Na bieżąco

Prasówka 4.09.2018

Zapraszamy do nowej odsłony naszej cyklicznej rubryki, w której prezentujemy najciekawsze znalezione przez nas w internecie teksty dotyczące muzyki współczesnej oraz sound studies.

Redakcja / 4 Wrz 2018

1.

Każdy pretekst dobry, by wrócić do korzeni, a w tym wypadku do poruszanej już w „Glissandzie” #1 (2004) muzyki spektralnej. Kompozytor i autor artykułu na portalu „VAN”, Jeffrey Arlo Brown, zaczyna od prowokacyjnej tezy, że coś przedwcześnie zabija spektralnych twórców: Ana-Maria Avram (55), Gérard Grisey (52), Fausto Romitelli (41), Claude Vivier (34)… Dalej autor podkreśla fakt zatarcia przez ten nurt bardzo ostrych wówczas podziałów w muzyce współczesnej na kontynuacje serializmu i powroty tonalności. Potem zastanawia się, dlaczego utwory Griseya, Viviera czy Romitellego nie zyskały sławy powszechnie wykonywanych klasyków, a ich autorzy – zamówień od topowych orkiestr czy oper. Arlo sporo pisze o percepcyjnych walorach muzyki spektralnej, na przykładach dzieł Dufourta, Muraila i Haasa, ale najciekawsze zdają się nowe postaci z kolejnego pokolenia, rozwijające tę estetykę. Ryan Beppel i William Dougherty z Filadelfii, Arash Yazdani z Teheranu (link do utworu poniżej), Yair Klartag z Tel Awiwu to główne nazwiska wymieniane w artykule: korzystając ze wzorów pionierów (Stockhausen, Romitelli), na swój sposób wciąż na nowo badają spektralną głębię muzyki.

https://van-us.atavist.com/spectral-music

 

 

2.

Tymczasem na radykalny pomysł usunięcia z berlińskiego dworca Hermannstraße niechcianych gości – bezdomnych czy narkomanów – wpadła w połowie sierpnia niemiecka państwowa spółka kolejowa Deutsche Bahn. Zarządca stacji postanowił w tym celu wystosować niecodzienną broń – muzykę atonalną. Brzmienia XX-wiecznej awangardy w zamierzeniu miały odstraszać „nieproszonych lokatorów”. Na szczęście taka forma przemocy dźwiękowej spotkała się z ostrą krytyką środowiska nowomuzycznego. Absurdalny pomysł potępili członkowie Initiative Neue Musik Berlin, którzy zaledwie tydzień później zorganizowali w pobliżu stacji protest-koncert „Atonal Music for All”, prezentując jej demokratyczne oblicze – metaforyczny brak hierarchii i wolność. W programie wydarzenia znalazły się utwory m.in. Juliusa Eastmana (który zmarł jako bezdomny), Joanny Bailie oraz Salvatore’a Sciarrino, które wykonali muzycy z czołowych berlińskich ansambli zajmujących się wykonawstwem muzyki współczesnej, a sama inicjatywa trafiła na łamy najpopularniejszych magazynów: od „New York Times”, poprzez „The Guardian”, kończąc na „VAN Magazine”.

www.theguardian.com/music/2018/aug/31/art-shouldnt-be-weaponised-the-atonal-concert-championing-berlins-homeless

 

3.

Z kolei w Centre Pompidou zakończyła się właśnie wizualno-dźwiękowa instalacja continuum Ryoji Ikedy, japońskiego artysty dźwiękowego, którą recenzuje na łamach „Hyperallergic” Joseph Nechvatal. Tematem dwuczęściowego projektu prezentowanego w paryskim muzeum były ogromne ilości zmiennych i danych – big data – oraz ich wpływ na nasze codzienne życie. Artysta w pierwszej części, A, za pomocą pięciu głośników, z których dobiegały sample o różnych częstotliwościach, pokazał proces kształtowania stroju instrumentów o dźwięku podstawowym a1 (440Hz) na przestrzeni wieków. Z kolei druga część, code-verse, przyjęła kształt opartowej projekcji wizualizującej komputerowe dane liczbowe, a towarzyszyła jej minimalistyczna elektronika – noise i drony. W obliczu przebodźcowanej kultury cyfrowej takie immersyjne doświadczenie ukazywało wymiar zjawiska transmisji danych, w którym codziennie uczestniczmy.  Żałujemy, że takie instalacje nie goszczą w Polsce…

Sound Artist Ryoji Ikeda Visualizes Big Data

4.

Pretekstu do tego wywiadu Rafała Księżyka z Konstantym Usenką na  „Dwutygodniku” dostarcza film Lato Kiryła Serebrennikowa, mający premierę w polskich kinach w zeszłym tygodniu, ale przede wszystkim nowa książka rosyjsko-polskiego punkowca, Buszujący w barszczu. Autor wcześniejszej rewelacyjnej Oczami radzieckiej zabawki opowiada o marketingowych zabiegach, jakich używano, by kolorować radziecki i rosyjski underground oraz o tym, jak wygląda rzeczywistość przed jej polukrowaniem. Ciekawie brzmią uwagi o nowym hip-hopie z Moskwy oraz kulturze rave’owej w Kazaniu czy zwrocie feministycznym, ale w ogóle to czysta przyjemność czytać rozmowę dwóch takich postaci. W drugiej połowie Księżyk zaczyna wypytywać Usenkę o jego własną biografię, częściowo opisaną właśnie w Oczami… (tu wzbogaconą o teraźniejszą berlińską perspektywę) oraz o dalsze losy undergroundowców, z których najdziwniej potoczyły się losy Fiodora Czistiakowa oraz Piotra Mamonowa. Powraca wątek polsko-rosyjskich korespondencji, jak między leningradzką grupą Kino i rodzimym Kryzysem albo chuligańskim bluesem Zooparku i tym w wydaniu Shakin Dudi, a te i inne nieoczywiste związki, które nie zostały wówczas skonsumowane przez  „geopolityczne gówno”, to wisienka na torcie tej lektury. No, nie licząc płytowych i koncertowych rekomendacji.

http://www.dwutygodnik.com/artykul/7966-dzwieki-z-podziemia.html

 

5.

W sumie to tylko recenzja, niby to tylko DVD, i to nie premiera, lecz reedycja – no ale jaka! Chodzi o słynną, autorską interpretację The Well Tuned Piano przez La Monte Younga, nagraną na bardzo trudnych dostępnych dziś winylach w 1987 roku. To minimalistyczne opus magnum z 1964 roku może znaleźć kolejne pokolenia odbiorców, o czym skwapliwie zauważa często przez nas czytany Bradford Bailey na swoim blogu. Oczywiście wydawnictwo limitowane do 500 sztuk nie jest tanie, ale zawiera nagranie wideo Younga grającego nieprzerwanie blisko 6,5 godziny z akompaniamentem świateł Marian Zazeeli i 52-stronicową książeczką tłumaczącą zawiłości systemu strojenia, o których pisaliśmy także i my w „Glissandzie” #7 (2005). Sam Bailey przytacza w większej części tekst promocyjny od wydawcy, ale poprzedza go znamienną preambułą o tych kanonicznych dziełach, które niby w czasach powszechnego dostępu wszyscy znamy, streamujemy i downloadujemy – ale czy potem faktycznie w całości i ze zrozumieniem odsłuchujemy?

on the reissue of la monte young and marian zazeela’s the well-tuned piano in the magenta lights dvd, by just dreams

 

 

6.

Kolejny przykład ekonomicznego fenomenu reedycji, ale nieco bardziej skomplikowany. The Vinal Factory serią wpisów oddaje swoisty hołd Midori Takadzie, która nagły boom popularności zawdzięcza…algorytmowi Youtube’a. Powiązanie zupełnie nieznanego albumu The Looking Glass (1983 r.) z nagraniami Briana Eno i znanymi utworami spod znaku „spiritual jazz” czy „new age 80’s” przysporzyło mu kilkumilionowych kliknięć, dzięki czemu w zeszłym roku doczekał się ponownego wydania. Wpisanie w nurt minimalizmu (sporo zbieżności z Reichem), doczepiona łatka ambientu plus dobra prasa i przepis na sukces gotowy – kopie na winylu sprzedają się nawet za 750$, a album w serwisie Discogs szybko wskoczył na drugie miejsce bestsellerów. Można go kupić choćby w Asfalt Shopie, pod bardzo tajemniczą kategorią Electronica/ Bass / Dubstep. W oszczędnym wywiadzie https://thevinylfactory.com/features/through-the-looking-glass-midori-takada-interview/ dowiemy się, co różni Takadę i Reicha oraz na czym polega sekret  „japońskiego minimalizmu”. Tu z kolei przeczytamy pokrótce o innych jej albumach https://thevinylfactory.com/features/beyond-the-looking-glass-a-journey-through-the-music-of-midori-takada/ , a także tym najnowszym, który stał się przyczynkiem do wspomnianej serii wpisów. Czy w ten sposób Midori na dobre wkroczyła już do (męskiego) panteonu minimalistów?

 

7.

Obszerny tekst Holly Dicker o blisko 30-letnich losach EBM (Electronic Body Music) bardzo dobrze obrazuje typowe „życie” gatunków tanecznej muzyki elektronicznej: ewoluują z poprzednika, krystalizują swoje cechy, przeżywają krótki rozkwit, po czym rozmywają się, mieszając z innymi gatunkami, tworząc subgatunki; w pewnym momencie ogłasza się ich śmierć, a po latach znowu kiełkują w nowej, hybrydowej formie. Otrzymujemy tu całkiem szczegółowy rys historyczny  od industrialnych i postpunkowych zaczątków (DAF, Front 242, Nitzer Ebb), poprzez gatunkowe rozłamy w latach 90., po dzisiejsze rewiwalowe wskrzeszenia legend i zapożyczenia stylistyczne u nowych twórców (Adam X, Fixmer/McCarthy). Tekst dosłownie naładowany jest ilością EBM-owych artystów, a liczne cytaty z porządnego riserczu nadają mu znamion lekko reportażowych. Największą jego zaletą jest jednak to, że mimo usilnego poszukiwania rdzennych cech gatunkowych, autorka nie daje nam jednoznacznej odpowiedzi, czym dziś jeszcze jest EBM. Po lekturze warto dla porównania sięgnąć do quasi-analitycznego eseju Luisa-Manuela Garcii z „Glissando” #33, który na warsztat bierze EDM i inne, „cielesne” nurty.

https://www.residentadvisor.net/features/3311

 

8.

O Brutażu coraz głośniej. Po tym, jak niedawno RA ogłosił go labelem miesiąca https://soundcloud.com/resident-advisor/brutaz-ra-label-of-the-month, wywiad z Wiktorem Milczarkiem (aka Dyktando, Souvenir de Tanger), jednym z działaczy kolektywu, zamieścił internetowy magazyn CDM. Punkowa geneza jego sampli (wszystko dzięki kasetom od mamy!) stała się dobrym pretekstem do rozmowy o postkomunistycznych postawach estetycznych, dzisiejszych podziałach politycznych w naszym rodzimym kraju i czynnemu zaangażowaniu w nie sceny klubowej. Wątek urywa się w najciekawszym momencie, pozostawiając spory niedosyt, ale na pocieszenie mamy kilka zacnych plejlist m.in. od DUNNO, Syntetyka i Oramics.

Live techno after Polish punk and communism: Dyktando of Brutaż

 

 

Zebrali: ab, jt, wz