Na bieżąco

Prasówka 07.08.2018

Zapraszamy do nowej odsłony naszej cyklicznej rubryki, w której prezentujemy najciekawsze znalezione przez nas w internecie teksty dotyczące muzyki współczesnej oraz sound studies.

Redakcja / 7 Sie 2018

1.

Świeżo po 18. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Nowe Horyzonty, który znów pokazał nowe dzieło Petera Stricklanda – tym razem epizod The Cobblers’ Lot w nowelowym Atlasie zła – zagłębiamy się w wywiad z tym znakomitym reżyserem, który był w końcu także bohaterem tekstu Jeana Martina z „Glissanda” #26. Tym razem w „The Wire” opowiada Larze C Cory o nowych projektach, w tym bardzo oczekiwanej In Fabric o obarczonej klątwą sukience, przy którym współpracuje z Timem Gane’m ze Stereolab. Strickland, pytany o doświadczenie formujące jego spojrzenie na obraz i muzykę w kinie, wspomina projekcję Głowy do wycierania Lyncha w 1990 roku oraz koncert My Bloody Valentine rok później. Potem reżyser interesująco opowiada o roli dźwięku w Berberian Sound Studio The Duke of Burgundy, ale jedno zdanie, które zapada w pamięć z całego wywiadu to: „Można zacząć dzień Xenakisem albo Whitehouse, żeby wejść w nastrój do pisania, a zakończyć z Modern Talking, żeby po prostu utrzymać higienę, której wymaga każdy proces kreatywny”… 

https://www.thewire.co.uk/in-writing/interviews/peter-strickland-interview-by-larac-cory

 

Fot. Dora Nededczky

 

2.

Idąc dalej tropem wywiadów i naszych ulubionych twórców, tym razem można posłuchać, co Michael Pisaro – bohater rozmowy Pawła Szroniaka w „Glissandzie” #29  – ma do powiedzenia Williamowi Dougherty’emu z magazynu „VAN”. Gitarzysta i kompozytor rozpoczyna oczywiście od opowieści o grupie Wandelweiser, jej filozofii i estetyce, ale wnet padają interesujące uwagi o jego braku zainteresowania europejską awangardą w latach 90., granicy między ciszą a dźwiękiem, o osobliwej izolacji sal i filharmonii od jakichkolwiek dźwięków otoczenia. Pisaro dzieli się także swoimi przemyśleniami o roli kompozytora w społeczeństwie, o zasięgu i funkcji muzyki eksperymentalnej, a także prowadzonym przez siebie zespole Dog Star Ochestra ze studentami z CalArts oraz jego miejscu w pejzażu muzyki nowej.

https://van-us.atavist.com/the-riddle-of-silence 

 

3.

Jennifer Walshe to jedna z najgłośniejszych kompozytorek ostatnich lat. Jej kompozycje pojawiają się na najważniejszych festiwalach muzyki nowej na całym świecie, a nie dalej niż dwa tygodnie temu wspólnie z Davidem Halbichem prowadziła po raz kolejny intensywne warsztaty dla kompozytorów-performerów podczas Kursów Nowej Muzyki w Darmstadt. Mimo to polskie łamy nie pękają jeszcze w szwach od tekstów na jej temat. W „Glissandzie” #29 prezentowaliśmy w polskim  przekładzie manifest „Nowej Dyscypliny” Walshe, a wywiad z nią opublikowała w języku polskim Monika Pasiecznik, której tekst o kompozytorce ukazał się później również na naszych łamach. Ostatnio z kolei dwutygodnik.com opublikował tekst Jana Topolskiego, który jeszcze bardziej zagłębił się w działalność artystyczną irlandzkiej kompozytorki. Omawiając szeroką postinternetową twórczość artystki, redaktor Glissanda rozwija wątek fake newsów („Aisteach”) i tożsamościowych eksperymentów (Grúpat) Walshe. Uwypukla przy tym rzadko wspominaną rolę imitacji w działalności kompozytorki i jej zamiłowanie do filmowego sound designu.

http://www.dwutygodnik.com/artykul/7934-awatary-nowej-muzyki.html

 

4.

Kolejna pasjonująca wycieczka w przeszłość polskiej muzyki z lat 80. i 90. z portalu culture.pl, tym razem w kontekście współpracy ze środowiskiem sztuk wizualnych. Piotr Policht wychodzi od ubiegłorocznej wystawy Czarna Wiosna w Muzeum Współczesnym Wrocław i wspomina pierwsze rave’y z artystami jako vj-ami w krakowskiej Galerii Krzysztofory. Trójmiejska grupa C.U.K.T. działała na styku sztuki, muzyki i polityki, zaś Jakub Gliński grał hałas pod pseudonimem Jesus Is A Noise Commander. Policht opisuje także twórców takich, jak Gregor Różański (jeden ze współzałożycieli Wixapolu), Bartosz Zaskórski (aka Mchy i Porosty), Cipedrapskuad (Dominika Olszowy i Maria Toboła), Ada Kaczmarczyk (aka ADU i Alexis Anorexis) oraz oczywiście duet Niwea (Wojciech Bąkowski i Dawid Szczęsny). Kończy się to wszystko Nagrobkami, choć temu przeglądowi brakuje choćby próby uchwycenia specyfiki dźwięków kreowanych przez artystów wizualnych: jak brak warsztatu i edukacji muzycznej w powiązaniu z dezynwolturą, konceptualizmem i pastiszem wpływa na ich działalność?

https://culture.pl/pl/artykul/od-rejwujacej-awangardy-do-nekropolo-muzyka-w-polskiej-sztuce

 

5.

Przenosimy się w czasie i przestrzeni, prosto do Rumunii. Oli Warwick z The Vinyl Factory przybliża nam postać prekursora rumuńskiej elektropsychodelii, Rodiona Ladislaua Roșca, oraz niezalową inicjatywę The Future Nuggets, o których pisał u nas także Filip Lech w #30. Jej założyciel zupełnie przypadkiem odkrył zapomniane nagrania z przełomu lat 70/80., pełne kosmicznych gitarowych sampli i wyjątkowo współcześnie brzmiących loopów z wykorzystaniem automatu perkusyjnego. Wszystko tworzone na ciętych taśmach i magnetofonie szpulowym, „niepoprawnie” brzmiące, zniknęło w pomrokach reżimu Ceaușescu. Dzięki temu znalezisku, na fali rewiwalowych nurtów Rosca w wieku 60 lat nareszcie doczekał się wydania swojego pierwszego albumu. Jego historia i nie całkiem udana reaktywacja zespołu Rodion GA, odświeżona popularnymi dziś w Rumunii wpływami manele, stała się doskonałym pretekstem do (lekkiego, co prawda) zarysowania konturów tamtejszej sceny undergroundowej.

https://thevinylfactory.com/features/rodion-ga-future-nuggets-romanian-psych

 

6.

Wszyscy dobrze wiemy, że z obecnością i liczebnością kompozytorek jest coraz lepiej. Wiemy też, że do jakiejkolwiek równości, chociażby w programach festiwali, jest jeszcze bardzo, bardzo daleko. Szkocko-kanadyjska kompozytorka Emily Doolittle w niewielkim quasi-manifeście, na prostym przykładzie systemowego obiegu utworów udowadnia, że nawet najmniejsze (pozornie zupełnie niegroźne!) różnice w ilości zamówień lub częstotliwości wykonywań, z biegiem czasu coraz mocniej odbijają się na realnym przebiegu kariery. Nierówności zarobkowe rosną, a utwór niknie, wciągnięty w machinę instytucjonalnych  zależności. Twarde dane, zebrane z wielu środowisk, mówią same za siebie. W bardziej amerykańsko-optymistycznym duchu utrzymany jest inny z tekstów całej femiserii na tym portalu, krótki reportaż o liderkach w muzyce nowej, kuratorkach festiwali i organizatorkach: https://nmbx.newmusicusa.org/opinions-from-the-dux-femina-facti-women-leaders-at-the-grassroots-of-new-music. Autorka pokazuje, że parytety (z trudem) da się osiagnąć, a oprócz kobiet jest jeszcze kilka innych „mniejszości”, które przecież wciąż mają gorzej…

https://nmbx.newmusicusa.org/the-long-term-effects-of-gender-discriminatory-programming

 

7.

A skoro jesteśmy już przy parytetach, warto na koniec wspomnieć o artykule Justina Davidsona, który ukazał się na łamach magazynu Vulture, na temat ostatnich projektów kompozytorki Ashley Fure. To ona zainicjowała dwa lata temu ruch GRID (Gender Relations in Darmstadt), który następnie ewoluował do GRINM (Gender Relations in New Music). Obok obszernego wspomnienia coraz bardziej popularnej opery na przedmioty „The Force of Things” i delikatnego napomknięcia o najnowszym utworze orkiestrowym Fure „Filament” (prawykonanie we wrześniu 2018 w Nowym Jorku), Davidson skupia się na samym procesie twórczym kompozytorki.  Pojawia się bardzo ważny w jej utworach aspekt immersyjności, istotny dla Fure związek muzyki z architekturą, a także próba opisu drogi, jaką wewnętrzne wyobrażenie muzyczne kompozytorki musi przejść, by znaleźć swoje urzeczywistnienie w realnych, słyszalnych bądź nie, dźwiękach.

http://www.vulture.com/2018/08/in-ashley-fures-music-almost-anything-can-be-an-instrument.html

Ashley Fure & Adam Fure: The Force of Things | International Contemporary Ensemble from ICE on Vimeo.

 

Zebrali: ab, mp, jt