Na bieżąco

Prasówka 23.02.2021

Zapraszamy do nowej odsłony naszej cyklicznej rubryki, w której prezentujemy najciekawsze znalezione przez nas w internecie teksty dotyczące muzyki współczesnej oraz sound studies.

/ 23 lt. 2021

1.

Nową odsłonę prasówki rozpoczynamy standardowo, czyli od #występówgościnnych. Na początek uwadze polecamy artykuł poświęcony sylwetce Ryszarda Lubienieckiego autorstwa naszego redaktora Jana Topolskiego. W tekście opublikowanym na internetowych łamach „Dwutygodnika” Topolski opisuje nie tylko zainteresowania Lubienieckiego średniowieczem, które jest przedmiotem jego muzykologicznych badań, ale przede wszystkim skupia się na bohaterze artykułu jako na wszechstronnym wykonawcy, który z powodzeniem łączy brzmienie akordeonu, portatywu oraz nagrań z taśm magnetofonowych. Najlepszym przykładem tej właśnie syntezy jest płyta Kompozycje izorytmiczne nagrana przez trio Layers, w którego skład wchodzi Lubienicki. W jednej z kompozycji umieszczonych na albumie tekst traktatu z xv w. nagrany na magnetofon szpulowy uzupełniony jest improwizacją Lubienieckiego na portatywie i jak pisze Topolski w odniesieniu do recytacji treści Tractatus de musica mensurabili „kompozytor tu też zapętla warstwy w imitacji, tak że powstaje kanon zgodnie z treścią tekstu”. Jednym słowem, opierając się na poszukiwaniu inspiracji w średniowieczu Ryszard Lubieniecki w swoich dążeniach na swój sposób niezmiennie pozostaje człowiekiem renesansu. 

MUZYKA 2.1: RYSZARD LUBIENIECKI

 

2.

Zostajemy z red. Topolskim, który na łamach „Ruchu Muzycznego” kreśli (bodajże pierwszy polski) portret szwedzkiej artystki (i matematyczki!) Catherine Christer Hennix. Odnotowując krótką pamięć historii muzyki, czyli nikłą obecność kompozytorki w oficjalnym dyskursie od czasów jej debiutu (lata 60.XX wieku) do aktualnego renesansu (nagrania nakładem wytwórni Die Schachtel, Blank Forms i in.), Topolski stawia pytanie o dzisiejszy status Hennix w świetle estetycznie pokrewnych, a wszak kanonicznych prac La Monte Younga, Giacinta Scelsiego czy Éliane Radigue. Na pozycję outsiderki od początku nie wskazywało wykształcenie artystki – córki jazzmanki, wcześnie stawiającej pierwsze kroki na scenie jako perkusistka w triu Deontic Miracle, a następnie kontynuującej naukę w stockholmskim Elektronmusikstudion czy pod okiem Karlheinza Stockhausena. Swoistym etapem edukacji miał okazać się pobyt w Nowym Jorku, gdzie kontakt ze wspomnianym Youngiem, Henrym Flyntem czy nauczycielem klasycznej hinduskiej ragi Panditem Pran Nathem wyznaczył ton podstawowy dla niemal całej dalszej intuicjonistycznej twórczości Hennix. Organiczna (nieograniczona) muzyka Hennix przez cały czas odzwierciedla się w jej matematycznych poszukiwaniach, choć i na tym polu dyskusja o statusie i recepcji nieortodoksyjnej badaczki wykracza poza naszą prasówkę… Tym bardziej polecamy lekturę całości.

Światy równoległe

 

3.

I kolejny występ gościnny – ale redaktora Piotra Tkacza, kolejny już w wielkopolskim portalu kulturalnym „Kultura u Podstaw”. Tym razem jest to wywiad z Marcelem Gawineckim (Ugory, Próchno, The Spire), w którym muzyk spowiada się ze swoich pierwszych fascynacji, niechęci do coverów i Metalliki i rozmaitych niepokończonych studiach (geografia, inżynieria). Dzięki rozmowie możemy więcej dowiedzieć się o toruńskiej i poznańskiej scenie niezależnej, różnych mniej lub bardziej efemerycznych projektach jak Melisa czy The Spire. Najważniejszym obecnie składem Gawineckiego są Ugory, określane przezeń bardziej jako kolektyw (propsujemy), przez który przewinęło się kilkadziesiąt muzyczek i muzyków. Z kolei w zespole Próchno „myślą przewodnią (…) jest minimalizm, nihilizm i mizantropia”, co – trzeba przyznać – znakomicie zgrywa się z jego szyldem. Ciekawie brzmi wątek pandemiczny, kiedy Gawinecki opowiada o słuchaniu ptaków i pejzażu dźwiękowego oraz aktualnej fascynacji minimal music (Basinski, Fahey), oraz powstającym studiu nagraniowym o równie atrakcyjnej nazwie Cierpienie.

Cierpienie i cierpliwość


4.

Andra Nikolayi kreśli dla „Bandcamp Daily” portret Antye Greie-Ripatti, znanej także jako AGF (przypominamy o jej tekście z #27!). Nikolayi wychodzi od czasów, gdy AGF śpiewała w formacji Laub, lecz następnie skupia się w pierwszej części tekstu na serii albumów, które stanowią rodzaj herstorii różnych kultur z perspektywy poezji. Po albumach poświęconych tak rozumianej kulturowej herstorii Niemiec, Finlandii, Japonii oraz Rosji, najnowszy album AGF, arachnesound, poświęcony jest Grecji. Druga część tekstu Nikolayi to przegląd wybranych płyt z dyskografii AGF, wskazujących różne kierunki jej zróżnicowanej twórczości: od eklektycznej post-klubowej elektroniki, poprzez sonifikacje grzybów, aż po supergrupę The Lappetites (razem z Kaffe Matthews, Ryoko Akamą a swego czasu i Radigue).

Portret AGF

 

5.

W fascynującym tekście teoretycznym na temat problematyki zapisu Xenia Benivolski mierzy się na łamach „e-flux” z pracą Dory Budor The Preserving Machine (od 2018). Złożona instalacja Budor wychodzi od fascynującego opowiadania Philipa K. Dicka The Preserving Machine (1953), w którym bohater-naukowiec w obliczu zagrożenia nuklearnych konfliktem decyduje się dokonać zapisu dzieł zachodniej kultury muzycznej w materiale genetycznym zwierząt, które mają przeżyć nadchodzący kataklizm. W efekcie powstają stworzone przezeń zwierzęta, nośniki kulturowej tradycji, które jednak wymykają się jego kontroli i żyją własnymi życiami. W pracy Budor robotyczny ptak lata w przestrzeni wystawowej, przemieszczający się według niewidocznej partytury i wedle biomimetycznego przekładu kompozycji, przybierającej za każdym razem wymiar site-specific. Benivolski przywołuje różne skojarzenia interpretacyjne w kontekście różnych sposobów ekspozycji pracy, łączy je jednak splot myślenia postapokaliptycznego, rozciągającego się od słynnej interpretacji Angelusa Novusa Paula Klee przez Waltera Benjamina do współczesnych konturów i barw wizji przyszłej katastrofy.

Następnie autorka eseju wychodzi od pracy Budor do szerszych kwestii związanych z nie-ludzkimi kartografiami wpisanymi w ptasie trasy i pieśni (a więc „zasięg pieśni”), by przejść do kartografii dźwięków jak najbardziej ludzkich, rysując podstawy do dalszych analiz w perspektywach psychogeograficznych, etnomuzykologicznych, akustemologicznych, postkolonialnych. Akustemologiczna perspektywa prowadzi autorkę śladami myśli Stevena Felda, który pokazuje w jaki sposób ptaki oraz ich pieśni funkcjonują w kulturze ludu Kaluli na Nowej Gwinei, stanowiąc rezerwuar zbiorowej pamięci. Benivolski zastanawia się tez nad tym, w jaki sposób współczesna muzyka stanowi kolektywną pamięć w kulturach „Zachodu”. Ale z innej strony – perspektywa katastrofy ekologicznej i szóstego wielkiego wymierania wprowadza jeszcze jeden rodzaj zapisu i kartografii – śladu geografii przeszłości, wymarłych gatunków i dźwięków, które nigdy już nie wybrzmią poza fonograficzną dokumentacją. W zakończeniu Benivolski postuluje, by wykorzystać znaczenia wpisane w pieśni zwierząt (i szerzej – audiosferę fauny) jako zworniki twórczości oraz refleksji nad dźwiękiem, w którą wpisane będą krytyczne myślenie i progresywne wartości.

Wokół pracy Dory Budor

 

6.

Zwróćmy się w stronę tematów związanych z naszym najnowszym, internetowym numerem #38. Przemysław Danowski w tekście dla „Panopticon” kreśli krótką historię instrumentów tworzonych z myślą o rzeczywistościach wirtualnych (VRMI). Danowski, ekspert od muzycznych eksperymentów w wirtualnych rzeczywistościach, wychodzi od eksperymentów Jarona Laniera na początku lat 90., jednak skupia się na współczesnym rozwoju po latach zastoju (przy czym ów okres stagnacji nie jest w tekście całkowicie pozbawiony reprezentacji). Wirtualne instrumenty obejmują w tekście zarówno koncerty w światach wirtualnych (od np. Avatar Metaverse Orchestra, która zaczynała w Second Life), czy wykreowane wirtualne responsywne środowiska generujące dźwięki pod wpływem ludzkich działań lub zewnętrznych strumieni danych, jak i instrumenty, które stanowią rodzaj interfejsu, łączącego rzeczywistość „realną” z tymi wirtualnymi. Danowski wskazuje także na potencjalne kierunki przyszłego rozwoju – także w kontekście przemian kultury oraz polityk kulturowych w dobie pandemii oraz głębszego zwrotu w stronę sieci.

Przyspieszony kurs historii VRMI

 

7.

João Pais Filipe – artysta nieoczywisty, oryginalny, a do tego… zapracowany. W ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy wydał pięć albumów, a wydanie kolejnych pozostaje już tylko kwestią czasu. W rozmowie z Jakubem Knerą portugalski perkusista opowiada nie tylko o planach na przyszłość, ale także sięga pamięcią do początków swojej przygody z muzyką, wspominając m.in. samodzielną naukę gry na perkusji oraz pierwsze inspiracje. Filipe, dziś słynący z ciągłych poszukiwań nowych rozwiązań brzmieniowych, jako jedną z nich przywołuje Jamiego Muira. Jak sam podkreśla w rozmowie wielkie znaczenie dla jego twórczości ma rytm i to on często determinuje pracę na danym albumem jak w przypadku Sun Oddly Quiet. Współpraca z Burntem Friedmanem, formotwórcze oddziaływanie kontuzji na dokonania muzyka czy tworzenie własnych instrumentów to tylko niektóre z tematów poruszonych w wywiadzie. Jedno jednak jest pewne, João Pais Filipe nie spoczywa na laurach i jak sam mówi kończąc rozmowę „Myślę, że to właśnie trzeba robić – nigdy się nie zatrzymywać! (śmiech). Cały czas do przodu!”

João Pais Filipe: Nie lubię, gdy moja muzyka jest kojarzona z czymkolwiek

 

(am, jt, jz, ng)