Na bieżąco

Prasówka 20.04.2020

Zapraszamy do nowej odsłony naszej cyklicznej rubryki, w której prezentujemy najciekawsze znalezione przez nas w internecie teksty dotyczące muzyki współczesnej oraz sound studies.

Redakcja / 20 Kwi 2020

1.

W prasówkowym interwale świat muzyki musiał na chwilę się zatrzymać. Kolejną odsłonę cyklu winni jesteśmy zacząć od wspomnienia zmarłego 29 marca 2020 roku Krzysztofa Pendereckiego, przywołując opublikowane na łamach Dwutygodnika teksty poświęcone jego pamięci (w tym archiwalny wywiad z kompozytorem). Zarówno Wiktor Rusin (autor jednego z artykułów) jak i Tomasz Cyz (prowadzący rozmowę z autorem „Pasji”) podkreślają wielkie znaczenie jego twórczości dla rozwoju muzyki (nie tylko) polskiej, ale i światowej. „Architekt brutalista”, „najzdolniejszy spadkobierca i kontynuator tradycji późnoromantycznej” – to tylko nieliczne zwroty padające w artykule Rusina, dzięki którym autor próbuje opisać geniusz i innowacyjność twórczości Krzysztofa Pendereckiego. Starając się zestawić język muzyczny autora „Fluorescencji” z dorobkiem Witolda Lutosławskiego, Rusin wielokrotnie kładzie nacisk na obecną, już na początku drogi kompozytorskiej, wyrazistość stylu Pendereckiego. Przypomniana rozmowa prowadzona przez Cyza, poświęcona jest zaś przede wszystkim „Pasji”. Kompozytor opowiada nie tylko o samym procesie pisania utworu, ale podkreśla także znaczenie bachowskiej tradycji dla powstania dzieła oraz omawia wymowę poszczególnych jego partii, w tym chóru, a nawet akordu wieńczącego dzieło. Przywołując postać Pendereckiego, polecamy sięgnąć także do wspomnień ludzi życia muzycznego wokół kompozytora, zebranych również na łamach Dwutygodnika. Wśród wypowiedzi znalazły się słowa m.in. Izabeli Smelczyńskiej, czy Adama Suprynowicza, a także #gościnnewystępy Jana Topolskiego i Wiolety Żochowskiej. Sposoby narracji są różne: wspominanie człowieka, podziwianie kompozytora, refleksje nad jego geniuszem twórczym, ale też przeżywanie na nowo tego, co muzyka Pendereckiego wywołała u autorów i autorek wypowiedzi. A ich różnorodność podkreśla tylko znaczenie kompozytora oraz ponadczasowość jego twórczości dla historii muzyki oraz jej słuchaczy i słuchaczek.

https://www.dwutygodnik.com/artykul/8840-maszyna-i-tubafon.htm

https://www.dwutygodnik.com/artykul/3327-chcialem-napisac-oryginalna-pasje.html

https://www.dwutygodnik.com/artykul/8839-milosc-do-tulipanow.html

2.

Takie czasy, że w ostatnich tygodniach również reszta świata zmuszona jest do zatrzymania się. Chociaż trudno pogodzić się ze zmianami związanymi z pandemią, nic tak pozytywnie nie wpłynęło na ekologię dźwięku jak przymusowy lockdown. Chris Watson, kompozytor i realizator dźwięku, słucha własnego ogrodu i cieszy się krótkim momentem krajobrazu dźwiękowego nieprzytłumionego odgłosami codziennego, ludzkiego życia. Nie trzeba jednak łamać zaleceń, żeby zatopić się w nowym pejzażu dźwiękowym. Przebywającym w izolacji i stęsknionym za naturą Watson udostępnia nagrania ze swoich spacerów dźwiękowych. Warto skorzystać z nietypowej sytuacji i nawet wychylając się przez okno posłuchać zmienionej przestrzeni. Zrobić to, a potem poczytać #26 poświęcony soundscape’owi.

fot. Mhairi Law

https://inews.co.uk/news/environment/coronavirus-lockdown-wildlife-expert-bird-songs-environment-nature-2535268

3.

We wrześniowej prasówce pisaliśmy o negatywnym wpływie zanieczyszczenia hałasem na życie w oceanach, a teraz możemy zacytować Michelle Fournet, ekolożkę akustyczną zajmująca się sonosferą morską: „Natura nabiera powietrza, podczas gdy my wstrzymujemy oddechy”.  W The Star pojawił się dłuższy tekst o ciszy, która dzwoni w uszach, o głośnych ptakach, o bogactwie dźwięków, które były przykryte grubą warstwą przemysłowo-transportowego zgiełku. Pojawiają się kolejne inicjatywy rejestrowania pejzaży dźwiękowych okresu pandemii. Ziemia faktycznie zamilkła. Sejsmolodzy z Brukseli, Twickenham i Los Angeles odnotowali spadek występowania wstrząsów sejsmicznych z przedziału 1 -20 Hz w związku z redukcją wibracji antropofonicznych – hałasu wywołanego transportem i działalnością przemysłu. Czy rzeczywiście odzyskaliśmy pejzaż dźwiękowy miasta w rozdzielczości hi-fi? Najlepiej zmiany w audiosferze miasta oddają relacje osób niewidomych. Na pierwszy plan wyrastają drzewa, siedliska ptaków, znikają odgłosy barów, sklepów, kawiarni, na skrzyżowaniach nieobecność szumu samochodów utrudnia decyzję o poczynieniu kroku.  Barry Truax mówi o otwieraniu się przestrzeni akustycznej, Hildegard Westerkamp – o głębokiej percepcji dźwięków, poczuciu przestronności, przesunięciu granicy horyzontu akustycznego. Ile w nas zostanie tej wrażliwości, kiedy pandemia się skończy?

https://www.thestar.com/news/canada/2020/04/18/in-these-disquieting-covid-19-time-hushed-cities-are-making-a-loud-impression-on-our-ears.html

https://edition.cnn.com/2020/04/02/world/coronavirus-earth-seismic-noise-scn-trnd/index.html

https://www.theatlantic.com/science/archive/2020/04/coronavirus-pandemic-earth-pollution-noise/609316/

4.

Lonely earth/Silent earth/Seasons passing/Winds howling/Lakes glittering/Emptied /Fishless

(…) Save yourself from us/

(…) Roaring oocean of flames!

18 kwietnia w Concertgebouw w Amsterdamie pod batutą Dimy Slobodeniouka miała odbyć się światowa premiera Silent Earth  na chór mieszany i orkiestrę autorstwa Karin Rehnqvist do wierszy Kerstin Perski. Kolejne wykonanie zaplanowano 26 sierpnia 2020 w Sztokholmie, jako element programu Baltic Sea Festival. W związku z pandemią pierwsze wykonanie odwołano. Pozostaje nam więc oddać głos samej kompozytorce w wywiadzie przeprowadzonym przez Theę Derks. Inspiracją dla utworu był eksperyment myślowy Rehnqvist i Perski, który przeprowadziły, rozmawiając o kryzysie klimatycznym. „W wyobraźni siedziałyśmy na innej planecie spoglądając na Ziemię zniszczoną przez katastrofę (…) W jakiś sposób było to pocieszające: być tam, na innej planecie, wciąż żywym, patrzeć na Ziemię” Kompozytorka wspomina pierwsze próby improwizacji, które musiały ustąpić inspiracjom zrodzonym z przygotowanych niezależnie tekstów Perski. Świat po katastrofie, przyznanie do winy – wyśpiewane w wielu językach, ocean ognia i lament. Rehnqvist mówi jednak: „wciąż jesteśmy tutaj: jest iskra nadziei…” W oczekiwaniu na premierę zapraszamy do zapoznania się z partyturą na stronie wydawcy i z fragmentem wywiadu z Karin Rehnqvist na stronie Contemporary Classical-Thea Derks.

https://www.gehrmans.se/en/shop/hire/kor/silent-earth-xx10748

https://theaderks.wordpress.com/2020/04/03/composer-karin-rehnqvist-in-silent-earth-i-simply-had-to-address-global-warning/

5.

Znaczące zmiany zaszły nie tylko w naszym środowisku akustycznym, ale i życiu muzycznym. Na Poptown kolejny słuszny tekst Pawła Klimczaka, tym razem wyjaśnienie, dlaczego obmywanie się w strumieniach sieciowych transmisji jest tak ważne. Nie ma co się zrażać początkiem artykułu, który straszy turbokapitalistycznym szlagwortem o ludziach zainwestowanych w scenę”, bo wkrótce dowiadujemy się, co autor miał na myśli i widzimy, że jest to dobre, jako się rzekło słuszne, a nawet i zbawienne: „To w jakimś sensie piękny powrót do pierwotnej idei, przyświecającej większości aktywności muzycznych – potrzebie ekspresji, bez względu na potencjalny odbiór lub jego brak.” Umiejętnie odpierana jest też krytyka Shawna Reynaldo z First Floor oceniającego sensowność streamowania wedle kryterium oglądalności. Szkoda tylko, że z konkretnych inicjatyw wspomniane są jedynie Boiler Room (najbardziej znany, a przecież wcale nie najciekawszy) oraz używanie Twitcha (czy jakiś upierdliwy antysystemowy wujaszek już wam przypomniał, do kogo należy ten serwis?). A nawet na tym ostatnim mogą dziać się rozmaite rzeczy: czasem dziwne, jak podczas cosobotnich transmisji kolektywu BAS, a niekiedy chyba wręcz nowatorskie. Argentyńczycy z T R R U E N O jako wizualizacje stosują zaprojektowany przez Reginę Cei MMORPG (który to skrót oni rozwijają jako massively multiplayer outbreak role-playing game i dodają do tego party) wspomagający eskapistyczny wymiar takich eskapad. Tworzenie alternatywnego, choćby wirtualnego świata, nieograniczonego dachem i ścianami, jest cenną inicjatywą. Uderzające, że wspierany przez Resident Advisor Club Quarantäne swój sieciowy kawałek podłogi osadził w mrocznym, wielkim, ale jednak zamkniętym wnętrzu. Czyżby modelem była tutaj pewna świątynia techno w stolicy kraju, który mitycznie potężne zapomogi rozdaje na prawo i lewo nie oglądając się na narodowość artystów, nad których głowami widmo krąży widmo głodu? Tak jak w rzeczywistych berlińskich klubach, tak tutaj czeka się w kolejce (ale tylko 30 sekund), a na wejściu padają pytania: czy wiesz, kto dziś gra? czy jesteś sam(a)? Ale odpowiedzi nie mają znaczenia, bo i tak wejdziesz. Upomną cię tylko, że no snapshots, co akurat jest zabawnym żarcikiem nawiązującym do w iście germańskim stylu wbijanych do głowy zakazów robienia zdjęć i zalepiania naklejkami aparatów w smartfonach. W środku jest miejsce do rozmów, a także bar, gdzie w menu znajdziemy opcje dotowania kilku podmiotów. A na parkiecie, nadawanym przez Youtube’a dużo miejsca dla każdego… w zasadzie to zupełnie pusto (przynajmniej nie męczy papierosowy smród), nie ma punktów orientacyjnych, muzyka w każdym miejscu brzmi tak samo, za to znikąd nie da się choćby dostrzec grających. Dla odwrócenia uwagi tekstury wirtualnej architektury oświetlane są na bogato efekciarskimi światłami. Osobliwe nie-przeżycie. Kolejna odsłona ponad czterdziestogodzinnej imprezy zaczyna się 24 kwietnia, wszyscy jesteśmy zaproszeni. Kto by pomyślał, że udręka #zostańwdomu będzie uśmierzana kieratem #niewychodźzklubu?

https://poptown.eu/strumien-wsparcia-czyli-dlaczego-livestreamy-sa-tak-wazne/

6.

Co zaś słychać w Radiu Kapitał? Ramówka pięknie zapełniona, więc ledwo kliknięcie o każdej porze doby i tygodnia dzieli Was od odpowiedzi na to pytanie. Ale co słychać u Radia? Justyna Banaszczyk, Tosia Ulatowska oraz red. Antoni Michnik opowiadają Agnieszce Słodownik o tym, jak rozgłośnia społecznościowa radzi sobie w obecnej sytuacji. „Ależ to radio internetowe, co im szkodzi!” – pomyśli ktoś, ale Kapitał żyje przecież w dwóch wymiarach. W tym realnym – jako studio na terenie MSN przy warszawskiej ulicy Pańskiej, teraz rzecz jasna zamknięte. Izolacja i obostrzenia sprawiły jednak, że słowo „społecznościowe” z kapitałowej metryczki rysuje się tym wyraźniej. Idea nie tylko nie rozmyła się, ale podsycana jest kolejnymi zdjęciami twórców i twórczyń audycji w zaimprowizowanych studiach domowych. A zatem w czasach odosobnienia Kapitał emituje fale poczucia wspólnotowości, a poza tymi czasami również świadomość, że możemy jeszcze słuchać muzyki i nie być popędzani żadnym algorytmem. To wartość, która broni dziś radio na scenie współczesności. Podobnie jak działalność archiwistyczna (prowadzona przez Kapitał dobiła już do około 800 nagrań!) oraz, co podpowiada red. Michnik, słowo.

https://www.dwutygodnik.com/artykul/8829-maly-150-osobowy-kolektyw.html

7.

„Gdy zawodzą słowa, sięgnij po Memory Game”, głosi tytuł recenzji najnowszego albumu Meredith Monk napisanej przez Jessikę Chen dla „The Chronicle”, zaś opublikowanej przez „Classical Post”. Tekst wokół telefonicznego wywiadu z artystką rozpoczyna się stwierdzeniem, że dziwnie jest w dzisiejszych czasach wracać do jej postapokaliptycznej opery The Games. Czasy, owszem, są dziwne, lecz każda z dziewięciu ścieżek na płycie, będącej rodzajem kompilacji nie tylko fragmentów wspomnianej wyżej opery, ale i innych kompozycji Monk, pobrzmiewa nowym echem również ze względu na świeżość wykonanych we współpracy z kolektywem Bang on a Can aranżacji. Można się o tym przekonać, słuchając warstwy instrumentalnej poszczególnych utworów – na Memory Game instrumenty dostępują swego rodzaju „wokalnej emancypacji”, co według Monk jest wynikiem procesu, który rozpoczął się w jej głowie, gdy w 2003 r. pisała Possible Sky na dwa głosy i orkiestrę. Jednocześnie album zdaje się podsumowywać interdyscyplinarny dorobek artystki – aż trzy zawarte na nim utwory to „tańce”. Sama Monk przyznała w wywiadzie dla „Classical Post”, że nie był to efekt zamierzony i jakkolwiek Memory Game można traktować jako spojrzenie w przeszłość, dla niej płyta ta stanowi dodatkowo „wspomnienie przyszłości”. Coś się kończy, coś się zaczyna, coś trwa – my ze swojej strony życzymy kompozytorce wszystkiego dobrego i oczywiście zachęcamy do słuchania.

https://classicalpost.com/read/2020/3/25/in-conversation-with-meredith-monk-memory-game

https://www.dukechronicle.com/article/2020/04/when-words-fail-turn-to-meredith-monks-memory-game

https://daily.bandcamp.com/features/meredith-monk-memory-game-interview

8.

I jeszcze jedna w dzisiejszej prasówce rozmowa z kompozytorką. To już bodaj trzeci tak obszerny wywiad z tą kompozytorką, a znów czyta się go z wypiekami na twarzy (i możemy tylko z dumą przypomnieć, że pierwsi rozmawiali z nią Grzegorz Dąbrowski i Krzysztof Marciniak siedem lat temu na łamach naszego #22). Agnieszka Stulgińska tym razem odpowiada na pytania Filipa Lecha na Culture.pl i zaczyna od wątku pieskiego, który poruszyła ostatnio w utworach FMYFOMYM prawykonanych na ubiegłorocznej Warszawskiej Jesieni. Choć w grę wchodzi technologia – kamerki, mikrofony, elektroniczne przekształcenia – u źródeł tkwi szczere uczucie i fascynacja, jak to często u tej twórczyni. Potem w rozmowie pojawia się wątek Kurpiowszczyzny, białego śpiewu oraz regionalnych tańców, które Stulgińska w naturalny sposób splotła w Weselu – Inicjacji (premiera na Sacrum Profanum 2018). Twórczyni po raz pierwszy mówi o poszukiwaniu swoich korzeni na Polesiu, ale także dzieli się opinią o kobiecości w muzyce, którą pokazuje w unikatowy sposób na polskiej scenie kompozytorskiej (Trzy kobiety). Fascynująca rozmowa!

https://culture.pl/pl/artykul/agnieszka-stulginska-80-latki-podskakuja-jak-sprezynki-wywiad

 

(ng, jk, jam, pt, mk, mu, jt, ms)