Children’s Requiem – po stronie ofiar Anna Wójcikowska rozmawia z Zygmuntem Krauze
Jedenaście tysięcy sześćset czterdzieścioro ośmioro dzieci zostało zabitych lub okaleczonych w zaledwie jednym roku – 2023. Afganistan – czterysta osiemdziesięcioro dwoje dzieci. Kongo – sześćset pięćdziesięcioro czworo dzieci. Haiti – dwieście sześcioro dzieci. Gaza – cztery tysiące dwieście czterdzieścioro dwoje dzieci. Mali – dwieście sześćdziesięcioro dzieci. Mjanma – osiemset sześćdziesięcioro jeden dzieci. Somalia – sześćset dwadzieścia dziewięcioro dzieci. Sudan – tysiąc dwieście czterdzieścioro czworo dzieci. Jemen – czterysta siedemdziesięcioro dziewięcioro dzieci. Burkina Faso – sześćset siedemdziesięcioro ośmioro dzieci. Etiopia – sto sześćdziesięcioro dziewięcioro dzieci. Ukraina – czterysta dziewiętnaścioro dzieci.
W Ukrainie od początku wojny zginęło dwa i pół tysiąca dzieci. W Strefie Gazy od początku wojny zginęło piętnaście tysięcy sześćset dzieci. Czterdzieści siedem milionów dzieci na świecie zostało wysiedlonych z powodu wojen, konfliktów i przemocy. Czterysta siedemdziesiąt trzy miliony dzieci żyje w strefach wojennych.¹
Anna Wójcikowska: Rozmawiamy kilka dni po prawykonaniu Children’s Requiem – utworu, którego tematyka jest bardzo trudna. Opowiada o potwornej krzywdzie wyrządzanej bezbronnym, o mordowaniu dzieci w czasie wojen XXI wieku i o wciąganiu ich w rzeczywistość wojenną. Festiwal Wratislavia Cantans, który zamówił utwór, nie narzucił ram gatunkowych ani tematyki. Czy pojawił się zatem jakiś impuls, który popchnął cię do skomponowania Dziecięcego Requiem?
Zygmunt Krauze: Pomysł, żeby napisać requiem, pojawił się u mnie dwa lata temu po doświadczeniu w Timișoarze w Rumunii. Miasto, ówczesna Europejska Stolica Kultury, zamówiło u siedmiu kompozytorów z siedmiu byłych krajów komunistycznych kolejne części requiem, które złożyły się na jeden utwór pamięci ofiarom komunizmu. To wypadło fantastycznie. Wtedy pomyślałem, że chciałbym skomponować całe requiem. Wcześniej wybuchła wojna w Ukrainie i to jakoś przybliżyło mi ten dramat wojenny, dramat śmierci. Temat, który mnie bardzo porusza, to zabijanie dzieci – nie tylko tu, obok nas, ale na całym świecie. Zrobiłem więc research i byłem przerażony tym, jakie są rozmiary tej zbrodni. Wtedy zacząłem układać tekst. Przy okazji kolejnego wykonania mojej opery dziecięcej Yemaya w Operze Wrocławskiej odwiedziłem NFM, znajdujące się po sąsiedzku, i powiedziałem Andrzejowi Kosendiakowi o moim pomyśle. Dwa tygodnie później prowadziłem już konkretne rozmowy dotyczące realizacji Dziecięcego Requiem.
Pracę rozpocząłem, podobnie jak w przypadku moich oper, od tekstu. Jak wiesz, Children’s Requiem nie jest utworem religijnym, tekst jest zupełnie świecki. Świecki i mądry. Mądry przede wszystkim dlatego, że oparty na faktach, a fakty są ważne, może nawet najważniejsze. W pierwszej części, Introduction, chór wylicza konkretne państwa wraz z bardzo dokładnymi liczbami zabitych dzieci na podstawie raportów ONZ-etu i UNICEF-u. Teksty pozostałych części to relacje dzieci okaleczonych fizycznie i psychicznie, sceny z ich tragicznego życia, a także słowa Seneki, który jest moim ulubionym myślicielem – są to niezwykle trafne spostrzeżenia dotyczące życia i śmierci człowieka. Do obsady wykonawczej dołączyłem chór dziecięcy, który śpiewa po prostu dziecięce piosenki z Ukrainy, Sudanu i Konga. To dało mocny efekt, polegający na kontraście pomiędzy mrocznym i tragicznym obrazem śmierci dzieci a wesołymi, skocznymi melodiami.
Poszczególne części są bardzo zróżnicowane pod względem muzycznym i emocjonalnym. Mogę powiedzieć, że w wielu momentach korzystałem ze swoich pomysłów, które realizowałem już w innych utworach.
AW: Wydaje mi się, że sam początek jest taki jak w Tableau Vivant, prawda? A zakończenie jest z kolei podobne do zakończenia opery Olimpia z Gdańska.
ZK: Zgadza się. Miałem nawet trochę wątpliwości, czy to jest właściwe, czy tak mogę robić. Skorzystałem jednak z tych pomysłów, bo chciałem w Children’s Requiem zawrzeć maksimum emocji i siły przekazu, a wydawało mi się, że te fragmenty doskonale do tego pasują. Ważne, że większość pomysłów zaczerpnąłem z utworów instrumentalnych, więc nałożenie warstwy wokalnej i tekstowej dodało tej muzyce wartości.
AW: Oczywiście muzyczne środki są adekwatne do treści, a równocześnie pojawiają się tu instrumentalne przerywniki z sekundowo-tercjowymi motywami, bardzo dobrze znane z innych twoich utworów, jeszcze tych wczesnych, unistycznych. Intryguje mnie, w jaki sposób w utworach o przeróżnym charakterze – i pogodnym, i tragicznym – stale odciskasz ten krauzowski emblemat.
ZK: Nie mogę się od tego wyzwolić. To jest albo słabość, albo siła, albo jedno i drugie na raz. Korzystam z tego motywu, który towarzyszy mi od Polichromii z 1968 roku – on ewoluował, ale jednak jest obecny. Czuję, że za jego pomocą mogę wyrazić to, co chcę powiedzieć.
AW: Requiem jako gatunek ma swoją tradycję. Twoje nie jest religijne – podobnie Brahms w Ein deutsches Requiem pokazał, że nie musi ono być pisane do tekstu liturgicznego i może być inspirowane osobistymi przeżyciami. Albo przeciwnie, można też – tak jak zrobił to Penderecki w Polskim Requiem – pójść w stronę wielkości, to znaczy opiewać wielkie wydarzenia i wielkie postacie. Mamy też War Requiem Brittena, ideowo pokrewne twojemu dziełu. Czy, pisząc swój utwór, odczuwałeś na barkach ten gatunkowy ciężar?
ZK: Nie można go nie odczuwać – oczywiście, że czułem ten ciężar. Ale kieruję się też jedną naczelną i ponadczasową zasadą – odcinam się od tego, co jest na zewnątrz mnie. Staram się nie myśleć o moich poprzednikach, bo dzięki temu mam przestrzeń do mojej własnej imaginacji. Z drugiej strony odczuwam ogromny respekt i zachwycam się tym, co robiono przede mną, to jest jasne. Ale walczę o swoje. Z pełnym przekonaniem skomponowałem własne requiem, korzystając ze swoich doświadczeń. Chciałem w nim zawrzeć sedno odczucia, sedno emocji, najgłębszy ból i złość.
AW: A to można zrobić tylko za pomocą swojego języka.
ZK: Tak. Dodatkowo nie chciałem ryzykować tworzenia zupełnie nowych obrazów dźwiękowych, wolałem odnieść się do tych, które sam już kiedyś stworzyłem. Wydawało mi się, że są one wystarczająco mocne i pasują do tego utworu.
Spojrzałem na żołnierza i zapytałem: „Dlaczego zastrzeliłeś moją wnuczkę?” Zdumiał się, widząc dziecko zalane krwią, i po chwili powiedział: „Przepraszam”.²
AW: Tekst, który wykorzystałeś w utworze, jest momentami makabryczny. Mam opory, żeby go przywoływać.
ZK: Uważam, że słowo jest bardzo ważne. I w komunikacji, i w opisie historii, i w opisie teraźniejszości. Często się mówi, że np. zginęło tyle i tyle osób. Te osoby nie zginęły – zostały zabite. To są zupełnie inne słowa, które pokazują, co się naprawdę stało. Jakiś żołnierz wziął karabin i strzelił do dziecka. To jest mocne.
AW: Jeśli ktoś ma podstawowe ludzkie odruchy, to dla niego krzywda dziecka jest czymś potwornym. Ale odkąd sama mam dzieci, myśl o tym, że gdzieś indziej to właśnie najmłodszym dzieje się krzywda, jest wprost nie do wytrzymania. Kiedy obejrzałam nagranie, na którym widać było mieszkańca Gazy wyciągającego po nalocie izraelskich rakiet spod gruzów bezwładne ciało dziecka, nie mogłam w nocy spać. Nie umiem pojąć, jak naród, który przeżył Holokaust, jest w stanie zgotować taki los innej nacji, odmawiać jej człowieczeństwa i prawa do egzystencji. Jak sobie z tym radzić, co my tu w Polsce możemy zrobić i czy muzyka jest w stanie jakkolwiek pomóc?
ZK: Każdy może coś zrobić. Myślę, że gdyby ludzie byli bardziej wrażliwi, może lepiej poinformowani za pomocą właściwych słów, nie takich wygładzonych, to jednak suma różnych myśli i postaw poszczególnych osób mogłaby wpłynąć na tych, którzy dyrygują armią i rządem.
Ja jestem w pewnym sensie uprzywilejowany, bo byłem w stanie skomponować utwór, który usłyszało ileś osób podczas prawykonania, jeszcze więcej w radiu, później jeszcze więcej w telewizji [prawykonanie Children’s Requiem było w październiku 2025 roku czterokrotnie retransmitowane przez telewizję Mezzo – przyp. AW] i podczas kolejnych wykonań. Jest to jakaś malutka kropla w morzu potrzeb, ale wierzę, że warto poznać prawdę, dokładnie nazwać ją odpowiednimi słowami i zwrócić uwagę publiczności we właściwym kierunku – nie tyle sprowokować ją do działania, bo nie można od ludzi wymagać, aby działali, ale przynajmniej wzbudzić u niej refleksję.
AW: W niedawnym wywiadzie, który przeprowadziła z tobą Anna S. Dębowska dla „Gazety Wyborczej”, padło stwierdzenie, że świat teraz zobojętniał na zło. A ja zastanawiam się, czy takie zbiorowe zobojętnienie nie jest przypadkiem mechanizmem adaptacyjnym – przecież do niedawna my, ludzie, wiedzieliśmy tylko, co się dzieje w naszej wiosce, ewentualnie w sąsiedniej. Dziś w internecie dostępne są transmisje wideo z ludobójstwa 24/7.
ZK: Ja jestem z takiego pokolenia, które jeszcze ogląda telewizję. Mam w domu telewizję, kablową, 40–50 kanałów, po których mogę skakać. I zauważam, że w 80% to są amerykańskie filmy, w których strzelają, uciekają, palą, zabijają. Jesteśmy stale konfrontowani z tym i przyzwyczajani do tego, że ktoś przystawia komuś pistolet do głowy. Ja tego nie akceptuję, uważam, że to jest świństwo. Z tego, co słyszałem, ludzie w Polsce kupują coraz więcej broni. To znaczy, że chcą zabić drugiego człowieka. Bo po co im ta broń?
Łudzimy się, sądząc, że ku śmierci zmierzają jedynie starcy zgarbieni wiekiem, gdy tymczasem dzieciństwo, młodość i każdy okres życia prowadzi do niej od razu.³
AW: Zastanawiam się, czy dla ciebie treść utworu ma wymiar autobiograficzny? W czasie II wojny światowej sam byłeś małym dzieckiem.
ZK: Wspomnienia tkwią we mnie, choć przy tym utworze nie wracałem do nich, bo to, co się dzieje teraz, jest tak straszne, że nie muszę przypominać sobie tego, co było 80 lat temu. Polacy bardzo często wspominają powstanie warszawskie czy w ogóle II wojnę światową – uważam, że to jest rozmywanie sprawy. Teraz jest jeszcze gorzej. Dzisiejsze wojny są straszniejsze i udowadniają to liczby zabitych ludzi.
Jeśli pytasz o to, co pamiętam z wojny, to raczej to, co działo się pod jej koniec, gdy miałem sześć lat. Jechaliśmy wozem ze wsi Uchań pod Łowiczem do Łodzi, bo nasz dom w Warszawie był zbombardowany, a Łódź pozostała praktycznie nietknięta. To był luty 1945 roku. Pamiętam tę mroźną drogę, jechaliśmy cały dzień. W przydrożnych dołach leżały zamarznięte szczątki koni i ludzi. Apokaliptyczne obrazy. Pamiętam też, że w czasie powstania warszawskiego przebywaliśmy w Piastowie pod Warszawą i tam biegałem z innymi chłopakami. Któregoś wieczoru wbiegliśmy na górkę, z której widać było czerwoną łunę na niebie nad Warszawą. Pamiętam dokładnie, jak to wyglądało i jakie przerażenie w nas wzbudziło.
Kiedy jeszcze mieszkaliśmy w Warszawie na Hożej, w samym centrum, i wyły alarmy sygnalizujące, że trzeba zbiec do schronu, a nasze mieszkanie znajdowało się na piątym piętrze, to pamiętam, jak zbiegałem z tych schodów. To śniło mi się jeszcze latami po wojnie: to uczucie ogromnego strachu, pędu, żeby jak najszybciej zbiec do piwnicy, i ludzie w tej piwnicy, siedzący po ciemku przy świeczkach. Ja to pamiętam doskonale. Ale te wspomnienia nie były mi potrzebne do napisania Requiem.
AW: Mówiąc jeszcze o warstwie muzycznej Children’s Requiem, chcę zwrócić uwagę na fragmenty wykonywane przez chór dziecięcy. Pierwsze pojawienie się dziecięcych głosów – a cappella, unisono, śpiewających beztroską, modalną melodyjkę (jak się domyślam, ukraińską), bez słów – było jak oddech, jak promień słońca, dochodzący do jakiegoś ciemnego miejsca. Kolejne wejścia chóru dziecięcego miały wielkie znaczenie dramaturgiczne. I żywo przypominały, o kim jest ten utwór.
ZK: To pokazuje drugą stronę życia. Ten formalny pomysł, oparty na totalnym kontraście, przypomina, że życie może być albo horrorem zabijania, albo szczęściem małych dzieci. Ostatnie wejście chóru dziecięcego jest jednak krzykiem, buntem – dzieci zabierają głos, śpiewając słowa dziesięcioletniej Mahy z Jemenu: „gdybym mogła napisać list do najważniejszej osoby na świecie, powiedziałabym: zatrzymaj wojnę!”⁴. Można powiedzieć, że to banalne, ale jeśli są to prawdziwe słowa ofiary wojny, udokumentowane przez reporterów, to ma to swoją niesamowitą, poruszającą siłę.
Wykorzystanie w obsadzie chóru dziecięcego ma tutaj dwa wymiary: z jednej strony ilustruje dziecięcą idyllę, a z drugiej pokazuje, że dzieci są wciągnięte w horror wojny. W innym miejscu mowa jest o tym, jak chłopiec niesie w plecaku zwłoki swojego braciszka i nawet nie płacze. Albo o Juliette, która dobija maczetą postrzelonego człowieka. To historie dzieci, które zostały moralnie zmaltretowane poprzez wojnę i biorą udział w tym horrorze, bo tak straszliwy jest ten wojenny świat. A to nie zawsze są konflikty pomiędzy różnymi narodami, czasem są to wojny bratobójcze.
Mały chłopiec z niebieskim plecakiem podszedł do mnie i pociągnął za rękaw. – „Wie pan, co mam tutaj?” – zapytał. Pierwsze, co zobaczyłam, to krew kapiąca z plecaka. – „Co tam masz?” – „Mojego młodszego brata Ahmeda” – odparł, wcale nie płacząc.⁵
AW: Tzw. muzykę zaangażowaną komponujesz już od lat 80. Niektórzy twierdzą, że utwory z treścią (czy też programowe), w których poruszane są tematy i zjawiska aktualne, szybko się dezaktualizują. I coś w tym jest, ale z drugiej strony takie kompozycje – jak np. Tableau Vivant, napisany w reakcji na wprowadzenie stanu wojennego – z czasem nabierają wartości historycznej, stają się świadectwem swojego czasu. Jak ty to widzisz?
ZK: Patrząc historycznie, Beethoven jest świetnym przykładem – jego utwory zaangażowane są najsłabsze z całego jego dorobku. Ale myślę, że nie musi tak być, bo z kolei poematy symfoniczne – przykład muzyki programowej – do dziś się podziwia i gra, mimo że zostały napisane w XIX wieku. Nie mam zdania. Po prostu robię to, co potrafię i robię to z pełnym przekonaniem. Mogę tylko powiedzieć, że dla mnie muzyka zaangażowana oznacza: zaangażowana w ludzkie sprawy. Nigdy w politykę. Ból, przemoc, zabijanie, prawa człowieka, prawa kobiet – to wszystko ma przede wszystkim wydźwięk emocjonalny. Muzyka powstaje z niezgody, z rozdrażnienia, może nawet ze wściekłości lub z bezsiły. I takie jest moje zaangażowanie. Wynika z autentycznego poczucia, że tak muszę.
AW: Spoglądając na panoramę twojej twórczości, można dostrzec, że starsze utwory z nurtu zaangażowanego to często kompozycje czysto instrumentalne, a te nowsze mają już przeważnie warstwę tekstową: Deklaracja na mezzosopran, baryton i orkiestrę kameralną (2018), Exordium na baryton i orkiestrę (2020), Dziecięce Requiem, a także najświeższy utwór, Listen and Think (2025).
ZK: To prawda. Tekst tego najnowszego utworu to przede wszystkim statystyki dotyczące tego, ilu ludzi zostało zabitych w wojnach po 1945 roku. Są to przerażające liczby, o których się w ogóle nie myśli: 9 milionów ludzi zabito w Chinach w wojnie wyzwoleńczej, 3 miliony Koreańczyków w wojnie koreańskiej, 2,5 miliona Wietnamczyków, 2 miliony w Bangladeszu, 5 milionów w Kongo, milion w Algierii, 600 tysięcy w Iraku itd. W sumie ponad 33 miliony ludzi zabitych w wojnach po II wojnie światowej. Exodus 2016 to utwór o ludziach, którzy przybyli do Europy z Afryki i byli traktowani zupełnie jak bydło… Dziś izraelski generał mówi, że za każdego zabitego Izraelczyka on każe zabić 50 Palestyńczyków, a my nad tym przechodzimy do porządku dziennego.
Jeśli łzy nie mogą wskrzesić umarłych, jeśli błagania nie zmienią niewzruszonego i odwiecznie ustalonego losu, a śmierć trzyma mocno to, co pochwyciła, niech ustanie daremny żal.
Niepodobna wskazać rodziny tak nieszczęśliwej, by nie znalazła pociechy w istnieniu jeszcze nieszczęśliwszej.⁶
AW: Czy w takim razie uważasz, że zawód kompozytora wiąże się z jakimiś powinnościami wobec świata i innych ludzi?
ZK: Niech każdy idzie swoją drogą. Nie ma reguły, możliwości jest wiele. Artyści mogą wybrać różne kierunki: mogą pójść w biznes, mogą pójść w komercję, mogą pójść w poezję, mogą pójść w zaangażowanie itd. Z różną mocą, w różnych barwach. Nie mam wskazówek czy preferencji. Ja robię to, co robię. Wiem, że mogę być krytykowany, a nawet jestem krytykowany – i bardzo dobrze. Mało mnie to obchodzi, bo wiem, że robię to, co chcę i potrafię, w harmonii z samym sobą.
¹ Fragment tekstu Children’s Requiem, Introitus. CHILDREN’S REQUIEM Zygmunt Krauze, informacja prasowa, zygmuntkrauze.com/wp-content/uploads/2025/04/Childrens_Requiem_press_PL.pdf, s. 4, dostęp 7.11.2025.
² Wspomnienie świadka ze Strefy Gazy; fragment tekstu Children’s Requiem, Tenebrae. Tamże, s. 6.
³ Seneka, Myśli; fragment tekstu Children’s Requiem, Offertorium. Tamże.
⁴ Oświadczenie dziecięcej ofiary wojny w Jemenie; fragment tekstu Children’s Requiem, Lux aeterna. Tamże.
⁵ Wspomnienie dziennikarki telewizji Al Jazeera, Youmny El Sayed, pracującej w Strefie Gazy; fragment tekstu Children’s Requiem, Tenebrae. Tamże.
⁶ Seneka, Myśli; fragment tekstu Children’s Requiem, Dies irae. Tamże, s. 5.
