Nagrane czyli wyparte? W stronę antropologii kasety magnetofonowej

Dariusz Brzostek / 5 Cze 2014

tasmaOczywiście chodzi o pamięć. O pamięć, dźwięk i poznanie – dokładniej zaś o wiedzę zdobywaną w kontakcie z Innym (nawet jeśli ów Inny to ja sam sprzed lat, miesięcy, dni). Nie da się ukryć, że w grę wchodzi także władza, złożone relacje władzy. Pozostaje zagadką to, dlaczego kaseta, a wcześniej taśma magnetofonowa, która tak łatwo stała się narzędziem pracy antropologa – instrumentem poznania (wspominają wszak o niej nestorzy dziedziny: Mead i Goody), z takim trudem ukonstytuowała się jako przedmiot refleksji antropologicznej. Dlaczego unikała rozpoznania jako „rzecz”, „medium”, „narzędzie” czy „artefakt”, by przywołać tylko te kategorie kojarzone zazwyczaj z antropologią. To przesunięcie w polu refleksji wydawać by się wszak mogło oczywiste. Słuchanie bywa przecież kluczem do skarbca pamięci: tej indywidualnej, i tej kulturowej; wiąże się z transmisją wiedzy i wyzwalaniem emocji. W tych wszystkich procesach uczestniczyła zaś z powodzeniem kaseta. Być może jednak w ogóle niechętnie spoglądamy analitycznie na narzędzia służące analizie. Kto słyszał o wiwisekcji skalpela czy przesłuchaniu mikrofonu? Wolimy wszak myśleć, że kaseta jest neutralną przestrzenią pamięci, swoistym pojemnikiem na wspomnienia (niczym szkatułka z rodową biżuterią czy album ze zdjęciami), który niczego nie zniekształca, nie pomija, nie zamazuje. Dokąd jednak powinna nas zaprowadzić ta ścieżka refleksji? Czy nie do sformułowania nowych perspektyw i odmiennych punktów widzenia? Jak sądzę, można spojrzeć na kasetę magnetofonową czworako: jako na formę pamięci, medium, rzecz (obiekt) i metaforę. Spróbujmy zatem podążyć tym tropem.

1. Pamięć

W pamiętnej scenie Spielbergowskiego filmu Indiana Jones i ostatnia krucjata (1989) Indy pyta swego ojca o sposoby ominięcia pułapek na drodze do Graala, opisane w dziełach świętego Anzelma. Ojciec zaś odpowiada: „Zapisałem je w notesie właśnie po to, by nie musieć o nich pamiętać”. To bardzo proste. Czy nie zbyt proste? Kasety, jak wszystkie inne zewnętrzne nośniki pamięci (notesy, fotografie, dyskietki) zwalniają pamiętającego z potrzeby pamiętania (pamiętając za niego), kierując zarazem jego uwagę ku innym procesom poznawczym (analizie zebranego materiału, interpretacji form i treści) i czyniąc je kolejno: możliwymi, łatwymi i bezpiecznymi. Specyfika taśmy magnetycznej ujętej w formę kasety polega na tym, że odwołuje się ona do zmysłu słuchu – przechowując głosy i dźwięki sprzed lat, a także i na tym, że jest ona niesłychanie mobilna, pozwalając słyszeć „na odległość” lub „z oddali”, wszak przesłanie kasety lub też zabranie jej ze sobą w podróż okazuje się nieskończenie łatwe i nie nastręcza żadnych trudności. Być może największą zaletą kasety jako formy pamięci jest jednak jej „wymazywalność”, pozwalająca na usunięcie (wyparcie?) niepożądanych treści poza sferę tego, co zapamiętane i słyszalne. I choć taśmy bywają pamiętliwe, strasząc od czasu do czasu skorumpowanych polityków i niewiernych mężów, to jednak kształtują też sferę pamięci doskonale plastycznej, podatnej na manipulacje, oferując wymazywanie wstydliwych czy kompromitujących wspomnień i zastępowanie ich innymi, atrakcyjniejszymi czy korzystniejszymi, choć niekoniecznie prawdziwymi. Wszystkie te cechy kasety magnetofonowej, a także jej „taniość” i „dostępność”, czynią ją zarazem doskonałym medium „pamięci popularnej”1 – nieoficjalnej i prywatnej, pozwalając na dokumentowanie niezliczonych praktyk codzienności (imprez, muzycznych sesji, prób literackich, świąt rodzinnych) funkcjonujących poza oficjalnymi ramami pamięci wspólnotowej i/lub państwowej. Mówiąc językiem Michela de Certeau, otwierają one nieograniczone pole owych „sztuczek z pamięcią”, które pozwalają jednostce zaznaczyć swą obecność w świecie zdominowanym przez dyskursy władzy (archiwa państwowe, biblioteki uniwersyteckie, taśmoteki rozgłośni radiowych etc.). Stają się więc nierzadko narzędziem słabych i wykluczonych, podporządkowanych i zastraszonych. Pamięta o tym doskonale każdy, kto posłuchał choć raz dystrybuowanych nielegalnie kaset z antyrządowymi programami kabaretowymi, audycjami nieprawomyślnych rozgłośni radiowych, koncertami obłożonych zakazem występowania artystów, „mszami za Ojczyznę” czy wykładami z „nieoficjalnej” historii i filozofii. W tej funkcji kaseta magnetofonowa okazuje się zatem nośnikiem pamięci potocznej, chciałoby się napisać – ludowej, utrwalając te wszystkie świadectwa życia i formy ekspresji, dla których zabrakło miejsca w zinstytucjonalizowanym dyskursie publicznym.

2. Medium

Kaseta magnetofonowa jako popularne medium, z racji swej mobilności i taniości, szybko stała się nie tylko istotnym i szeroko rozpowszechnionym nośnikiem pamięci kulturowej, zwłaszcza zaś pamięci (pop)kultury, i osobistych wspomnień, ale zajęła też poczesne miejsce w porządku historycznym i (geo)politycznym, by wspomnieć tylko obieg kasetowy tekstów kultury jako swoistą taktykę oporu w krajach dawnego „Bloku Wschodniego”, gdzie nagrywanie i przegrywanie informacji, słuchowisk czy muzyki ustanawiało faktycznie drugi obieg informacji. Osobną kwestią staje się w tym kontekście  związek kasety z magnetofonem postrzeganym jako swoisty wehikuł  konstruowania nowych sytuacji słuchania. Pojawia się zatem w popkulturze magnetofon jako przenośny sound system – służący np. budowaniu prywatnej audiosfery w miejscach publicznych (ulice, parki, biwaki), będącej nieraz formą opresji dźwiękowej dla postronnych słuchaczy lub walkman umożliwiający w cywilizacyjnym zgiełku słuchanie intymne, separujące słuchacza od niepożądanych hałasów. Nieodłącznym towarzyszem pary: kaseta – magnetofon staje się także radio, jako źródło informacji podlegającej nagrywaniu, modyfikowaniu i wymazywaniu, wszak „nagrywanie z radia” należało przez lata do najbardziej rozpowszechnionych praktyk codzienności, związanych z reprodukcją „kultury dźwięku”.  W tej formie kaseta magnetofonowa nie tylko mediatyzuje doświadczenie, ale także pośredniczy między różnymi sferami kultury: intymną i publiczną, oficjalną i prywatną, podległą władzy i władzę tę kontestującą, instytucjonalną i opartą na zasadzie do it yourself, polityczną i ludyczną etc. Co więcej, wędrując między różnymi obszarami kultury, kaseta magnetofonowa wytwarza zarazem społeczne sieci nieoficjalnego obiegu informacji, wymiany i handlu – uczestniczył w nich każdy, kto pożyczał uwiecznione na kasetach (od kogoś lub komuś) koncertowe nagrania punkowych kapel, niecenzuralne występy kabaretów czy niezliczone „msze za Ojczyznę”. Wymiana tworzyła więzi oparte na zaufaniu i wspólnocie doświadczenia, integrowała grupy, umożliwiała komunikację, a niektórym pozwalała zarobić…

To właśnie w funkcji medium kaseta magnetofonowa staje się jednak także swoistą formą ekspresji, zaś ekspresje, jak zauważył przed laty Edward M. Brunner, „to pojemniki z doświadczeniami innych ludzi”. Kaseta jest więc nie tylko poręcznym pojemnikiem na taśmę magnetyczną, ale także pojemnikiem na cudze (oraz moje własne) wspomnienia, opowieści i doświadczenia – ujęte w formę nagrań. Konfrontacja z cudzymi dźwiękami, lub z głosem „innego” bywa nierzadko traumatyzująca. O wiele częściej z doświadczeniem traumy wiąże się jednak słuchanie głosu własnego. Medium wszak, już choćby z racji swych dawnych – mediumistycznych i spirytystycznych – konotacji, wprowadza nas niepostrzeżenie we Freudowską domenę „niesamowitego” (das Unheimliche), w której to, co utrwalone – dźwięk czy głos, może nieoczekiwanie przeistoczyć się w drażniący nasze ego abiekt, czyli to, co „niepokojąco wstrętne”, choć pochodzące z nas samych. To właśnie bowiem nasz własny głos, płynący z taśmy, jawi się nam najczęściej jako abiekt, „obiekt odrażający oraz (hic et nunc) niepożądany”. Być może niejeden z nas stawiał sobie to proste pytanie, słysząc swój głos płynący z taśmy: Dlaczego ów głos mnie drażni, irytuje? Dlaczego nie lubię go słuchać? Sądzę, że istnieją tu (co najmniej) trzy możliwe odpowiedzi: 1. bo powiedziałem coś głupiego, intymnego, wstydliwego (a więc ze względu na treść); 2. bo nie podoba mi się brzmienie mego głosu z taśmy (a zatem przez wzgląd na formę); 3. bo nie mogę znieść sytuacji, w której głos odrywa się ode mnie, nieoczekiwanie i bezprawnie podwajając moją obecność (co sytuuje nas w pozycji psychotycznej). Bywa więc kaseta także i medium, dziedziczącym niewdzięczne brzemię swych okultystycznych i spirytystycznych poprzedników.

3. Rzecz

Cechą która w sposób niewątpliwy określa kulturowy charakter kasety magnetofonowej i determinuje jej funkcjonalność jest jej materialność. Zwykle marginalizowana lub ignorowana jako nazbyt oczywista, ożywa dopiero w konfrontacji z amatorskimi, dyletanckimi twórczymi praktykami codzienności, owocując wówczas pięknem zdumiewającym i nieoczekiwanym, którego doświadczył każdy, kto choć raz zetknął się z kasetowymi wydawnictwami nieoficjalnych twórców. Psychodeliczne kolory, kolażowe okładki, surowa, punkowa produkcja w duchu „zrób to sam”.  Dawno zapomniana dziś sztuka zdobienia i opisywania kaset, znaczenia pudełek i zabezpieczania nagranego materiału przed przypadkowym zmazaniem, technika klejenia, rozplątywania i wygładzania taśmy, a nawet ekwilibrystyczna umiejętność przewijania kasety za pomocą ołówka. Wszystko to współtworzyło bez mała taktyczne kwalifikacje każdego użytkownika magnetofonu kasetowego, który, chcąc nie chcąc, stawał się partyzantem oficjalnej audiosfery. Zamieszkiwał ją niechętnie i porzucał z ochotą, by radośnie buszować wśród tych wszystkich dźwięków, które bez trudu można było nagrywać, przetwarzać i powielać za pomocą najprostszego sound systemu świata, jakim stawał się w zręcznych rękach każdy radiomagnetofon.

Nie bez znaczenia są więc również aspekty estetyczne związane z kasetą – postrzeganą, niemal od początku jej istnienia jako artefakt organizujący i wytwarzający rozmaite praktyki artystyczne: od produkowanych metodą samizdatu niskonakładowych wydawnictw lokalnych twórców sceny punk, noise czy industrial, przez dźwiękowe dzienniki oraz formy paraliterackie (Aki Onda i Rinus Van Alebeek), po usterkowanie kaset w celach estetycznych (Dariusz Wojtaś, Sultan Hagavik), gdzie materialność samego nośnika wyznacza horyzont pomysłowości dekonstruktora dźwiękowej materii.  W tej formie ujawnia się także kaseta jako fetysz, przeżywający obecnie swe „drugie życie”, którego istotą okazuje się kulturowy recykling oraz zombifikacja tego medium. Szczególnie istotny wydaje się tu powrót wydawnictw i wytwórni kasetowych w wieku XXI, promujących kasetę jako medium taktyczne, alternatywne wobec oficjalnego obiegu muzyki – zdominowanego przez wielkie koncerny oraz nośniki cyfrowe. Proces ten stał się zarazem element estetyki i etyki hipsterskiej (zbudowanej m.in. na osi: analogowy fetyszyzm – cyfrowy futuryzm)2 , przyczyniając się do kształtowania nowych typów tożsamości (dźwiękowej) i towarzyszących im sposobów słuchania (świata).

4. Metafora

Kaseta spełnia co najmniej jedno kryterium fortunnej metafory – mianowicie – jest ona, jak zauważyliśmy to powyżej, pojemnikiem na taśmę magnetyczną. Jak zaś pamiętamy, już Lakoff i Johnson, skłonni byli uznać, że: „Jesteśmy istotami fizycznymi, oddzielonymi od reszty świata przez powierzchnię naszej skóry, i postrzegamy świat jako coś zewnętrznego. Każdy z nas jest pojemnikiem z powierzchnią ograniczającą i z orientacją typu w-poza. Przenosimy tę naszą orientację w-poza na inne przedmioty fizyczne, również ograniczone powierzchniami”3 . W konsekwencji zaś także pojęcia metaforyczne jesteśmy skłonni traktować jak pojemniki (na znaczenia), a same pojemniki stają się niezwykle pojemnymi metaforami.

Trudno się dziwić, że także kaseta magnetofonowa, jako metafora, wytwarza kulturowe fantazmaty trwalsze niż ona sama. Wymieńmy kilka z nich – powracających uparcie w sztuce, polityce i rozmaitych dyskursach życia publicznego: uwiecznianie głosu (fantazmat połowicznej, metonimicznej nieśmiertelności), prześladowanie nagraniami („szokujące taśmy prawdy”), wymazywanie pamięci (kasowanie i produkcja wspomnień – rodem z fantazji Philipa K. Dicka), reprodukowanie wspomnień (wspominanie wspomagane nagraniami jako reinterpretacja przeszłości), powielanie obecności (nieśmiertelny fantazmat sobowtóra oraz akuzmatycznego głosu oddzielonego od ciała). W ten sposób kaseta staje się także częścią współczesnego dyskursu o kulturowej pamięci, jednostkowej tożsamości i relacjach władzy, ewokując sensy symboliczne i metaforyczne, takie jak nagrywanie, rejestrowanie czy utrwalanie (historii dźwiękowej), kopiowanie (świadectw i dowodów) oraz kasowanie i wymazywanie (pamięci), występują nierzadko również jako „dowód” i „świadek” („w sprawie”, „czasów”, „historii” etc.). I nawet jeśli obecnie jej kulturowa ranga została sprowadzona do estetycznego atrybutu subkultury analogowych fetyszystów lub też nośnika nostalgicznych wspomnień w stylu retro, to może okazać się, że jej metaforyczna pojemność wciąż daje o sobie znać w niezliczonych narracjach o nagrywaniu, kopiowaniu czy też wymazywaniu: pamięci, historii i tożsamości.

Dariusz Brzostek


  1.  M. Foucault, Foucault Live. Collected Interviews, 1961-1984, Semiotext[e] 1996, s. 122-132.  

  2. S. Goodman, Sonic Warfare. Sound, Affect, and the Ecology of Fear, The MIT Press 2012, s. 196.  

  3. G. Lakoff, M. Johnson, Metafory w naszym życiu, tłum. T. P. Krzeszowski, Warszawa 2010,  s. 60.