Na bieżąco

Prasówka 3.02.2020

Zapraszamy do nowej odsłony naszej cyklicznej rubryki, w której prezentujemy najciekawsze znalezione przez nas w internecie teksty dotyczące muzyki współczesnej oraz sound studies.

Redakcja / 3 lt. 2020

1.

Prasówkę otwierają dziś tradycyjnie #Gościnnewystępy. Pozwólmy sobie zestawić w rodzaj audiopaperu opublikowaną w dwóch różnych mediach rozmowę Piotra Tkacza z Jarosławem Kozłowskim (przypominamy numer #29!). Wywiad powstał w kontekście wystawy Słuchając okiem, która niedawno miała miejsce w Archiwum Idei – nowej instytucji na mapie Poznania. Stanowi ona „żywe archiwum” wcześniejszych inicjatyw Kozłowskiego, na czele z tzw. NET-em (nieformalną siecią międzynarodowej wymiany artystycznej, powołaną w latach 70.) oraz Galerią Akumulatory 2. Właśnie wokół instytucji ogniskuje się znaczna część drukowanej wersji rozmowy, opublikowana na łamach portalu „Kultura u Podstaw”. To jednak tylko wycinek znacznie bardziej teoretycznej dyskusji, której możemy posłuchać w zapisie audycji „zasypywanie kanonu”. Tkacz pyta Kozłowskiego – na tle kompozycji umieszczonych na wystawie – o jego podejście do wystawiania dźwięku, m.in. w kontekście sposobów ekspozycji, dyskusji o zapisach działań performatywnych czy budowania wystawienniczych narracji (wystawa, tak jak inne prezentacje prac NET-u oraz działalności Akumulatorów, np. obszerne Nieprzekupne oko, była oszczędna w opisach). Rozmowa nieuniknienie zmierza w stronę napięcia między konceptualnym pierwiastkiem sztuki oraz materialnym komponentem prac, nieustannie krążąc też między wierszami wokół problemu kuratorowania archiwum. Rozmowa fascynująca, tym ciekawsza, że sam Tkacz również był obecny na wystawie – poprzez projekt Anshicht von Osten formacji Revue svazu českých architektů.

https://kulturaupodstaw.pl/idee-zlapane-w-siec/

2.

Mówiąc o wywiadach, ostatnio dużo do powiedzenia ma wszechstronny Wacław Zimpel, który właśnie wydał swój kolejny solowy album. Przytaczamy wybraną rozmowę z Jakubem Knerą, w której klarnecista opowiada o swoich muzycznych fascynacjach i zalążkach kariery. Przywołuje początki nauki gry na klarnecie (najpierw w sposób klasyczny) i wspomina, jak ważne było dla niego zdobycie gruntownego wykształcenia w tej dziedzinie. W wywiadzie zaznaczone jest także płynne przechodzenie artysty przez różne style muzyczne, od inspiracji minimalizmem aż po elektronikę. Nie zabrakło pytań o fascynacje Zimpla tradycyjną muzyką hinduską. Muzyk przywołuje różnice między tamtejszym sposobem tworzenia muzyki a tym europejskim. W końcu podkreśla, że największe inspiracje przychodzą niespodziewanie i że nie jest w stanie w pełni kontrolować procesu twórczego. Odsyłamy także do wywiadu, który trzy lata temu przeprowadził dla nas Ryszard Gawroński, no i rzecz jasna do wydanej pod szyldem Ongehoord Massive Oscillations.

http://noweidzieodmorza.com/13685-waclaw-zimpel-wywiad/

3. 

Serię wywiadów kontynuujemy w towarzystwie Nielsa Rønsholdta, z którym porozmawiała niedawno Monika Pasiecznik. Opera Gaze for Gaze podzieliła publiczność zeszłorocznej Warszawskiej Jesieni (odsyłamy do relacji Karoliny Dąbek), warto więc skorzystać z okazji do bliższego zapoznania się z kompozytorskim credo, które Duńczyk sprowadza do pytania o sposoby doświadczania muzyki. Odpiera również wyrażane tu i ówdzie po polskiej premierze „zarzuty” o popowy wymiar swojej twórczości, nad podziały gatunkowe i wymogi muzyki nowej przedkładając emocjonalną komunikację ze słuchaczem. Ale i równorzędnie do niej traktowany zamysł, co przejawia się choćby już u nasady, w konceptualnym podejściu do materiału muzycznego – mimo że sam Rønsholdt stroni od cytatów, nie przeszkadza mu to w żonglerce konwencjami i przyswajaniu różnych stylów muzycznych. W wywiadzie wspomina także swych polskich studentów, wśród których znaleźli się m.in. Rafał Ryterski, Monika Szpyrka, Marta ŚniadyPaweł Malinowski.

https://pasiecznik.wordpress.com/2020/01/08/niels-ronsholdt/

4.

Tekst opublikowany w The Globe and Mail potwierdza, że wątki medyczne w świecie dźwięków są bardzo aktualne – co cieszy nas w kontekście tematyki aktualnego numeru #36 (dostępnego w sklepie). Choć to bardziej rozbudowana notatka niż pełnowymiarowy artykuł, porusza wiele istotnych kwestii. Dźwięki cywilizacji nieustannie bodźcują nasze uszy. To nie tylko samochody, fabryki, roboty budowlane, ale też telefony i powiadomienia o przychodzących wiadomościach. Hałas, bo na nim ostatecznie koncentruje się autorka, ma dwa wymiary – ten fizyczny i drugi, może nawet ważniejszy, mentalny. FOMO to nieustanny terkot myśli, ostatecznie prowadzący do wyczerpania.  Szacunki WHO dotyczące Europy mówią o kosztach leczenia chorób związanych z zanieczyszczeniem hałasem na poziomie ok. 40 mld euro. Ugruntowuje się i dynamicznie rośnie rynek usług związanych ze sprzedażą ciszy – planiści w miastach starają się przywracać mieszkańcom strefy wolne od hałasu. W podsumowaniu pojawia się wzmianka o Hildegard Westerkamp i jej spacerach dźwiękowych, a także o szeregu aplikacji używanych przez badaczy audiosfery miejskiej do lokalizacji miejsc pozbawionych hałasu (Hush City, NoiseTube, Noise Score). Westerkamp mówi: „wielu ludzi boi się ciszy (…), ale uczestnicy spacerów chcą się nauczyć, jak ją oswajać. Nie rozmawiamy. Słuchamy otoczenia i zachęcam ludzi, żeby słuchali własnych myśli i reakcji. (…) W ciszy słuchamy świata wokół nas w inny sposób. Lepiej rozumiemy siebie samych i ludzi wokół nas”.

https://www.theglobeandmail.com/life/health-and-fitness/article-in-an-increasingly-clamorous-world-silence-is-becoming-essential-to/

5.

Nie przestając nadstawiać uszu, czytamy na łamach „Przekroju” wywiad Marii Hawranek z Gordonem Hemptonem, ekologiem dźwiękowym, aktywistą oraz fieldrecordystą. Rozmowa wychodzi od dźwięków przyrody i poprzez tradycyjne Schaferowskie opozycje pejzażu dźwiękowego hi-fi oraz lo-fi zmierza ku różnym formom prowadzonej przez Hemptona działalności aktywistycznej. Odczuwając mnóstwo pozytywnych uczuć do samego Hemptona, mam ochotę na dyskusję ze znaczną częścią jego wypowiedzi – zresztą chyba nie jestem w tym odosobniony, skoro wywiad spotkał się ze sporym odzewem (zarówno afirmatywnym, jak i polemicznym) na różnych facebookowych grupach poświęconych nagraniom terenowym, sound studies czy ekologii akustycznej. Zawieśmy na boku wątpliwości co do tego, które dźwięki są definiowane jako „relatywnie głośne informacje dźwiękowe o niskiej wartości”, czy wątpliwości dotyczące „naturalności” nagrywanych dźwięków przyrody. Problem polega na tym, że działalność Hemptona jawi się jako pasmo porażek. I chociaż „zwiększanie świadomości” w zakresie ekologii akustycznej stanowi z pewnością ważną powinność, to powstaje pytanie, na ile pojęcie „ciszy” (które przecież jest konstruktem społecznym) w rozumieniu choćby Hemptona nadąża za współczesnymi przemianami kulturowymi? Jakie dźwięki wytyczają granice ciszy w dobie upowszechnienia Schaferowskeigo „flatline”, narastającego ruchu lotniczego/morskiego/samochodowego? Nie sposób też nie zacząć zastanawiać się, na ile we współczesnym świecie sensowna jest prezentowana przez Hemptona „logika rezerwatu”, a także jak głębokie w istocie musiałyby być zmiany oraz jak radykalne myślenie, które by rzeczywiście przeprowadziło dzisiaj rewolucję akustyczną…

https://przekroj.pl/spoleczenstwo/cisza-na-wyginieciu-gordon-hempton?

6.

Dźwięki mają jednak swe wyspy szczęśliwe. Jeffrey Arlo Brown w swoim wciągającym artykule obdarowuje nas historią powstałego w 2007 roku Klanghaus, Domu Muzyki w małej miejscowości we wschodnich Niemczech. Miejsce stworzone zostało przez komunę muzyków, artystów i terapeutów, którzy postanowili przekształcić swoją wrażliwość społeczną i poczucie misji w namacalny sposób – poprzez animację kultury i uprawianie sztuki na peryferiach. Mimo kilkunastoletniego stażu ich działalność do dzisiaj nie zyskuje jednak aprobaty lokalnej społeczności. Autor artykułu przypomina o sile i aktualności lęków powodowanych traumatyczną historią, trudnymi warunkami bytowymi, wciąż odradzającymi się mitami na temat inności, obcości. Ale także, w sposób nieco przewrotny, zwraca uwagę na swego rodzaju naiwność utopijną, która zaślepia i wzmacnia międzyludzkie mury. Artykuł naświetla, jak ważne jest wypracowanie odpowiednich, nowych narzędzi integracyjnych, a jak zawodne kumulowanie energii w ciasnej, ekskluzywnej wspólnocie. Lektura obowiązkowa dla aktywistów, którzy podejmują zagadnienia i działania muzyczne, ekologiczne, animacyjne. Można sobie podumać, jak mogłoby to wyglądać na znanych nam wsiach Polski, Anglii, Łotwy czy Ukrainy.

https://van-us.atavist.com/sounds-from-nowhere

7.

Teraz zaś wsłuchamy się w nośnik. W najnowszym numerze czasopisma „Sound Effects”, poświęconym partycypacyjnym aspektom kultury audio, tradycja miesza się z nowoczesnością. Z owej mieszanki w przewidywalny sposób wyłania się płyta winylowa, której współczesny renesans osadzony zostaje w kontekście społecznym przez Jasona Luthera i Patricka Williamsa, autorów artykułu Noise Over Signal. Wychodząc od normy, jaką w zdominowanej obecnie przez streaming rzeczywistości stanowi zindywidualizowane i sterylnie cyfrowe doświadczenie słuchowe, Luther i Williams pochylają się nad fenomenem tzw. listening parties, podczas których skupieni wokół gramofonu słuchacze nie tylko obcują z nagraniem w bezpośredni, fizyczny sposób, ale i z sobą nawzajem. Konkluzja jest jednoznaczna – tytułowy szum, zarówno ten obecny na czarnej płycie, jak i ten brzmiący wokół niej, w osobistych historiach, anegdotach, recenzjach i interakcjach słuchaczy, ma się całkiem dobrze. Wierność jednemu medium nie wyklucza też użytkowania innych – w sam artykuł wplecione zostały zresztą pliki audio z wypowiedziami uczestników Record Nites, listening party przedstawionego w tekście jako case study. Czytelnikowi nie pozostaje zatem nic innego, jak założyć słuchawki i – cyfrowo, indywidualnie – słuchać.

https://www.soundeffects.dk/article/view/116688

8.

Niestety, za opisanymi wyżej, wspaniałymi dźwiękowymi przeżyciami, ciągnie się również ślad węglowy. Zza ponownej popularności płyt winylowych i całego ich uroku, spozierają stare maszyny, hałas tajlandzkich fabryk, smród podgrzanych tworzyw sztucznych i rzeka Chao Phraya spływająca rakotwórczym nurtem. Reporter „The Guardian” prowadzi nas przez cały proces przypominający program „Jak to jest zrobione”, choć wynikająca z narracji opowieść, powinna być raczej zatytułowana „Jak to jest szkodliwe”. Wnikliwe dziennikarskie śledztwo zawierające garść konkretnych, niewesołych danych, nie poprzestaje na czarnej płycie i przypomina, że CD-ki oraz kasety to również produkty będące u swego zarania ropą. I które na całej swej drodze od niej, aż do finalnego produktu, także niemało szkodzą. Ale przecież, całe szczęście, postęp technologiczny pozwala nam się dziś cieszyć muzyką niefizyczną za sprawą różnorakich platform streamingowych! Otóż nie. To znaczy, rzecz jasna taka możliwość istnieje, ale, jak przekonuje dziennikarz, wcale nie jest środowisku obojętna, a wręcz jeszcze bardziej mu niemiła. Muzyka i w tym przypadku nie jest zupełnie odmaterializowana, streaming wciąż opiera się na jak najbardziej fizycznej i pożerającej energię infrastrukturze. Czy zatem pozostaje nam tylko w noc ciepłą usiąść na ganku i tam muzykować z przyjaciółmi? Spokojnie, trwają prace nad ekologizacją muzyki fizycznej i streamingowej, choć znów, nie wszystko jest takie proste. Akurat w tym samym tygodniu, portal „Pitchfork” przypomniał tekst opublikowany na swych łamach kilka już miesięcy temu, traktujący właśnie o negatywnym wpływie winylowego boomu na środowisko naturalne. Dołączamy link, bo artykuł podaje jeszcze więcej powodów szkodliwości, ale i pomysłów na jej zażegnanie.

https://www.theguardian.com/music/2020/jan/28/vinyl-record-revival-environmental-impact-music-industry-streaming?

https://pitchfork.com/thepitch/how-the-record-industry-is-trying-to-make-vinyl-more-environmentally-friendly/

9.

Co do zażegnywania szkodliwości, teraz przyjrzymy się problemowi tokenizmu w kulturze DJ-skiej (ale nie tylko), który naświetlono na internetowych łamach magazynu Four Four. Pytanie brzmi, czy w całości kobiecy line-up kończy problem nierówności w świecie muzyki? Kiedy już zrozumiemy, na czym właściwie polega zjawisko tokenizmu, że  nie jest on tożsamy z równością, a nawet wypacza jej sens, łatwiej jest zauważyć przejawy wciąż trwających dysproporcji – ale „w nowym wydaniu”. Takimi pod płaszczykiem z dobrze brzmiących haseł. Aby naprawdę mówić o równości, obecność kobiet w muzyce nie może być podkreślana jako coś niezwykłego, coś extra. Oczywiście, aby owa obecność nie budziła podobnych reakcji, musi być znormalizowana, powszednia, i to właśnie ważne zadanie dyskursu nastałej dekady. Życie muzyczne tworzą ludzie, po prostu ludzie. To, że wśród tych ludzi mamy przedstawicieli różnych tożsamości płciowych, o różnym pochodzeniu i orientacji, a jednak wspólnym, równym i respektowanym prawie do wypowiedzi – to już osobna, aczkolwiek zupełnie podstawowa kwestia i potrzeba. Tekst zawiera jeszcze więcej refleksji wokół tego tematu, dlatego tym mocniej go polecamy.

http://fourfourmag.com/women-who-dj-knowing-the-difference-between-tokenism-and-equality/

10.

Prasówkę zamykamy jeszcze jednym artykułem poruszającym ważny problem, pozostającym poniekąd w temacie naszych numerów #27-dziecko, #28-system oraz #36-medycyna: w minionym tygodniu znaczna część polskiego środowiska muzycznego skierowała wzrok na system szkolnictwa artystycznego w naszym kraju. Skierowała wzrok i wstrzymała oddech, czytając artykuł Aleksandry Szyłło, który ukazał się na łamach „Gazety Wyborczej”. Wychodząc od tragicznej samobójczej śmierci ucznia ZPSM nr 4 w Warszawie, dziennikarka diagnozuje szereg problemów związanych z profesjonalną nauką muzyki w Polsce: alarmujący stan zdrowia psychicznego dzieci, nastawienie na najlepszych, nadużycia w relacji uczeń-nauczyciel. Trudno się nie zgodzić, że potrzeba redefinicji instytucji szkoły muzycznej jest paląca – i nie tylko jej, wszak i wyższe polskie uczelnie faworyzują dziś kształcenie solisty-wirtuoza (a jedna jednostka pedagogiczna w Białymstoku wiosny nie czyni). Trudno jednak zaakceptować sensacyjny wydźwięk artykułu (tak, nie zabrakło straszenia „patointeligencją”), w którym na świadków brani są przede wszystkim rodzice. Wystawiający sobie zresztą wymowne świadectwo w wypowiedziach o innych zajęciach dodatkowych pociech czy nadziejach na „umuzykalniający” efekt szkoły bądź co bądź z definicji zawodowej. Ale może nie ma co się dziwić rozbieżnym oczekiwaniom rodziców i nauczycieli, skoro zawodowy profil jest tu dość paradoksalny – nie bez powodu w rankingach najlepszych stołecznych szkół podstawowych po prywatnych z czołówki listę państwowych otwiera dopiero szkoła muzyczna. Skoro jednak już o rankingach mowa, nie zapominajmy, w przeciwieństwie do Szyłło, o zeszłorocznym Raporcie Watchdoga. Na ile więc tekst dotyczy szkół artystycznych, a na ile obnaża powszechne problemy systemu edukacji w Polsce i zawodu nauczyciela jako takiego?

https://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,25627750,u-nas-w-szkole-muzycznej-czworka-to-porazka-uczen-sie.html

 

Zebrali: mk, am, jam, jz, ng, mu, ms