Na bieżąco

Prasówka 22.04.2018

Zapraszamy do nowej odsłony naszej cyklicznej rubryki, w której prezentujemy najciekawsze znalezione przez nas w internecie teksty dotyczące muzyki współczesnej oraz sound studies.

Redakcja / 22 Kwi 2018

1.

Jednym z głównych tematów w ubiegłym tygodniu w świecie muzyki była muzyczna nagroda Pulitzera dla Kendricka Lamara. Nagroda, która bardzo ucieszyła i nas – nie bez powodu niegdyś w numerze #17 zestawialiśmy hip-hop z muzyką mikrotonową. DAMN Lamara to pierwszy w historii nagrody przypadek, gdy otrzymało ją dzieło (niekoniecznie płyta, nagroda bywa przyznawana również kompozycjom) spoza akademickiej muzyki komponowanej lub jazzu. Niektórzy złośliwie żartują, że ten werdykt podnosi kulturowe znaczenie przede wszystkim samej nagrody, inni – nie kryją oburzenia lub ironizują, że nagroda bardziej Lamarowi należała się za poprzednie płyty. Marissa Martinelli porozmawiała dla „Slate” z finalistami, których pokonał – Michaelem Gilbertsonem oraz Tedem Hearnem. To drobna rozmowa, ale znakomicie pokazuje, jak głęboko obecne jest we współczesnej amerykańskiej kulturze muzycznej myślenie ponad gatunkowymi podziałami. W krótkich odpowiedziach Gilbertsona oraz Hearne’a widać więcej niż kurtuazję – autentyczną radość ze zmiany sposobu myślenia o tym, gdzie powstaje dzisiaj najważniejsza muzyka współczesna. Ale ta krótka rozmowa to również szansa dla zaprezentowania szerszemu gronu interesujących kompozycji Hearne’a i Gilbertsona. Kompozycja Hearne’a jest programowo utworem zaangażowanym – podobnie jak zaangażowana społecznie jest twórczość Lamara. Czy to właśnie tą drogą będzie w następnych latach podążała nagroda?

Tymczasem, jeśli chcecie przeczytać obszerne wprowadzenie w twórczość Lamara – z naciskiem na jego teksty – polecamy przekład tekstu Jana Bělíčka, który ukazał się na stronie Krytyki Politycznej. Bělíček kreśli drogę autora DAMN z Compton ku sławie pokazując jego karierę w kontekście kulturowych wzorców rapu i hip-hopu, a także znaczenia jego muzyki w kontekście ruchu Black Lives Matter. Dziś pewnie warto by dopisać fragment o Lamarze-kuratorze w kontekście soundtracku do Czarnej Pantery. Ale i tak to kawał dobrego tekstu.

https://slate.com/culture/2018/04/pulitzer-finalists-michael-gilbertson-and-ted-hearne-on-kendrick-lamars-win.html.
http://krytykapolityczna.pl/kultura/muzyka/kendrick-lamar-pullitzer/ .

2.

A skoro wspomnieliśmy już o mikrotonach, polecamy także wywiad z Benem Johnstonem, który ukazał się na łamach magazynu „VAN”. Kim jest Johnston? Jednym z najlepszych nieznanych twórców amerykańskiej muzyki współczesnej – jak określił kompozytora pewien krytyk muzyczny. Dziewięćdziesięciodwulatek od kilku dekad eksploruje rubieże skali materiałowej, a swoje mikrotonowe poszukiwania często rozpoczyna tam, gdzie inni już skończyli. Doceniono to dopiero niedawno, włączając artystę w poczet członków American of Arts and Letters. Sławę w nie-sławie przyniosły mu przede wszystkim badania nad strojem naturalnym, zapoczątkowane jeszcze przed współpracą z Harrym Partchem, którego zresztą jest muzycznym spadkobiercą. W rozmowie z Williamem Dougherty Johnston podsumowuje lata pracy, a my po lekturze wywiadu mamy jedynie nadzieję, że muzyka Johnstona (choćby jego znakomite kwartety smyczkowe!) będzie częściej gościć w festiwalowych programach, także w Polsce.

https://van-us.atavist.com/i-did-that

3.

Tymczasem w świecie dźwięku: Jeff Dunn na stronie „Ars Technica” relacjonuje najnowszy kierunek badań naukowców z Google’a, którzy tym razem zajęli się metodą izolowania i wzmacniania głosów z tłumu. Chodzi o techniczne powtórzenie umiejętności naszej percepcji, która umożliwia nam skupienie się na pojedynczym dialogu np. na głośnym bankiecie. Dzięki inteligentnemu i uczącemu się algorytmowi oraz odczytywaniu ruchu warg, po wskazaniu na twarz wybranego rozmówcy w nagraniu lub transmisji, wszystkie dźwięki otoczenia (w tym także głosy innych) zostają skompresowane do poziomu nierozróżnialnego tła. Fascynujące osiągnięcia riserczerów Google’a przypominają o konwencji nagrywania dźwięku w kinie, gdzie do głównej ścieżki dialogowej w scenach w kawiarniach dogrywa się tzw. gwary, czyli właśnie takie nieczytelne mamrotanie pozostałych obecnych w ekranie. Z drugiej strony, szpiedzy wszystkich krajów już pewnie zacierają ręce na możliwość sprawnej inwigilacji podejrzanych wyindywidualizowanych z rozentuzjazmowanego tłumu…

https://arstechnica.com/gadgets/2018/04/google-works-out-a-fascinating-slightly-scary-way-for-ai-to-isolate-voices-in-a-crowd

 

4.

W temacie filmowo-dźwiękowym nie możemy nie wspomnieć o świeżym angielskim przekładzie jednej z kluczowych książek kompozytora muzyki konkretnej i teoretyka audio-wizji, czyli Michela Chiona (tłumaczonego i przez nas w #26). Sound. An Acoulogical Treatise opublikowany została teraz dwie dekady po francuskim oryginale, ale bazuje na poszerzonej wersji z 2010, a wnikliwie recenzuje ją dla „b20” Daniel Villegas Vélez. Chion zaczyna od analizy różnych tekstów literacko-filozoficznych, jak Victora Hugo i Kartezjusza, by zastanowić się nad naturą dźwięku, metodami jego produkcji, powielania i percepcji. W jego ujęciu jest on przemijającym wydarzeniem w czasie, czymś pomiędzy znakiem a obiektem, a kluczową parą pojęć jest verberation (fala rezonująca) auditum (percypowane brzmienie). W kolejnych rozdziałach francuski autor opisuje dźwięk w relacji do czasu, głosu i języka, a także szumu, by w drugiej połowie książki dialogować z Pierrem Schaefferem i jego Traite des objets musicaux wprowadzając do jego typologii kolejny tryb słuchania (po semantycznym i zredukowanym): figuratywny. Recenzent nie tylko rekonstruuje myśl Michela Chiona, ale zderza ją również z innym wpływowym w kręgu anglosaskim teoretykiem z tego zakresu, Brianem Kane’em, autorem książki Sound Unseen, (który zajmuje się także politycznym wymiarem dźwięku) oraz nowszymi rzecznikami posthumanistycznej i globalistycznej myśli o dźwięku. Wygląda na to, że czas poszerzyć domową biblioteczkę!

http://www.boundary2.org/2018/04/daniel-villegas-velez-review-of-michel-chions-sound-an-acoulogical-treatise

5.

Na Pitchforku obszerny tekst Judy Berman poświęcony twórczości Christy Päffgen, czyli Nico. Przede wszystkim tej solowej, powstałej po odejściu z The Velvet Underground, kiedy kroczyła własną ścieżką pomiędzy uzależnieniami, osobistymi problemami oraz muzycznymi eksperymentami. Tekst powstał w kontekście filmu Susanny Nicchiarelli Nico, 1988 (rok jej śmierci na Ibizie). Berman przygląda się filmowi Nicchiarelli, zestawiając go z dokumentem Nico. Icon Susanne Ofteringer (1995), a także szerszemu zainteresowaniu solową twórczością Nico w ostatnich latach. Opisując późny okres w jej karierze, Berman pokazuje, jak Nico poszukiwała własnego muzycznego głosu oraz oryginalnego wizerunku pośród chaosu intensywnych tras koncertowych, lawirując między różnymi tradycjami piosenki i różnymi nurtami post-punku. Ale jaki obraz filmu Nicchiarelli wyłania się z tekstu? Cóż, to chyba taka fabuła, w której zobaczymy Nico wściekającą się na członków zespołu podczas trasy w Polsce lat 80. z braku heroiny, ale także nagrywającą ambientowe dźwięki łazienki, w której heroinę bierze.

https://pitchfork.com/thepitch/thirty-years-after-her-death-nico-finally-comes-into-focus

6.

Przechodząc na rodzime grunty, na portalu Culture.pl znajdziemy dwa świeżutkie wywiady przeprowadzone przez bliskiego nam Filipa Lecha. Pierwszy z nich to rozmowa z kompozytorem Jackiem Sotomskim, która odbywa się w kontekście dzisiejszego prawykonania jego najnowszego utworu CREDOPOL podczas trwającego 31. festiwalu Musica Polonica Nova. W wywiadzie pojawiają się wątki związane z realiami życia niezwiązanego instytucjonalnie artysty, który jednak z instytucjami festiwalowo-filharmonicznymi chce mieć dużo wspólnego, oraz pytania o postinternetową twórczość Sotomskiego, której główną siłę napędową od pewnego czasu stanowią internetowe memy. Obszerną część rozmowy zajmuje też szczegółowy, odkompozytorski opis wizualnej i znaczeniowej warstwy odrobinę kontrowersyjnej kompozycji Dzięki, Leszek, która pojawiła się w programie ostatniej Warszawskiej Jesieni w wykonaniu Spółdzielni Muzycznej.

http://culture.pl/pl/artykul/jacek-sotomski-robie-kompozyty-memow-wywiad

7.

Druga propozycja to rozmowa z naszym stałym autorem, Michałem Liberą, który wspomina swoje debiuty: próby ożywiania sceny muzycznej Warszawy, początek związków ze Studiem Eksperymentalnym Polskiego Radia czy kuratorską przygodę podczas festiwalu w Donaueschingen. À propos kuratorstwa rozmowa wskakuje też na moment na płynne pole terminologiczne i cienką, acz czasem znaczącą, granicę między „kuratorem” a „organizatorem”, „artystą” a „kompozytorem”. A co, jeśli samemu chce się być po prostu socjologiem? Cóż, dziś do Michała Libery pasują już wszystkie powyższe określenia. Świadczą o tym choćby dwa ostatnie przedsięwzięcia – prawykonany kilka dni temu Kosmos-Kosmos na motywach powieści Gombrowicza i nieco starszy Kalkwerk / Studium na podstawie książki Thomasa Bernharda – przy których Libera wcielił się w niemal wszystkie z powyższych ról. A tymczasem polecamy wybrać się do Galerii Studio, gdzie do 3 czerwca czynna będzie wystawa Grupy Budapeszt, w której skład również wchodzi Michał Libera – wraz z Igorem Krenzem i Danielem Muzyczukiem.

http://culture.pl/pl/artykul/michal-libera-wszystkie-slowa-przychodzily-do-nas-z-zewnatrz-wywiad

 

am, mp, jt, wz