznym podczas festiwalu CTM – wraz z moją super ,)) grupą[1] zajmowaliśmy się wykorzystaniem w muzyce sztucznej inteligencji, zmutowaliśmy nasze głosy przy użyciu uczenia maszynowego, tworząc nową niebinarną osobowość, która na żywo weszła z nami w dialog:

(ok. 40:40)

Jak widać, tym razem produkuję dźwięki; tańcząc, dyryguję laptopową orkiestrą splecioną sieciami neuronowymi, odbieram i nadaję impulsy poprzez specjalne sensory. Bardzo lubię z nimi pracować – wykorzystywałam je także w audiowizualno-sensualnym doświadczeniu na Festiwalu Sztuk Efemerycznych KONTEKSTY, gdzie wraz z Bartłomiejem Chmarą i Kingą Maługą stworzyliśmy soniczno-świetlną przestrzeń, której tkankę tkaliśmy na żywo także dzięki interferencjom ludzi.

Stale współpracuję z meksykańskim artystą dźwiękowym ℌEXOℜℭℑSMOSem, razem eksplorujemy nasze dziedzictwa, moc kryształów i intencji, czarodziejstwo w sprzężeniu ze ścisłą nauką. Podczas naszych długich berlińskich sesji, które zamieniają się w dnie, kreujemy dźwięki przez maszyny, a także śmieci/nie-śmieci znalezione na ulicach, jednak najciekawszy jest specjalny system, który – dzięki uczeniu maszynowemu – pobiera dźwięki z roślin. Ich natężenie i barwa zależą od wszystkiego – pory dnia, naświetlenia, wkładanej energii, poziomu wody plus wszelakich intencji, którymi karmimy rośliny. To niesamowite, ale aloesy produkują bity! Bardzo organiczne i soczyste.

Niedawno „uczyłam się” binauralnego nagrywania od FIsa i komponowania (w) przestrzeni z Pyur. Miałam mały romans z kreowaniem dźwięków, kodując na żywca. Zrobiłam muzykę do instalacji VR Excrescence – Body Extension Open Source, która została przedstawiona w Teatrze Powszechnym w Warszawie, gdzie podczas dwudniowej premiery i w ramach powitania nowej miejscówy Dream Adaption Society grałam prawie pięciogodzinne sety – pierwszy składający się tylko z moich kompozycji, później łączyłam także cudze utwory. Zaczęłam też performować, a moje występy zaczęły przybierać formę performansu. W zeszłym roku w Krakowie podczas cyklu Oczy Przywykłe do Zmroku Nasłuchują Zmian zadebiutowałam kwadrofoniczną kompozycją. Potem z pełnym półtoragodzinnym setem fleshy flower, głęboko osobistym, szamańskim spektaklem czerpiącym z oczyszczającej mocy dzikości, wystąpiłam na cudownym festiwalu Nyege Nyege w ugandyjskiej dżungli. Fleshy flower to opowieść o stawaniu się sobą, poszukiwaniu odpowiedzi i zakotwiczaniu w „jestem”. O wewnętrznych podróżach, ujrzeniu drugiej strony sytuacji, kiedy było totalnie ciężko oraz ucieleśnieniu tej siły, która koi i pcha, która nie pozwoliła się zatrzymać ani zagubić czy zniknąć. Subtelna, ale bardzo mocna. Dzika jak natura.

Wszystkie moje artystyczne działania – od grania po instalacje performatywne – oferują historie zakorzenione w przestrzeni serca, które mogą być uzdrawiające. To od osoby doświadczającej zależy, czy to zauważy, czy będzie świadkiem, a może uczestnikiem, który przyjmie transformację. Dla mnie rzeczywistość jest wirtualna. Przyzwalam przepływowi nieskończonej energii poruszać się i uosabiać przez moje ciało, działam w służbie nieskończoności, w balansie ze źródłem, z własnym rytmem, z przeznaczeniem i wizją. Ciągle grają we mnie pytania – jak mogę dać istotom coś więcej niż tylko historie, które pojmuje się głową, takie, o których można rozmawiać? Jak kolektywnie doświadczyć tego, co jest poza mówieniem? Jak ucieleśnić wiedzę? Jak możemy zbudować wspólne doświadczenie dzielenia się i poznawania? Jakim uczuciem jest moment, gdy się połączymy? Co to właściwie tworzy energetycznie? Bardzo lubię słowo togetherness, które interpretuję jako cud praktykowania połączenia. Cieszę się soczystością życia w wymiarze zmysłowym. Po prostu ufam temu, co przychodzi, karmię moje pasje. Wyobrażam sobie, że moje serce jest podłączone do kosmicznej anteny, która zbiera niewidzialne częstotliwości i inne „sekretne” wiadomości, otwieram uszy, ćwiczę się w uważności, trwam w stanie wdzięczności i pozwalam energii przepływać oraz kreować to, co najlepsze dla mnie tutaj i teraz. Ścieżki życia naprowadzają mnie na fantastycznych ludzi, którzy są zapalnikiem dla moich ukrytych predyspozycji. Czegoś, co było w głębi, ale zostało wyprowadzone na światło dzienne.

2. Czy mierzyłaś się kiedykolwiek ze stereotypami w swojej głowie? Dziewczyny często powtarzają, że na początku borykały się z wewnętrznym przekonaniem, że sprzęt nie jest dla kobiet. Jak można pokonać taką blokadę?

Pochodzę z małego miasteczka i rodziny, w której długo starałam się o zaakceptowanie. Zabawne, że kiedy przestałam zabiegać – przyszło samo. Grunt to dojść do porządku we własnym wnętrzu – reszta się dopasowuje. Im głębiej wchodzę w siebie, im więcej warstw zdejmuję, tym bardziej dokopuję się do swoich odpowiedzi. Bardzo pomocna jest dla mnie joga kundalini i śpiew, a może nawet po prostu wydawanie dźwięków, oddychanie całym ciałem. Praktyki te bardzo podnoszą wibracje. Nadal noszę w sobie pewne strachy, ale przepracowuję je i umacniam stawanie w swojej sile.

3. Jaka jest twoja aktualna dźwiękowa obsesja/zajawka, na czym się obecnie skupiasz w swojej pracy?

Przygotowując się do przedstawienia fleshy flower, odbyłam trzytygodniową rezydencję w studiu Nyege Nyege Tapes w Kampali, gdzie łączyłam wiedzę słowiańskich przodków i wszystko, co wiem o energii oraz elementy afrykańskiego dziedzictwa, świadomości ciała i wibracyjnej alchemii. Poznałam tam Slikbacka, kenijskiego producenta i DJ-a, z którym od początku weszliśmy w komitywę. Zaczęliśmy natychmiast grawitować w kierunku swoich przeciwstawnych dźwiękowych biegunów i zdecydowaliśmy się na współpracę. Myśleliśmy wówczas, że spotkamy się nieprędko i czasem spędzaliśmy po kilkanaście godzin, po prostu robiąc muzykę i pokazując wszystko, co pcha nas do przodu. Z synergii moich nagrywek i ich przetworzeń komputerowych, które Freddy [Njau – przyp. red.] nazwał kiedyś „zdekonstruowaną naturą”, ze swobodnych struktur, wokalnych geopoezji i bazy sampli z najróżniejszych instrumentów, a także ciężkiego basowego brzmienia Slika, które jest fuzją trapu, grime’u, gqomu, tribalu i wszystkiego, co mu aktualnie w duszy gra i buczy, postanowiliśmy stworzyć duet. Nazwa przyszła sama – ogniki. Niedługo debiutujemy w Hakuna Kulala, siostrzanym labelu Nyege Nyege Tapes. Teraz dopracowujemy nasz live act. Slikback odbywa właśnie trzymiesięczną europejską trasę. W Amsterdamie zagraliśmy razem trzygodzinną hybrydę, to była czysta przyjemność. Ludzie reagowali bardzo żywiołowo, na parkiecie było chyba wszystko, bo nawet twerkowanie czy moshowanie. A ta przygoda dopiero się zaczyna!

Niedawno podjęłam też współpracę z artystami sceny Dream Adoption Society Teatru Powszechnego w Warszawie. Stworzyliśmy wieloosobową instalację VR Excrescence – Body Extension Open Source, której celem jest zgłębianie doświadczenia zbiorowej transformacji impulsu przyjemności, dotyku oraz wspólnoty, poprzez różne aspekty. „Hybrydyzacja kształtów wypełza poza granice tego, co znane; skóra marszczy się i otwiera, zlepkiem miliona otworów chłonie i pragnie rozszerzenia. Pozwólmy naszym ciałom na swobodny, niczym nieskrępowany proces rozszerzenia – niech kwitną, dzielą się na nowe części i odczuwają!”. To impuls do wytworzenia nowej, miękkiej fali doznań.

4. Co okazało się w tym roku największą inspiracją dla twojej pracy?

Zdecydowanie moja rezydencja w Afryce, granie na kłirowej imprezie w Kampali, na uniwersytecie (legendarny minutowy set), zagranie trzech różnych setów na Nyege Nyege w dżungli zaraz przy źródle Nilu, pokazywanie swojej muzyki ludziom wychowanym w innej kulturze, szczere i proste rozmowy o muzyce i jaki ładunek emocjonalny ona za sobą niesie. Zrozumiałam, że sprzęt nie ma żadnego znaczenia. Że można zrobić totalnie ogniste traki lub perfo, loopując w Virtual DJu (ukłon dla tanzańskiej sceny singeli i ekipy Sisso, lovka). Ograniczenia sprzętowe czy trudna dostępność sprawiają, że człowiek staje się bardziej kreatywny – bo „musi”. Arlen Dilsizian i Derek Debru, założyciele Nyege Nyege Tapes i Hakuna Kualala (festiwalu w Jinji), a także artystycznej willi w Kampali (dachu nad głową, studia i miejsca rezydencyjnego), robią wspaniałą robotę. Cisną mimo niedostatków i nigdy, przenigdy się nie poddają. To najbardziej wibrujące miejsce na Ziemi, gdzie wszystko jest tak żywe, że aż tętni, rośliny śpiewają, a „najbrzydsze” kamienie w ogrodzie okazują się kryształami o najczystszej wibracji na tej planecie. Hakuna kulala oznacza: „nie ma spania”, co jest dewizą willi. Z każdego zakątku pulsują dźwięki, czy to elektro acholi od Leo Palayeng Kenny, mroczne eksperymenty z jaskini Zilli, kongolskie hybrydy technowe Reya Sapiensa, wrzaski najlepszych kampalskich MCs – Swordmana, Blaq Bandany czy Ecko Bazza, bądź po prostu próby lokalnych bandów takich jak Nilotica Cultural Ensemble czy Nihiloxica. Niesamowity klimat. Chęć tworzenia, współdziałania z każdym możliwym artystą, czy to raperką, czy tancerzem. Uganda nauczyła mnie wytrwałości, pogody ducha w każdym momencie, totalnej radochy z życia i bycia badassem. A także twerkowania.

5. Co było w tym roku największą przeszkodą/nauczką i jak się z tym zmierzyłaś?

Zeszły rok był hardkorowy, bardzo dużo zmian i uczenia się akceptacji. Dziękuję sobie za to, że ufam i wierzę nawet w tych trudnych momentach. Podróż od głębokiego berlińskiego betonu bez głębi, bez serca, bez duszy – po unię z naturą w górskiej wioseczce, kąpanie się przy świetle księżyca, stąpanie boso po Ziemi, swobodny taniec w lesie, ogniska, wspinanie i… ekologiczny rejw. Przyroda to moja główna nauczycielka i źródło inspiracji. Słuchanie tego najcichszego głosu – wołania duszy. Odkrywanie i wyrażanie siebie – jako artyst(k)a, nie tylko rzemieślnik dźwiękowy. Ja zajmuję się wibracjami, masażem dźwiękowym.

6. Jaką radę dałabyś dziewczynom, które chciałyby pójść ścieżką artystyczną/zawodową podobną do twojej? Od czego zacząć? Do kogo się zwrócić? Gdzie poznać sprzęt?

Najciekawiej jest w zakamarkach i na zakrętach, a podążanie za sobą daje głębsze poczucie spełnienia. Czuję i wiem, że każda sytuacja, nawet ta na pozór najtrudniejsza, jest po coś. To jest frazes, gdy tego słuchamy, ale przestaje być frazesem, gdy to poczujemy. xxx Bądź sobą, świet(l)ną istotą z otwartym sercem. Intymność otwiera i zaprasza do codziennej czułości ze światem zewnętrznym. Intymność to nasza przestrzeń, a dzielenie się nią pozwala na szczery kontakt z otoczeniem. Twoja wibracja zaprowadzi tam, gdzie chcesz się znaleźć.

 

Rozmowę przeprowadziła Justyna Banaszczyk

 

[1] Grupa True a Border w składzie: Anna Kamecka, Aziz Ege Gonul, Moisés Horta Valenzuela aka ℌEXOℜℭℑSMOS, Jason Geistweidt, Karolina Karnacewicz aka DJ / Morgiana HZ, Gašper Torkar.