Na bieżąco

Prasówka 05.08.2019

Zapraszamy do nowej odsłony naszej cyklicznej rubryki, w której prezentujemy najciekawsze znalezione przez nas w internecie teksty dotyczące muzyki współczesnej oraz sound studies.

Redakcja / 5 Sie 2019

 1.

Pogrom społeczności LGBTQ+ w Białymstoku spowodował lawinę reakcji w przestrzeni kultury klubowej w Polsce. Nie tylko wyrazy solidarności stały się widoczne na mediach społecznościowych, ale również reakcje na deklaracje wsparcia pojawiły się wewnątrz tego małego środowiska. Z wielu krytyk, chcielibyśmy zwrócić uwagę akurat na te dwa artykuły przedstawiające refleksję nad polityką festiwali wobec społeczności LGBTQ+. Na łamach Resident Advisor ukazała się krótka notka, w której białostocki pogrom stanowi tło dla problematyczności działań PR-owych festiwalu Revival. Oświadczenie prezentowało festiwal jako „neutralny” wobec antagonizmu dwóch środowisk – kibiców piłkarskich i marszu LGBTQ+, odwołując się do koncepcji apolityczności muzyki. RA w takim zestawieniu prezentuje głosy, jakby oświadczenie kolektywu Oramics, Brutażu, festiwalu Unsound bardziej dotyczyły strategii Revivalu, niż wydarzenia w Białymstoku. Pokazuje to dynamiki lawiny, która najwyraźniej spowodowała niemożliwość nie określenia się wobec wydarzeń, przecież nawet apolityczność stanowi określoną postawę obywatelską. Czytając RA, warto posiłkować się analizą sytuacji zaproponowaną przez Pawła Klimczaka na łamach Soundrive, który pokazuje jak hasło „muzyka nie jest polityczna”  służyło jako równiarka polskiej sceny klubowej. Wskazuje na eskapistyczny charakter imprez i festiwali, również pod względem politycznego zaangażowania. Mainstream kultury klubowej wykorzystuje nazwę techno jako synonim wolności od obywatelskiego uwiązania w „tu i teraz” pomijając historyczne warunki i cele jakie przyświecały twórcom tego rodzaju muzyki. Klimczak pisze: „To, że środowisko klubowe w najpopularniejszej formie zostało przejęte przez „apolitycznych” brosów, którym zależy głównie na czystej zabawie i wygrzewie (często także pieniądzach), nie jest tajemnicą i w środowisku mówi się o tym od kilku lat”. Mainstream klubowy oferuje eskapistyczne działanie w przestrzeń niekończącej się imprezy, ale równocześnie działania określające siebie jako underground proponuje wizję utopii bezpieczeństwa. Nawet w wywiadzie dla Krytyki Politycznej organizatorzy festiwalu Unsound określali rolę festiwalu w życiu społecznym oraz swoją strategię solidarności jako tworzenie enklawy dla mniejszości i grup doświadczających opresji w tym kraju. Dlatego też „apolityczność” można określić jako perspektywę polityczną w kulturze klubowej, która się opiera na braku regulowania przez organizatorów w wytworzonej przestrzeni wydarzenia. Większość festiwali istniała w tym stanie, ponieważ dotychczas nie sprawdzano polityki instytucji-festiwalu, tak samo jak nie sprawdzano ilości procentowego uczestnictwa artystek. Kolejną warstwą poruszaną przez Klimczaka jest kwestia PR-u określona przez autora jako „porażka”, czyli jednym oświadczeniem udało się zniechęcić każdą grupę docelową. Jednak, co byłoby „sukcesem” takiego działania PR? Wyznaczenie forum dyskusji pomiędzy kibicami sportowymi i przeniesienie ostrza ataku opinii publicznej na bezcielesny faszyzm jako zarazy zalewającej Polskę? Czytając felieton ma się wrażenie diagnozy środowiska, lecz na bardzo małą skalę. Zadałabym pytanie – dlaczego nagle pojęcie Public Relation i polityki festiwali nie określa się jako polityczne działanie? Czy zaprezentowanie programu, przekonanie grupy osób do uczestniczenia oraz poświęcenia pieniędzy na funkcjonowanie, co więcej powielanie opinii przedstawionych przez daną instytucje-festiwal czymś się różni od partii politycznych? Uczestniczenie w rozdysponowaniu środków publicznych w skali mikro, czyli miasta? Może po pochowaniu mitu i neutralności w kulturze klubowej warto byłoby dobić zombie myślenia o „kultura to nie przestrzeń na politykę”, „festiwal w mieście nie wpływa na dynamikę gospodarczą i gentryfikacje miasta”, „festiwal to nie działanie krótkodystansowe w polityce miasta”. Jednak to działanie przypomina nowy film Jima Jarmusha Dead don’t die i to na pewno skończy się źle.

https://www.residentadvisor.net/news/44171?fbclid=IwAR11JMtyt0XI0NX4Q8x6gbAWNcRzdXE-XIXD_RNaLnM2Z_lrVZyET2r8Rpc

https://soundrive.pl/article/1911/symetrystyczny-fiflak-czyli-jak-odpolitycznia-sie-techno?fbclid=IwAR1QCwDI6qAQlF0PmNndf3n4jNbuPV7IkvK6fJXVtjbH-MBRbnL8A1WdkIk

 

2.

Kolejny przykład technoaktywizmu, tym razem z Azji Centralnej. „The Guardian” zamieścił niewielki reportaż o kazachskim kolektywie ZVUK. Moment publikacji nie jest przypadkowy, bo przypada na bardzo gorący politycznie okres w tym kraju – czas masowych antyrządowych protestów i zatrzymań (także aresztowań) po ustawionych wyborach, poprzedzonych marcową rezygnacją dotychczasowego satrapy, Narsułtana Nazarbajewa. Obok rodzącego się ruchu młodych Ojan Kazachstan! (Obudź się, Kazachstanie!) czy akcji #QazaqKoktemi (Kazachska wiosna) na serwisach społecznościowych, ZVUK jest inicjatywą, która dąży do społecznych i politycznych zmian w konserwatywnym i fasadowo demokratycznym Kazachstanie. Założony przez Nazirę Kassenovą, aktywistkę oraz djkę związaną z berlińskim Room 4 Resistance, nie raz występującą także w Polsce (Unsound, Tauron Nowa Muzyka), ZVUK poszerza swoją działalność o aspekt równościowy, zrzeszając społeczność LGBT, napiętnowaną w przeważająco islamskim i homofobicznie nastawionym Kazachstanie.  Na tematycznie zaagażowanych imprezach pojawiają się dje i djki zarówno z regionu, jak i z Europy Zachodniej, a członkowie kolektywu deklarują dźwiękowe inklinacje w stronę ciężkiego techno, acid, electro i szeroko pojętej dekonstrukcji muzyki klubowej. Trzymamy kciuki za Kazachów oraz wszelkie tego typu dźwiękowe aktywizmy.

https://www.theguardian.com/music/2019/jul/23/zvuk-club-almaty-kazakhstan-activists-lgbt-dance-music-clubbing?fbclid=IwAR0mtTs2iGfvsag3a-ieDODguUqqibxafZfmYsLGfD4vOKTyE79ZxDc5ArM

3.

Na łamach Quietusa Aimee Armstrong rozmawia z Antoniną Nowacką oraz Bogumiłą Piotrowską. WIDT zaraz wystąpi w Anglii na festiwalu Supernormal z towarzyszeniem „chóru” Cafe OTO. Siostry w zeszłym roku wystąpiły w OTO razem z Christophem de Babalonem i krótka rozmowa dotyczy m.in. właśnie współpracy ze znanym  producentem (na horyzoncie nowy materiał i koncert na Unsoundzie), aktualnego poszerzania formuły o dodatkowe głosy (kto był na niedawnym koncercie w ramach cyklu LADO w Mieście, ten wie, że to formuła, którą WIDT szykuje nie tylko na występ na Supernormal), nadziei na dalszą współpracę z Franceso Cavalere, cielesności ich muzyki oraz relacji między dźwiękiem i obrazem.

https://thequietus.com/articles/26873-widt-interview.

4.

W maju na deskach berlińskiego Ballhaus Naunnystrasse premierę miał performans dźwiękowy Echoing Europe – Postcolonial Reverberations autorstwa pochodzącego z Filipin meLê Yamomo. To bardzo ciekawa postać, profesor teatrologii na uniwersytecie w Amsterdamie, który zajmuje się m.in. sound studies w perspektywie postkolonialnej. W wywiadzie dla „TRAFO” opowiada o założeniach przedstawienia, które wyewoluowało z projektu badawczego Sonic Entanglements, poświęconego badaniu nowoczesności w Azji Południowo-Wschodniej poprzez nagrania z tego regionu z lat 1890–1950. Performując w duecie z pochodzącym również z Filipin Pepe Dayawem Yamomo, prezentuje szereg europejskich archiwów dźwiękowych epoki kolonialnej – m.in. etnomuzykologicznego Berliner Phonogramm-Archiv założonego w roku 1900 przez Carla Stumpfa oraz z kolekcji nagrań z obozu jenieckiego Halbmondlager z okresu I wojny światowej.

https://trafo.hypotheses.org/19223?fbclid=IwAR0O8vqthh3G6aPLGg-pibRAZt0o_E9H_15ExJ2i5VHgVLsz8UdjR8jdC-o

5.

Glenn Gould w swoim eseju z roku 1966 Perspektywy muzyki nagrywanej (The Prospects of Recording) poruszył temat muzyki tła, próbując podnieść ją do bardziej ambitnej i interaktywnej sztuki, a sam niemal przeprowadził się z sali koncertowej do studia nagraniowego, walcząc o wykonanie perfekcyjne w każdym  calu. Dziś, kiedy większość odbiorców słucha muzyki przede wszystkim online, źródło „elevator music” stanowią przede wszystkim internetowe streamingi z niezliczoną ilością utworów na rozmaite okazje. Wydawać by się mogło, że to sytuacja idealna, jednak istniejące i stale powstające algorytmy pozwalają na wyszukanie muzyki zoptymalizowanej w studiu do podobnych wytycznych, o co najwyżej przeciętnym poziomie artystycznym w ramach gatunku, stylu czy nastroju. W artykule dla NPR postawione zostaje pytanie, jak stworzyć muzykę, która będzie się zmieniała i reagowała inaczej przy każdym kolejnym przesłuchaniu? Z rozmaitymi odpowiedziami spieszą specjaliści z centrum MIT Media Lab, którzy postulują tworzenie muzyki coraz bardziej dynamicznej, płynnej i otwartej na reinterpretacje i remixy. Zamiast zrównywania wszystkich dźwięków do jednego poziomu w reżyserce, inżynierowie chcą stworzyć inteligentny algorytm, który usprawni przygotowywanie ścieżek, równocześnie czyniąc je bardziej interaktywnymi i nieustannie zmieniającymi się w czasie. Jeden z członków MIT Media Lab, Charles Holbrow, pracuje nad projektem „Evolving Media”, w którym nagranie ulegałoby ciągłym zmianom w zależności od tego, w jaki sposób jest ono konsumowane i udostępniane w internecie. Zmianie uległyby więc wszystkie mechanizmy służące do nagrywania, syntezy i miksowania muzyki, jak również wszelkie aplikacje do słuchania muzyki – wszystko to weszłoby w skład jednej interaktywnej platformy. Inny projekt prowadzony przez instytucję zakłada z kolei udział wszystkich mieszkańców różnych miast w tworzeniu miejskich symfonii przy pomocy aplikacji mobilnej umożliwiającej nagrywanie i zapisywanie rozmaitych dźwięków, które później mają ulegać miksowaniu online, różnym przekształceniom i ostatecznej inkorporacji do finałowej symfonii. W toku powstawania kolejnych projektów tego typu rodzą się pytania: które cechy utworów mogą ulec modyfikacji, by nie straciły one swojego oryginalnego charakteru? Jakie mogą być zagrożenia idące za tymi procesami? Czego mogą oczekiwać po nich sami twórcy? Mimo trudności warto spróbować na nie odpowiedzieć i podążyć tą ścieżką rozwoju muzyki zamiast pogrążać się we wciąż tych samych, stale optymalizowanych na potrzeby konkretnych platform dźwięków.

https://www.npr.org/2019/07/26/745315045/towards-new-musics-what-the-future-holds-for-sound-creativity?fbclid=IwAR2y2ewuGigUZ5K9t8Ugl7Hmr-zM5ZmKHF5FoETuRINU34NEjyfJPOesmmM&t=1564941240150

 

6.

Czy to w zgiełku miejskim, czy to na odludziu – mamy nadzieję, że w sezonie urlopowym nadrabiacie kontakt z naturą i co za tym idzie, naturalnie, namysł nad ekologią akustyczną (np. do akompaniamentu naszej ostatniej audycji w Radiu Kapitał). A wydaje się, że tematu nie można bagatelizować, skoro już u zarania życia (lęgowego) zwierząt występują doświadczenia stricte dźwiękowe… Jak na przykład u mewy romańskiej, której niewyklute pisklęta komunikują się ze sobą, przenosząc i odczytując wibracje skorup w momencie zagrożenia sygnalizowanego przez odgłos rodzica. Wielozmysłowe odbieranie fali akustycznej służy tu zatem jako wyrafinowana forma adaptacji do życia (stadnego, zwiększającego szanse przetrwania), zaś dźwięk od początku stanowi istotny środowiskowy wpływ na późniejszy rozwój embrionu (ulegającego stresowi z jednej strony, a socjalizacji z drugiej). Frapująca lektura dla wszystkich ewolucjonistów językowych.

https://www.theguardian.com/science/2019/jul/22/unhatched-birds-can-warn-others-of-danger-by-vibrating-shells?fbclid=IwAR2oVbLHFnGZTlxi8wX8mithXWCLqJ7HqxGq6axD0A3G3NJlUfapZ2jXUls

7.

Coraz więcej tekstów powstaje też na temat architektury słuchowej. Kilka dni temu również bbc opublikowało artykuł Lahshmi Sandhana, w którym przybliżony został problem roli ekologii dźwięku w środowisku miejskim i architekturze. Jak mówi twórca terminu architektury słuchowej Barry Blesser, nasze uszy wychwytują wszystkie dźwięki, niektórym tylko poświęcamy nieco mniej uwagi niż innym. Natomiast nawet nieświadomie wychwytywane przez nasz  słuch sygnały mogą w znaczący wpłynąć na to, jak czujemy się w danej przestrzeni. Nie od dziś wiadomo, że pomieszczenia wzmacniające wszelkie hałasy mogą powodować stany depresyjne i niepokój, natomiast szmery w otwartych przestrzeniach biurowych wpływają negatywnie na wydajność pracy. Akustyczne właściwości budynków mogą znacząco oddziaływać na nasze samopoczucie i emocje, dlatego też coraz więcej architektów zaczyna coraz bardziej świadomie podchodzić do doboru kształtu i materiału projektowanych budynków, jak i specjalistycznych pomieszczeń. Architektura słuchowa staje się więc ważna zarówno w życiu codziennym, jak i w procesie rekonwalescencji i walce z niektórymi chorobami – jak stwierdza Shea Michael Trahan, „kiedy przestrzeń działa jak instrument, może cię odpowiednio nastroić”. Tworzy się już pomieszczenia pomagające w zwalczaniu PTSD, depresji czy choroby Parkinsona. Susan Magsamen z Uniwersytetu  w Baltimore bierze udział w projekcie mającym na celu stworzenie przestrzeni wspomagającej rekonwalescencję dzieci po poważnych uszkodzeniach mózgu. Z kolei Michael Fowler bada różne przestrzenie pod kątem ich unikatowości dźwiękowej, by później wykreować odpowiednie algorytmy do tworzenia wzorcowych układów dźwiękowych do konkretnych pomieszczeń, z których architekci będą mogli korzystać, projektując konkretne budynki. Inne projekty zakładają zwalczanie dźwięków lotniska, tworzenie interaktywnych okien czy wprowadzenie ekwiwalentów dźwięków natury do przestrzeni miejskiej. Miejmy nadzieję, że coraz więcej firm architektonicznych zainteresuje się podobnymi rozwiązaniami, bo w końcu duże miasta wciąż ulegają coraz większemu zaludnieniu, a przy tym zanieczyszczeniu – tak środowiska naturalnego, jak i dźwiękowego.

http://www.bbc.com/future/story/20190729-how-the-sound-in-your-office-affects-your-mood?fbclid=IwAR2zAQzEf5WPQrPx0CbmXu9kblsV199toJx75nOa264OudwEYgyQaALblSw

 

8.

Przenosimy się do Amsterdamu i dzielnicy czerwonych latarni. Dokładniej, do zlokalizowanego tam Red Light Radio, internetowego radia nadającego niezależną i eksperymentalną muzykę klubową. Wspominamy o nim także w Mapie współczesnej eksperymentalnej radiofonii na łamach bieżącego „Glissando” #35. W ramach Pride Week Amsterdam w zeszłą sobotę radio oddało aż 8-godzinnie pasmo kolejnej równościowo zaangażowanej inicjatywie tanecznej, czyli Dance With Pride. Z naciskiem na kulturę queer, założyciele – nieco zaskakująco, ale świadomie – stawiają także na akcent modowy i identyfikacyjne t-shirty. Swoją działalnością Dance With Pride wspiera przede wszystkim multikulturowy projekt Queer Welfare, nastawiony na pomoc uchodźcom LGBTQI+. Jak słusznie zauważa Peter Kirn, autor CDM-owego wpisu, ostatnie wydarzenia w Białymstoku czy narastające homofobiczne nastroje nawet w tak tolerancyjnych państwach, jak właśnie Holandia czy Niemcy pokazują, że tego typu inicjatywy siłą rzeczy zaczynają nabierać międzynarodowego, wspólnego wymiaru. W podcastach usłyszymy zatem nie tylko język holenderski czy angielski, ale również somalijski czy marokański dialekt darija. Poza tym lżejszą muzykę klubową (a nawet arabską muzykę queer), z nieco ostrzejszymi akcentami (Dorothy Waste). Znowu pojawi się wątek kazachski (Tomi Rayis). Niezależnie od tego, czy utożsamiamy się ideowo z naczelnymi hasłami tego cyklu, które wspierają pracowników seksualnych, warto wsłuchać się w te naprawdę ważne dziś rozmowy.

 

8 hours of Dance with Pride radio, broadcast from an ex-prostitution window

 

 

(ab, am, mp, js, jz)