Dźwięki Majdanu

Lyubov Morozova , tłum. Asia Meuś / 12 Kwi 2015

Read in English

Read in Russian

Kijów, noc z 24 na 25 stycznia 2014 roku. Temperatura: -18 stopni Celsjusza. Gruba warstwa lodu i brudnego śniegu, gęste chmury pary wydobywające się z ust uczestników. Na ulicy Hruszewskiego trwa brutalne starcie między aktywistami z Majdanu a milicją. Po drugiej stronie miasteczka namiotowego, niedaleko budynku Kijowskiej Miejskiej Administracji Państwowej, młody chłopak w kuloodpornej kamizelce i kominiarce gra na pianinie pomalowanym w barwy ukraińskiej flagi. Nie wykonuje jednak Psiego walca (znanego w Polsce jako Kotlety, ang. Flea Waltz), ani pieśni armii powstańczej. Gorliwie przewracając kartki z nutami wydobywa z klawiatury subtelną i delikatną muzykę autorstwa współczesnego włoskiego minimalisty Ludovico Einaudiego.

W ciągu kilku godzin na YouTubie pojawia się filmik nagrany przez przechodnia, zatytułowany Ekstremista dorwał pianino. Ironia pobrzmiewająca w tym tytule jest parodią tonu propagandowych programów Dmitrija Kisielowa i „kisielewszczyny”, która zalewa wiele rosyjskich i ukraińskich kanałów telewizyjnych. W tym przypadku propaganda jest bezsilna – można przeinaczać fakty komentując protesty i starcia z siłami rządowymi, ale nie da się powstrzymać sympatii jaką wywołuje ten film. Jest to obraz współczesnego rycerza, posiadającego wszystkie cnoty przypisane do jego etosu – męstwo, zdrowy rozsądek, wolną wolę i wierność, wielkoduszność i szacunek. Oraz, oczywiście, kurtuazję średniowiecznych minnesingerów, trubadurów i truwerów.

Kiedy rankiem 7 grudnia 2013 roku Markijan Macech z Lwowa ustawił pierwsze „rewolucyjne pianino” naprzeciw kordonu milicji przy budynku administracji prezydenta na ul. Luterańskiej, nie podejrzewał nawet jak silny odzew wywoła. Chciał po prostu przenieść pomysł „ulicznego pianina” z Lwowa na ulice Kijowa. Tego dnia Markijan wykonał Walc cis-moll op. 64 nr 2 Fryderyka Chopina, a chwilę później ktoś wyszedł z tłumu by zagrać ukraińskie i obce piosenki, w tym Murkę dla prezydenta. „Rewolucyjne pianino” z Luterańskiej zostało uwiecznione na ikonicznej fotografii przedstawiającej samotnego pianistę tuż przed szeregiem milicjantów. Sean Lennon, syn Beatlesa-pacyfisty, udostępnił to zdjęcie na swoim facebooku z komentarzem: „Zdjęcie faceta grającego Imagine [dlaczego uznał, że była to akurat ta piosenka, wie tylko sam Sean – L.M.] policjantom w czasie zamieszek, niesamowite!”.

photo: Alexandr Yalovoi

photo: Alexandr Yalovoi

Pianino przeniesiono w dół ulicy Luterańskiej i postawiono tuż przed Kijowską Miejską Administracją Państwową. Stało w tym miejscu od grudnia 2013 roku, ale prawdziwy pianinowy zryw zaczął się na przełomie stycznia i lutego 2014 roku, kiedy to wspomniany wcześniej filmik znalazł się w sieci. W noc po tym pamiętnym nagraniu protestujący zajęli Ukraiński Dom i od razu zabrali się do porządkowania pomieszczeń i muzykowania. Na YouTubie pojawił się kolejny film, na którym „ekstremista” w sportowym kasku gra na fortepianie utwór Atlantique Nord francuskiego minimalisty Yanna Tiersena.

Dzieci, ubrane w maskującą odzież, prześcigały się w wirtuozerii grając dla demonstrantów i odpoczywały w pomieszczeniach Akademii Muzycznej albo w budynku Administracji. W internecie rozpowszechnił się żart, że „ekstremiści” przejmują budynki tylko po to, by grać tam na fortepianach. Wkrótce instrumenty pomalowane na niebiesko-żółto pojawiły się na centralnych placach innych ukraińskich miast, w prawie każdym obwodzie. W Ługańsku sprawy przybrały własny obrót: zwolennicy Antymajdanu na fali euforii roztrzaskali jedno z pianin tylko dlatego, że było pomalowane w barwy narodowe.

Instrumenty marki „Ukraina” wróciły do łask. W czasach Związku Radzieckiego produkowano kilkadziesiąt tysięcy sztuk rocznie. Pianino, jako znak dobrego smaku, stało w prawie każdym ukraińskim domu, niezależnie od tego, czy ktoś z rodziny faktycznie potrafił na nim grać. Jednak w latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych zaczęto się ich masowo pozbywać – były zbyt duże i zagracały przestrzeń. Pojawiły się ogłoszenia oferujące darmowy wywóz pianin. Czernihowska fabryka instrumentów muzycznych imienia Pawła Postyszewa przestała produkować pianino „Ukraina”, a niewykorzystane zapasy drewna przeznaczyła na… trumny dla włoskiego kontrahenta. Kiedy „Ukraina” stała się symbolem rewolucji, dostała reklamę o której kiedyś jej twórcy mogli tylko pomarzyć, a wśród wdzięcznych słuchaczy rozgorzała dyskusja na temat wznowienia produkcji w fabryce w Chernihowie.

Na Hruszewskiego śmiałkowie grali w ekstremalnych warunkach. Podczas chwilowego zawieszenia broni w neutralnej strefie pomiędzy demonstrantami i milicją, na dachu wraku spalonego autobusu, umieścili pomalowaną „Ukrainę”. Drobna, 21-letnia Antuanetta Miszczenko, studentka Akademii Muzycznej i laureatka wielu międzynarodowych konkursów, zagrała wtedy Etiudę c-moll op. 10 nr 12 Rewolucyjną Chopina, którą polski kompozytor napisał będąc w wieku artystki. Głęboko przeżywając dramatyczne wydarzenia powstania listopadowego, Chopin pisał w swoim dzienniku: „(…) wróg w domu. Przedmieścia zburzone – spalone (…) O Boże, jesteś Ty! Jesteś i nie mścisz się!”. Utwór, napisany prawie 200 lat temu, pełen jest rozpaczy i wściekłości. Wspomniany wcześniej „ekstremista” (teraz wiadomo już, że jego imię to Bogdan, ma 29 lat i uczył się w Szkole Muzycznej w Symferopolu) znów zagrał neutralne, minimalistyczne kompozycje Einaudiego. Muzykę zagłuszały nagrania rosyjskich pieśni dobiegające ze strony oddziałów Berkutu. Ten kontrast między neoklasycznym utworem a więziennym folklorem wymownie podkreśla istotny aspekt walk – konflikt kultury wysokiej z niską.

Wydaje się, że żadne powstanie nie było aż tak muzykalne. Richard Wagner nie nosił ze sobą swojego flugelhornu gdy walczył na barykadach. Ludwig van Beethoven i Fryderyk Chopin komponowali utwory rewolucyjne – kipiące gniewem w salach koncertowych, ale nie na ulicy. Majdan był jednak świadkiem prawdziwego dźwiękowego uderzenia. Muzyka, która w ciągu ostatnich stu lat zerwała z tradycją folkowych pieśni i domowego koncertowania, która zamieniła się w zawód i odgrodziła od słuchaczy wysokimi ścianami, znów stała się częścią życia zwykłego człowieka.

Konstantin Olejnik, pięćdziesięcioletni mieszkaniec Charkowa, porzucił muzykę dla zarządzania w biznesie dwadzieścia lat temu. Władze komunalne zniszczyły jego prywatne przedsiębiorstwo i próbowały przejąć jego mieszkanie. Mężczyzna walczył z nimi na wszelkie możliwe sposoby – zaczynając od spółdzielni mieszkaniowej, a kończąc na administracji prezydenta – i w końcu udało mu się odzyskać apartament. Później z trąbką w ręku ruszył wspierać innych w ich walce. W czasie wydarzeń na Majdanie trębacz z Charkowa zawsze stał w najbardziej niebezpiecznych miejscach. Grał nieprzerwanie na ulicach Hruszewskiego i Instytuckiej, gdy dookoła świszczały kule. Nie wypuszczał swojego instrumentu nawet kiedy dookoła niego padali postrzeleni ludzie. Najczęściej grywał hymn narodowy, pieśń powstańczą Wstążka za wstążkę (Lenta za Lentoy), oraz hymn Unii Europejskiej – Odę do radości, z IX symfonii Ludwiga van Beethovena. Podobny repertuar wykonywali wołyńscy muzycy, którzy uczestniczyli w rewolucji od momentu starcia protestujących z siłami rządowymi na ulicy Bankowej.

Co też nie działo się w tym czasie w centrum Kijowa! Czterech górali z Karpat przywiozło ze sobą trombity, wykonane – zgodnie z tradycyjnymi zasadami – ze spalonego przez piorun świerka, pokrytego później korą brzozy, i trąbili w nie stojąc naprzeciw kordonu milicji na Hruszewskiego. Magia i muzyka na równi zawładnęły tym miejscem. Tradycyjne ludowe tańce, których monotonne rytmy jednoczyły niegdyś naszych przodków wokół ognisk ofiarnych, zamieniły się teraz w równomierne uderzenia w zardzewiałe beczki po paliwie. Kobiety przychodziły z kuchni polowej by godzinami wystukiwać te rytmy, sprawiając, że budowanie barykad i rzucanie koktajli Mołotowa stało się swego rodzaju rytuałem.

W nocy z 11 na 12 grudnia w monastrze św. Michała Archanioła rozległo się bicie dzwonów, zwiastujące zaognienie konfliktu na Majdanie. Ostatni raz podobna sytuacja miała miejsce w 1240 roku, podczas inwazji Tatarów i Mongołów. Po otrzymaniu około 70 telefonów z prośbą o pomoc, student teologii Iwan Sidor sam poprosił biskupa Agapita o błogosławieństwo i pobiegł na dzwonnicę. Od 1 do 5 rano on i pięciu innych studentów Akademii na zmianę biło w dzwony, intuicyjnie wygrywając tradycyjne ostrzegawcze dźwięki, niskie i ciężkie. Wszyscy robili to po raz pierwszy w życiu. Po czterech godzinach cztery sznury od dzwonów były zerwane.

W obszar muzyki sakralnej wszedł także narodowy hymn ukraiński, śpiewany głośno i nieprzerwanie na Majdanie. Stał się czymś na kształt modlitwy, równie uniwersalnej jak „Ojcze Nasz”.

Muzyczny świat Majdanu, uwieczniony na setkach filmów, rozprzestrzeniał się na YouTubie. Część filmów weszła w skład profesjonalnego soundtracku. Muzyka wybrana do tego zestawu mówi sama za siebie. Wśród ukraińskich zespołów i wykonawców znaleźli się Okean Elzy, którzy w swoim legendarnym, pierwszym składzie zagrali historyczny koncert na Majdanie. Ich piosenka Drug (Przyjaciel), w trakcie której publiczność podniosła w górę świecące telefony komórkowe zamieniając Majdan w rozgwieżdżone nocne niebo, weszła na stałe do kroniki rewolucji. Do utworu Stena (Mur) powstało kilka różnych wideoklipów pokazujących wydarzenia w Lwowie i Kijowie – stały się one popularniejsze od oficjalnego teledysku. Podobne wideoklipy montowano pod zachodnie rockowe i popowe piosenki. Sztandarowym przykładem jest filmik do singla Can’t Pretend Toma Odella, w którym 23-letni Brytyjczyk śpiewa o sprawach ważnych dla każdego młodego człowieka: o tym jak miłość może leczyć rany, jak ciała i dusze kochanków stają się jednością i o niemożliwości oparcia się tej jednoczącej sile. To wartości ważne dla pokolenia dwudziestolatków, tych samych, którzy prawdopodobnie zmontowali ten film, tych samych, których widać w kadrach z Majdanu. Autorzy filmu interpretują piosenkę przez pryzmat najprostszych, najbardziej ludzkich uczuć – miłości i honoru („Nie mogę udawać”, powtarza wokalista). To samo przesłanie niosły ze sobą działania „ekstremisty” – wydarzenia na Majdanie nie były falą agresji, a wyrazem miłości do ojczyzny i jej ludu, który zasługuje na lepsze życie. Nic skomplikowanego. Wszystko tak jasne i proste jak słowa i melodia piosenki.

Lwowskie filmiki dokumentujące rewolucję opierały się na muzyce minimalistycznej. Wśród jej kompozytorów jest Ludovico Einaudi, który, swoją drogą, sam nigdy nie miał rewolucyjnych zapędów. Jako wnuk drugiego prezydenta Republiki Włoskiej, karierę polityka lub społecznego aktywisty miał zapisaną w genach – lecz jako młody, nieśmiały chłopak był bardziej zainteresowany muzyką. Skończył Konserwatorium Giuseppe Verdiego w Mediolanie i kontynuował naukę u boku Luciano Berio, ikony współczesnej włoskiej muzyki. Jednak awangarda nie jest opium dla ludu, a niezależny artysta nie może liczyć na wielką karierę. Odziedziczona w genach potrzeba dotarcia do jak najszerszej publiczności sprawiła, że Einaudi zaczął tworzyć bardziej przystępną muzykę. Najpierw interesował się muzyką elektroakustyczną, co słychać na jego debiutanckiej płycie z 1988 roku zatytułowanej Time Out – mieszance rocka, jazzu i elektronicznych dźwięków, z tytułami utworów wyrażonymi w akademickich formach, jak Andante, Adagio czy Presto. Jednak na albumie Le Onde z 1996 roku Einaudi usiadł już do fortepianu. Od tamtej pory wszystkie swoje płyty wydawał w komplecie z zapisem nutowym, ku ogromnej uciesze jego fanów. Używał podstawowych akordów harmonicznych, których uczą się wszyscy początkujący gitarzyści, i tworzył kompozycje, które jest w stanie zagrać każdy starszy uczeń szkoły muzycznej. Swoją pracę twórczą zamienił w produkcję kompozycji opartych na uniwersalnym estetycznym kodzie, traktując każdą dysharmonię jako defekt, którego trzeba się pozbyć.

Einaudi zyskał największą popularność na fali minimalistycznego trendu w muzyce filmowej. Dostał wiele nagród za swoje kompozycje do włoskich filmów, zaczęto go też zapraszać do współpracy przy międzynarodowych produkcjach. Światową sławę przyniósł mu utwór Fly, z soundtracku do filmu Nietykalni w reżyserii Oliviera Nakache i Erica Toledano. Fani Yanna Tiersena, kompozytora ścieżki dźwiękowej do Amelii, znaleźli nowego idola.

photo: Alexandr Yalovoi

photo: Alexandr Yalovoi

Ludovico Einaudi stworzył imponującą kolekcję czystych i estetycznych utworów. Były jak piękne, złocone puste ramy o idealnych proporcjach, w które wstawiono obrazy walk na Majdanie. Nawet będąc muzycznym populistą Einaudi nie mógł spodziewać się tak ogromnego powodzenia wśród mas. Prawdziwe, silne emocje i wstrząsające wydarzenia wypełniły jego utwory nowym znaczeniem. Tajemniczy obraz „ekstremisty” z zasłoniętą twarzą sprawił, że każdy aktywista z Majdanu, ubrany w wojskowe buty, kuloodporną kamizelkę i kominiarkę, był postrzegany już nie tylko jako dzielny rycerz, ale też wrażliwy artysta.

Atlantique Nord Yanna Tiersena, utwór wykonany w noc zajęcia Ukraińskiego Domu, jest kolejnym kluczem do zrozumienia mechanizmów muzycznych jakie zachodziły w czasie rewolucji oraz we wspomnieniach, które ją otaczają. Kompozycja pochodzi ze ścieżki dźwiękowej do filmu dokumentalnego Tabarly, opowiadającego historię oficera francuskiej floty Érica Tabarly’ego, świetnego żeglarza, który poświęcił swe życie morzu, i na nim zginął. Tiersen, twórca soundtracków do wielu filmów, w tym Amelii, która przyniosła mu wielką sławę, wpisuje się w tradycję rozpoczętą w kinie dokumentalnym. Moda na minimalizm w ścieżkach dźwiękowych do filmów tego gatunku zaczęła się w 1983 roku wraz z kontrowersyjnym filmem Godfreya Reggio Koyaanisqatsi, pokazującym jak ludzka cywilizacja wchodzi w interakcje z maszynami. Nastrojową muzykę skomponował Philip Glass, zastępując nią zupełnie narrację czy dialogi aktorów. Sukces osiągnięty przez duet Reggio-Glass został potwierdzony w dwóch kolejnych częściach trylogii, Powaqqatsi oraz Naqoyqatsi, i sprawił że minimalizm na dobre zagościł w muzyce filmowej lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych.

Grając Atlantique Nord tamtej nocy w Ukraińskim Domu, „ekstremista” mógł przyrównywać się do dzielnego Tabarly’ego. Albo i nie. Minimalizm, który w ostatnich kilku dekadach stał się główną tendencją w muzyce filmowej, wydawał się bardzo odpowiedni w sytuacji, kiedy wszystko dookoła było jak historia przeżywana w kinie rzeczywistości. Muzyka rozbrzmiewająca na Majdanie była nieodłącznym soundtrackiem do tego trzy-miesięcznego filmu, do wydarzeń w które nie sposób było uwierzyć zanim walki na dobre się nie skończyły. Na zawsze pozostaną w naszej pamięci, jak film, w którym aktorami byliśmy my wszyscy.

Lyubov Morozova
Przełożyła: Asia Meuś


https://www.youtube.com/watch?v=QHNVWWhyJdg