Na bieżąco

Prasówka 30.06.2020

Zapraszamy do nowej odsłony naszej cyklicznej rubryki, w której prezentujemy najciekawsze znalezione przez nas w internecie teksty dotyczące muzyki współczesnej oraz sound studies.

Redakcja / 30 czerwiec 2020

Fot. Christopher Lane (c) ,,The Times’’

1.

Rzadko w polskich mediach zdarzają się takie wywiady, dlatego tę prasówkę rozpoczynamy od rozmowy Filipa Lecha z Georgiem Friedrichem Haasem, która w połowie czerwca ukazała się na łamach Culture.pl. Kontrowersyjny kompozytor, jeden z najważniejszych współczesnych twórców, od niedawna prowokuje otwartością, z jaką opowiada o swojej intymnej relacji z żoną Molleną Williams-Haas (film Sztuka i perwersja o ich życiu i małżeństwie można było premierowo obejrzeć na początku marca na warszawskim festiwalu Her Docs). W odpowiedzi na pytania dziennikarza przybliża swoją wizję piękna, duchowości, przenikania codzienności do świata muzyki. Mówi o roli artysty, obowiązku walki za pomocą sztuki, zwłaszcza dziś w obliczu protestów po śmierci George’a Floyda. Nieoczekiwanie rozmowa skręca na nieoczywiste tory – izolację w Maroku, mszę Schuberta, wykonawstwo muzyki dawnej. Smaku całości dodaje kontekst współczesny, czyli YouTube z nieograniczoną zasobnością płytkich akustycznie zjawisk. Kompozytor zdradza nawet przepis, jak tworzyć, by nie dało się utworów opublikować w sieci. Sprawdźcie sami, czy to działa.

https://culture.pl/pl/artykul/georg-friedrich-haas-tworcy-nowej-sztuki-dzialaja-na-spoleczenstwo-jak-drozdze-wywiad

 

2.

Instagram stał się platformą, na której każdy jest w stanie wykreować swoje jestestwo poprzez treści wizualne – stwierdza Lyra Pramuk w najnowszym wywiadzie z serii ,,Rising’’ dla portalu Pitchfork. Dodaje, że aspekt ten jest ważny zwłaszcza dla osób queerowych, które w świecie realnym nie zawsze mają kontrolę nad swoim wizerunkiem. Stacjonująca w Berlinie twórczyni dobrze to rozumie, a jej instagramowy profil stał się pamiętnikiem tranzycji, którą przechodzi od kilku lat. Kreacja, czy raczej eksploracja tożsamościowa artystki dźwiękowej, znalazła też swój audialny wymiar w postaci albumu Fountain wydanego na początku tego roku. Wszystko, co na nim można usłyszeć, to głos Pramuk. Modyfikowany, loopowany, rozciągany i rozcyfryzowany, a jednak naturalny w swym rdzeniu (ziarnie?). Zresztą stapianie się człowieka na powrót z naturą to równie istotny aspekt tego materiału. Oprócz walorów estetycznych, praca z głosem na taką skalę ma dla artystki wymiar bardzo personalny. W rozmowie tłumaczy, jaką bolączką dla osób trans potrafi być brzmienie ich głosu. Zwłaszcza w przypadku transkobiet, kiedy terapia hormonalna nie wpływa na tembr głosu. Lyra Pramuk wspomina, jak sama starała się brzmieć ,,hiper-kobieco’’, jednak to tworzenie muzyki pozwoliło jej zrozumieć relację łączącą ją ze swoim głosem. W efekcie tej podróży przybrał on formę niebinarnego, pozbawionego genderu instrumentu. Nie musi być tym, czemu pozwalamy być ludzkie. Nie ma ciała. Jest wolny.

https://pitchfork.com/features/rising/lyra-pramuk-fountain-interview/.

 

3.

Widma przeszłości, szczególnie tej bliskiej i jeszcze możliwej do wyobrażenia, nawiedzają nas nieustannie. Artyści czerpią z nich garściami przy poszukiwaniu inspiracji, tego samego pragną także słuchacze. Tajemnicze, mityczne światy, które można zamknąć w jednym słowie – vibes. Nie musi być autentycznie, bo odtworzenie wyimaginowanego klimatu konkretnego środowiska, miasta, czy czasu tego nie wymaga. Nic więc dziwnego, że kiedy na TikToku pojawił się nurt soviet vibes związany z popularną piosenką Molchat Doma – Судно (Sudno) miliony użytkowników dało porwać marzeniu o życiu w Rosji. Nie ma znaczenia, że zespół pochodzi z Białorusi, język pełni tu rolę nośnika fantazji. Nieco przygnębiający świat ,,zatrzymany w czasie lat 90.” jest dostrzegalny i niemal uchwytny dzięki muzyce i tworzonych do niej przez użytkowników klipów. Prawdziwe życie w romantyzowanym kraju nie ma znaczenia, chociaż w serwisie pojawiły się zarzuty odnoszące się do bezkrytycznego promowania estetyki danej społeczności czy lokacji. Odwrócenie uwagi od problemów, z którymi boryka się kraj i przedstawienie go w mediach jako nowego, modnego kierunku podróży czy emigracji wymazuje z dyskusji w social mediach trudności życia w tym miejscu. Molchat Doma i idący za nim sowiecki vibe to tylko jeden z hauntologicznych nurtów wyrosłych na gruncie TikToka czy tumblra. Nieustanny, nostalgiczny zwrot w stronę przeszłości to od lat idée fixe artystycznych poszukiwań dla potrzebujących ucieczki od tego, co zbyt teraźniejsze i realne.

https://pitchfork.com/thepitch/how-belarusian-post-punks-molchat-doma-became-a-tiktok-meme

 

4.

DeForrest Brown Jr. w długiej, wielowątkowej, miejscami zapewne kontrowersyjnej, ale z pewnością bardzo ważnej rozmowie z Joshuą Minsoo Kimem wokół techno w kontekście napięć społecznych i rasowych w USA w dobie pandemii COVID-19 i protestów po zamordowaniu George’a Floyda. Punkt wyjścia stanowi zapowiadana na jesień książka Browna Jr. Assembling a Black Counter Cululture, a także szersza akcja „Make Techno Black Again”, której jest jednym z rzeczników (pojawia się nawet wątek czapek trawestujących Trumpowe „MAGA hats”. To również rozmowa o potrzebie i poszukiwaniu empatii w dzisiejszym odbiorze muzyki, potrzebie „empatycznego słuchania”, a także o „Black Music” jak krzyku opresjonowanej mniejszości. Do tego krytyczne spojrzenie na przyszłość rynku i współczesne praktyki konsumenckie. A na koniec specjalny mix.

https://toneglow.substack.com/p/018-deforrest-brown-jr

5.

James Acquaye Nortey-Glover kreśli dla „Resident Advisor” portret współczesnej sceny eksperymentalnej elektroniki w Ghanie – zanurzony w przeszłości, rozpięty między tradycyjnymi rytmami i użyciami instrumentów perkusyjnych, a współczesną diasporą oraz wpływami i reinterpretacjami różnych nurtów muzyki anglo-europejskiej. Wątki etnomuzykologiczne przeplatają się z refleksją nad tym, jak np. Hagan czy Bryte, działając w Londynie łączą współczesne nurty wyspiarskiej muzyki klubowej z muzyką Ghany, albo jak dzisiaj w Ghanie funkcjonują dwa nurty muzyki highlife – sekularny oraz religijny (gospel highlife). Nortey-Glover przygląda się więc zarówno twórczości wschodzących producentów (np. Gafucci), jak i przedstawicieli starszego pokolenia, którzy wracają dzisiaj po latach na emigracji (np. Pat Thomas). Przy okazji przypominamy, że na 2021 rok planujemy nasz #41 poświęcony muzyce i dźwiękom powstającym w trójkącie między Kinszasą, Harare a Dar es Sallam.

https://www.residentadvisor.net/features/3673

 

6.

Z tęsknoty za brzmieniem miasta powstał album The Missing Sounds of New York. Zauważono to, że miasta ucichły z powodu pandemii i zaczęto analizować ten stan. Otworzyły się też nowe możliwości dla badaczy, czego przykładem jest chociażby przytoczony już u nas prasówkowo Dawn Horus. Hałas miejski zniknął, co wiele osób powitało z ulgą. New York Public Library albumem przygotowanym we współpracy z Mother New York przekazuje słuchaczom pocztówkę z czasów przed epidemią. Dźwięki są tu wehikułem czasu i dowodem na to, że wymiar „vibrancy” poddawany ocenie w badaniach nad soundscapem miejskim opowiada o tożsamości dźwiękowej miasta. Krótki opis projektu zamieszcza „JSTOR Daily”, a „The Wire” opublikował recenzję albumu. Dźwięki metra, kroki przechodniów, wołanie taksówki, śmiech dziecka, szczekanie psa, muzyka uliczna, młoty pneumatyczne, dzwonek rowerowy, bicie skrzydeł wzbijających się w powietrze ptaków, samolot i wiele innych odgłosów… Sami możecie się przekonać z artykułu Justyny Anders-Morawskiej w #37 (sound design pod redakcją Justyny Stasiowskiej), czy album faktycznie wyczerpuje typologię dźwięków miasta. Na zakończenie warto odnotować za autorem recenzji Alanem Lichtem, że soundscape amerykańskich miast zmienił się ponownie pod koniec maja, na skutek protestów po zabójstwie Georga Floyda. Bo miasta to nie tylko hałas, to też miejsca ekspresji głosu obywateli – polis jest polityczne, pozwala na wypowiedzenie postulatu, mobilizację poparcia i przejście do działania.

https://www.thewire.co.uk/in-writing/essays/missing-sounds-of-new-york-by-alan-licht

https://daily.jstor.org/recalling-city-sounds-during-a-quarantine/?fbclid=IwAR2Pb3vtfydw02W89Ht025AZYKkE2TXIc7aoN3hfaxYayaJSOk0XsSF–iA

 

7,

W czasach zamknięcia sal koncertowych oraz przejścia aktywności muzycznej i dźwiękowej niektórzy zadali sobie pytania o genezę tych konwencji. Monika Pasiecznik w swoim artykule dla „Ruchu Muzycznego” (dobrze widzieć ją na tych łamach z powrotem) pisze o tym, jak świeżym wynalazkiem są w istocie filharmonie i tego typu placówki, co można też skonfrontować z artykułem Macieja Stasiowskiego z naszego ostatniego #37. Autorka przypomina, jak wcześniej muzykowano, zestawiając domowe koncerty z epoki romantyzmu ze współczesnymi inicjatywami, jak choćby rozgrywająca się w mieszkaniu Norwegian Opra Trønda Rheinholdtsena. W drugiej części szuka najdawniejszej genezy telekoncertów  w wynalazkach Athanasiusa Kirhera (przypominamy #24) i zakamarkach duńskiego zamku w Rosenborg, gdzie dźwięki grających w piwnicy Hainricha Schütza i Johna Dowlanda (sic!) dobiegały do uszu gości króla wiele kondygnacji wyżej. Wśród bliższych protoplastów internetowych streamingów Pasiecznik wymienia jednak Maryanne Amacher (seria instalacji City Links) i Marka Chołoniewskiego (działania pod szyldem Global Mix). Pasiecznik prognozuje, że w momencie poluzowania korona-restrykcji większą popularnością będą się cieszyły spersonalizowane koncerty kameralne, także w formule 1:1, oraz… spacery dźwiękowe (zapraszamy na nasz festiwal na dniach w Warszawie).

https://www.ruchmuzyczny.pl/article/259

 

 

(zebrali: jam, mk, jk, am, jt, wz)